Serwis Gazeta.pl przedstawia historię pani Anny (imię zmienione), która w sierpniu zeszłego roku udała się na spotkania rekrutacyjne, przybywając w tym czasie na L4. Wraz z końcem tamtego miesiąca wygasał jej stosunek pracy z dotychczasowym pracodawcą, a zwolnienie lekarskie zostało wystawione jeszcze przed końcem umowy. Zwolnienie miało trwać jeszcze przez jakiś czas, ale kobieta zaczęła rozglądać się za nowym zajęciem.
Spotkanie rekrutacyjne podczas L4. Sąd stanął po stronie pracownika
Udział w rozmowie w sprawie pracy nie spodobał się Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), który podważył przyznane jej świadczenie, a nad panią Anną zawisło widmo zwrotu środków wypłaconych jej w czasie L4. Kobieta złożyła odwołanie, a sąd przyznał jej rację i ostatecznie decyzja ZUS została uchylona.
Portal zwraca uwagę, że historia pani Anny wydarzyła się tuż przed wejściem w życie nowych przepisów.
Od połowy kwietnia obowiązują nowe przepisy, które regulują, co można, a czego nie można robić przebywając na L4. Pracownik może wykonywać kluczowe i niezbędne czynności. Mowa tu o tzw. czynnościach incydentalnych, których wykonanie jest naprawdę konieczne i nie ma charakteru stałej pracy. Przy czym wykonanie tych czynności w okresie zwolnienia musi być umotywowane istotnymi okolicznościami. Należy podkreślić, że taką okolicznością nie może być polecenie pracodawcy.
Czynności podejmowane podczas zwolnienia lekarskiego nie mogą być sprzeczne z tym, co znalazło się w zaleceniach lekarza. W praktyce chodzi o to, by np. zmagający się z grypą pracownik nie utracił zasiłku tylko dlatego, że wysłał służbowego e-maila.
Za sprawą nowych zasad, rozmowa rekrutacyjna – zwłaszcza w sytuacji, gdy straciło się poprzednią posadę – prawdopodobnie nie doprowadziłaby już do podważenia przez ZUS prawa do zasiłku.














