Podczas wizyty Pétera Magyara w Warszawie zarówno nowy szef węgierskiego rządu, jak i Donald Tusk – zgodnie podkreślali, że polityczna zmiana w Budapeszcie to szansa na nowe otwarcie. Dotyczy to nie tylko relacji dwustronnych, ale szerzej – całego formatu wyszehradzkiego. Magyar nieoczekiwanie zadeklarował wówczas, że zaprosi wszystkich szefów rządów V4 na szczyt do swojej stolicy. Z kolei datę tego wydarzenia, 23 czerwca, ujawnił podczas konferencji prasowej w Brukseli, ogłaszając przy okazji sukces w odblokowaniu miliardów euro z unijnej kasy.
Skąd ten pośpiech? 1 lipca prezydencję w Grupie Wyszehradzkiej przejmą od Węgrów Słowacy, a to właśnie Magyar chce być jednoznacznie kojarzony z zainicjowaniem wyszehradzkiej odnowy.
Ambitne plany Pétera Magyara. Wskrzesi Trójmorze?
Warto zauważyć, że już wcześniej Magyar sygnalizował chęć poszerzenia formatu wyszehradzkiego o Austrię. Nie jest to zresztą koncepcja nowa – podobne próby podejmował np. w 2018 r. Viktor Orbán.
W Budapeszcie zorganizowano wówczas szczyt w formule powiększonej o Wiedeń, który reprezentował ówczesny kanclerz Sebastian Kurz. Obecnie jednak ambicje nowego premiera sięgają znacznie dalej. Nie chodzi już wyłącznie o stworzenie formatu V5 (warto w tym miejscu przypomnieć, że Austria, Czechy i Słowacja zacieśniły już współpracę w ramach Trójkąta Sławkowskiego).
Jak ogłosił Magyar na konferencji w Berlinie, środek ciężkości Wyszehradu miałby zostać przesunięty zdecydowanie na południe – poprzez zaproszenie do współpracy Chorwacji, Słowenii oraz Rumunii. Całość tej nowej architektury sojuszy miałyby zaś dopełnić Niemcy.
Tymczasem większość inicjatyw regionalnych budowano dotąd w mniejszej lub większej przeciwwadze do niemieckiej dominacji. Kiedy wspomniałem o wypowiedzi Magyara na portalu X, dawno żaden mój wpis nie wywołał tylu emocji. Wśród najczęściej przewijających się wątków dominowały oskarżenia o spłatę długu wobec Niemiec za wygraną kampanię wyborczą, dążenie do marginalizacji Europy Środkowej czy wręcz realizację planu Brukseli.
Prawda jest jednak zupełnie inna.
Węgry skolonizowane przez Niemcy
Węgiersko-niemieckie relacje od lat pozostają stabilne, niezależnie od tego, kto sprawuje władzę nad Dunajem czy nad Sprewą. Dlaczego? Kluczem są powiązania gospodarcze. Węgry pełnią rolę zaplecza produkcyjnego dla niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego – trzej najwięksi producenci od dawna konsekwentnie rozbudowują tam swoje zakłady.
Istotnym filarem eksportu pozostaje także elektronika. W 2025 r. udział Niemiec w całkowitym eksporcie Węgier wyniósł 25 proc.; dla porównania drugą pozycję zajęła Rumunia (5,6 proc.), a trzecią Polska (5 proc.).
Nawet w okresach wyraźnych napięć politycznych między Berlinem a Budapesztem nie przekładało się to na współpracę gospodarczą. Symboliczny był tu epizod z wizyty Viktora Orbána w Niemczech: po kilkugodzinnym, chłodno ocenianym spotkaniu z kanclerzem Olafem Scholzem premier Węgier kontynuował rozmowy z przedstawicielami niemieckiego przemysłu.
Nieprzypadkowo Węgry przez lata konsekwentnie otwierały się na niemiecki kapitał, stając się jednym z jego kluczowych przyczółków w regionie (de facto Berlin Węgry kolonizował). Wszystko to odbywało się pod hasłem pragmatyzmu – i często wbrew równolegle prowadzonej narracji o budowie suwerenności gospodarczej.
W tym samym czasie chętnie odwoływano się do retoryki „narodowej”: zapowiadano tworzenie krajowych marek i zakładów, podczas gdy w praktyce produkcja pozostawała silnie powiązana z niemieckimi łańcuchami dostaw.
Ani Niemcom, ani Węgrom przez lata nie opłacało się pogarszać relacji handlowych w imię sporów politycznych. Skala współzależności była na tyle duża, że Berlin roztaczał nad Budapesztem swoisty parasol ochronny również na forum Unii Europejskiej. W efekcie konsekwencje antyunijnej polityki Węgier przez długi czas miały w dużej mierze symboliczny charakter. Przełom nastąpił dopiero w 2022 r., wraz z zawieszeniem dziesiątek miliardów euro z Funduszy Spójności i KPO.
Wymownym przykładem gospodarczego wymiaru tych relacji był ogłoszony pod koniec 2016 roku Program Rozwoju Sił Zbrojnych „Zrínyi 2026„. Jednym z jego głównych beneficjentów stał się niemiecki przemysł obronny, który odegrał kluczową rolę w modernizacji węgierskiej armii.
Podobną logikę widać w funkcjonowaniu mechanizmu SAFE – z puli przekraczającej 16 mld euro znacząca część środków trafia do podmiotów powiązanych z niemiecką gospodarką. Nieprzypadkowo temat SAFE powrócił podczas ostatnich rozmów Pétera Magyara w Berlinie. Informowała o tym w mediach społecznościowych wicepremier i minister spraw zagranicznych Anita Orbán, wskazując również na dyskusję dotyczącą pogłębienia współpracy V4 z Niemcami w celu zwiększenia znaczenia Europy Środkowej w UE – „tak jak miało to już miejsce wcześniej”.
Jaka rola Polski w nowym rozdaniu?
Oczywiście relacje niemiecko-polskie i niemiecko-węgierskie pozostają nieporównywalne. W polskiej debacie publicznej stale powraca wymiar historyczny, który w relacjach Berlina i Budapesztu odgrywa dziś marginalną rolę. W efekcie Węgry nie stoją przed dylematem, czy w imię bieżących interesów gospodarczych i politycznych ograniczać dyskusję o przeszłości. W ostatnich latach wielokrotnie zdarzało się natomiast, że Berlin wykorzystywał Budapeszt jako swoistego „blokującego” w sprawach, w których sam nie chciał otwarcie dystansować się od unijnego konsensusu. Sytuacja ta uległa zmianie dopiero po 2022 r., wraz z rosyjską agresją na Ukrainę
Czy Péter Magyar mebluje Europę na rzecz Berlina? Pozostaje on przede wszystkim kontynuatorem polityki swojego poprzednika. Nie oznacza to jednak, że dobre relacje z Niemcami są wyłącznie zasługą Viktora Orbána. Fundamenty tej współpracy w warstwie symbolicznej położono przede wszystkim latem i wczesną jesienią 1989 r., gdy decyzja węgierskich władz umożliwiła ucieczkę obywatelom Niemiec Wschodnich przez Węgry i Austrię na Zachód. Na marginesie warto wspomnieć, że znakomicie opowiada o tym dokument „Niezwykły rok 1989” w reżyserii Erzsébet Rácz.
Co ciekawe, zarówno Viktor Orbán, jak i Péter Magyar wielokrotnie zapewniali o niezachwianej pozycji Polski w regionie oraz o jej naturalnej roli lidera. Propozycje przesunięcia ciężaru sojuszu na Południe służą raczej pokazaniu przez Węgry, że Polsce bliżej do współpracy z państwami bałtyckimi niż do realnego zainteresowania regionem jako całością. Péter Magyar przenosi też ciężar bliżej własnej strefy oddziaływania – przede wszystkim na Bałkany Zachodnie.
Jakie jest polskie stanowisko w tej sprawie? Jak Warszawa odniesie się do propozycji Magyara, którą – ze względu na jej powtarzalność – można traktować całkiem serio? Odpowiedź na to pytanie poznamy najpóźniej podczas szczytu V4 w Budapeszcie.














