-
Naukowcy z Argentyny wykazali, że kły tygrysów szablozębnych były bardziej użyteczne podczas jedzenia niż wcześniej sądzono.
-
Badania szczątków megafauny z Salto de Piedra dowiodły, że smilodony potrafiły kruszyć kości swoich ofiar wielkimi kłami.
-
Analiza wykazała, że kły smilodonów były bardziej wytrzymałe niż przypuszczano i nie mogły być bezpośrednią przyczyną ich wymarcia.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
28 cm to długość kłów tygrysa szablozębnego z gatunku Smilodon populator. Smilodony to najpotężniejsze z tych kotów, które do 10 tys. lat temu zamieszkiwały obie Ameryki – zapewne wywodziły się z Południowej, ale po połączeniu przesmykiem panamskim z Północną przeszły także na ten kontynent. Dzięki temu tygrysy szablozębne stały się nierozłącznym elementem kojarzącym się z megafauną obu tych Ameryk i epoki lodowcowej.
I jednymi z najbardziej imponujących drapieżników kotowatych w dziejach. Dorosły Smilodon fatalis z Ameryki Północnej osiągał 280 kg wagi, ale już Smilodon populator z Ameryki Południowej sięgał grubo ponad 400 kg. Przebijał współczesne lwy i tygrysy, z którymi zresztą nie był w ogóle spokrewniony. Te drapieżniki nazywamy „tygrysami szablozębnymi” mocno umownie. Nie były bliskimi krewnymi tygrysów. Cała linia wymarła bezpotomnie, bez pokrewieństwa ze współczesnymi kotami.
Uważano, że koty szablozębne wymarły przez kły
Za jeden z powodów ich wymarcia uważano właśnie wielkie kły tkwiące w pysku zwierzęcia. Były morderczą bronią. Tnący cios zadany takimi sztyletami musiał rozerwać tkanki i naczynia krwionośne każdego dużego ssaka, nawet naziemnego leniwca, bizona, mamuta czy mastodonta. Dlatego tygrysy szablozębne utożsamia się z czasami megafauny i uważa za drapieżniki przystosowane do polowania na największe z ssaków. Potrafiły one powalić zdobycz o wiele większą od siebie.
Czy jednak ją zjadały w całości? Co do tego wątpliwości były największe. jeżeli bowiem kły wystawały z pyska smilodona na ponad 20 cm, były skuteczne w zabijaniu, a przeszkadzały podczas jedzenia. Kot musiałby odpowiednio przechylić głowę, by nie zahaczały o martwą już ofiarę podczas posiłku. Zarazem mógł ryzykować połamaniem swej broni, jeśliby natrafił nimi na kość.
Te założenia legły u podstaw teorii, że koty szablozębne takie jak smilodony wymarły właśnie z tego powodu, że ich ewolucyjne rozwiązanie w postaci ogromnych i ostrych zębów okazało się w gruncie rzeczy niepraktyczne. Pozwalały zjeść tylko miękkie części ofiar, bez podejmowania ryzyka połamania ich podczas ogryzania kości. Możliwe zatem, że smilodon zabijał mastodonta czy leniwca, zjadał jego miękkie tkanki i większość zdobyczy zostawiał, co było znakomitą wiadomością dla padlinożerców. Zmuszało jednak kota do kolejnych polowań, które wymagały energii i stanowiły ryzyko kontuzji.
To ukazuje tygrysy szablozębne jako drapieżniki w gruncie rzeczy niepraktyczne, ekstrawaganckie, wręcz nielogiczne. Jako ślepą uliczkę ewolucji, co uzasadniałoby ich bezpotomne wymarcie.

Badania z Argentyny rzuciły nowe światło na smilodony
Tymczasem badania naukowców z Argentyny wykazały, że wielkie kły kotów szablozębnych nie były takie kruche i delikatne oraz takie nieprzydatne podczas jedzenia jak zakładamy. Analiza szczątków plejstoceńskiej megafauny z Argentyny wykazała, że koty szablozębne potrafiły przebijać tymi kłami kości swych ofiar, co zmienia dotychczasowe poglądy na temat rzekomej kruchości ich charakterystycznych kłów.
Badania zostały przeprowadzone w Salto de Piedra, położonym około 350 kilometrów na południe od Buenos Aires. Tam znajdowało się sporo szkieletów dużych przedstawicieli południowoamerykańskiej megafauny, w tym olbrzymich pancerników, leniwców naziemnych wielkości słonia, mastodontów. Towarzyszyły im szczątki kotów szablozębnych takich jak potężny Smilodon populator. Nie ma wątpliwości, że te koty polowały na wielkie ssaki w tym rejonie Argentyny między 22,2 a 13,3 tys. lat temu.
– Zbadaliśmy kły kotów i kości ich ofiar- mówi Federico Agnolín z Argentyńskiego Muzeum Nauk Przyrodniczych. – Wydawało się bowiem mało prawdopodobne, aby tak duży drapieżnik stworzył ogromne kły tylko po to, by unikać ich używania.

I rzeczywiście, ślady na kościach kilku przedstawicieli megafauny idealnie odpowiadały wielkością i kształtem zębom tych kotów. Ponadto uszkodzona została twarda kość korowa, która stanowi około 80 procent masy kości. To znak, że smilodony gryzły kości swoich ofiar. Co więcej, kruszyły je swymi wielkimi kłami. Były do tego zdolne.
Badacze skupili się na dwóch rodzajach uszkodzeń zębami: nakłuciach oraz bruzdach. Długość, szerokość i głębokość śladów zmierzono za pomocą cyfrowych urządzeń pomiarowych, a następnie porównano je z wymiarami znanych zębów smilodona. Pasowały. Nie ma wątpliwości, że smilodony nie unikały kości. Gryzły je i pochłaniały mięso, ścięgna i inne części ofiar aż do końca, a nawet próbowały przegryźć kość.
Argentyńscy i hiszpańscy badacze zmierzyli to dokładnie i uważają, że wzmocnili tezę, iż kły smilodonow były wytrzymalsze niż myślimy. Mogły kruszyć kości, nie łamały się tak łatwo,. Były skutecznymi narzędziami do zabijania i zjadania ofiar pod każdym względem. Nie mogły być bezpośrednią przyczyną wymarcia kotów szablozębnych.















