— Pentagon przez dwie dekady zakładał, że wojny będą krótkie i będziemy walczyć tylko na jednym froncie. To spowodowało, że nasze zapasy są za małe, a zdolności do ich zwiększenia — żadne — mówi „Newsweekowi” John Ferrari, analityk w American Enterprise Institute, a wcześniej pracownik administracji. A to i tak nie jest największy problem Trumpa w tej wojnie.
Kurczące się amerykańskie zapasy amunicji zostały poważnie przetestowane przez „niespodziewany” atak rakietowy Iranu na znajdujące się na Bliskim Wschodzie bazy USA. Biały Dom stawia obecnie na dyplomację, jednak w związku z tym może go niebawem czekać twarde lądowanie.
To budzi poważny niepokój w administracji prezydenta Donalda Trumpa, która miota się między zapowiedziami wojny a próbami dążenia do pokoju. W grę nie wchodzi tylko chaos na rynkach wywołany kryzysem w Zatoce Perskiej — militarne zasoby Amerykanów nie odpowiadają już na zwiększające się zapotrzebowanie.
Trump w obliczu realnego zagrożenia
— Stany Zjednoczone zużyły ogromne ilości pocisków, przechwytujących Patriot, THAAD i rakiet dalekiego zasięgu — mówi „Newsweekowi” Kelly Grieco, analityczka w Stimson Center, programie Reimagining U.S. Grand Strategy. — W najbliższym czasie ochrona sił będzie kwestią kluczową. Przechwytywacze to jedyna ochrona przed irańskimi rakietami w bazach w całym obszarze Zatoki Perskiej. To realne, natychmiastowe zagrożenie, które będzie się tylko pogłębiać wraz z przedłużającym się konfliktem.
Donald Trump w Gabinecie Owalnym, 29 lipca 2026 r.
Foto: Kylie Cooper / Reuters
Oba amerykańskie systemy — Patriot i THAAD — są zaawansowane technologicznie, a ich użycie podczas realnych działań zbrojnych jest bardzo kosztowne. Najnowsze przechwytywacze PAC-3 MSE Patriot kosztują ok. 4 mln dol. za sztukę, a każdy pocisk THAAD (Terminal High Altitude Area Defense) to koszt rzędu 12 mln dol.
Dla porównania, szacuje się, że irańskie rakiety balistyczne kosztują zaledwie kilkaset tys. dol. za egzemplarz. Najczęściej wykorzystywanym narzędziem Iranu jest jednak dron samobójczy Shahed, którego produkcja według różnych szacunków kosztuje od 20 do 50 tys. dol., a czasem nawet 7 tys. dol. Prace nad tańszymi alternatywami trwają, jednak nie osiągnęły one jeszcze skali koniecznej do walki w obecnym konflikcie.
Istnieje jednak jeszcze jeden zasób, którego Biały Dom ma dramatycznie mało — i można uznać, że jego brak jest nawet jeszcze bardziej palącyym problemm od kończącej się amunicji.
— Decydującym ograniczeniem jest poparcie polityczne — podkreśla Grieco. — Wojny zwykle zaczynają się z szerokim poparciem społecznym, które z czasem maleje. W przypadku Iraku wynosiło ono na początku ok. 70 proc., w Afganistanie — nawet 90 proc. Tym razem wojna od początku ma mniej niż 40 proc. poparcia, a obecnie popiera ją zaledwie co trzeci Amerykanin.
— Rozpoczynanie konfliktu przy tak niskim poparciu oznacza, że administracja nie ma żadnego politycznego marginesu — zauważa Grieco. — Ograniczenia polityczne, które zazwyczaj pojawiają się po latach konfliktu, są tu obecne od samego początku. Administracja funkcjonuje na kredyt.
Kurczące się zapasy amunicji USA
Według ocen ekspertów z Center for Strategic and International Studies (CSIS) USA zużyły już od jednej trzeciej do połowy zapasów siedmiu kluczowych rodzajów amunicji, w tym przechwytywaczy Patriot i THAAD, rakiet SM-3 i SM-6 (okrętowe pociski ziemia–powietrze), lądowych rakiet Precision Strike Missiles (PrSM), lotniczych Joint Air-to-Surface Standoff Missiles (JASSM) oraz rakiet manewrujących Tomahawk. Badania wykazały, że liczba przechwytywaczy Patriot spadła do ok. 1000 sztuk, a jeszcze przed wojną szacowano, że jest ich ok. 2500. Pocisków THAAD zostało jedynie od 70 do 170, natomiast przed rozpoczęciem wojny w lutym USA miały mieć ich ok. 360.
Mark Cancian, starszy doradca w dziale obrony i bezpieczeństwa CSIS, a wcześniej szef działu struktury sił i inwestycji w Biurze Zarządzania i Budżetu Białego Domu, przekonuje jednak, że sytuacja na Bliskim Wschodzie nie jest jeszcze krytyczna. Jak twierdzi, zostało wystarczająco dużo zasobów, by wojnę z Iranem prowadzić jeszcze przez dłuższy czas. Problem nie dotyczy jednak tylko jednego obszaru działań. Podane liczby obejmują także systemy rozlokowane na całym świecie, odpowiedzialne za utrzymanie amerykańskiej obecności wojskowej i wsparcia dla sojuszników, zwłaszcza w Europie, gdzie państwa członkowskie NATO już biją na alarm.
— Ryzyko pojawia się przy ewentualnej przyszłej wojnie, zwłaszcza z Chinami, ale także z Koreą Północną czy Rosją — twierdzi Cancian w rozmowie z „Newsweekiem”. — Już przed wybuchem obecnej wojny większość analityków uważała, że nasze zapasy są niewystarczające na konflikt z Chinami, a teraz są one jeszcze mniejsze. Powrót do poziomu sprzed wojny zajmie od roku do pięciu lat. Stworzenie zapasów, jakich oczekują wojskowi stratedzy, zajmie kolejne lata. To tworzy okno podatności na atak.
Departament Obrony pozostaje jednak przekonany o możliwościach amerykańskiej armii.
— Armia USA to najsilniejsze wojsko świata i ma wszystko, czego potrzeba, by zareagować w wybranym przez prezydenta miejscu i czasie — przekonuje rzecznik Pentagonu Sean Parnell w oświadczeniu przesłanym „Newsweekowi”. — Przeprowadziliśmy szereg udanych operacji w różnych miejscach, jednocześnie zapewniając naszym siłom duże zapasy i środki do ochrony ludzi oraz interesów.
Jednak gdy brakuje oznak tego, że wojna na Bliskim Wschodzie skłania się ku końcowi, niektórzy obawiają się, że dopóki nie zostaną podjęte zdecydowane kroki, ta nierównowaga będzie się tylko pogłębiać. Jak ostrzega John Ferrari, analityk w American Enterprise Institute, a wcześniej urzędnik w Biurze Zarządzania i Budżetu i koordynator operacji rezerwowych w Kolegium Połączonych Szefów Sztabów:
— Problem z amunicją jest bardzo poważny.
Pentagon
Foto: Joshua Roberts / Reuters
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, iż ograniczenia w finansowaniu dławią wysiłki na rzecz zwiększenia produkcji amerykańskiej, kiedy — jak podają raporty — Iran odbudowuje swoje zapasy rakiet i dronów w tempie szybszym, niż przewidywał wywiad USA.
— Dlaczego to jest tak kluczowe? Ponieważ Kongres USA nie przeznaczył dotąd ani dolara na odbudowę zapasów — zauważa Ferrari w rozmowie z „Newsweekiem”. — My ciągle strzelamy, a magazyny się kurczą. Irańczycy po prostu to liczą. Irański rząd robi wszystko, by odbudować swoje zapasy amunicji. Amerykanie tego nie robią. A żeby wygrać wojnę, trzeba mieć czym walczyć.
Trump problemów ma jeszcze więcej
Nadciągający kryzys wskazuje na problemy systemowe, wykraczające poza sam potencjał przemysłu obronnego.
— Powody są dwa — tłumaczy Ferrari. — Po pierwsze, politycy w Pentagonie przez dwie dekady zakładali, że wojny będą krótkie i będziemy walczyć tylko na jednym froncie. To spowodowało, że nasze zapasy są za małe, a zdolności do ich zwiększenia — żadne. Nasze zakłady przemysłowe są przygotowane na jedną krótką wojnę, bez potrzeby uzupełniania, ponieważ takie jest założenie polityczne.
— Po drugie, wojskowi uwierzyli w to, że wojna to wyłącznie kwestia precyzyjnych uderzeń, do których wystarczy bardzo droga i wyrafinowana broń — dodaje. — To założenie jest całkowicie błędne, co pokazała większość konfliktów po Pustynnej Burzy. To, że jako naród zakochaliśmy się w drogich systemach uzbrojenia, jest dziedzictwem tej wojny.
Wojna z Iranem obnażyła bolesną prawdę. Nawet Trump wyrażał frustrację wobec determinacji Irańczyków, którzy odpowiedzieli zmasowanymi atakami na amerykańskie bazy w Zatoce Perskiej — do tego stopnia, że zamiast inwestować w kosztującą miliardy dolarów odbudowę, administracja rozważała nawet przeniesienie ich dalej na zachód.
Wojna w Iranie. Trump jest w tej samej pozycji co Putin
Foto: AA/ABACA / ABACA
Decyzja o przeprowadzeniu przez Iran kolejnej fali ataków rakietowych we wtorek, kilka dni po tym, jak Trump odwołał czternastą z rzędu amerykańską ofensywę, pokazała, że Teheran jest gotów działać z wyprzedzeniem, a nie tylko reagować na działania USA. Upór władz irańskich — mimo poważnych strat w sprzęcie i ludziach (w tym śmierci najwyższego przywódcy Alego Chameneiego już pierwszego dnia wojny) — obnaża słabości nie tylko amerykańskiej siły militarnej, ale też jej strategii.
— Kurczące się zapasy amunicji są niepokojące, ale większym problemem jest fakt, iż armia USA nie potrafiła osiągnąć strategicznego celu tej wojny mimo miesięcy szeroko zakrojonej i intensywnej kampanii — zwraca uwagę w rozmowie z „Newsweekiem” Mara Karlin, była zastępczyni podsekretarza obrony ds. polityki, obecnie współkierująca programem Security, Strategy, and Statecraft na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa. — Dotychczasowa strategia operacyjna nie doprowadziła do upadku reżimu. Wręcz przeciwnie, ten przetrwał i zyskał na znaczeniu.
Co mogą zrobić Stany Zjednoczone?
Nawet jeśli USA znacząco zwiększyłyby skalę działań wojennych, do czego wielokrotnie wzywał Trump, dotychczasowy przebieg wojny pokazuje, że militarne rozwiązania przynoszą jedynie ograniczone i krótkotrwałe efekty, za to koszta — ogromne koszty. I to włącznie z naciskiem partnerów regionalnych na Biały Dom, by ten znalazł wyjście z sytuacji.
Jednak spory dyplomatyczne ze strony zarówno Waszyngtonu, jak i Teheranu skutecznie blokują próby rozwiązania konfliktu. Choć Trump domaga się całkowitego zwycięstwa (które już kilkukrotnie ogłaszał), irańskie władze uważają się za stronę dominującą i nie mają zaufania do zobowiązań USA, nawet tych zawartych w porozumieniu podpisanym przez oba kraje w zeszłym miesiącu.
— Obie strony dostrzegają potrzebę zakończenia tej wojny, ale chcą uzyskać lepsze warunki, niż mają dzisiaj — mówi Karlin. — Wzajemne ostrzały, które obserwujemy, mogą drastycznie eskalować, jeśli któraś ze stron poniesie poważne straty lub popełni błąd w ocenie sytuacji.
Fakt, że do mediów zaczęły przedostawać się pesymistyczne informacje o amerykańskich zapasach, świadczy także o rosnących obawach administracji i armii przed ryzykiem dalszej eskalacji konfliktu.
— To jeden z powodów, dla których wojskowi obawiają się eskalacji — ocenia Stephen Biddle, profesor spraw międzynarodowych i publicznych na Columbia University, a także doradca Pentagonu podczas wojen w Afganistanie i Iraku.
Zapytany o to, czy Trump może znaleźć się w sytuacji analogicznej do tej, jaką przeżywa Władimir Putin — uwikłany w kosztowną wojnę w Ukrainie, bez perspektyw na zwycięstwo czy honorowe wycofanie — Biddle odpowiedział:
— Prezydent Trump już jest w takiej sytuacji.
Do podobnych wniosków dochodzi Grieco. Wobec coraz mniejszego poparcia społecznego i rekordowo niskich notowań przed listopadowymi wyborami do Kongresu nie ma — jej zdaniem — lepszego momentu na wycofanie się, nawet jeśli oznacza to konieczność pójścia na pewne ustępstwa ze strony Białego Domu.
— Jeśli pytacie o to, kiedy zostanie przekroczona granica, po której dalsze trwanie w wojnie jest droższe niż wycofanie się, to właśnie teraz — ocenia. — Wojna prawdopodobnie zakończy się tym, że Iran uzyska pewną kontrolę administracyjną nad cieśniną. Nie ma od tego ucieczki i jest to strategiczna porażka Stanów Zjednoczonych. Alternatywą jest taki sam rezultat w przyszłości, po jeszcze większych stratach w liczbach przechwytywaczy, pieniądzach i wiarygodności.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.



