Trzech mężczyzn brutalnie pobiło 20-letnią Anastasię i 21-letniego Maksyma. Skala agresji względem Ukraińców narasta. Czy naprawdę chcemy, żeby Ukraińcy (których jest w Polsce 1,7 mln) bali się mówić w swoim ojczystym języku? Kilka dni temu podczas podróży pociągiem przysłuchiwałam się, jak pięć osób w przedziale rozprawiało o tym, że Polska jest Polską i nie ma w niej miejsca dla Ukraińców
Wrocław. Trzech mężczyzn brutalnie pobiło 20-letnią Anastasię i jej rok starszego partnera Maksyma. Zaczęło się od sprzeczki w kolejce do sklepu, gdzie sprawców miał sprowokować ukraiński akcent kobiety. Anastasia i Maksym zostali dotkliwie pobici, trafili do szpitala z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu, kobieta miała rozerwane ucho. Całe zdarzenie zostało nagrane, a to, co widać na wideo, jest tak brutalne, że nie byłam w stanie obejrzeć go do końca.
Sprawców było trzech, dwóch z nich policja już zatrzymała. To Adam C. (ps. Cycu), recydywista z przeszłością kryminalną, bokser walczący na gołe pięści w federacji GROMDA. Drugi to Tomasz M., powiązany ze środowiskiem pseudokibiców, zawodnik startujący w walkach MMA.
Ten atak to skrajny przykład nienawiści na tle narodowościowym. A tej jest w Polsce coraz więcej, szczególnie w ostatnich tygodniach. Okazuje się, że to nie przypadek.
Ataki na Ukraińców w Polsce
Wrocław. 20-latka z Ukrainy i jej partner zostali brutalnie pobici przez trzech mężczyzn. Agresorów miał sprowokować wschodni akcent kobiety.
Legnica. Kobieta miała uderzyć ukraińskie nastolatki wypoczywające przy basenie. Powód? Jak relacjonuje matka jednej z dziewczynek, bo mówiły w ojczystym języku.
Poznań. 60-latek został pobity na przystanku tramwajowym po tym, jak stanął w obronie ukraińskiego chłopca obrażanego przez trzech mężczyzn w tramwaju.
Bielsko-Biała. Kierowca autobusu miejskiego agresywnie i wulgarnie odnosił się do ukraińskich nastolatek. Krzyczał m.in., że mają „wyp*******ć na swoją Ukrainę”.
Gdańsk. Mężczyzna zwyzywał ukraińską ekspedientkę w sklepie sieci Żabka.
A to tylko kilka spraw z kilku ostatnich tygodni. Jak informuje Komenda Główna Policji, liczba ataków na tle narodowościowym rośnie. W 2024 roku mieszkający w Polsce Ukraińcy złożyli 267 zawiadomień o popełnieniu przestępstwa na tle narodowościowym. W 2025 roku zawiadomień było 275. Ten rok może okazać się rekordowy, bo dotychczas policja zarejestrowała już 180 takich zgłoszeń. To wzrost o ponad 30 proc. w ciągu roku. Jeśli dynamika się utrzyma, to możemy spodziewać się nawet 360 takich zgłoszeń — czytamy w „Rzeczpospolitej”.
Co się stało, że klimat dookoła Ukraińców w Polsce tak bardzo się zmienił? Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie pokazaliśmy, że potrafimy być bezinteresownie pomocni i solidarni z ofiarami wojny Putina. Domy i mieszkania wielu z nas stały się tymczasowym schronieniem dla uchodźców ze wschodu. Nie potrzebowaliśmy do tego nawet państwa, bo wiele z inicjatyw organizowanych było oddolnie. O wspaniałym zachowaniu Polaków pisały i mówiły media na całym świecie.
Dziś, mam wrażenie, cierpimy na zbiorową amnezję. Ukraińcy coraz częściej nam przeszkadzają. O tym opowiada reportaż Dawida Karpiuka, który opublikowaliśmy kilka dni temu. „Jeszcze niedawno wielu z Ukraińców wierzyło, że może się w Polsce poczuć jak w domu. Dziś mówią o Polakach: zmieniliście się tak, że trudno was poznać”.
Oliwy do ognia dolewają politycy. Tematy antyukraińskie doszły do głosu podczas kampanii prezydenckiej w 2025 r. Od tamtej pory granice cały czas się przesuwają. Politycy prawicy zaostrzają retorykę, bo czują potrzebę konkurowania ze skrajnie prawicowymi ugrupowaniami takimi jak Konfederacja czy Korona Grzegorza Brauna. Nie pomagają też politycy ukraińscy, którzy używają tematu żołnierzy UPA do rozgrywek politycznych.
— Decyzja Zełenskiego wzmacnia w Polsce nacjonalistycznych radykałów krytykujących współpracę z Ukrainą, bo wychodzą oni na dobrych prognostów — mówi o decyzji o nadaniu jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA prof. Grzegorz Motyka (cały wywiad przeczytasz TUTAJ).
Tymczasem koalicja rządząca udaje, że ten problem nie istnieje. Nie trafiłam na żadną kampanię informacyjną czy akcję społeczną, która studziłaby emocje Polaków. A problem narastającej przemocy jest przecież realny, co pokazują policyjne statystyki.
Kto się cieszy? Na pewno Putin
Kilka dni temu podczas podróży pociągiem przysłuchiwałam się, jak pięć osób w przedziale rozprawiało o tym, że Polska jest Polską i nie ma w niej miejsca dla Ukraińców. Nie przerywałam im, byłam ciekawa, jakie mają argumenty. Ale przez blisko godzinę nie dowiedziałam się niczego nowego. Moi współpasażerowie powtarzali najbardziej zdarte kalki: Ukraińcy są niewdzięczni, jeżdżą drogimi samochodami, mężczyźni robią biznesy, zamiast bronić swojego kraju, kobiety korzystają z zabiegów medycyny estetycznej. Poza tym obnoszą się ze swoim językiem i kulturą i „nie szanują Polaków”. Żadna z tych osób nie podawała konkretnych przykładów z życia, a cała rozmowa opierała się na stereotypach i argumentach pokroju „czytałam taki wpis na Facebooku”.
Kremlowscy propagandyści strzelają korkami od szampana. Jak pisze portal oko.press, w ostatnich dwóch miesiącach (kiedy doszło do konfliktu na linii prezydentów Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego) platformy społecznościowe zalewane są treściami, w których Ukraińcy przedstawiani są w negatywnym świetle. „Rosyjskie służby prawdopodobnie wyczuły, że eskalowanie nastrojów antyukraińskich w Polsce trafi teraz na podatny grunt” — czytamy w tekście Anny Mierzyńskiej. Największe nasilenie wrogich treści zauważono około 11 lipca. Fake newsy dotyczą m.in. działalności przestępczej czy też politycznego konfliktu między Polską a Ukrainą. „W tych doniesieniach następuje wytyczanie fałszywej osi konfliktu Polska—Ukraina, zamiast prawdziwej: Rosja—Ukraina” — pisze Mierzyńska.
„Ukrainiec ma się czuć źle”
Według skali uprzedzeń Allporta uprzedzenia w społeczeństwie eskalują — od wyśmiewania, mowy nienawiści, przez unikanie, dyskryminację, aż po ataki fizyczne i eksterminację. Dlatego słowa nie są niewinne. Powielanie fake newsów, czyli de facto kremlowskiej propagandy, w skrajnych przypadkach może prowadzić do agresji.
— Politycy są krótkowzroczni, ich interesuje najbliższa kampania i żeby partia miała zwyżkę w sondażach — mówi w rozmowie z „Newsweek” historyk idei i politolog Przemysław Witkowski. — Liczą, że utrzymają poziom niechęci i napięcia, ale nie doprowadzą do wyjazdu. Ukrainiec ma się czuć źle, być zahukany, ale ma nie wyjeżdżać.
Mam wrażenie, że w tym ostatnim zdaniu zawiera się odpowiedź na pytanie, dlaczego tak zmieniło się nasze podejście do Ukraińców. Trudno wyobrazić sobie dziś Polskę bez obywateli i obywatelek z Ukrainy. Ale wielu osobom nie podoba się, że Ukraińcy znaleźli w Polsce nowy dom, stać ich na wygodne i spokojne życie. — Może to i zazdrość z mojej strony, ale nie podoba mi się, że Ukraińcy w Polsce mają lepiej niż ja — powiedziała podczas dyskusji w pociągu jedna z moich współpasażerek. Wychodzi na to, że tolerujemy w naszym kraju innych niż my sami, o ile nie jest im zbyt wygodnie.