To prezes Jarosław Kaczyński osobiście zażądał, żeby PiS złożyło projekt ustawy całkowicie zakazującej kryptowalut w Polsce. Obie główne frakcje w PiS nie ukrywają, że to dla nich bardzo poważny kłopot. Autorzy podcastu „W związku ze śledztwem” zastanawiają się, co to może znaczyć i skąd ten pomysł pojawił się u prezesa.
Projekt ustawy wpadł do Sejmu w poniedziałek wieczorem i postawił polityków PiS w co najmniej trudnej sytuacji. Projekt całkowicie uniemożliwia obrót kryptoaktywami w Polsce i stoi w sprzeczności ze wszystkim, co do tej pory PiS robiło w tej sprawie. Dwukrotnie popierając weto prezydenta, partia stała na stanowisku, że ustawa rządu Tuska jest zbyt restrykcyjna i za mocno reguluje rynek. Teraz PiS uznaje — w uproszczeniu — że kryptowaluty to oszustwo i należy ich po prostu zakazać.
— Wie pani, jak to jest. Nikt nie wiedział, że się podpisuje pod tym projektem. Podpisy jak zwykle były zbierane in blanco, a teraz nikt się nie wycofa, bo to prezes osobiście tę ustawę zaproponował — słyszymy w klubie PiS.
Obie największe partyjne frakcje mają z ustawą poważny problem. Mateusz Morawiecki oficjalnie mówi, że nie poprze takich rozwiązań, jakie proponują posłowie jego partii. — Nie byłem konsultowany — mówił w Radiu „Zet”.
— Nie można przechodzić od jednej skrajności do drugiej. To bardzo istotne, aby rozumieć, na czym polega współczesna gospodarka. Tokenizacja to trend, który będzie się rozwijał — przekonywał były premier.
Druga frakcja związana z politykami dawnej Solidarnej Polski i „maślarzami” mówi to samo, tylko po cichu. — Też nie byliśmy konsultowani. To jest bardzo złe rozwiązanie. W dodatku stawiające w niezwykle trudnej sytuacji prezydenta — słyszymy od przedstawicieli tego skrzydła.
Karol Nawrocki w kampanii wyborczej podpisał „deklarację toruńską” Sławomira Mentzena i chociaż w samym dokumencie nie ma ani słowa o rynku kryptoaktywów, to politycy Konfederacji uważają, że w rozmowie, która odbyła się wówczas na kanale ich lidera wyraźnie padło, że nie będzie utrudnień dla tych, którzy w krypto inwestują.
— I teraz co? Mamy tym trzem milionom ludzi, którzy mają wciąż rachunki na różnych giełdach kryptowalut powiedzieć w kampanii, że pójdą do więzienia, bo prezes nie rozumie tego rynku? — zżymają się nasi rozmówcy z PiS.
Sytuacja jest co najmniej mało komfortowa, bo choć posiadacze kryptowalut nie są tak licznym elektoratem, żeby dać pewne zwycięstwo partii, ich głosy mogą przechylić szalę w przypadku wyrównanych wyborów. W dodatku projekt ustawy daje Konfederacji nowe paliwo i pokazuje, że PiS nie rozumie nowoczesności.
— Nawrocki wygrał, bo w tamtej rozmowie wyborcy Mentzena dostali sygnał, że mają na niego głosować. Wybory parlamentarne są zupełnie inne i wyborcy Mentzena nie dostaną sygnału „hej, głosujcie teraz na PiS”. W dodatku PiS kręci nosem na wszystkich swoich potencjalnych partnerów, to z kim właściwie chce rządzić? — słyszymy od polityków bliskich Konfederacji.
Dlaczego zatem projekt w ogóle trafił do Sejmu? Dlaczego nikt nie wytłumaczył prezesowi, że to zły pomysł i że nie da się sprawy kryptowalut zamknąć w ten sposób? Od polityków PiS słyszymy, że są dwie możliwe odpowiedzi. Pierwsza jest oczywista — bo to wciąż prezes decyduje o tym, kto jest na listach wyborczych. Na razie to wciąż jego słowo jest decyzją partii, a sytuacja po prawej stronie sceny politycznej nie jest tak komfortowa, jak dekadę temu, kiedy właściwie każdy miał szansę trafić do nowego Sejmu. Spora część polityków PiS już teraz wie, że będzie musiała się sporo nawalczyć, żeby dostać biorące miejsca i jeszcze więcej, żeby do Sejmu się dostać. — O niczym innym teraz się w partii nie mówi — słyszymy od polityków PiS.
Druga odpowiedź brzmi: „być może prezes wie coś, czego my nie wiemy”. To, że PiS próbuje bezskutecznie od tygodni zrobić z afery Zondakrypto aferę rządu Tuska, jest oczywiste. Prezes mógł postanowić zatem przycisnąć premiera do ściany projektem ustawy i powiedzieć „o proszę, my chcieliśmy zakazać, a koalicja 13 grudnia się nie zgadza”.
— Musimy się od tego odciąć. Naprawdę nie wiemy, czy to nie jest wierzchołek góry lodowej, nie wiemy, co Tusk jeszcze wymyśli, musimy mieć coś, co pokaże, że nie mamy z tym nic wspólnego — tłumaczą nasi rozmówcy z PiS.
Tyle tylko, że jest na to zdecydowanie za późno. PiS bardzo obawia się, że dwie imprezy i dwie fundacje, na które Zondacrypto wpłacił pieniądze, a które są powiązane z prawicą, to nie wszystko i że zaraz, być może w trakcie śledztwa, okaże się, że jest tego znacznie więcej, a i kłopot będzie wtedy większy.
Jednak część z naszych rozmówców mówi „a wyobraża sobie pani co będzie, jeśli Tusk postanowi nas ograć i zgodzi się na tę ustawę? Co będzie, jak to trafi do prezydenta?”. Premier tego nie zrobi, ale gdyby projekt w kształcie zaproponowanym przez PiS naprawdę trafił na biurko Karola Nawrockiego, byłby gigantycznym problemem zarówno dla prezydenta, jak i partii.
„W związku ze śledztwem”
Ona jest czołową dziennikarką polityczną, on — uznanym reporterem śledczym. Prywatnie Dominika Długosz i Mariusz Gierszewski są małżeństwem z niemal 20-letnim stażem, a teraz łączą siły również jako współprowadzący podcast „W związku ze śledztwem”.
Nowe odcinki podcastu będą ukazywać się w każdy wtorkowy wieczór na stronie Newsweek.pl, w aplikacji Onet Audio, a także na kanałach Radia ZET i „Newsweek Polska” na YouTube.