-
Jednosilnikowy samolot rozbił się w lesie w pobliżu osiedla i placu zabaw w Bowie, w stanie Maryland. Zginęły wszystkie trzy osoby na pokładzie.
-
Maszyna należała do szkoły lotniczej w hrabstwie Montgomery i najprawdopodobniej wykonywała lot szkoleniowy.
-
W zeszłym tygodniu doszło do kilku podobnych katastrof lotniczych w USA.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Do katastrofy doszło w sobotę około godziny 23.30 czasu lokalnego (17.30 czasu polskiego w niedzielę) w miejscowości Bowie.
Jednosilnikowy Piper Cherokee, na pokładzie którego znajdował się pilot oraz dwóch pasażerów, runął na ziemię tuż za kompleksem domów szeregowych.
– Mogło dojść do znacznie większej tragedii. To ogromna tragedia, że zginęły trzy osoby, ale fakt, że samolot o włos minął osiedle mieszkalne, to wielkie szczęście – przekazała w rozmowie z „The Washington Post” Elena Russo, rzeczniczka stanowej policji w Maryland.
Wszystkie ofiary wypadku to mężczyźni. Służby nie ujawniły jeszcze ich tożsamości.
Katastrofa lotnicza w USA. Służby powiadomił telefon jednej z ofiar
Z ustaleń śledczych wynika, że maszyna należała do szkoły lotniczej w hrabstwie Montgomery i najprawdopodobniej wykonywała lot szkoleniowy. Samolot leciał z Ocean City w stanie New Jersey do Montgomery County Airpark.
Jak poinformował Keith Miller, prezes instytucji zarządzającej lotniskiem, Piper stacjonował na ich lotnisku na stałe. Maszyna wystartowała w sobotnie popołudnie i była w drodze powrotnej, gdy doszło do wypadku. – Nasze myśli i modlitwy są z rodzinami ofiar tego tragicznego wypadku – przekazał Miller.
Na ten moment przyczyny katastrofy pozostają nieznane. Służby potwierdziły, że nikt na ziemi nie odniósł obrażeń.
Służby ratunkowe wpadły na trop maszyny dzięki funkcji wykrywania wypadków w iPhonie jednej z ofiar. Telefon wysłał automatyczne powiadomienie z rejonu dróg krajowych nr 50 i 301 około 15 minut po katastrofie.
W akcję poszukiwawczą natychmiast zaangażowano policję stanową oraz straż pożarną, która przeczesywała teren z ziemi i z powietrza. Ze względu na gęsty las i trudne warunki, ratownicy zdołali dotrzeć do wraku dopiero w niedzielę nad ranem, około godziny 3.45.
Czarna seria w amerykańskim lotnictwie
Tragedia w Bowie to kolejna katastrofa lotnicza w Stanach Zjednoczonych, do której doszło w ciągu zaledwie kilku dni – przypomina „The Washington Post”.
13 czerwca w stanie Waszyngton rozbił się myśliwiec Korpusu Piechoty Morskiej, z którego pilot zdołał się na szczęście bezpiecznie katapultować. Dzień później w stanie Missouri krótko po starcie runął samolot przewożący spadochroniarzy – zginęło wówczas 12 osób, w tym pilot.
Do kolejnego dramatu doszło 15 czerwca w bazie sił powietrznych Edwards w południowej Kalifornii, gdzie rozbił się bombowiec B-52. Zginęło ośmiu członków załogi.
Z kolei 16 czerwca w Teksasie rozbił się prywatny odrzutowiec z sześcioma osobami na pokładzie. Maszyna runęła na autostradzie. W katastrofie zginęła jedna osoba.
Dochodzenie w sprawie tragedii w Bowie poprowadzi Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) przy współpracy z Federalną Administracją Lotnictwa (FAA).
Rzecznik NTSB Keith Holloway zapowiedział, że śledczy natychmiast zabezpieczą miejsce zdarzenia i rozpoczną szczegółowe badanie wraku.
– Zostaną przeanalizowane zapisy rozmów z wieżą kontroli lotów, dane radarowe oraz prognozy pogody. Eksperci zabezpieczą również dokumentację techniczną samolotu, historię lotów oraz kartoteki medyczne pilota – przekazał Holloway w oficjalnym oświadczeniu, cytowanym przez „The Washington Post”.
Źródło: „The Washington Post”
-
Samolot nagle stracił wysokość i runął na ziemię. Katastrofa w USA
-
Katastrofa samolotu w USA. Są ofiary śmiertelne, w sieci krążą nagrania













