Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
GUS prowadzi specjalne badanie. Sprawdzi paragony Polaków – Biznes Wprost

GUS prowadzi specjalne badanie. Sprawdzi paragony Polaków – Biznes Wprost

9 lipca, 2026
Kolejny humbak zabłądził w Bałtyku. Tragedia wielorybów powraca

Kolejny humbak zabłądził w Bałtyku. Tragedia wielorybów powraca

9 lipca, 2026
Wojna na Ukrainie. Pożar magazynów ropy w Rosji, drony zaatakowały tankowce

Wojna na Ukrainie. Pożar magazynów ropy w Rosji, drony zaatakowały tankowce

9 lipca, 2026
Iga próbowała zrobić „to” po pijaku. „41-letnia dziewica? Masakra!”

Iga próbowała zrobić „to” po pijaku. „41-letnia dziewica? Masakra!”

9 lipca, 2026
Sprzedaż obligacji oszczędnościowych w czerwcu. Rekord sprzed roku pobity – Biznes Wprost

Sprzedaż obligacji oszczędnościowych w czerwcu. Rekord sprzed roku pobity – Biznes Wprost

9 lipca, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • GUS prowadzi specjalne badanie. Sprawdzi paragony Polaków – Biznes Wprost
  • Kolejny humbak zabłądził w Bałtyku. Tragedia wielorybów powraca
  • Wojna na Ukrainie. Pożar magazynów ropy w Rosji, drony zaatakowały tankowce
  • Iga próbowała zrobić „to” po pijaku. „41-letnia dziewica? Masakra!”
  • Sprzedaż obligacji oszczędnościowych w czerwcu. Rekord sprzed roku pobity – Biznes Wprost
  • Rzadkie spotkanie z żarłaczem białym. Wyjątkowe nagranie
  • Krościenko. Ukrainka zatrzymana na granicy. Miała złoto warte 1,5 mln zł
  • Szczyt NATO w Ankarze. Jest komentarz Kremla, Zacharowa dostrzegła podziały
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » To był początek ich upadku. „Im bardziej kogoś kochamy, tym bardziej chcemy go kontrolować”
To był początek ich upadku. „Im bardziej kogoś kochamy, tym bardziej chcemy go kontrolować”
Aktualności

To był początek ich upadku. „Im bardziej kogoś kochamy, tym bardziej chcemy go kontrolować”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości9 lipca, 2026

Może powinnam w tym miejscu wspomnieć, że w tamtym czasie byłyśmy niemal nieustannie na haju. Jeśli chcecie zobaczyć, jak dwóm osobom zupełnie puszczają hamulce, to proponuję tak to zorganizować, żeby zakochały się w sobie desperacko, potem musiały tłumić tę miłość przez około osiem lat, a następnie nagle mogły uwolnić wszystkie prawdziwe uczucia względem siebie — a dla większego efektu można jeszcze dodać przekonujące tło nieuchronnej śmierci, co daje nam w rezultacie dosłowny brak wszelkich konsekwencji.

Jeśli przynajmniej jedna z tych osób (choć tak szczerze to prawdopodobnie obie) jest uzależniona od seksu i miłości, to jazda stanie się jeszcze bardziej szalona.

I tak właśnie było. Zupełnie odleciałyśmy.

Sporo też wtedy piłyśmy. I było sporo trawki, ponieważ diagnoza Rayyi dała jej dostęp do najlepszej marihuany na receptę w Nowym Jorku, więc rzuciłyśmy się jej próbować. Obie zażywałyśmy sporo Xanaxu i Ambienu, bo musiałyśmy jakoś koić nasze nadmiernie pobudzone nerwy. A do tego wszystkiego troskliwy znajomy dał nam mnóstwo grzybów psychodelicznych i ecstasy, aby pomóc nam oswoić się z nadchodzącą śmiercią Rayyi. Tak że było i to. Naprawdę bywałyśmy zupełnie oderwane od rzeczywistości.

Ale prawda jest taka: w moim krwiobiegu krążyły o wiele potężniejsze substancje niż alkohol, marihuana, Xanax, psylocybina, środki uspokajające, nasenne czy ecstasy — i podejrzewam, że podobnie było z Rayyą.

Byłyśmy na haju z miłości i nasza wewnętrzna apteka zalewała nas endorfinami, oksytocyną i adrenaliną. A im wyżej na nich wzlatywałyśmy, tym dziksze stawałyśmy się względem siebie. Nie mogłyśmy oderwać od siebie oczu; nie mogłyśmy oderwać od siebie rąk. Delikatność i intymność naszej pierwszej nocy zastąpiły niemal gwałtowne (czasem dosłownie gwałtowne) porywy, gdy popychałyśmy się wzajemnie do coraz bardziej szalonego erotyzmu. Byłyśmy ekstatyczne, fosforescencyjne, niebezpieczne, genialne i przepełnione dziką odwagą. Pisałyśmy o sobie wiersze, czuwałyśmy po nocach tylko po to, by obserwować, jak ta druga oddycha i zasypywałyśmy się nawzajem słowami pełnymi oddania. Śmiałyśmy się, płakałyśmy i kotłowałyśmy się w łóżku w napadach oślepiającej namiętności. Na co komu jedzenie? Na co komu sen? Na co komu pieniądze, plany, ubrania, dom — cokolwiek poza miłością? Kto by się przejmował rakiem? Byłyśmy boskimi aniołami spowitymi gwiezdnym płaszczem. Czekałyśmy na siebie tysiące żyć i już nic nas nie rozłączy — nawet śmierć. Będziemy kochać się tak mocno, że strata i ból nie będą już mieć nad nami żadnej władzy — a potem nasza miłość przerzuci most poprzez kosmos, daleko poza zasięgiem cierpienia, gdzie będziemy mogły się spotkać w wiecznym królestwie jako istoty utkane ze światła.

Żyłyśmy poza czasem, poza wiekiem, poza strachem. Byłyśmy wspaniałe.

Byłyśmy szalone.

Ściśle rzecz biorąc, to Rayya oficjalnie nie miała już przyszłości, ale ja zachowywałam się, jakbym też jej nie miała. W ten sam sposób, w jaki Rayya kiedyś odrzuciła całe swoje istnienie dla kokainy i heroiny, ja odrzuciłam całe moje istnienie dla Rayyi. Rzuciłam wszystko, nad czym pracowałam, i całkowicie zapomniałam o wszystkim, na czym kiedykolwiek mi zależało. Odsunęłam na bok pracę nad powieścią, do której zbierałam materiały przez ostatnie dwa lata. Odwołałam większość moich wystąpień publicznych związanych z ukazaniem się książki Wielka Magia w miękkiej okładce. Odwołałam wszystkie wystąpienia, wywiady i warsztaty. Anulowałam produkcję podcastu. Przestałam dzwonić do przyjaciół. Powiedziałam rodzinie, żeby zostawili mnie w spokoju i że odezwę się do nich później. Zaczęłam procedurę rozwodową. Przestałam interesować się zdrową żywnością i albo wcale nie jadłam, albo jadłam tak jak Rayya — a ona jadła jak ktoś, kto czeka na egzekucję (hamburgery, spaghetti, kanapki z bekonem, sałatą i pomidorem, steki, frytki, smażony kurczak, foie gras, sushi, M&M’sy, popcorn, Oreo, słodkie napoje i dużo wieprzowiny — lub, jak nazywała to Rayya, „witaminy W”). Przytyłam, przestałam ćwiczyć, tygodniami w ogóle nie wychodziłam na zewnątrz — i miałam to wszystko w nosie. A potem zaczęłam się wręcz przelewać w Rayyę — zasypując ją nie tylko miłością i opieką, ale i pieniędzmi. Całkowicie przejęłam kontrolę nad jej życiem z finansowego punktu widzenia, nie tylko opłacając jej wydatki medyczne, czynsz i doświadczenia z jej listy „rzeczy do zrobienia przed śmiercią” — studia nagraniowe, loty, wszystkie „ostatnie wieczerze” — ale także obkupując ją, w co się dało. Kupowałam jej tyle rzeczy! Uparłam się, że musi mieć wszystko, czego kiedykolwiek pragnęła. Ponieważ cokolwiek sprawiało, że była szczęśliwa, sprawiało też, że j a byłam szczęśliwa.

Tylko patrzcie, jak pogrążam się w oceanie materialnych pragnień Rayyi.

Chcesz Range Rovera? Oto twój Range Rover.

Chcesz zupełnie nowe pianino? Oto twoje zupełnie nowe pianino.

Chcesz Rolexa i buty Prady? Oto twój Rolex i twoje buty Prady.

Chcesz, żebym wynajęła penthouse na twojej ulubionej ulicy w East Village, z oknami od podłogi do sufitu i tarasem oraz rozległymi widokami na twoją starą ulubioną okolicę, abyśmy mogły mieszkać tam razem, dopóki nie umrzesz?

Proszę bardzo, kochanie — jest twój, twój, wszystko jest twoje!

Czy kupowanie pianina, luksusowego zegarka i wysokiej klasy samochodu komuś, kto ma umrzeć za kilka miesięcy, ma sens? Nie wiem. Z pewnością dla mnie w tamtym czasie miało sens. Czy Rayya prosiła mnie o te rzeczy? Nie potrafię sobie już teraz przypomnieć. Ale znałam ją dobrze, wiedziałam więc, jakich luksusowych przedmiotów zawsze pragnęła. A ja pragnęłam j e j. Chciałam jej to wszystko dać i chrzanić koszty — miałam gdzieś, czy to mnie doprowadzi do bankructwa.

Zawsze miałam skłonności do takich gestów, gdy byłam zakochana (cholera, wrzuciłabym pieniądze przez otwarte okno przejeżdżającego samochodu, gdyby nieznajomy w środku obiecał mnie w zamian szczerze pokochać), ale tym razem okoliczności były graniczne, więc i moje patologiczne nadmierne dawanie uaktywniło się bardziej niż zwykle. Nie obchodziło mnie nic poza Rayyą, a skoro wkrótce miała opuścić ten świat, nie było powodu, żebym powstrzymywała się przed przelewaniem wszystkiego, czym byłam, wszystkiego, co miałam, w jej umierającą postać.

To był mój wielki akt romantycznej anihilacji i sama to sobie zrobiłam.

Czy Rayya szukała kogoś, kto byłby gotów „wypalić się” razem z nią?

Czy pragnęła partnerki, która potrafiłaby naprawdę „iść na całość”?

Czy pragnęła kogoś, kto zawsze chciał żyć, jakby nie było jutra?

Niech Bóg ma nas w swojej opiece — świetnie trafiła

Zjazd

Jak wysoko da się wzlecieć, zanim się zacznie spadać?

Jak długo można być naprutym tak, żeby w ogóle nie kontaktować?

Jak długo możesz utrzymywać odlot, ciąg, szczytowe doświadczenie, lot na zaczarowanym dywanie, gorący płomień manii, wycieczkę na Wenus na różowej chmurce?

Ile dni da się opuścić w Ziemskiej Szkole, zanim się zostanie wezwanym do gabinetu dyrekcji?

Wszystko to bardzo dobre pytania, na które uzależnieni raczej nie lubią odpowiadać.

A gdy się już takiego przyciśnie, krótka odpowiedź na wszystkie powyższe pytania brzmi zazwyczaj mniej więcej tak: Jak długo się da.

Niech ta jazda trwa, jak długo się da.

I nie odpuścimy, aż nie zostanie już nic do wypalenia, wypicia, przelecenia, zjedzenia, wydania, zgromadzenia, wstrzyknięcia sobie w żyłę, zlizania z dywanu — aż nie będzie już w czym zniknąć. I w ten właśnie sposób byłyśmy z Rayyą na miłosnym haju przez dobre kilka miesięcy po tym, jak w końcu zostałyśmy romantycznymi partnerkami, co jest całkiem niezłym wynikiem. I świetnieśmy się bawiły, to pewne.

— Jak mogę być taka szczęśliwa, skoro umieram? — pytała, gdy tymczasem ja myślałam: Jak mogę być taka szczęśliwa, skoro ona umiera?

Wznosiłyśmy się na tym szczęściu jak w balonie z gorącym powietrzem. Udało nam się wyłączyć wymagania rzeczywistości na dużą część wiosny i wczesnego lata 2016 roku — zamknąć się w łóżkowym kokonie i zatracić w swoich spojrzeniach, słowach i ciałach. Przestawałyśmy się kochać tylko po to, by tworzyć muzykę, jedzenie i sztukę. Udało nam się całkowicie zapomnieć o przeszłości, przyszłości, śmiertelności, o samym życiu. To były najbardziej opalizujące i intensywne miesiące mojego życia i — jestem głęboko przekonana, że i jej.

Chciałam, żeby to się nigdy nie skończyło.

A potem — oczywiście — się skończyło.

Ponieważ każdy haj zawsze kiedyś się kończy bez względu na to, jaki jest intensywny. W końcu ktoś musi wstać z łóżka, podnieść żaluzje i zauważyć, że jest dziewięćdziesiąt wiadomości głosowych na telefonie, a pod drzwiami piętrzą się stosy listów.

Okazało się, że ten przeklęty świat nadal jednak istnieje — i w dodatku robi wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę Rayyi.

Ja tymczasem wcale nie chciałam, żeby w o g ó l e istniał.

Ale ku wielkiemu rozgoryczeniu mojego uzależnienia od miłości okazało się, że nie byłam jedyną osobą w życiu Rayyi. Miała rodzinę, przyjaciół, znajomych. W jej życiu obecnych było wielu ludzi, którzy ją kochali i jej potrzebowali (i których ona potrzebowała i kochała), i ci ludzie przeżywali własne reakcje na jej diagnozę. Rayya mogła sobie chcieć spłonąć w blasku chwały, ale wielu z nich chciało, żeby zostaLa.

Nie chcieli utracić siostry, ciotki, partnerki biznesowej, ukochanej przyjaciółki. Doświadczali własnej rozpaczy, paniki i dezorientacji na myśl o jej śmierci i zaklinali ją, żeby spowolniła ten proces chemioterapią lub nawet zdecydowała się na różne radykalne terapie. Wszyscy mieli opinie i rady i ktoś do niej dzwonił, domagając się audiencji. Wyglądało na to, że nagle każdy ma lekarza, z którym Rayya powinna się spotkać; niesamowity nowy lek, o którym słyszeli w telewizji; klinikę w Szwajcarii, której Rayya powinna dać szansę; nowe badanie, o którym musi przeczytać; wujka, u którego nastąpiła samoistna remisja; lub jakiegoś niekonwencjonalnego naukowca, który prowadzi badania nad falami świetlnymi. Każdy miał jakąś magiczną dietę, medytację, modlitwę lub suplement, który mógłby utrzymać ją przy życiu przez wiele miesięcy, jeśli nie lat!

Wiele z tego było myśleniem życzeniowym, ale część miała uzasadnienie w rzeczywistości. Jak powiedziano nam na samym początku, istniały pewne metody leczenia, które przedłużały życie pacjentom z taką diagnozą jak Rayyi. Nikt rozsądny nie twierdził, że można ją wyleczyć, ale cuda współczesnej medycyny w połączeniu z pewnymi rozważnymi zmianami w stylu życia i diecie (ha!) mogłyby jej kupić trochę czasu. A kiedy bliscy Rayyi o tym usłyszeli, zaczęli jeszcze mocniej naciskać, by zgodziła się na chemioterapię — na wszystko, byle tylko pożyć trochę dłużej. Dlaczego nie chce zawalczyć o życie? — pytali. Jeśli nie dla siebie, to przynajmniej d l a n i c h? Jak może się tak łatwo poddawać? Jak może być tak samolubna, tchórzliwa czy po prostu głupia, żeby nie spróbować przeżyć?

Rayya tymczasem — chyba bardziej niż ktokolwiek, kogo spotkałam — nie znosiła, gdy ktoś jej mówił, co ma robić. Wzbraniała się więc przed tymi nieproszonymi radami.

— To jest, kurwa, moje życie, to jest, kurwa, moje ciało, to jest, kurwa, mój wybór — powtarzała w kółko, co było oczywiście tylko wariacją na temat tej samej starej śpiewki, jaką słyszałam od niej w tej czy innej formie od dnia, gdy ją poznałam w 2000 roku, kiedy to wyraziła oburzenie z powodu ludzi, którzy śmieli twierdzić, że spędza za dużo czasu na plaży.

Nie mogę jednak nikogo winić za próby wpłynięcia na Rayyę. Rozumiem teraz, że nieproszone rady są napędzane paniką osoby, która ich udziela. Sama często wpadam w taką panikę. (Innymi słowy, sto razy bardziej wolę powiedzieć wam, co macie robić, niż usiąść z własnym smutkiem, złością lub strachem związanym z waszym postępowaniem). I zazwyczaj im bardziej kogoś kochamy i potrzebujemy, tym bardziej staramy się go kontrolować, zwłaszcza gdy się o niego boimy. Z pewnością próbowałam kontrolować Rayyę na własny, rozpaczliwy sposób: próbowałam ją kontrolować, sprawiając, by mnie pokochała tak żarliwie, żebym nie musiała już odczuwać ciężaru własnego życia ani stawiać czoła nieznośnemu żalowi na myśl o jej utracie. A inni ludzie mieli własne strategie kontrolowania Rayyi — bo też nie chcieli czuć tego, co czuli po jej diagnozie. I te strategie obejmowały wywieranie na nią presji, by nie umarła.

W końcu uległa namowom rodziny i zgodziła się walczyć z rakiem… ale tylko „tak, no, mniej więcej”.

Zgodziła się spróbować chemioterapii przez trzy miesiące — i ani chwili dłużej.

— Zrobię to tylko po to, żeby wszyscy byli zadowoleni — powiedziała — ale wiem, że będę tego nienawidzić i że to nie zadziała. Więc po trzech miesiącach to rzucę i znów będę, kurwa, robić, co mi się podoba.

Nigdy już się nie dowiem, dlaczego tak naprawdę Rayya zgodziłaś się na leczenie, które z początku tak stanowczo odrzuciła. Może rzeczywiście zrobiła to, żeby „wszyscy byli zadowoleni”.

A może nie miała tyle siły, by bronić swoich prawdziwych pragnień przed opiniami ludzi, których miłości i aprobaty zawsze tak potrzebowała.

A może w głębi duszy miała jednak nadzieję, że chemioterapia po prostu zadziała — że ją cudownie ocali. A może śmierć — której bezczelnie śmiała się w twarz przez całe miesiące — jest tak naprawdę zbyt przerażająca, kiedy się do niej za bardzo zbliżasz.

Przerażająca, zatrważająca, potężna, nieunikniona.

Może od śmierci zwyczajnie nie potrafimy nie uciekać — nawet ci najsilniejsi z nas. A Rayya już zaczęła doświadczać fizycznego cierpienia z powodu raka. Miała potworne bóle brzucha. Nie mogła się schylić, nie mogła trzymać gitary przy ciele, nie mogła mnie przytulić. Gdy się obracała, żeby sięgnąć po coś z tyłu, wrzeszczała z bólu i szoku. Guzy rosły i przejmowały coraz większą kontrolę. Rzeczywistości śmierci nie dało się już ignorować.

Ponieważ sama nigdy nie byłam tak blisko własnej śmierci, nie potrafię sobie nawet wyobrazić, co mogła czuć Rayya tamtego lata, które w jej przekonaniu miało być jej ostatnim na ziemi.

Wszystko, co wiem na pewno, to że końcu zdecydowała, iż musimy wstać z łóżka, pojechać do Memorial Sloan Kettering Cancer Center i pozwolić, by podali jej chemię. I że podjęła tę decyzję we łzach, których prawdziwej przyczyny nigdy nie poznam.

Fragment książki „Aż do rzeki. Opowieść o miłości, stracie i wyzwoleniu” Elisabeth Gilbert wydanej przez Wydawnictwo Rebis. Tytuł, lead i skróty od redakcji „Newsweeka”.

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Iga próbowała zrobić „to” po pijaku. „41-letnia dziewica? Masakra!”

Iga próbowała zrobić „to” po pijaku. „41-letnia dziewica? Masakra!”

Życie intymne w PRL. „Kolega litościwie zostawiał nas samych na kilka godzin”

Życie intymne w PRL. „Kolega litościwie zostawiał nas samych na kilka godzin”

To jedno z niewielu miejsc w Polsce, które nie poddało się turystom. Słynie ze wspaniałej kuchni

To jedno z niewielu miejsc w Polsce, które nie poddało się turystom. Słynie ze wspaniałej kuchni

Fejfer: Konfederacja zupełnie zmieniła front. Zniknęły wszelkie pozory

Fejfer: Konfederacja zupełnie zmieniła front. Zniknęły wszelkie pozory

„Wszystkie horrory znormalizowano”. Tak szkoła w Rosji uczy o wojnie

„Wszystkie horrory znormalizowano”. Tak szkoła w Rosji uczy o wojnie

Pięć możliwych scenariuszy po słowach Trumpa. Jeden z nich jest szczególnie niebezpieczny, a może wydarzyć się przypadkowo [ANALIZA]

Pięć możliwych scenariuszy po słowach Trumpa. Jeden z nich jest szczególnie niebezpieczny, a może wydarzyć się przypadkowo [ANALIZA]

Magda wie, że nie należy brać więcej niż pięć dni urlopu. „Trzeciego szef dzwoni z wyrzutem” [TEKST ARCHIWALNY]

Magda wie, że nie należy brać więcej niż pięć dni urlopu. „Trzeciego szef dzwoni z wyrzutem” [TEKST ARCHIWALNY]

Konflikt w rodzinie królewskiej. Pałac Buckingham wycofuje ofertę noclegu dla księcia Harry’ego

Konflikt w rodzinie królewskiej. Pałac Buckingham wycofuje ofertę noclegu dla księcia Harry’ego

Cykl „zryw i załamanie” dręczy wielu ludzi. Ta metoda pomaga go przerwać

Cykl „zryw i załamanie” dręczy wielu ludzi. Ta metoda pomaga go przerwać

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Kolejny humbak zabłądził w Bałtyku. Tragedia wielorybów powraca

Kolejny humbak zabłądził w Bałtyku. Tragedia wielorybów powraca

9 lipca, 2026
Wojna na Ukrainie. Pożar magazynów ropy w Rosji, drony zaatakowały tankowce

Wojna na Ukrainie. Pożar magazynów ropy w Rosji, drony zaatakowały tankowce

9 lipca, 2026
Iga próbowała zrobić „to” po pijaku. „41-letnia dziewica? Masakra!”

Iga próbowała zrobić „to” po pijaku. „41-letnia dziewica? Masakra!”

9 lipca, 2026
Sprzedaż obligacji oszczędnościowych w czerwcu. Rekord sprzed roku pobity – Biznes Wprost

Sprzedaż obligacji oszczędnościowych w czerwcu. Rekord sprzed roku pobity – Biznes Wprost

9 lipca, 2026

Najnowsze Wiadomości

Rzadkie spotkanie z żarłaczem białym. Wyjątkowe nagranie

Rzadkie spotkanie z żarłaczem białym. Wyjątkowe nagranie

9 lipca, 2026
Krościenko. Ukrainka zatrzymana na granicy. Miała złoto warte 1,5 mln zł

Krościenko. Ukrainka zatrzymana na granicy. Miała złoto warte 1,5 mln zł

9 lipca, 2026
Szczyt NATO w Ankarze. Jest komentarz Kremla, Zacharowa dostrzegła podziały

Szczyt NATO w Ankarze. Jest komentarz Kremla, Zacharowa dostrzegła podziały

9 lipca, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.