Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Włochy. Na Sardynii służby wykryły dziesiątki niezarejestrowanych jachtów

Włochy. Na Sardynii służby wykryły dziesiątki niezarejestrowanych jachtów

16 maja, 2026
Emerytury stażowe. Resort pracuje nad rewolucją w świadczeniach

Emerytury stażowe. Resort pracuje nad rewolucją w świadczeniach

16 maja, 2026
Mentzen walczy z Bosakiem. Chce zablokować jego koalicję z Kaczyńskim [OPINIA]

Mentzen walczy z Bosakiem. Chce zablokować jego koalicję z Kaczyńskim [OPINIA]

16 maja, 2026
Biedronka przecenia sprzęty Philips i Hoffen. Megaoferty już od soboty – Biznes Wprost

Biedronka przecenia sprzęty Philips i Hoffen. Megaoferty już od soboty – Biznes Wprost

16 maja, 2026
Niepewność wokół dostaw broni z USA. Tajwan wysyła jasny sygnał do Trumpa

Niepewność wokół dostaw broni z USA. Tajwan wysyła jasny sygnał do Trumpa

16 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Włochy. Na Sardynii służby wykryły dziesiątki niezarejestrowanych jachtów
  • Emerytury stażowe. Resort pracuje nad rewolucją w świadczeniach
  • Mentzen walczy z Bosakiem. Chce zablokować jego koalicję z Kaczyńskim [OPINIA]
  • Biedronka przecenia sprzęty Philips i Hoffen. Megaoferty już od soboty – Biznes Wprost
  • Niepewność wokół dostaw broni z USA. Tajwan wysyła jasny sygnał do Trumpa
  • Kobosko o działaniach Żurka: Opinia publiczna powinna się dowiedzieć
  • Fenomen żydowskich miasteczek w Polsce. Jedno z nich noblista rozsławił na cały świat
  • Twórca sukcesu Sagi mówi, jak kupują klienci. „Marketingowcy żyją w bańce” – Biznes Wprost
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Liczy zabitych w Ukrainie Rosjan. „Ostatnio głośno o »czarnych wdowach«”
Liczy zabitych w Ukrainie Rosjan. „Ostatnio głośno o »czarnych wdowach«”
Aktualności

Liczy zabitych w Ukrainie Rosjan. „Ostatnio głośno o »czarnych wdowach«”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości16 maja, 2026

Na Zachodzie ciężko ranny nie wraca do walki, ale w Rosji jest inaczej. Zachodnia mentalność tu zawodzi — mówi Olga Iwszina, z rosyjskiej sekcji BBC, która straty Rosji wojnie. Na liście ma już 217 tys. nazwisk, ale przyznaje, że ofiar na pewno jest o wiele więcej. I opowiada o motywacjach rekrutów, okradaniu żołnierzy i wysyłających mężów na front „czarnych wdowach”.

Newsweek: Ilu rosyjskich żołnierzy musiałoby zginąć w Ukrainie, żeby Putin zakończył tę wojnę?

Olga Iwszina, dziennikarka rosyjskiej sekcji BBC: Nie wiem, czy jest jakiś limit. Znaczenie ma nie tylko liczba poległych, ale także to, kim byli i skąd ich zwerbowano. Kreml miał zawsze problem z informowaniem opinii publicznej o liczbie poległych w wojnach. Do dziś nie wiadomo na przykład, czy władze podały ostateczną liczbę żołnierzy, którzy zginęli w Afganistanie…

Mówi się o 15 tys. żołnierzy.

— Wielu ekspertów jednak twierdzi, że pominięto tych, którzy zmarli w szpitalach w wyniku odniesionych ran. Wciąż trwa też debata, ilu żołnierzy zginęło w Czeczenii. Oficjalna liczba jest blisko dwa razy mniejsza niż ta podawana przez komitet matek poległych, a matki przecież wiedzą lepiej. BBC zajęło się monitoringiem poległych żołnierzy, bo zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli nie policzymy ich dokładnie, nazwisko po nazwisku, to świat nigdy się nie dowie, ilu ludzi straciła w tej wojnie Rosja.

Co wynika z waszych wyliczeń?

— Ustaliliśmy na przykład, że w roku rozpoczęcia pełnoskalowej wojny najwięcej poległych żołnierzy pochodziło z tzw. republik ludowych donieckiej i ługańskiej, czyli wcielonych do rosyjskiej armii mieszkańców terytoriów okupowanych przez Rosję. Szacujemy te straty na 21-23 tys. Rosyjskie społeczeństwo w żaden sposób tego nie odczuło, bo nigdy nie zetknęło się z tymi ludźmi, nie chodziło z nimi do szkoły, nie pracowało w jednej firmie itd. Ich groby nie rzucają się w oczy, bo zostali pochowani w Doniecku i Ługańsku, a Rosjanie tam nie jeżdżą. Drugą grupą żołnierzy, których śmierć mało kto w Rosji zauważył, są więźniowie. Mamy dowody na to, że Rosja zwerbowała 50 tys. osadzonych, ale prawdopodobnie było ich znacznie więcej.

O jakich więźniów chodzi?

— Zaczęło się od rekrutacji przeprowadzonej przez Grupę Wagnera w koloniach karnych na terytorium całej Federacji Rosyjskiej. Wiemy o tych żołnierzach bardzo dużo, bo jeden z informatorów przekazał nam dokumenty finansowe Grupy Wagnera ze szczegółowymi danymi wypłat trumiennego [ros. grobowyje, czyli jednorazowe odszkodowanie dla rodzin poległych w Ukrainie — red.]. Rekrutacja była masowa — od Dalekiego Wschodu aż po Królewiec — i obejmowała niemal wszystkich osadzonych, z wyjątkiem więźniów politycznych, osób skazanych za terroryzm i odsiadujących karę dożywocia. Powoływano bataliony specjalne ze skazanych z HIV i z wirusowym zapaleniem wątroby typu B, których rzucano na najgorszy odcinek frontu, skąd nie mieli szans wrócić żywi.

Na froncie znaleźli się gwałciciele i mordercy, ale największy odsetek stanowili skazani za drobne przestępstwa narkotykowe — kurierzy, dealerzy itp. Według szacunków organizacji pozarządowych zajmujących się systemem więziennictwa rosyjskie MON zrekrutowało jak dotąd ponad 150 tys. więźniów. Nam udało się potwierdzić z imienia i nazwiska, że co najmniej 20 tys. z nich zginęło, ale prawdziwa liczba poległych z tej grupy może sięgać nawet 50 tys. Czy Rosjanie to zauważyli? Niekoniecznie. Czy mieszkańcy Moskwy albo Petersburga odczuli ich stratę? Nie do końca. To byli ludzie odizolowani od społeczeństwa, odsiadywali długie kary.

Olga Iwszina, dziennikarka rosyjskiej sekcji BBC

Foto: Archiwum prywatne

Sytuacja zmieniła się gwałtownie, kiedy we wrześniu 2022 r. ogłoszono częściową mobilizację. I dopiero kiedy zaczęli ginąć „nasi chłopcy”, notowania Putina zaczęły spadać, a obawy ludzi co do sensowności wojny — rosnąć. I to jest jeden z powodów, dla których władze nie ogłosiły jak dotąd kolejnej fali mobilizacji.

Osobny problem to poborowi, którzy wbrew obietnicom Putina, że nie trafią na front, byli zaraz po pełnoskalowej inwazji wysyłani do Donbasu. Opinii publicznej się to bardzo nie podobało, więc zostali stamtąd zawróceni, ale w pewnym sensie poborowi wciąż biorą udział w tej wojnie, bo pilnują granicy z Ukrainą, gdzie można stosunkowo łatwo zginąć.

Trudno więc powiedzieć, jaka liczba poległych byłaby krytyczna, bo władzom udaje się trzymać ludzi w nieświadomości. Rosjanie nie znają prawdziwej skali strat, więc nie widzą w tym problemu. A do służby wojskowej zgłaszają się głównie mężczyźni z małych wiosek i miasteczek, leżących często w odległych regionach. Jak wynika z naszych analiz, prawdopodobieństwo, że na froncie w Ukrainie zginą proste chłopaki z Tuwy, Buriacji czy Ałtaju, jest 20-30 razy większe, niż że polegną mieszkańcy Moskwy lub Petersburga.

Tuwa ma najwyższy w Federacji Rosyjskiej wskaźnik śmiertelności na mieszkańca. Przeciętna oczekiwana długość życia jest tam bardzo niska, a to oznacza, że mężczyźni z Tuwy mają znacznie mniejsze szanse na dożycie 50 lat niż ci z jakiejkolwiek innej części kraju. W dodatku wskaźniki przestępczości w Tuwie są najwyższe, i to od dziesięciu lat z rzędu, a najbardziej powszechnym przestępstwem nie jest kradzież ani handel narkotykami jak w całej Rosji, tylko morderstwo albo inne brutalne przestępstwa.

Życie żołnierza z Tuwy jest dużo „tańsze” niż tego z Moskwy?

— To spore uproszczenie. Chodzi o to, że mieszkańcy Tuwy podświadomie wiedzą, że mają mniejsze szanse na przeżycie niż gdziekolwiek indziej w Rosji. A jeśli dorastasz w brutalnym środowisku, twoje życie wydaje ci się niewiele warte i w rezultacie łatwiej ci się zaciągnąć do armii. Regiony, w których wskaźniki ubóstwa są wyższe od przeciętnej, dostarczają więcej ochotników na mieszkańca niż te bogatsze. Wiele zależy więc od warunków życia. „Skoro życie w moim regionie jest tak przygnębiające, dlaczego nie zaryzykować?” — mogą myśleć mężczyźni zaciągający się do armii. Przynajmniej od 2024 r., kiedy podniesiono znacznie premie za podpisanie kontraktu z armią.

Ilu naliczyliście poległych od czasu pełnoskalowej inwazji?

— Zacznę od tego, że liczymy nazwisko po nazwisku.

Macie w swej bazie nazwiska wszystkich poległych?

— W tej chwili figuruje w niej 217 808 nazwisk [dane z 11 maja — red.]. Zachodnie wywiady wliczają w straty wojenne także rannych i jeńców, dlatego wychodzą im „piękne” liczby — milion, półtora miliona. My uwzględniamy tylko zabitych.

Center for Strategic and International Studies szacuje, że od lutego 2022 r. Rosja straciła 1,2 mln żołnierzy.

— Podając amerykańskie straty w Iraku czy Afganistanie, liczono tylko zabitych. Dlaczego więc traktujemy Rosję inaczej? I jak bardzo trzeba być rannym, żeby trafić do tej statystyki? Na Zachodzie ciężko ranny nie wraca do walki, ale w Rosji tak nie jest. Zachodnia mentalność tu zawodzi, bo w Rosji jeden żołnierz może być policzony jako „wyeliminowany” kilka razy. Może bowiem zostać ranny, ledwie podleczony i wysłany ponownie na front, gdzie trafi do niewoli, z której na przykład ucieknie i znów jedzie walczyć. Znamy takie przypadki, mogę podać nazwiska. Zdarza się, że jednego mężczyznę liczy się pięć razy. Dlatego koncentrujemy się na imiennej liście poległych.

Jak zbieracie te dane?

— Każde nazwisko sprawdzamy podwójnie. Nie opieramy się na zdjęciach zwłok żołnierzy. Jako wiarygodnych źródeł nie traktujemy też list zabitych publikowanych przez stronę ukraińską. Mogą być dla nas co najwyżej punktem odniesienia. Korzystamy tylko z otwartych źródeł. Podzieliłabym je na cztery kategorie. Pierwszą są oficjalne komunikaty o śmierci danego żołnierza. Może to brzmieć dziwnie, ale przynajmniej połowa nazwisk poległych z naszej listy została oficjalnie potwierdzona przez stronę rosyjską. Zwykle na niskim szczeblu — np. przez dyrektora biblioteki czy szkoły, do której chodził, albo przez sołtysa, który organizuje pogrzeb. Drugą kategorią źródeł są media społecznościowe. W tym wypadku zachowujemy jednak sporą ostrożność. Uwzględniamy post tylko wówczas, kiedy jesteśmy pewni, że istnieje bezpośredni związek między opublikowanym nazwiskiem a osobą, która zamieszcza wpis — na przykład matka, ojciec lub rodzeństwo informują o śmierci syna czy brata. Jeśli nie ma jasnego powiązania, szukamy dodatkowych źródeł, które mogłyby potwierdzić prawdziwość posta.

Trzecia kategoria nie jest zbyt duża, ale bardzo ważna — to zdjęcia i nagrania wideo przedstawiające groby żołnierzy oraz pomniki wojenne. Dostajemy je od naszych wolontariuszy. Chciałabym powiedzieć o nich więcej, ale nie mogę, bo to, co robią, traktowane jest w Rosji jako przestępstwo. Powiem więc tylko, że to niezwykle odważni ludzie. Zdjęcia i nagrania z cmentarzy pozwalają nam zrozumieć, ilu śmierci nie uwzględniliśmy w swojej statystyce. W Rosji panuje bardzo szeroka i restrykcyjna cenzura wojenna. W niektórych regionach urzędnicy skłaniają rodziny, by nie rozpowszechniały wieści o poległym na wojnie ojcu czy synu. Każde nowe zdjęcia z cmentarza sprawdzamy z naszą listą. Z fotografii zwykle wynika, że to żołnierze, którzy zginęli na wojnie, a nie np. zmarli na zawał. Mają na sobie mundury, na ich grobach leżą wojskowe wieńce, takie, jakie wysyła rodzinom poległych rosyjskie MON. Co ciekawe, na rosyjskich cmentarzach jest o 50 proc. więcej nazwisk poległych, niż wynikałoby to z wpisów w mediach społecznościowych.

Czwarta kategoria źródeł to rejestry państwowe. W Rosji istnieją specjalne grupy, bardzo liczne fora publiczne, na których ludzie szukają swoich krewnych zaginionych w akcji. Zapisujemy pojawiające się tam nazwiska, ale nie oznaczamy ich od razu jako zmarłych, tylko sprawdzamy po roku z oficjalnym rejestrem państwowym. Korzystamy np. z sądowego rejestru spadkowego, bo baza spraw spadkowych jest w Rosji publiczna. Podsumowując — na podstawie informacji z cmentarzy i dynamiki, którą obserwujemy, mogę powiedzieć, że rzeczywista liczba poległych rosyjskich żołnierzy jest o 45-55 proc. wyższa, niż wynika z naszych obliczeń. Myślę, że to gdzieś pomiędzy 350 a 450 tys.

To za mało, by skończyć wojnę?

— No cóż, Rosja jest ogromna. Biorąc pod uwagę całkowitą liczbę mieszkańców, można założyć, że zginęło około 1 proc. populacji mężczyzn. Pamiętajmy jednak, że Rosja jest społeczeństwem autorytarnym i Kreml przygotowywał się do tej wojny przez lata. Do więzienia idzie się już za nazwanie tej wojny wojną. Ujawnianie strat w ludziach to zdrada stanu, można dostać za to nawet 20 lat. Tymczasem ludzie jak to ludzie — próbują przetrwać, są bardzo ostrożni. Poza tym Rosjanie nie wiedzą, ilu dokładnie żołnierzy poległo. Na przykład mieszkańcy prowincji mogą wiedzieć co najwyżej o 20 z ich wsi, którzy nie wrócili z frontu do domu, ale nie znają nawet skali strat w ludziach we własnym regionie. Bieda, strach i niewiedza to siła Kremla.

Rozumiem, że żadna z rosyjskich organizacji nie zajmuje się zbieraniem i rozpowszechnianiem takich informacji.

— My to robimy.

Pracujesz dla BBC.

— W świetle obowiązującego prawa jestem „zagranicznym agentem”, podobnie jak mój kolega z portalu Mediazona [rosyjski niezależny portal, który współpracuje z BBC przy liczeniu zabitych — red.]. W Rosji wszczęto przeciw niemu sprawę karną.

Znacie średni wiek tych, którzy zginęli?

— Przez pierwsze kilka miesięcy 2022 r. mediana wynosiła około 21 lat, ponieważ Rosja rzuciła do walki doborowe jednostki — młodych, dobrze wyszkolonych chłopców, np. spadochroniarzy. Kiedy zaczęli rekrutować więźniów, średni wiek poległych podniósł się do 33 lat. Obecnie mediana wynosi 37-38 lat, bo wielu ochotników, którzy podpisują kontrakty z MON, ma powyżej 45 lat. To wszystko działa na korzyść Kremla — ludzie inaczej reagują na wiadomość o śmierci dobiegającego pięćdziesiątki mężczyzny, który zgłosił się na ochotnika, a inaczej, kiedy ginie młodziutki chłopiec z poboru.

Co wiadomo o tych, którzy się zaciągają?

— To bardzo różne grupy. Od lutego 2022 r. na front wysłano tak wielu osadzonych, że w Rosji trzeba było zamknąć kilkadziesiąt więzień! Przepisy zmieniono tak, że nawet złapani na gorącym uczynku mordercy mogą uniknąć wyroku, jeśli zgłoszą się na ochotnika do armii. A jak walczą dzielnie i wypełniają wszystkie rozkazy, po powrocie zostaną oczyszczeni ze wszystkich zarzutów, zwłaszcza jeśli dostali jakiś medal…

Ochotnicy z Tuwy i innych biednych regionów Rosji zaciągają się tylko dla pieniędzy?

— Nie odpowiem w ich imieniu, ale pieniądze odgrywają rzeczywiście bardzo ważną rolę. Rosyjscy ekonomiści wyliczyli, że za samo podpisanie kontraktu z armią ochotnicy mogą dostać premię o równowartości 20 tys. dol.

A potem kolejne bonusy?

— Jeśli przeżyją pierwszy rok, dostają łącznie około 50 tys., a to znacznie więcej, niż niektórzy mogą zarobić przez całe życie. Jeśli zginą, rodzina dostaje co najmniej drugie tyle trumiennego. Dobiegający pięćdziesiątki ojciec czwórki dzieci mówił mi niedawno: „Całe życie harowałem jak wół, ale odkąd pamiętam, mam długi. Nie jestem w stanie zapewnić dzieciom takiej przyszłości, jakiej dla nich chciałem. Czuję, że je zawiodłem, a życie mija. Pomyślałem sobie, co mi tam, jestem gotów zaryzykować, bo nawet jeśli zginę, zapewnię dzieciom lepszą przyszłość”. To wykształcony człowiek, ma doktorat nauk technicznych. Jeśli jesteś dzieckiem żołnierza walczącego w Ukrainie, możesz dostać się na dowolny rosyjski uniwersytet, mając przeciętne oceny. Wystarczy, że nie oblejesz egzaminu.

Co się stało z tym człowiekiem?

— Został ciężko ranny, stracił część dłoni, ale wrócił do domu. Dostał premię za zaciągnięcie się i kolejną za odniesione rany. Jego długi zostały umorzone, a dzieci mają zapewnione studia na dobrej uczelni.

Zrobił interes życia?

— Dokładnie. Taką ofertę Rosja składa teraz mężczyznom w jego wieku. I wielu chwyta się na tę przynętę. Władze prowadzą bardzo przemyślną politykę. Jeden z rosyjskich ekonomistów wyłożył mi to w prosty sposób: „Zachód uważa, że rosyjska gospodarka wkrótce się załamie i że to negatywnie wpłynie na rekrutację żołnierzy. Jest dokładnie odwrotnie — im bardziej podupadać będzie gospodarka, tym więcej facetów będzie gotowych się zaciągnąć”.

Jakiego wsparcia może się spodziewać rodzina zabitego żołnierza?

— Z puli federalnej i regionalnej to w sumie równowartość 60 tys. dol.

W Tuwie to majątek.

— Znacznie więcej pieniędzy, niż mogliby zarobić przez całe życie. Tyle że w Rosji nic nie jest proste. W armii szaleje korupcja. W niektórych jednostkach dowódcy po prostu okradają swoich żołnierzy. Mówią im na przykład: „Jeśli chcesz przeżyć, musisz oddać mi część swojego żołdu”. Albo: „Odpal działkę, jeśli nie chcesz być codziennie bity”, „Musisz się dorzucić, bo kupujemy drony”. Trumienne też staje się łupem. W Rosji jest ostatnio głośno o tzw. czarnych wdowach. To kobiety, które wychodzą za mąż tylko po to, by po odurzeniu zmusić małżonka do podpisania kontraktu w nadziei, że zginie i zainkasują trumienne. Kilka „czarnych wdów” zostało aresztowanych. Niektóre przejęły pieniądze po dwóch kolejnych mężach.

Jakie jest morale rosyjskiej armii po czterech latach „operacji specjalnej”?

— Bardzo trudno to ocenić, armia to bardzo zamknięta i hermetyczna grupa.

Z kanałów na Telegramie używanych przez żołnierzy wyłania się dość ponury obraz.

— Żołnierze jak reszta społeczeństwa są bardzo nieszczęśliwi. Krytykują dowódców i urzędników, ale dalej walczą. Im dłużej pozostają przy życiu, tym więcej noszą w sobie urazy. Chcą się np. zemścić na Ukraińcach za zabitego przyjaciela. Często mówią: „Nie obchodzi mnie, kto wygra, chcę tylko, żeby to się skończyło”, ale walczą dalej, bo wiedzą, że dezercja byłaby najpewniej najgorszą decyzją w ich życiu.

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Mentzen walczy z Bosakiem. Chce zablokować jego koalicję z Kaczyńskim [OPINIA]

Mentzen walczy z Bosakiem. Chce zablokować jego koalicję z Kaczyńskim [OPINIA]

Fenomen żydowskich miasteczek w Polsce. Jedno z nich noblista rozsławił na cały świat

Fenomen żydowskich miasteczek w Polsce. Jedno z nich noblista rozsławił na cały świat

Ruch Amerykanów wywołał wstrząs w rządzie. „Nie da się tak budować sojuszy”

Ruch Amerykanów wywołał wstrząs w rządzie. „Nie da się tak budować sojuszy”

Włoski design, antyczna mitologia i warszawskie dziedzictwo w jednej ekspozycji. Ruszyła wystawa „DOLCE VITA” w Archicom Collection Gallery

Włoski design, antyczna mitologia i warszawskie dziedzictwo w jednej ekspozycji. Ruszyła wystawa „DOLCE VITA” w Archicom Collection Gallery

Już nie tylko „pułapka Tukidydesa”. Pięć zagrożeń dla Donalda Trumpa i Xi Jinpinga

Już nie tylko „pułapka Tukidydesa”. Pięć zagrożeń dla Donalda Trumpa i Xi Jinpinga

Walczyli ramię w ramię z uczniami w czasach PiS. Dziś nauczyciele nie chcą reformy Nowackiej i liczą na weto Karola Nawrockiego

Walczyli ramię w ramię z uczniami w czasach PiS. Dziś nauczyciele nie chcą reformy Nowackiej i liczą na weto Karola Nawrockiego

„Nie da się wykąpać ani zmyć naczyń”. Wiemy, dlaczego pod Warszawą woda ledwo sączy się z kranów

„Nie da się wykąpać ani zmyć naczyń”. Wiemy, dlaczego pod Warszawą woda ledwo sączy się z kranów

Grochal: Kosiniak-Kamysz prowadzi krucjaty obyczajowe. W rządzie wywołuje to uśmiech zażenowania

Grochal: Kosiniak-Kamysz prowadzi krucjaty obyczajowe. W rządzie wywołuje to uśmiech zażenowania

Nowa broń przeciw glejakom. Eksperci mówią o przełomie

Nowa broń przeciw glejakom. Eksperci mówią o przełomie

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Emerytury stażowe. Resort pracuje nad rewolucją w świadczeniach

Emerytury stażowe. Resort pracuje nad rewolucją w świadczeniach

16 maja, 2026
Mentzen walczy z Bosakiem. Chce zablokować jego koalicję z Kaczyńskim [OPINIA]

Mentzen walczy z Bosakiem. Chce zablokować jego koalicję z Kaczyńskim [OPINIA]

16 maja, 2026
Biedronka przecenia sprzęty Philips i Hoffen. Megaoferty już od soboty – Biznes Wprost

Biedronka przecenia sprzęty Philips i Hoffen. Megaoferty już od soboty – Biznes Wprost

16 maja, 2026
Niepewność wokół dostaw broni z USA. Tajwan wysyła jasny sygnał do Trumpa

Niepewność wokół dostaw broni z USA. Tajwan wysyła jasny sygnał do Trumpa

16 maja, 2026

Najnowsze Wiadomości

Kobosko o działaniach Żurka: Opinia publiczna powinna się dowiedzieć

Kobosko o działaniach Żurka: Opinia publiczna powinna się dowiedzieć

16 maja, 2026
Fenomen żydowskich miasteczek w Polsce. Jedno z nich noblista rozsławił na cały świat

Fenomen żydowskich miasteczek w Polsce. Jedno z nich noblista rozsławił na cały świat

16 maja, 2026
Twórca sukcesu Sagi mówi, jak kupują klienci. „Marketingowcy żyją w bańce” – Biznes Wprost

Twórca sukcesu Sagi mówi, jak kupują klienci. „Marketingowcy żyją w bańce” – Biznes Wprost

16 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.