Ambasador Ukrainy w Polsce w mediach społecznościowych zabrał głos w sprawie „byłego ukraińskiego polityka, który już dawno nie jest w aktywnym życiu publicznym”. Wasyl Bodnar wyjaśnił, że chodzi o rzekomą wypowiedź Wołodymyra Zełenskiego, którą część „polskich mediów wprowadziło do przestrzeni informacyjnej ws. prezydenta Ukrainy”. Zaznaczył, że „ta informacja to absolutne kłamstwo i manipulacja”.
Były ukraiński deputowany podał nieprawdziwe słowa prezydenta Ukrainy. Wasyl Bodnar reaguje
„Dzisiaj wielu próbuje powrócić z zapomnienia i wykorzystać obecną sytuację w naszych stosunkach. W tak delikatnej sytuacji dolewanie oliwy do ognia w postaci niezweryfikowanych informacji jest co najmniej nieodpowiedzialne. Zwłaszcza, gdy chodzi o stosunki ukraińsko-polskie, które mają strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa naszych państw i całej Europy” – zaczął na wstępie ambasador Ukrainy w Polsce.
Zdaniem Bodnara „prawdziwe dziennikarstwo nie polega na pogoni za kliknięciami, lecz na poszukiwaniu prawdy i dostarczaniu społeczeństwu wiarygodnych informacji”, co ma być też „formą służby wobec własnego Narodu”. „Dzisiaj każde słowo ma znaczenie. Każda manipulacja działa na korzyść tych, którzy są zainteresowani konfliktami, wzajemną nieufnością i urazami. Właśnie dlatego odpowiedzialność za wypowiedzi publiczne jest nie mniej ważna niż wolność ich wyrażania” – dodał.
Tak broni się dziennikarka Kanału Zero
„Ukraińcy z wielkim szacunkiem odnoszą się do Narodu Polskiego i są wdzięczni za wsparcie, jakiego Polska i Polacy udzielają Ukrainie od początku pełnoskalowej wojny” – podsumował ambasador Ukrainy w Polsce. Sprawa dotyczy słów Arlety Bojke z Kanału Zero. Dziennikarka broniła, że polityk o którym wspomniała istnieje i powiedział cytowane przez nią słowa. Podkreśliła, że mówiła o tym, że to „nieweryfikowalne i nic nie znaczące informacje z trzeciej ręki”.
Kontynuowała, że nie robiła z niego autorytetu i wyroczni. Bojke przyznała z kolei, że „jej absolutnym błędem było to, że nie wspomniała o tym, że ukraiński polityk był byłym deputowanym”. Dziennikarka przeprosiła, ale broniła się, że „absolutnie nie skupiła się na tym wątku, tylko poświęciła mu kilkadziesiąt sekund”. Zakończyła, że „jest ostatnią osobą, która miałaby na celu dolewania oliwy do ognia, jak też ostatnią, która uważa, że udawanie, że czegoś nie ma, może rozwiązać problem”.














