Spora część komentatorów wciąż postrzega Konfederację jako partię wolnorynkową (ja preferuję określenie — wolnorynkowej demagogii). Tymczasem w ostatnich miesiącach zmieniła ona dość wyraźnie swój profil i z ugrupowania antyregulacyjnego stała się partią antyimigrancką. A konkretniej rzecz ujmując — antyukraińską. Tymczasem imigrantów będziemy potrzebować, a gości lepszych niż z Ukrainy trudno sobie wyobrazić.
Jeśli cofniemy się o 100 postów na Facebooku Konfederacji (godziny przedpołudniowe 7 lipca), to okaże się, że 55 z nich odnosi się do Ukrainy. Jak nietrudno się domyślić, nie są to bynajmniej wrzutki neutralne. Inaczej mówiąc, ponad połowa kontentu na profilu partii Sławomira Mentzena jest „ukrainosceptyczna”.
Oczywiście ostatnie ruchy prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, delikatnie mówiąc, nie ułatwiają polskim przyjaciołom Ukrainy roboty. Mówiąc wprost — Zełenski, prawdopodobnie w celu konsolidacji wewnętrznego poparcia, zachowuje się nieodpowiedzialnie, prowokując silniejszego sąsiada, u którego mieszka ponad milion jego współobywateli. Taka polityka na dłuższą metę szkodzi nie tylko stosunkom między obydwoma krajami, ale również ma ogromną szansę odbić się na prawach Ukraińców w Polsce.
Konfederacja szczuje na Ukraińców
Konfederacja jednak była antyukraińska na długo przed otwartymi afrontami Wołodymyra Zełenskiego. Swoistą statystykę opartą na analizie 100 postów wstecz na konfederackim profilu robię regularnie od kilku miesięcy. Ani razu nie zdarzyło się, żeby treści niechętne Ukrainie stanowiły mniej niż 25 proc. wrzutek.
Pomijając te odnoszące się do samego Zełenskiego, w ostatnich kilku-kilkunastu tygodniach Konfederacja grzała choćby temat „bonów na zasiedlenie”, które rzekomo miały być wykorzystywane do „kolonizacji Polski”. Wpis był kompletnym absurdem, ponieważ bon jest instrumentem rynku pracy, który jest kierowany do zarejestrowanych bezrobotnych. Wśród nich są również Ukraińcy. Ale ogromna większość z bezrobotnych to Polacy. Bon jest wsparciem na przeprowadzenie się w celu znalezienia zajęcia. I jest obwarowany kilkoma warunkami. Jeżeli osoba otrzymująca środki ich nie spełni, musi zwracać pieniądze.
Z bonu na zasiedlenie skorzystało w 2025 r. nieco ponad 7200 osób. Nie wiadomo, ile spośród nich pochodziło z Ukrainy. Ale nawet jeżeli wszyscy korzystający ze wsparcia mieli obywatelstwo wschodniego sąsiada, to „skolonizowanie Polski” — w zależności od przyjętych kryteriów — trwałoby od kilkuset do kilku tysięcy lat. Ale i taka próba wnioskowania jest absurdalna, bo — podkreślę raz jeszcze — bon jest instrumentem rynku pracy.
Antyukraiński spin
Innym grzanym przez Konfederację tematem były „dopłaty do ukraińskich emerytur”. Spin wyglądał mniej więcej w ten sposób: „wystarczy, aby Ukrainiec w Polsce przepracował tydzień, żeby uzyskać polską emeryturę minimalną”. To prawda, że zupełnie teoretycznie istnieje taka możliwość. Natomiast z rachunku ekonomicznego wynika, że turystyka emerytalna jest w ogóle nieopłacalna. Minimalne świadczenie w Polsce (przysługujące Polakom jak i Ukraińcom, którzy przepracowali — w zależności od płci — 20 lub 25 lat; w przypadku tych drugich do stażu zalicza się również praca na Ukrainie) wynosi obecnie około 1800 zł na rękę. Jest to znacznie więcej niż u naszego wschodniego sąsiada. Ale jednocześnie za mało na życie, biorąc pod uwagę, że niezamożni emeryci z Ukrainy nie mają bynajmniej własnościowych lokali w Polsce. W przeciwieństwie do większości miejscowych emerytów.
To jeszcze nic. Według ZUS dopłaty do emerytur otrzymuje nieco ponad 1000 osób z Ukrainy. A średnia dopłata wynosi… około 100 zł miesięcznie. Powiedzmy to raz jeszcze — Konfederacja kręciła aferę wokół stuzłotowych dopłat dla niewielu ponad 1000 starszych osób.
Powiedzieć więc, że spora część tematów, którym Konfederacja nadaje antyukraiński spin, jest dętych, to nic nie powiedzieć. Antyukraińska strategia Konfederacji musi się jednak opłacać, skoro organizacja kontynuuje temat. Gdyby zlecane wewnętrznie przez partię badania pokazywały, że sprawa nie chwyta, po prostu naturalnie zostałaby wygaszona. Tymczasem przekaz wzmacnia sam siebie, ponieważ gra razem ze sztucznym ruchem generowanym przez rosyjskie trolle oraz wykorzystuje naturalną ludzką dyspozycję do preferowania grupy własnej nad „obcą”.
Konsekwencją obranej przez Konfederację strategii jest to, że cały dyskurs polityczny w naszym kraju skręca w stronę „ukrainosceptyczną”. Kto bowiem się na ten pociąg w dzisiejszym społeczno-politycznym pejzażu nie załapie, ten straci na rzecz partii Mentzena lub Brauna.
To oczywiście w końcu będzie generowało reakcję po stronie ukraińskiej. I nie mam bynajmniej na myśli jedynie władz naszego wschodniego sąsiada. Mówię również o ruchach odśrodkowych wewnątrz Polski. Konfederacja „wymyślając” wroga (o tym, że jest on „zmyślony”, niech świadczą tylko dwa powyżej wskazane przykłady) tak naprawdę go stwarza. Co jest dla niej świetnym interesem politycznym, ponieważ dzięki temu będzie mogła dociskać antyimigrancki przekaz.
Polska potrzebuje Ukraińców
Jeżeli mówimy o skali państwa i społeczeństwa natomiast jest to działalność dewastująca. W latach 50. ówczesny szef General Motors, Charles Erwin Wilson, mówił, że to, co jest dobre dla jego firmy, jest dobre dla Stanów Zjednoczonych. W przypadku Konfederacji mamy do czynienia z sytuacją odwrotną — to, co dobre dla tej partii, jest złe dla Polski.
Również, a może przede wszystkim dlatego, że w systemie z tak głębokimi wyrwami demograficznymi potrzebujemy i będziemy potrzebować jeszcze większej migracji. Alternatywą jest albo gigantyczne zadłużenie, albo sypiące się usługi publiczne (bo zabraknie nam rąk do pracy oraz pracujących osób składkujących).
Tymczasem — o czym wspominałem już w wielu swoich tekstach — trudno sobie wyobrazić „lepszych migrantów” niż Ukrainki i Ukraińcy. Z powodu struktury demograficznej są oni bardziej aktywni zawodowo niż Polacy, bezrobocie wśród nich jest marginalne, netto dokładają się do systemów składkowych i budżetu, generują PKB. Przy tym wszystkim nie są bardziej „ryzykowni”, jeśli chodzi o popełnianie przestępstw niż Polacy, znają język, dzięki czemu dobrze się integrują.
Konfederacja jednak na to wszystko zamyka oczy, ponieważ cynicznie wykorzystuje i jednocześnie napędza nastroje antyukraińskie, działając przeciwko spójności społecznej. Ale dla dobra własnych działaczy i działaczek, którzy już przebierają nogami, żeby rozgościć się u władzy.