— Decyzje dotyczące wsparcia Ukrainy, które w momencie podejmowania mogły wydawać się całkowicie rozsądne, teraz prezentują się w zupełnie innym świetle. Ale dzieje się tak wyłącznie z powodu irracjonalnej wojny prowadzonej przez Stany Zjednoczone, a nie z powodu błędnych kalkulacji europejskich polityków — mówi ekspert NATO i wybitny znawca Rosji Keir Giles.
Newsweek: Czego możemy się spodziewać po szczycie NATO w Ankarze? Czy rozsądne jest oczekiwać czegoś dobrego? Przecież jeszcze niedawno Trump groził, że się na nim w ogóle nie pojawi.
Keir Giles: Cóż, zawsze jest nadzieja. Myślę jednak, że jeśli ten szczyt zakończy się bez katastrofy, to już będzie sukces. Przecież ostatnio pojawiły się nowe powody, dla których Stany Zjednoczone mogą znów być niezadowolone z NATO, wynikające z całkowitego niezrozumienia natury i roli Sojuszu. Oprócz wcześniejszych sporów dotyczących finansowania NATO, które w przypadku większości krajów — poza Polską — są dalekie od rozwiązania, mamy problem polegający na tym, że Stany Zjednoczone najwyraźniej uważają, iż NATO istnieje po to, by prowadzić wojny w imieniu USA. I wspierać je w działaniach wojennych poza swoim obszarem działania, na przykład przeciwko Iranowi.
Europa w 2025 r. wydała o 20 proc. więcej na obronność niż rok wcześniej. To niemała zmiana. Zwiększyła swój budżet obronny bardziej niż USA i nawet niż Rosja. To wystarczy?
— Jest wiele różnych kryteriów określających, co oznacza „wystarczy”. Czy to wystarczy, by zadowolić Trumpa, który zarzucał Europie, że wydajemy zbyt mało? Nie wiemy. Na dodatek samo zadowolenie zwiększeniem wydatków to może być za mało, biorąc pod uwagę, że pojawił się dodatkowy spór dotyczący Iranu. Czy to wystarczy, by zagwarantować jakąś rzeczywistą zdolność obronną? Cóż, w niektórych przypadkach — tak, np. w przypadku Polski, ponieważ te wydatki są już realizowane od pewnego czasu i przynoszą realne korzyści. W innych przypadkach, dalej na Zachód, np. w przypadku Wielkiej Brytanii, zdecydowanie nie, ponieważ te kraje nie tylko odmawiają zwiększenia wydatków, ale nie chcą nawet utrzymać obecnego poziomu. Zależy więc od tego, gdzie się patrzy i czego się szuka. Nie wiemy, czy wszystkie te pieniądze, które zostały przeznaczone na obronę Europy, okażą się wystarczające do czegokolwiek.
A jaka jest nasza największa luka?
— Europa jest tak silna, jak jej najsłabsze ogniwo. Zadaniem Rosji nie jest rzucanie wyzwania Europie jako całości, ale podważanie jedności Europy lub organizacji, które zapewniają jej obronę… Rosja nie musi atakować najsilniejszych punktów. Nie musi atakować miejsc, które stały się trudnymi celami. Kraje, które nie są zainteresowane zapewnieniem własnej obrony, będą dla Rosji znacznie lepszym wyborem.
Gdzie Rosja może dostrzec lukę?
— Luka otwiera się tam, gdzie USA się wycofują (wycofały już prawie wszystkie swoje oddziały z Estonii), a Europa stara się je dopiero zastąpić. Rosja nie podejmie jednak żadnych jawnych działań, dopóki nie będzie pewna, że Stany Zjednoczone nie zamierzają reagować. To samo odnosi się do najnowszych scenariuszy dotyczących potencjalnego rozszerzenia konfliktu poza Ukrainę. Mówię o doniesieniach mediów o rzekomych ostrzeżeniach USA skierowanych w kierunku Polski. Kluczowym celem Rosji jest wykazanie, że NATO jest bezwartościowe i nie może spełniać swojej funkcji. Naszym wyzwaniem jest utrzymanie zaangażowania Stanów Zjednoczonych. Tak, aby Rosja nadal miała wątpliwości, czy rzeczywiście może rzucić wyzwanie Europie bez ryzyka niszczycielskiej odpowiedzi ze strony Ameryki.
Wiemy, że NATO nie jest w dobrej kondycji. I że stosunki transatlantyckie są złe. Co dalej? Ktoś napisał, że powinniśmy zawrzeć coś w rodzaju ugody rozwodowej z USA. Ale, skoro Trump zmienia zdanie z minuty na minutę, realistyczne jest oczekiwać wiele po takim porozumieniu rozwodowym?
— To jest kluczowy problem działania w warunkach obecnej nieprzewidywalności reżimu Trumpa. Nie tylko Trump ma niezliczone kaprysy i błędne wyobrażenia na temat Europy. Chodzi również o ludzi z jego otoczenia, z których niektórzy są absolutnie zdeterminowani, by pozbawić Europę środków obronnych, choć inni rozumieją, że stabilna Europa jest w rzeczywistości ważna dla interesu narodowego Stanów Zjednoczonych.
Część nieprzewidywalności wynika właśnie z walki między różnymi frakcjami o to, co pozostało z amerykańskiego systemu obrony. Elbridge Colby czy Pete Hegseth twierdzą, że należy wycofywać elementy amerykańskiej obecności z Europy bez informowania o tym nikogo. Z kolei Marco Rubio najwyraźniej próbuje przechylić szalę z powrotem i zapewnić, że nadal istnieje zaangażowanie na rzecz Europy. Wszystko to sprawia, że sytuacja jest niezwykle nieprzewidywalna i trudna do ogarnięcia zarówno dla państw Europy, jak i dla samego Pentagonu, który nie wie, w którą stronę ma iść. To również niepewność dla Rosji. W całym tym chaosie nadal, na szczęście, istnieje więc pewien potencjał odstraszający.
Na szczycie w Ankarze ma pojawić się deklaracja o przekazaniu 70 mld euro Ukrainie na obronność w tym roku. I takiej samej kwoty w 2027. To dużo czy mało?
— Im więcej inwestujemy w Ukrainę, tym bardziej zmniejszamy zagrożenie ze strony Rosji dla reszty Europy. Istnieje bezpośredni związek między wsparciem dla Kijowa, a doprowadzeniem do tego, że problem z Rosją zniknie. Nigdy nie będzie tych pieniędzy wystarczająco dużo, dopóki faktycznie nie wyeliminujemy Rosji jako zagrożenia militarnego. A jesteśmy bardzo daleko od punktu, w którym moglibyśmy nawet o tym pomyśleć.
Skoro mówimy o wspieraniu Ukrainy: Donald Tusk potwierdził, że Polska przekazała Ukrainie pociski Patriot. Opozycja uważa to za skandaliczne. A pan?
— Systemy uzbrojenia używane obecnie na Ukrainie eliminują rosyjskie systemy uzbrojenia, które w przyszłości mogłyby zostać wykorzystane przeciwko Polsce lub innemu krajowi europejskiemu. Są więc wykorzystywane na Ukrainie zgodnie z celem, w jakim zostały pierwotnie zakupione. Przekazanie ich byłoby złe tylko wtedy, gdy nie będziemy w stanie ich zastąpić. Nie ma sensu dostarczać wszystkiego na Ukrainę, jeśli sami pozostajemy bezbronni. To kwestia równowagi: nie można pozostawić żadnego obszaru bez obrony, chroniąc Ukrainę wszystkimi siłami, ponieważ jest to otwarte zaproszenie dla Rosji do ataku na nas. Przekazywanie systemów broni ma sens tylko wtedy, gdy faktycznie wzmacniamy obronę Europy i nie pozostajemy w jakimś punkcie całkowicie bez ochrony.
Ale to nie wszystko: tutaj ponownie kluczowym problemem jest nieprzewidywalność Stanów Zjednoczonych. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku całkowicie rozsądnym wyborem byłoby dostarczanie systemów uzbrojenia do Ukrainy, potem jednak Stany Zjednoczone rozpoczęły własną bezsensowną wojnę z Iranem i nagle przestały dostarczać je krajom, które je kupiły i za nie zapłaciły, co całkowicie zmieniło sytuację. Tak więc decyzje dotyczące wsparcia Ukrainy, które w momencie podejmowania mogły wydawać się całkowicie rozsądne, teraz prezentują się w zupełnie innym świetle. Ale dzieje się tak wyłącznie z powodu tej irracjonalnej wojny prowadzonej przez Stany Zjednoczone, a nie z powodu błędnych kalkulacji europejskich polityków.
Pytanie do kryształowej kuli: czy NATO będzie istnieć za 10, 20 lat? I do czego może być podobne?
— Obawiam się, że moja kryształowa kula nie sięga nawet 10 czy miesięcy. Nie tylko z powodu działań Stanów Zjednoczonych, ale także ze względu na reakcję Europy oraz różne skutki uboczne. Wiele inicjatyw, które kraje europejskie podejmują obecnie w celu zapewnienia sobie ochrony, może sprawić, że NATO straci na znaczeniu, a być może nawet stanie się zbędne jako gwarant bezpieczeństwa europejskiego. Z prostego powodu: ponieważ kraje będą chciały bardziej niezawodnych gwarancji niż te, które obecnie zapewnia NATO. Jeśli grupa krajów lub kilka grup krajów obejdzie NATO, aby stworzyć własne środki wzajemnego wsparcia i gwarancji bezpieczeństwa, NATO stanie się stopniowo mniej ważne. Proces ten może przebiegać dość szybko z powodu połączonej presji związanej z rosyjskim i amerykańskim zagrożeniem.
Jak na razie Polska musi przystąpić do JEF, sojuszu 10 państw europejskich, którego celem jest prowadzenie operacji szybkiego reagowania. I przejąć nad nim kontrolę zamiast Wielkiej Brytanii, bo tylko w ten sposób JEF zyska na znaczeniu.