Frustruje nas życie od terminu do terminu i lawirowanie między jednym niedomkniętym projektem a drugim. Prawdziwy dyskomfort przeżywamy jednak dopiero wtedy, gdy okazuje się, że lista zadań pozostaje zbyt długo pusta. Dlaczego tak się dzieje?
Nauczyliśmy się mierzyć dni liczbą naszych różnorakich aktywności. Lubimy je najpierw skrupulatnie wpisywać na listy zadań „to do”, a później kolejno — z ogromną satysfakcją — z naszych list wykreślać. Zbyt często sprawy te — ku naszemu niezadowoleniu — przechodzą jednak na kolejny nasz dzień/tydzień/miesiąc. Strumień zadań zdaje się — niemal magicznie — nigdy nie wysychać. Frustruje nas to, ale silniejszym lękiem niż chroniczne poczucie, że z niczym się nie wyrabiamy, napawa nas niezagospodarowany żadną aktywnością odpoczynek i/lub brak harmonogramu naszego życia. „Żyć” dla wielu z nas zrównało się z „robić”. Bez zadań do zrealizowania mamy poczucie wewnętrznego rozpadu.
Niezbędność faz przejściowych
Potrzebujemy jednak w swoim życiu nie tylko działać, ale i pozwalać sobie na spokojne momenty „po działaniu”. Nie chodzi tu tylko o wypoczynek ani proste regenerowanie zasobów spożytkowanych na naszą aktywność. Zanim przejdziemy do kolejnego działania, potrzebujemy — również ze względów neurobiologicznych i poznawczych — zadbać o strefę buforową między jednym zadaniem a drugim. Bez faz przejściowych między naszymi działaniami układ nerwowy nie ma szans uczyć się na podstawie zgromadzonych doświadczeń. Okres bez zadań i bez struktury to bowiem najintensywniejszy czas wewnętrznego porządkowania, zapamiętywania i segregowania przez naszą pamięć istotnych dla nas informacji i wzorców działania. To również przestrzeń dla naszej kreatywności. Na najgenialniejsze pomysły wpadamy przecież, gdy pozwalamy sobie nie myśleć i nie działać.
Newsweek Psychologia już w kioskach!
Foto: Materiały prasowe
Gdy zatrzymujemy swoją aktywność zewnętrzną (np. pokonanie maratonu, przygotowanie posiłku, rozmowę telefoniczną), intensyfikuje się aktywność wewnętrzna. To właśnie wtedy — gdy pozwalamy sobie nie robić nic po ukończonym właśnie działaniu — w naszym układzie nerwowym zaczynają dziać się rzeczy najistotniejsze. Ten zwraca wówczas swoją uwagę do środka i doskonali wiedzę o świecie zewnętrznym i wewnętrznym. Jeśli jednak wbiegniemy natychmiast w kolejną aktywność, przeszkodzimy naszej pamięci w wyciągnięciu najważniejszych wniosków z tego, czego właśnie dokonaliśmy. I nie, nie chodzi tu o świadomy proces zapamiętywania. Działając bez ustanku, przeszkadzamy mechanizmom wewnętrznej reorganizacji i wzrastania, które dzieją się bez udziału naszej świadomości. Ten rodzaj uczenia się odbywa się zawsze w tle naszych świadomych aktywności i rozmyślań. Mózg sam bowiem — bez naszej woli i bez naszego intencjonalnego wysiłku — nieustannie koryguje swoją mapę otaczającego świata (o ile mu oczywiście w tym nie przeszkodzimy).
Neurobiologia cyklu aktywności
By jeszcze lepiej zrozumieć rolę przerw i stref buforowych między naszymi aktywnościami, warto zapoznać się z tym, jak — z punktu widzenia naszej psychofizjologii — wygląda pełen cykl aktywności (realizacji zadania). Choć potocznie utożsamiamy mobilizację tylko z konkretnym działaniem, przygotowanie się do mobilizacji i odpuszczenie mobilizacji są tego cyklu nieodzownymi etapami. Cykl ten rozpoczyna proste zorientowanie się, że coś domaga się naszej reakcji (może to być np. moment otrzymania maila z propozycją przygotowania oferty wykładu). Stan zrelaksowanej czujności zostaje wtedy zastąpiony wytężoną czujnością.
Etap drugi nazywamy „przygotowaniem się do aktywności”. Nasz układ nerwowy przegrupowuje wtedy energię i uwagę po to, byśmy mogli lepiej zrealizować stojące przed nami zadanie (np. stworzenie planu wykładu). Tej wewnętrznej rekalibracji towarzyszy zawsze wyrzut neurohormonów. Mają nas one gładko przeprowadzić przez stojące przed nami zadanie.
Kolejnym etapem aktywności układu nerwowego jest „działanie właściwe” — biegniemy w kierunku uciekającego tramwaju, piszemy artykuł, gotujemy obiad, rozmyślamy nad naszą przyszłością. Ukończenie zadania w naszym świecie wewnętrznym rozpoznajemy po uczuciu dopełnienia (w podejściach somatycznych nazywa się to wprost „uczuciem triumfu”). Udało nam się — dobiegliśmy tam, dokąd zmierzaliśmy, wysłaliśmy artykuł do redaktorki naczelnej, skończyliśmy mopować podłogę — teraz możemy odetchnąć! I rzeczywiście — doświadczeniu dopełnienia często towarzyszy głośne westchnięcie, puszczenie napięcia w ciele, większe poczucie ugruntowania i wyrzut neurohormonów sprzyjających uczuciu ulgi. To jednak nie koniec naszego neurobiologicznego cyklu aktywności. Domyka go bowiem dopiero moment zatrzymania się/spowolnienia po ukończeniu aktywności. Po wytężonej mobilizacji układ nerwowy potrzebuje przerwy od mobilizacji. I ta przerwa jest — dla naszego dobrostanu i dla naszego uczenia się o świecie — święta.
Newsweek Psychologia już dostępny
Foto: Materiały prasowe
Zdrowy, służący nam cykl mobilizacji ma zatem postać naprzemiennie wznoszącej się i obniżającej fali. Im bardziej podnosi się nasza energia, tym bardziej ta energia musi opaść. Im dłużej jesteśmy w coś zaangażowani, tym więcej czasu potrzebujemy poświęcić niedziałaniu. I choć niemal nigdy nie udaje się uczynić tej fali idealnie symetryczną, warto mieć świadomość, że żaden układ nerwowy nie może być — bez strat dla naszego funkcjonowania — nieustannie zajęty. W świetnej książce „Małe traumy” Meg Arroll zauważa: „Mózg zachowuje się jak kolejny mięsień naszego ciała: używanie go bez przerwy prowadzi do gromadzenia się potencjalnie toksycznych neuroprzekaźników w korze przedczołowej, dokładnie w taki sam sposób, w jaki kwas mlekowy odkłada się w mięśniach nóg po szczególnie długim i intensywnym biegu”. Analogicznie jednak — nic dobrego nie wychodzi ze zbytnio przedłużającego się odpoczywania. Nasze mózgi uczą się wtedy, gdy mogą — na spokojnie — spożytkować i przeanalizować wiedzę wynikającą z tego, w co się zaangażowaliśmy.
***
Im mniej dajemy sobie czasu na wewnętrzne przetrawienie tego, co się właśnie wydarzyło, tym bardziej skazani jesteśmy na utknięcie w starych wzorcach myślenia i działania. Człowiek, który ciągle gdzieś pędzi, skazany jest na odtwarzanie tego, czego się do tej pory o sobie w świecie nauczył, a nie wzrastanie na bazie zgromadzonych doświadczeń. Nasza emocjonalna, kognitywna i egzystencjalna mądrość buduje się na bazie świadomej refleksji i — wspomnianego wcześniej — nieuświadamianego uczenia się. Nasz układ nerwowy będzie nam zatem wdzięczny za każdą aktywność, w jakiej uda nam się oddzielić zaangażowanie od przebodźcowania. Przywracanie naturalnego rytmu naszej mobilizacji to sposób na twórcze życie, które nie będzie nas eksploatować, lecz karmić.
Sabina Sadecka — psycholożka, nauczycielka terapii traumy, praktyczka Somatic Experiencing, terapeutka systemowa w trakcie certyfikacji. Jest autorką książki „Powrót do ciała” o wracaniu do siebie po doświadczeniu traumy (książkę wydało Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego). Tworzy webinary i kursy o terapii traumy na http://sabinasadecka.com, opowiada o traumie w swoim podcaście „Ładnie o traumie”. Uczy studentów studiów podyplomowych Uniwersytetu SWPS w Poznaniu i Sopocie



