Podobny los spotyka w tym czasie kilka aktorek z większym dorobkiem, na przykład Kim Basinger czy Sharon Stone.
W 1992 r. Joannę odwiedza w Stanach Zjednoczonych inna polska aktorka, Dorota Stalińska. Pacuła mieszka wtedy w willi, która niegdyś należała do Rudolfa Valentino, w malutkiej uliczce, za porośniętą soczystą zielenią starą bramą. Korzystając z koleżeńskiej wizyty Stalińska robi z Joanną wywiad dla „Twojego Stylu”. Dowcipnie zauważa przy tym, że nie zapyta jej, jak się czuje, bo mogłaby odpowiedzieć, że jak Pola Negri. Gwiazda kina niemego twierdziła, że Valentino był miłością jej życia, a w dniu jego pogrzebu dramatycznie omdlewała w blasku fleszy i rzucała się na jego trumnę. Ale to niejedyny kontekst, w jakim pada to pytanie. Rok wcześniej „Twój Ilustrowany Magazyn” ogłasza, że Pacuła „Hollywood wzięła szturmem”, i dopytuje, czy aktorka jest nową Polą Negri. W Polsce wciąż żyje mit „naszej” w Hollywood, nawet jeśli zestawienie z Negri jest nieco na wyrost.
A może nie do końca? Kiedy Pola Negri, a właściwie Apolonia Chałupiec z Lipna, robiła karierę, kino było nieme, konkurencja zaś nieco mniejsza. Wraz z nastaniem ery filmów dźwiękowych gwiazda Negri przygasła. Aktorka miała mocny akcent i zaskakująco niski głos, co kontrastowało z jej ekranowym wizerunkiem kusicielki. Pacuła swój tembr przekuła w walor, a akcent przytłumiła na tyle, że wciąż dostaje role. Tym aksamitnym głosem Joanna opowiada więc Stalińskiej, koleżance po fachu, jak zdrowo żyje się w Kalifornii (prawie jak na wsi). – A kiedy się pracuje, to bardzo intensywnie, ale tylko przez parę miesięcy. Potem masz wakacje. Jeśli jesteś wziętą aktorką, to robisz dwa, trzy filmy rocznie – tłumaczy. I wie, co mówi. W końcu sama robi ich każdego roku kilka. – Ja nie mam tu statusu gwiazdy – uściśla. – Ale jestem w zawodzie, jestem pracującą aktorką. To już bardzo dużo, ponieważ tu jest osiemdziesiąt procent aktorów bezrobotnych.
„Pracująca aktorka” to termin, jakim Pacuła określa siebie przez całą karierę, zaznacza, że właśnie taką aktorką jest, w wielu wywiadach na przestrzeni lat, i nie jest to przypadek ani błąd w tłumaczeniu. Nie każdą hollywoodzką aktorkę można tak nazwać. Working actress, pracująca aktorka, to taka, która regularnie przyjmuje oferty, może się z grania utrzymać, a między kolejnymi angażami pozwolić sobie na czekanie na propozycje i opłacanie rachunków. Nie musi być gwiazdą, by odnieść sukces w zawodzie. Sukcesem jest już bowiem to, że w nim pracuje. Meryl Streep nie jest „pracującą aktorką”, jest gwiazdą, która może przebierać w rolach, sława jednak nie determinuje sukcesu pracującej aktorki czy aktora. Decyduje o tym ciągłość zatrudnienia. Podkreślenie rozróżnienia między aktorką pracującą a gwiazdą wydaje się dla Pacuły bardzo istotne. Przynajmniej od początku lat 90., kiedy echo po jej szybkim podboju Hollywood jest już coraz cichsze. To daje do myślenia. Czy to możliwe, że w Polsce, z powodu nieporozumienia językowego, oczekiwano od niej, że zostanie wielką gwiazdą, tymczasem ona odniosła sukces, utrzymując się po prostu w profesji trudnej i niewdzięcznej?
Stalińskiej mówi jeszcze, że europejscy aktorzy nie mają w Hollywood szans, a „jedną z ról” nietrudno zagrać. – Jeśli chcesz iść z kimś do łóżka, to idź, ale na tym się zaczyna i kończy. Biznes nie ma nic wspólnego z życiem prywatnym. Tutaj nikt nie pójdzie z tobą do łóżka, jeśli nie poczuje w tobie pieniędzy. Bo biznes polega na tym, żeby tę osobę sprzedać. I ona musi mieć coś do sprzedania, być albo atrakcyjna, albo zdolna, albo musi być perfekt w tej roli. Oczywiście, ktoś musi w ciebie uwierzyć. W niektórych przypadkach na pewno bliski związek może w tym pomóc. Natomiast spanie z kimś nikomu niczego nie załatwia i nic nie znaczy.
Pacuła zwierza się Stalińskiej, że przez ostatnich pięć lat była w związku z człowiekiem spoza szołbizu. Związek się rozpadł, bo on chciał mieć kobietę w domu, a Pacuła to nie ten typ. – W 1991 roku byłam osiem miesięcy na planie, poza domem. To co ja mogę zaoferować drugiemu człowiekowi? – pyta. Dodaje, że parę lat wcześniej chciała mieć dzieci, nie jest jednak gotowa zrezygnować z kariery, bo całe życie na nią pracowała. Mówi, że żyje w chaosie, który dopiero zaczęła porządkować. W tym samym roku udziela wywiadu miesięcznikowi „Kobieta i Życie”. Żartuje, że Stalińska do poprzedniej rozmowy ją zmusiła, bo ona przecież nie lubi rozmawiać z mediami.
– Nie mam nic specjalnego do powiedzenia. W pierwszej połowie lat 90. podobno sporo przesiaduje „i czeka” w domu Roberta „Boba” Evansa. To Midas wśród hollywoodzkich producentów, który stał za sukcesami Love Story i Ojca chrzestnego. Pisze o tym w autobiografii Joe Eszterhas, scenarzysta-gwiazdor, seryjny wiarołomny mąż i w swoim własnym mniemaniu hollywoodzki niepokorny. W jednym z rozdziałów przytacza słowa „aktorki i modelki”, niejakiej „Michi”, która pomieszkiwała u matki w zachodnim Beverly Hills i u Boba w domu. Pewnego dnia wraz z matką dla poprawy humoru pojechały do fryzjera. „Miałyśmy szczęście, Cici jakoś nas wcisnęła, zaś Joanna Pacuła musiała poczekać”. Dalej Michi, która równie dobrze może być wytworem wyobraźni Eszterhasa, zauważa z lekceważeniem, że Pacuła „teraz akurat niewiele więcej ma do roboty oprócz czekania, często nawet czeka w domu Boba”. W innej swojej książce Eszterhas przyznaje, że usiłował nakłonić Pacułę, by z przyjęcia u Evansa wyszli razem i pojechali do niego. Ale „nie było takiej opcji”. (Ich drogi przecinają się, zresztą, jeszcze w innym kontekście: to właśnie Joe Eszterhas jest autorem scenariusza Nagiego instynktu, w którym rolę Pacuła miała odrzucić, i Pozytywki, do której dla odmiany bezskutecznie startowała).
Rozdział Dziewczątko Eszterhas wcisnął pomiędzy opowieści z pracy nad dreszczowcem erotycznym Sliver, który premierę miał w 1993 roku, a retrospekcją z dzieciństwa. Dla amerykańskiego czytelnika ten fragment książki pewnie był zabawny, dla polskiego ma gorzki posmak. Pacuła, kilka lat po wizycie Stalińskiej, znów „Twojemu Stylowi” powie, że domu Valentino „na szczęście się pozbyła”.
Był piękny, ale mieszkać w nim nie mogła. Straszyło tam. Na początku lat 90. chciała mieć wszystko, co najlepsze: dom z legendą, mercedesa, sławnych przyjaciół. – Człowiek przechodzi w życiu różne okresy. Chce mieć pewne rzeczy, bo nigdy wcześniej ich nie miał, ale wierzy, że go dowartościują. O karierze Pacuły krótko po wywiadzie udzielonym przez aktorkę „Twojemu Stylowi” pisze Dorota Terakowska. Zaczyna od kompleksu Polaków wobec Hollywood, kompleksu prowincji. „Wydaje nam się, że oni to WIELKI ŚWIAT – a my zapyziałe państewko na końcu świata”. Rozmyślania te naszły ją, gdy „traciła czas na oglądanie filmu produkcji amerykańsko-izraelskiej z Joanną Pacułą w głównej roli”. „Film był tak słaby, a Pacuła jeszcze gorsza, że nawet tytułu nie pamiętam”. „Oglądałam w piątek Pacułę i było mi jej żal. Nie wszystko, co nosi markę Hollywood, jest dobre. Pacuła zdaje się tego nie wiedzieć”. I dalej. „Jeżeli porównamy kilka ról Ewy Błaszczyk, Anny Romantowskiej, Doroty Segdy, Marii Pakulnis – to mają one szansę wejść do historii kinematografii, a role Pacuły jeszcze nie. Lub nigdy nie – choć szczerze jej tego życzę”. Czyżby?
Wygląda na to, że w tym czasie Pacuła trochę się miota. Z jednej strony gra we Włoszech, z drugiej wciąż przyjmuje role w Hollywood, a właściwie chwilowo na jego rubieżach. Jest w rozkroku między Stanami Zjednoczonymi a Europą, na moment ląduje też w Azji.
Poprzednia dekada na dobre wepchnęła ją do szufladki z kobietami fatalnymi i jedna wątpliwej jakości włoska komedia tego nie zmieni. Granie flądry o niecnych zamiarach Pacuła doprowadziła do perfekcji. Ale w tej szufladce bywa ciasno, światło też rzadko do niej dociera, o czym Polka właśnie się przekonuje. W tej szufladce nie siedzi sama. Podobny los spotyka w tym czasie kilka aktorek z większym dorobkiem, na przykład Kim Basinger czy Sharon Stone, która szczęśliwie uwolni się z niej dzięki Kasynu, ale początek lat 90. upływa jej pod znakiem dreszczowców. Zresztą to także popularność filmowych thrillerów sprawia wtedy, że celuloidowych kobiet fatalnych jest zbyt wiele. Lata 90. to nie tylko Nagi instynkt, ale i okres, kiedy wiele dziecięcych gwiazd lat 80. próbuje ról bardziej dorosłych. A jak łatwo przekonać widzów, że nie jest się już dzieckiem? Rozebrać się na ekranie, zaszokować rozbudzonym erotyzmem. Drew Barrymore robi to w Trującym bluszczu, Alyssa Milano występuje w serii erotyków, a w świecie tanich filmów gatunek ten ma się świetnie. Ta nisza również ma swoje gwiazdy: Shannon Tweed, Shannon Whirry czy Marię Ford, etatową odtwórczynię ról striptizerek w opresji. Powstają wybitne dreszczowce noir, jak Ostatnie uwiedzenie, w którym wspaniałą, samoświadomą i ironiczną rolę gra Linda Fiorentino. W mainstreamie nie ma więc chwilowo miejsca dla Polki, która głośno mówi o tym, że chciałaby pozbyć się łatki niebezpiecznej piękności i marzy o rolach bardziej wymagających.
Amerykanie wciąż jednak się nią na początku lat 90. interesują, czego dowodem jest list czytelnika nadesłany do redakcji kalifornijskiego dziennika „Desert Trail”. Perry Kain z Madison Heights chce wiedzieć, jakiej narodowości jest Pacuła. Niedawno zobaczył ją w Parku Gorkiego i Polka zrobiła na nim ogromne wrażenie. Autorka kolumny Michele Marks w odpowiedzi przytacza krótką historię sukcesu Pacuły w Hollywood i wylicza jej najważniejsze filmy. Wszystko to Amerykanie mogli już wyczytać w gazetach przez ostatnią dekadę. Mniej więcej w tym właśnie czasie Pacuła odrzuca rolę w Nagim instynkcie z powodu ekranowej erotyki. Z perspektywy czasu wydaje się to cokolwiek dziwne. Owszem, pod wpływem partnera zrezygnowała z Dziewięciu i pół tygodnia, ale później zagrała w Mężach i kochankach, a i w kolejnych latach przyjmuje angaże w thrillerach, które wcale pruderyjne nie są. Jeden z nich to Pasja zabijania, film, który na kasetach VHS ukazał się w USA w 1992 roku, gdy Pacuła podbijała Włochy. Znów rola femme fatale, kolejna do bogatej już kolekcji, można powiedzieć nawet, że imponującej. Jej Vanessa z Pasji zabijania w jednej ze swoich pierwszych scen wygląda, jakby ciuchy pożyczyła od Marleny Dietrich: ma na sobie białą koszulę i kapelusz, które szybko zrzuca, by uprawiać seks z żonatym kochankiem senatorem. Miłość zamienia się w nienawiść: w czasie szarpaniny Vanessa popycha lubego, który umiera raniony w krtań przez opadającą niczym gilotyna szybę okienną. Bohaterka Pacuły, jak Michelle Pfeiffer, salwuje się „ucieczką w noc”, wsiada do taksówki i mówi: „naprzód”. Za kierownicą siedzi gadatliwy Ben Shorr (Michael Nouri), taryfiarz, który marzy o pisaniu książek. Vanessa płaci mu krocie za kurs z Detroit do Seattle, a przez blisko 4 tysiące kilometrów i otulone śniegiem bezdroża ściga ich bezwzględny agent rządowy (jak zawsze demoniczny Michael Ironside, ekspert od ról czarnych charakterów).
Film Neilla Fearnleya dzięki śnieżnym krajobrazom przypomina nieco późniejsze o kilka lat Fargo braci Coen. To niezły i niespieszny thriller noir. Może nawet „zbyt noir dla własnego dobra”, jak zauważył recenzent na łamach „The Clarion-Ledger”. „Wszystko kończy się tragicznie, ale w finale taryfiarz-pisarz wydaje inspirowany swoją przygodą bestseller”. – Kręciliśmy Pasję zabijania w Winnipeg w Kanadzie. Było straszliwie zimno. Często żartowaliśmy z tego z Joanną, żeby podtrzymać się na duchu i jakoś to wytrzymać. Sprawiała, że często się śmiałem, praca z nią była przyjemnością – opowiada mi aktor. Nouri dodaje, że zapamiętał Pacułę jako piękną kobietę. – Mówiła bez akcentu – podkreśla. Ale w angielskim Vanessy słychać delikatny europejski zaśpiew. Także w scenie, kiedy Vanessa wsiada do taksówki Bena, a ten pyta ją, skąd pochodzi. – Jesteś Polką? – zgaduje. – Belgijką – odpowiada ona. Potem ucina rozmowę, bo nawijka Bena zaczyna ją drażnić. Temat trzaskającego mrozu powraca w rozmowie z reżyserem filmu Neillem Fearnleyem. – To była najsroższa zima od stu lat – wspomina. – Tak przynajmniej wszyscy nam powtarzali. W styczniu 1991 roku temperatura w Winnipeg spadła do minus 37,3 stopnia. – Lokalna policja sprawdzała, czy wszystko u nas w porządku, eskortowali nas też w czasie zdjęć na drodze. Pewnej nocy podjechał do nas radiowóz, policjant otworzył okno, o tak.
– Fearnley pokazuje między palcem wskazującym a kciukiem na oko 2 centymetry. – Zapytał, czy wszystko u nas OK, i od razu pojechał dalej. Innym razem Joanna i Michael powiedzieli, że zamarzają im szczęki i nie mogą nawet wypowiadać swoich kwestii. Zamarzały nam też obiektywy kamer, trudno kręciło się z większej odległości. Na planie dużej hollywoodzkiej produkcji takie warunki pewnie by nie przeszły. Ale jest rok 1991, a Joanna Pacuła nie gra już w filmach z pompą zapowiadanych w branżowych mediach, nie występuje w produkcjach szeroko reklamowanych. Taka jest rzeczywistość. Aktorka wciąż jednak nie traci renomy. Fearnley pamięta, że Polka była pierwszym wyborem do roli Vanessy. – Profesjonalna, zawsze przygotowana i gotowa do współpracy. Można z nią było dyskutować nad scenariuszem, często też dodawała do niego coś od siebie. Miała sporo przemyśleń na temat historii i swojej bohaterki. Pytam go o scenę erotyczną z początku filmu. Na ekranie nie widać twarzy Pacuły, gdy Vanessa wije się nago, co sugeruje udział dublerki. – Pamiętam doskonale, że dla Joanny bardzo ważne było chronienie swojej intymności. Chciałem, by te sceny były zrobione ze smakiem, i wkurzyłem tym wiele osób – mówi Fearnley potwierdzając to, co wcześniej usłyszałam od Arany, partnera Pacuły z Zagadki osobowości.
– Mam nadzieję, że Joanna ma poczucie, że traktowałem ją z szacunkiem. Ale po zakończeniu zdjęć producenci uznali, że sceny erotyczne trzeba przerobić. Za moimi i Joanny plecami zrobili dokrętki z dublerką. Byłem wściekły, bo to był całkowity brak szacunku dla Joanny, reszty ekipy i dla mnie. Nigdy już nie współpracowałem z tymi ludźmi. Zauważam, że w branży produkcji przeznaczonych na półki wypożyczalni to powszechna praktyka. – Owszem. Te filmy często miały charakter kina exploitation. Po Pasji zabijania byłem już nieco zgorzkniały. I ostrożny. W tamtym czasie thrillery erotyczne były na topie, a ja zrobiłem jeden i poczułem, że wystarczy. Pacuła robi ich więcej – w 1992 roku są jeszcze Oczy obserwatora (w scenie nagiej kąpieli Polkę też z pewnością zastępuje dublerka), a w 1993 Potrójna gra (kolejna podobna rola: Joanna gra nimfomankę uzależnioną od adrenaliny i ryzyka. Na prośbę męża-impotenta sprowadza do domu kochanków i pozwala mu oglądać. A czasem też zabijać. „Wyjątkowo nieprzyjemny i cierpki”, „Pacuła pokazuje ciało w świetnej formie i wyraźne zawstydzenie niemożliwie paradoksalną rolą” – komentują media). Nawet jeśli cieszy się z tego, że te występy pozwalają jej utrzymać status „aktorki pracującej”, pewne wykolejenie jej kariery nie przechodzi niezauważone. Jerry Krupnic ze „Star-Ledger” w swojej recenzji Pasji zabijania pisze wprost, że w Hollywood roi się od utalentowanych, pięknych ludzi, którzy swego czasu dysponowali sporymi możliwościami, wykorzystali je, a potem przepadli. „Może mieli kiepskich agentów? Może brakowało im ambicji, żeby naprawdę dokonać czegoś wielkiego? A może podpadli jakiemuś producentowi z wpływami i długą pamięcią”? – zastanawia się. „Pacuła, jedna z największych hollywoodzkich egzotycznych piękności, dziewczyna ze smutnymi oczami o kształcie migdałów, oczami, które obiecują niebezpieczeństwo. Pamiętacie ją z Parku Gorkiego, gdzie ukradła film Williamowi Hurtowi, Brianowi Dennehy i Lee Marvinowi. Ale to było dokładnie dziesięć lat temu i od tamtej pory rzadko ją widujemy”.
Do Polski wieści o tym, że gorzej jej się wiedzie, jeszcze nie docierają. „Zwierciadło” wybiera Pacułę na jedną z bohaterek tekstu o trzydziestopięcioleciu pisma. Pacuła zdaniem „Zwierciadła” wygląda w 1992 roku młodziej niż przed dekadą, chciałaby uwić gniazdo z partnerem, którego dopiero musi znaleźć. Na zdjęciu jest naturalna i roześmiana, to fotos z Afrykańskiej przygody. Oprócz niej trzydzieste piąte urodziny wraz ze „Zwierciadłem” obchodzi szef KLD i poseł Donald Tusk.
Fragment książki Marty Górnej „Pacuła. Najsłynniejsza Polska na świecie” wydanej nakładem Wydawnictwa Agora.