Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Tusk o reaktywacji CPN. Jasne stanowisko premiera – Biznes Wprost

Tusk o reaktywacji CPN. Jasne stanowisko premiera – Biznes Wprost

17 lipca, 2026
Jadowity wąż wplątał się w łańcuch. Kobieta uszła z życiem, ale gad nie

Jadowity wąż wplątał się w łańcuch. Kobieta uszła z życiem, ale gad nie

17 lipca, 2026
Szwajcaria dołącza do programu NATO. Wspólne zakupy amunicji

Szwajcaria dołącza do programu NATO. Wspólne zakupy amunicji

17 lipca, 2026
Donald Tusk o podziale w PiS. „Jarosław Kaczyński traci kontrolę”

Donald Tusk o podziale w PiS. „Jarosław Kaczyński traci kontrolę”

17 lipca, 2026
Rozwód Morawieckiego z PiS. Długosz: upokorzył Kaczyńskiego

Rozwód Morawieckiego z PiS. Długosz: upokorzył Kaczyńskiego

17 lipca, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Tusk o reaktywacji CPN. Jasne stanowisko premiera – Biznes Wprost
  • Jadowity wąż wplątał się w łańcuch. Kobieta uszła z życiem, ale gad nie
  • Szwajcaria dołącza do programu NATO. Wspólne zakupy amunicji
  • Donald Tusk o podziale w PiS. „Jarosław Kaczyński traci kontrolę”
  • Rozwód Morawieckiego z PiS. Długosz: upokorzył Kaczyńskiego
  • Reprezentacja Polski siatkarzy. Kiedy i gdzie oglądać mecze Ligi Narodów? – Siatkówka – Sport Wprost
  • Kursy walut 17 lipca 2026. Po ile dolar, euro, frank i funt? – Biznes Wprost
  • Zbudowali w Warszawie gigantyczny termos. Teraz będą go napełniać wodą
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Emerytka z Poznania otrzymała na cały turnus jeden ręcznik. „Takie luksusy przysługiwały tylko gościom z zagranicy”
Emerytka z Poznania otrzymała na cały turnus jeden ręcznik. „Takie luksusy przysługiwały tylko gościom z zagranicy”
Aktualności

Emerytka z Poznania otrzymała na cały turnus jeden ręcznik. „Takie luksusy przysługiwały tylko gościom z zagranicy”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości17 lipca, 2026

Obok szemranych typów siedzieli nierzadko biznesmeni, przyszłe rekiny raczkującego polskiego kapitalizmu. W oparach alkoholu i papierosów, przy dźwiękach puszczanej przez didżeja muzyki, zaczynało się rodzić coś nowego.

Publikujemy fragment książki „Remontownia ciał i dusz. Domy wczasowe i sanatoria w PRL-u”.

Prasa w międzywojennej Polsce zachwycała się elitami bawiącymi w Zakopanem w hotelu Morskie Oko: „Panie w strojnych toaletach, duża reprezentacja strojnych panien; we wszystkich lożach wino na stolikach lub w srebrnych kubłach z lodem, muzyka godna najlepszych warszawskich lokali”.

Po wojnie nie wypadało snobować się na elitarność — przynajmniej oficjalnie, bo nieoficjalnie wzorce wytwarzane w wielkomiejskich ośrodkach odgrywały niebagatelną rolę w rozwoju socjalistycznego modelu wypoczynku. Stolica polskich Tatr szybko zyskała miano „miasta dla bogatych”. Pod koniec lat pięćdziesiątych gość niezorganizowany, czyli taki, który nie skorzystał z wczasów FWP czy związkowych, za dzień pobytu musiał zapłacić około stu złotych. Jeśli wieczorem wybrał się na dansing, wówczas wydał co najmniej drugie tyle. Tymczasem średnie wynagrodzenie w Polsce w 1958 roku wynosiło nieco ponad tysiąc trzysta złotych. Ale pod Giewontem nawet po wojnie nie widać było niedostatku.

Zakopane w PRL

Górale czekali w dorożkach nieopodal dworca, obserwując rzesze turystów, panie w pięknych futrach, stroje narciarskie prosto spod igły. Obserwowali i kalkulowali potencjalny zysk. A potem śpiewali bajońskie sumy za podróż do Poronina czy nawet na Jaszczurówkę. W kawiarniach trudno było o wolny stolik, a gotówka, podobnie jak alkohol, płynęła szerokim strumieniem.

Wraz z nastaniem odwilży nikt nie musiał się już ukrywać — można było snobować się do woli i całkiem (lub prawie całkiem) otwarcie. Na Wielkanoc 1958 roku do Zakopanego ciągnęły wielkomiejskie elity. Zainteresowanie było tak duże, że inteligencki „Przekrój” opublikował coś w rodzaju przewodnika. Dzięki temu turyści mogli wybrać lokal odpowiedni do ich wieku, upodobań i zasobności portfela. W Murowanej Piwnicy, czyli nocnym klubie zakopiańskiego Orbisu, panie występowały w czerni i dekoltach, panowie na ciemno. Panowała ogólna elegancja, żadnych swetrów czy dżinsów. Atmosfera sprzyjała zbliżeniom. Murowana — o czym nie wspomniał „Przekrój” — była ponadto ulubionym miejscem przemytników, handlarzy, hochsztaplerów, niebieskich ptaków i miejscowych dygnitarzy. To właśnie tam bratali się i nad kieliszkiem wódki załatwiali szemrane interesy. W samym Orbisie bawili się goście, jak to mawiano, przy forsie: dyrektorzy państwowych przedsiębiorstw, inicjatywa prywatna. Do tego kociaki.

Przed hotelem zaparkowane zachodnie samochody. Trochę kociaków można było zaobserwować w Watrze, gdzie kręciły się wokół forsiastych facetów w średnim wieku i sportowców. Z kolei w piwnicy Morskiego Oka wieczory spędzali artyści i literaci, nieliczni sportowcy, paru filmowców. I dużo, dużo snobów.

W tej zakopiańskiej zamożności było coś niepokojącego. Coś, co kazało dziennikarce Wilhelminie Skulskiej zastanowić się nad przyjeżdżającymi pod Giewont turystami i uznać ich za przedstawicieli tych środowisk, które poodwilżową sytuację zrozumiały jednoznacznie: załapać się, nachapać i wydać! Po nas choćby potop!

Przez kolejne lata niewiele się zmieniło. Może to, że wszystkiego przybyło. Turystów, domów wczasowych, dutków. W 1974 roku na Polanie Szymoszkowej, z której wcześniej wywłaszczono górali, otwarto hotel Kasprowy. Mówiło się, że to kara nałożona przez komunistyczne władze za góralski kapitalizm. Miejscowi nie mieli tam zresztą czego szukać. Ceny były nie na góralską kieszeń. Więcej, ceny były nie na przeciętną polską kieszeń. Bawili tam zagraniczni goście, aktorzy z Gustawem Holoubkiem i Danielem Olbrychskim na czele. Członkowie Komitetu Centralnego PZPR Edward Babiuch i Jan Szydlak, zalani w sztok, szukali nocą swoich apartamentów. Badylarze, hodowcy pieczarek i producenci plastikowych lusterek szastali banknotami zarobionymi na szklarniach i ogólnym niedoborze dóbr konsumpcyjnych. Kasprowy wydawał się innym, lepszym światem.

A przecież wystarczyło zmienić optykę, która nakazywała bezrefleksyjnie oceniać wszystko, co zdawało się „zachodnie” lub „kapitalistyczne”, na bardziej krytyczną, aby dostrzec wiele mankamentów. Ekskluzywny hotel nie był bowiem wolny od wad podobnych tym, na które narzekali goście domów wczasowych FWP. Problem stanowił sam dojazd do obiektu, bo wraz z jego otwarciem nie wybudowano dobrej drogi. Do tego Kasprowy nie miał własnego taboru, a w PKS-ie stwierdzono, że wydłużenie trasy na Polanę Szymoszkową jest nieopłacalne. Rzecz jasna, korzystali na tym miejscowi dorożkarze i taksówkarze. Hotelowi goście narzekali na słabo zaopatrzony kiosk Ruchu, na nieczynne korty tenisowe. I na obsługę, bo w początkowej fazie działalności Kasprowego trudno było znaleźć kompetentnych pracowników. Co z tego, że polędwica jest w menu, jak ja jej panu nie wydam. Mogę dać pstrąga, wykładała osłupiałemu klientowi kelnerka, która uznała, że skoro kuchnia nasmażyła pstrągów, to te pstrągi trzeba zjeść i basta!

Wczasy nad morzem

Mogłaby obcesowa kelnerka pojechać na szkolenie do Sopotu, gdzie w Aldze przy Monciaku, w kawiarence, pracowała przez jakiś czas „Brzydula”, niegdysiejsza Miss Wybrzeża. Przydomek nadała sobie sama, z przekory. A praca wśród lśniących ekspresów i białych filiżanek chyba musiała jej faktycznie sprawiać przyjemność, skoro nie zmieniła jej nawet po niekwestionowanym sukcesie. Goście, którzy wspinali się na piętro Algi, by zjeść ciastko, wypić kawę czy koniak, mogli potem opowiadać, że uśmiechem i miłym słowem obdarzyła ich najpiękniejsza dziewczyna na Pomorzu. Sukces Algi nie opierał się jednak tylko na osobie „Brzyduli”. Dość powiedzieć, że pierwszego dnia działalności wydano wszystkie pięć tysięcy przygotowanych porcji, a podczas wieczornego dansingu nie było gdzie wetknąć szpilki. Alga była prawdziwą fabryką gastronomiczną, zaopatrzoną w czterdzieści pięć urządzeń mechanicznych produkcji polskiej, czechosłowackiej i węgierskiej. Na parterze działał bar szybkiej obsługi urządzony na wzór szwedzki, serwujący dania ciepłe i zimne. Do tego ekspres do kawy, by goście nie musieli fatygować się na piętro, oraz piwo prosto z lodowni nalewane ze stojących na barach kranów.

Ci, którzy chcieli zabawić się i jednocześnie dotknąć „wielkiego świata”, szli do sopockiego SPATiF-u. Tam można było spotkać Bogumiła Kobielę, Zbigniewa Cybulskiego czy Kalinę Jędrusik, którzy w latach pięćdziesiątych (a więc czasach tak zwanego pierwszego SPATiF-u) dawali niekiedy przedstawienia na scenie zaaranżowanej w głębi lokalu. W latach sześćdziesiątych, w okresie „drugiego SPATiF-u”, symbioza wódki i sztuki nieco przygasła na rzecz tej pierwszej. Nadal jednak w lokalu przy ulicy Bohaterów Monte Cassino 54 bywali literaci, aktorzy czy architekci, co samo w sobie mogło stanowić dla wielu osób wystarczającą zachętę, by pokonać wysokie, rozkołysane drewniane schody prowadzące do środka.

Zarówno Alga, jak i artystowski SPATiF były miejscami ogólnodostępnymi, do których mógł pójść niemal każdy, zamówić coś do picia, zakąsić. Co innego sopocki Grand Hotel, o którym nie bez kozery pisała prasa, że to on jest prawdziwą Perłą Bałtyku, a nie Sopot jako taki (czy, jak mawiali złośliwi, Sopoćkowo). Tam wydawało się całoroczne oszczędności na letniskową rozrzutność, zostawiało się „nadwyżki budżetowe”.

W Grandzie nocowały wielkie osobistości, gwiazdy kina i muzyki, crème de la creme światowej socjety. Do Grandu przyjeżdżali tak lubiani przez obsługę goście z zagranicy. Grand Hotel był pod pewnymi względami sopockim odpowiednikiem Kasprowego w Zakopanem i podobnie jak w przypadku jego podhalańskiego kuzyna swoją renomę opierał w pewnym stopniu na legendach i wyobrażeniach. Jak bowiem inaczej można wytłumaczyć fakt, iż pośród peanów na cześć nadmorskiego przybytku nie sposób było odnaleźć choćby krótkiej wzmianki, że przez długi czas znaczna część pokojów nie miała własnych łazienek?

Mit oazy luksusu stojącej od lat dwudziestych przy bałtyckiej plaży był jednak silniejszy od faktów i niczym magnes przyciągał gości rozmaitego autoramentu. Grupą nieszczególnie lubianą w Sopocie byli „teczkarze”, panowie z teczkami, którzy podróżowali w delegacji, zatrzymywali się na krótko i rzadko zostawiali większe kwoty w restauracji. Co innego dewizowcy! Ci zawsze byli mile widziani. Mocniejsi (finansowo) od gości krajowych, częściej bawili się też w towarzystwie hotelowych piękności. Te zaś wyglądały elegancko, stosownie do rangi miejsca, i — jak głosiła fama — znały więcej języków obcych niż obsługa Grandu. Na pewno wiedziały, jak frajera (zarówno dewizowego, jak i złotówkowego) naciągnąć na sporą kasę i nieźle podbić rachunek. Tam gdzie prostytutki, tam musieli być i cinkciarze, a szemrany biznes szedł za cichym (dobrze opłaconym) pozwoleniem obsługi.

Elity półświatka szczególnie upodobały sobie hotelową restaurację Caro. W samym Grandzie działała jednak także Musicorama, otwarta w 1970 roku pierwsza dyskoteka w Polsce, a także Disc Club Hi‑Fi, nocny klub ze striptizem (czy, jak wówczas pisano, „go-go w wykonaniu tancerek modelek Teatrzyku Universum”). Drugi sort trójmiejskiego świata przestępczego nie bawił się w Grandzie, w Caro, ale w Bungalowie, „sopockim Las Vegas prostytucji i cinkciarstwa”, gdzie dansingi organizowano sześć dni w tygodniu. Obok szemranych typów siedzieli nierzadko biznesmeni, przyszłe rekiny raczkującego polskiego kapitalizmu. W oparach alkoholu i papierosów, przy dźwiękach puszczanej przez didżeja muzyki, zaczynało się rodzić coś nowego.

Aby to „nowe” się jednak zaczęło, „stare” musiało się skończyć. W domu wypoczynkowym Funduszu Wczasów Pracowniczych w Sopocie pajęczyny i kurz przykryły oznaki dawnej świetności. Widok zdawał się tym bardziej przygnębiający, że przecież w połowie lat osiemdziesiątych wciąż przyjeżdżali tam goście pamiętający, jak było kiedyś. I niepotrafiący zrozumieć, co takiego wydarzyło się w ostatnim czasie. Patrzyli na zaniedbane otoczenie, gnijące kajaki, rozpadające się łodzie. Na śmieci porywane przez wiatr. I wciąż nie rozumieli.

Emerytka z Poznania otrzymała na cały turnus ledwie jeden ręcznik. Gdy poprosiła o wymianę, została odprawiona z kwitkiem. Takie luksusy przysługiwały tylko gościom z zagranicy! Zagraniczni dostawali także nową zastawę stołową, a gdy na stole pojawiała się ryba — dwa widelce. Gdy Poznanianka poprosiła kelnerkę o drugi, została ofuknięta. Co też sobie wyobraża! To dla gości dewizowych! Nawet wieczorki zapoznawczy i pożegnalny zostały zorganizowane jedynie dla „obcych”. Podział na lepszych i gorszych był wyraźny i — co najgorsze — narzucony odgórnie.

Fragment książki „Remontownia ciał i dusz. Domy wczasowe i sanatoria w PRL-u” wydanej przez Wydawnictwo Czarne. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweeka”.

„Remontownia ciał i dusz. Domy wczasowe i sanatoria w PRL-u”

Foto: Newsweek

***

„Remontownia ciał i dusz. Domy wczasowe i sanatoria w PRL-u”

Opowieść o wczasach w PRL-u zaczyna się od nieufności. Tuż po wojnie urlop nie jest oczywistością, lecz propozycją, z którą „masy pracujące” trzeba dopiero zaznajomić. Państwo organizuje wypoczynek odgórnie – w sanatoriach, ośrodkach zakładowych, na koloniach – i tworzy system, który ma objąć miliony. W tej historii powracają konkretne miejsca: od uzdrowisk i górskich kurortów po nadmorskie ośrodki i leśne enklawy. Krynica, Ustka, Kudowa, Szczawnica i wiele, wiele innych – każde z nich staje się sceną podobnych doświadczeń.

Autor pokazuje dwie warstwy tego świata. Z jednej strony są inwestycje, plany i administracyjne kulisy budowania ośrodków i zarządzania nimi – wysiłek państwa mierzącego się z niedoborem i skalą przedsięwzięcia. Z drugiej – codzienność wczasowiczów: stołówki, wycieczki, obowiązkowe rozrywki prowadzone przez kaowców, dziecięce kolonie. Z listów i skarg wyłania się obraz daleki od propagandowego ideału, pełen drobnych napięć i rozczarowań. We wspomnieniach jednak przetrwa opowieść o dobrej zabawie, wspólnotowości i idyllicznych wakacjach.

To reportaż o systemie, który miał uszczęśliwiać masy, i o ludziach, którzy próbowali w nim znaleźć dla siebie miejsce. O pamięci zapisanej na fotografiach i pocztówkach, i o rzeczywistości, która była bardziej złożona niż nostalgiczne wspomnienie.

Błażej Ciarkowski (ur. 1982) – architekt (niepraktykujący) i historyk architektury, adiunkt w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Łódzkiego. Trzykrotny laureat stypendium twórczego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Autor licznych publikacji naukowych i popularnonaukowych poświęconych architekturze czasów Polski Ludowej oraz książki Łódź. Ziemia wymyślona.

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Rozwód Morawieckiego z PiS. Długosz: upokorzył Kaczyńskiego

Rozwód Morawieckiego z PiS. Długosz: upokorzył Kaczyńskiego

Majmurek: Gambit Zandberga, łowienie Mentzena. To koniec epoki dominatorów

Majmurek: Gambit Zandberga, łowienie Mentzena. To koniec epoki dominatorów

Kiedy Artur mija ojca, ten odwraca wzrok. „Kapitalizm wykoleił całą naszą rodzinę” [TEKST ARCHIWALNY]

Kiedy Artur mija ojca, ten odwraca wzrok. „Kapitalizm wykoleił całą naszą rodzinę” [TEKST ARCHIWALNY]

Zatrudniłam się nad Bałtykiem. Pięćdziesiątkę popijają piwem i hyc do wody [TEKST ARCHIWALNY]

Zatrudniłam się nad Bałtykiem. Pięćdziesiątkę popijają piwem i hyc do wody [TEKST ARCHIWALNY]

Nie pojawia się nagle. Wypalenie zawodowe zaczyna się od pozornie niewinnej zmiany

Nie pojawia się nagle. Wypalenie zawodowe zaczyna się od pozornie niewinnej zmiany

Dorota sama wychowuje syna w spektrum. „Zapomniałam, że jestem też kobietą, człowiekiem”

Dorota sama wychowuje syna w spektrum. „Zapomniałam, że jestem też kobietą, człowiekiem”

Varga: ta bitwa o jeden z najbardziej ponurych epizodów w historii Polski. Sobieski ledwo uciekł

Varga: ta bitwa o jeden z najbardziej ponurych epizodów w historii Polski. Sobieski ledwo uciekł

Problem z „Odyseją” mieli już starożytni. Nie pasowało im zakończenie

Problem z „Odyseją” mieli już starożytni. Nie pasowało im zakończenie

Grochal: W sprawie Ziobry za dużo jest dziwnych zbiegów okoliczności. Żaden Kowalski o takim luksusie nie mógłby pomarzyć

Grochal: W sprawie Ziobry za dużo jest dziwnych zbiegów okoliczności. Żaden Kowalski o takim luksusie nie mógłby pomarzyć

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Jadowity wąż wplątał się w łańcuch. Kobieta uszła z życiem, ale gad nie

Jadowity wąż wplątał się w łańcuch. Kobieta uszła z życiem, ale gad nie

17 lipca, 2026
Szwajcaria dołącza do programu NATO. Wspólne zakupy amunicji

Szwajcaria dołącza do programu NATO. Wspólne zakupy amunicji

17 lipca, 2026
Donald Tusk o podziale w PiS. „Jarosław Kaczyński traci kontrolę”

Donald Tusk o podziale w PiS. „Jarosław Kaczyński traci kontrolę”

17 lipca, 2026
Rozwód Morawieckiego z PiS. Długosz: upokorzył Kaczyńskiego

Rozwód Morawieckiego z PiS. Długosz: upokorzył Kaczyńskiego

17 lipca, 2026

Najnowsze Wiadomości

Reprezentacja Polski siatkarzy. Kiedy i gdzie oglądać mecze Ligi Narodów? – Siatkówka – Sport Wprost

Reprezentacja Polski siatkarzy. Kiedy i gdzie oglądać mecze Ligi Narodów? – Siatkówka – Sport Wprost

17 lipca, 2026
Kursy walut 17 lipca 2026. Po ile dolar, euro, frank i funt? – Biznes Wprost

Kursy walut 17 lipca 2026. Po ile dolar, euro, frank i funt? – Biznes Wprost

17 lipca, 2026
Zbudowali w Warszawie gigantyczny termos. Teraz będą go napełniać wodą

Zbudowali w Warszawie gigantyczny termos. Teraz będą go napełniać wodą

17 lipca, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.