– Tak jeżdżą tu tymi hulajnogami, że aż strach – mówi Arek spędzający poranek nad jeziorem Miedwie w województwie zachodniopomorskim. – Nie oglądają się ani na lewo, ani prawo, tylko lecą przed siebie, bo uważają że są fajni i szybcy. A powinni zwracać uwagę na innych – dodaje Krzysztof, turysta z Legnicy.
Właśnie tego typu głosy od mieszkańców i turystów spowodowały reakcję samorządowców z Kobylanki. To na ich terenie leży bowiem promenada nad Jeziorem Miedwie – piątym co do wielkości jeziorem w Polsce.
Promenada na trzy metry. Za mało, żeby hulajnogi się zmieściły
Jezioro wielkie, ale promenada nieduża. A przede wszystkim wąska – zauważa wicewójt Kobylanki, Irena Rybarczyk. – Ma szerokość tylko trzech metrów, więc gdy jest ładna pogoda, przebywa tu dużo ludzi, a poruszanie się hulajnogami było uciążliwe i niebezpieczne – mówi Interii Rybarczyk.
– Hulajnoga elektryczna to nie jest środek rekreacji, to środek transportu. W naszej gminie jest ponad 18 kilometrów ścieżek rowerowych, więc wydaje mi się, że ten nieco ponad kilometr promenady możemy zostawić rowerzystom i pieszym – dodaje.
– Docierają do nas głosy, że hulajnóg jest bardzo dużo, a ci którzy na nich jeżdżą, nie do końca potrafią nad nimi zapanować i rozwijają nadmierne prędkości. A to nie stwarza bezpiecznego klimatu do poruszania się – opisywała wójt Kobylanki, Julita Pilecka, gdy podczas sesji Rady Gminy przekonywała radnych do poparcia uchwały zmieniającej regulamin promenady nad Miedwiem.
„Świetna decyzja”. Kolejne miasta zrobią to samo?
Przekonywanie było skuteczne, bo zapis poparli wszyscy radni. – Świetna i uzasadniona ze wszech miar decyzja – komentuje w rozmowie z Interią ekspert bezpieczeństwa ruchu drogowego, Filip Grega. – Ta promenada jest wąska, spacerowa, poruszają się tam dzieci, a hulajnogi elektryczne jeżdżą bardzo szybko – dodaje.
Wkrótce podobne mogą podjąć kolejni samorządowcy. – Z tego, co się orientujemy, to jesteśmy pierwszą gminą w regionie, ale nie każda ma tereny rekreacyjne, na których przebywa taka duża liczba mieszkańców i turystów – zauważa wicewójt Kobylanki.
– Wydaje mi się, że jesteśmy w przededniu takich rozmów. Oby się odbyły, zanim komuś coś się stanie – mówi Interii przewodniczący Rady Miasta w Szczecinie, Paweł Bartnik. Dodaje, że do tej pory podobnej inicjatywy w stolicy Pomorza Zachodniego nie było, ale – jego zdaniem – to tylko kwestia czasu.
– Nikt nigdy nie sygnalizował, że trzeba zmienić prawo, ale nie byłoby źle, gdybyśmy taki zakaz wprowadzili w niektórych miejscach spacerowych. Dużo truchtam i widzę, że na alejkach spacerowych hulajnogi jeżdżą tak szybko, że już rower jest bezpieczniejszy. Przy nim hulajnogi to takie małe samochodziki – opisuje samorządowiec.
Zupełnie inne spojrzenie jest w innym dużym i pełnym turystów zachodniopomorskim samorządzie. – U nas ten problem praktycznie nie istnieje – mówi Interii rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Świnoujściu, Wojciech Basałygo.
Tu już jest zakaz hulajnóg. Mandaty nawet na 5 tysięcy
Od niedawna zakazy poruszania się hulajnogami wprowadziły samorządy w innych regionach. W Białymstoku urzędnicy zakazali wjazdu i pozostawiania sprzętu w kilku parkach w centrum miasta.
– Mieszkańcy wielokrotnie skarżyli się na niebezpieczne sytuacje, nadmierną prędkość hulajnóg oraz przypadki nieprzestrzegania zasad ruchu drogowego – informowała Anna Kowalska z Urzędu Miasta w Białymstoku.
W Sopocie zakaz poruszania się po najchętniej odwiedzanych miejscach obowiązuje w letnim sezonie. I w tym czasie niemal nie ma dnia, aby Strażnicy Miejscy nie nakładali finansowych kar za łamanie przepisów. – Mandat za wykroczenie, jakim jest niedostosowanie się do zakazu, może wynieść nawet 5 tysięcy złotych – mówił Polskiej Agencji Prasowej Tomasz Dusza, komendant Straży Miejskiej w Sopocie.
Od teraz i Straż Gminna w Kobylance będzie miała więcej pracy. – To ona będzie pilnowała przestrzegania zakazu. Wspomoże nas policja – zapowiada Irena Rybarczyk.
– Młodzi chcą jeździć. Gdybym był młody, to też bym pewnie zasuwał na takiej hulajnodze. Niech jeżdżą, ale powinni uważać, bo jak przesadzają z szybkością to jest kijowo – mówi Krzysztof, turysta wypoczywający w kempingu nad Miedwiem.
Tobiasz Madejski















