Na zawodach sportowych nie będzie już można robić zbliżeń na pośladki czy piersi. Komentujący narzekają, że „teraz nie będzie na co popatrzeć”. I to jest najlepszy dowód na to, że takie wytyczne były potrzebne.
Nowe wytyczne Europejskiej Unii Nadawców (EBU) i European Athletics zalecają realizatorom transmisji, aby unikali ujęć niepotrzebnie eksponujących ciała zawodniczek, zwłaszcza zbliżeń na pośladki, piersi czy okolice krocza, które nie mają znaczenia dla relacjonowania rywalizacji.
Zalecenia wywołały falę komentarzy, pełnych narzekań i niezadowolenia. Ludzie piszą pod informacjami o zmianach w sposobie pokazywania lekkoatletek: „Jak im się nie podoba, niech ubiorą się inaczej”, „Teraz nie będzie na co patrzeć”, „Pośladki lekkoatletki świadczą o jej klasie, trzeba móc je ocenić”. Problem w tym, że te reakcje mijają się z istotą zmian.
Decyzja, na czym się skupić
Argument „niech się inaczej ubiorą” zakłada, że skoro ciało jest częściowo odsłonięte, można je dowolnie eksponować. Tymczasem zawodniczki nie ubierają się w określony sposób po to, by być seksualizowane. Strój jest narzędziem pracy lekkoatletek, podobnie jak strój pływaka, gimnastyczki czy kolarza. Trudno byłoby powiedzieć pływakowi, że skoro startuje w slipach, to realizator ma pełne prawo przez kilka sekund pokazywać wyłącznie jego pośladki.
Sport nigdy nie jest pokazywany „obiektywnie”. Każda transmisja jest zbiorem decyzji. Kamera może pokazać twarz zawodniczki przed startem, jej skupienie, dłonie, reakcję na wynik, technikę biegu czy skoku. Ale może też zrobić ciasne zbliżenie na pośladki, kiedy poprawia spodenki, albo przez kilka sekund prowadzić kadr na okolice bioder podczas oczekiwania na start. To nie jest przypadek ani wymóg technologiczny. To świadoma decyzja realizacyjna.
I właśnie dlatego trudno obronić argument, że takie ujęcia są „częścią sportu”. Nie są. Nie pomagają zrozumieć techniki, nie tłumaczą przebiegu rywalizacji, nie pokazują niczego, czego widz potrzebuje, aby śledzić zawody. Ich funkcja jest wyłącznie estetyczna albo — częściej — seksualizująca.
Perfidne zbliżenia
O tym, że problem nie jest wydumany, świadczą zresztą głosy samych lekkoatletek. Pia Skrzyszowska, jedna z najlepszych polskich płotkarek, pytana o nowe wytyczne na łamach „Przeglądu Sportowego” odpowiedziała, że zdecydowanie je popiera.
— Startujemy, żeby pokazać swoją formę, wynik, a nie po to, aby prezentowano nas nie od tej strony, co trzeba. Dla mnie liczy się najlepszy rezultat. Nie chcę przejmować się tym, że kamera pokaże mnie w taki sposób, w jaki nie chciałabym zostać pokazana w telewizji — mówiła.
Skrzyszowska przyznała również, że sama widziała ujęcia, które — jej zdaniem — nigdy nie powinny zostać wyemitowane. Wspominała między innymi „perfidne zbliżenia na pupy dziewczyn podczas mistrzostw Polski juniorów młodszych”. Jej słowa dobrze pokazują, że dla zawodniczek problemem nie jest strój, lecz sposób, w jaki realizatorzy decydują się go pokazywać.
Męskie spojrzenie
Nowe wytyczne można też odczytywać przez pryzmat koncepcji male gaze, czyli „męskiego spojrzenia”, opisanej przez brytyjską filmoznawczynię Laurę Mulvey. Mulvey zauważyła, że kamera bardzo często nie jest neutralnym narzędziem. Sposób kadrowania, długość ujęć czy wybór perspektywy sprawiają, że kobieta przestaje być przede wszystkim podmiotem wydarzeń, a staje się obiektem, na który patrzy się dla przyjemności widza.
Choć Mulvey pisała o kinie fabularnym, jej koncepcja od dawna wykorzystywana jest także do analizowania reklam, teledysków czy transmisji sportowych. Ze względu na „male gaze” utrwala się przekaz, zgodnie z którym nawet kobieta osiągająca najwyższy poziom sportowy pozostaje przede wszystkim kimś, kogo ciało należy oglądać i oceniać. Paradoks polega na tym, że zawodniczki poświęcają lata na treningi, zdobywają medale i biją rekordy, a mimo to część odbiorców zapamiętuje przede wszystkim ich wygląd.
Co ważne, male gaze nie oznacza, że wszyscy mężczyźni patrzą na kobiety w taki sposób ani że kobiety nie mogą powielać tego spojrzenia. To pojęcie opisujące sposób konstruowania obrazu w kulturze. Kamera może przyjmować perspektywę, która zachęca odbiorcę do oceniania kobiety przez pryzmat jej atrakcyjności, niezależnie od płci osoby siedzącej przed telewizorem.
Badania nad mediami sportowymi pokazują zresztą, że kobiety i mężczyźni nie są filmowani w identyczny sposób. Mężczyźni również bywają pokazywani jako osoby atrakcyjne fizycznie, jednak w przypadku kobiet znacznie częściej pojawiają się ujęcia izolujące fragmenty ciała — pośladki, piersi czy nogi — zamiast skupiać się na samym wysiłku sportowym. To subtelna, ale istotna różnica.
Wytyczne nie eliminują transmisji, lecz przypominają realizatorom, że można pokazać przygotowania do startu bez naruszania prywatności zawodniczek bardziej, niż wymaga tego sama dyscyplina.
Pretekst dla podglądactwa
Warto też zauważyć, że argument „przecież można się inaczej ubrać” przenosi odpowiedzialność z osób, które decydują o obrazie, na osoby znajdujące się przed kamerą. Zamiast zapytać, czy sposób przedstawiania jest uzasadniony, oczekuje się, że kobiety dostosują swoje zachowanie lub wygląd.
Najbardziej wymowne są jednaj komentarze w rodzaju: „to teraz nie będzie czego oglądać”. Jeśli ktoś twierdzi, że przestanie oglądać lekkoatletykę dlatego, że realizator nie będzie robił zbliżeń na pośladki zawodniczek, to właściwie sam ujawnia, co było dla niego najważniejszym elementem transmisji. Sport ma pokazywać rywalizację najlepszych zawodników i zawodniczek świata. Jeśli ktoś oglądał go przede wszystkim dla seksualizujących ujęć, to nowe zasady nie odbierają mu przyjemności z oglądania sportu — odbierają jedynie możliwość podglądania kobiet pod pretekstem transmisji sportowej.
Nowe wytyczne przypominają, że bohaterką transmisji powinna być zawodniczka jako sportowczyni, a nie jako obiekt wizualny. To niewielka zmiana realizacyjna, ale znacząca zmiana perspektywy. W świecie, w którym kobiety w sporcie od dekad walczą o to, by ich osiągnięcia traktowano równie poważnie jak osiągnięcia mężczyzn, wydaje się to nie tylko uzasadnione, ale wręcz konieczne.