Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Wesele bez alkoholu? Oficjalnie nikt nie narzekał. Aż przyjechało pogotowie

Wesele bez alkoholu? Oficjalnie nikt nie narzekał. Aż przyjechało pogotowie

5 sierpnia, 2026
Konflikt Kaczyńskiego z Morawieckim. Media ujawniły kulisy sporu w PiS-ie – Wprost

Konflikt Kaczyńskiego z Morawieckim. Media ujawniły kulisy sporu w PiS-ie – Wprost

5 sierpnia, 2026
Maja Chwalińska znów to przeżyła. Alarmujące obrazki z udziałem Polki – Tenis – Sport Wprost

Maja Chwalińska znów to przeżyła. Alarmujące obrazki z udziałem Polki – Tenis – Sport Wprost

5 sierpnia, 2026
Podatek katastralny będzie o wiele droższy od podatku od nieruchomości. Sprzeciw społeczny – Biznes Wprost

Podatek katastralny będzie o wiele droższy od podatku od nieruchomości. Sprzeciw społeczny – Biznes Wprost

5 sierpnia, 2026
Rosyjska rakieta nad Polską. Media: Jeden dyżurny nie dojechał, drugi zaspał

Rosyjska rakieta nad Polską. Media: Jeden dyżurny nie dojechał, drugi zaspał

5 sierpnia, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Wesele bez alkoholu? Oficjalnie nikt nie narzekał. Aż przyjechało pogotowie
  • Konflikt Kaczyńskiego z Morawieckim. Media ujawniły kulisy sporu w PiS-ie – Wprost
  • Maja Chwalińska znów to przeżyła. Alarmujące obrazki z udziałem Polki – Tenis – Sport Wprost
  • Podatek katastralny będzie o wiele droższy od podatku od nieruchomości. Sprzeciw społeczny – Biznes Wprost
  • Rosyjska rakieta nad Polską. Media: Jeden dyżurny nie dojechał, drugi zaspał
  • Europa stoi przed historycznym wyzwaniem. „Przeżywamy najniebezpieczniejszy moment od 1948 r.”
  • Opłata za śmieci 2026. Kto może skorzystać ze zwolnienia lub zniżki? – Biznes Wprost
  • Cieśnina Ormuz. Donald Trump: Porozumienie może zostać osiągnięte do czwartku
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Jadwiga bała się siostrzeńca i słusznie. „Groszek” ze „Świrem” wykonali zlecenie
Jadwiga bała się siostrzeńca i słusznie. „Groszek” ze „Świrem” wykonali zlecenie
Aktualności

Jadwiga bała się siostrzeńca i słusznie. „Groszek” ze „Świrem” wykonali zlecenie

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości5 sierpnia, 2026

Siostra mi powiedziała, że mam słuchać Andrzeja, bo inaczej on mnie zabije. Mówiła, że on już ma w tym doświadczenie” — zeznała na policji 85-letnia Jadwiga P. Bała się siostrzeńca, który chciał przejąć jej znaczny majątek. Kilka miesięcy później ona i jej partner zostali brutalnie zamordowani we własnym domu.

Jadwiga (rocznik 1934) miała dwie siostry: Janinę oraz Marię, z drugiego związku ich mamy. To właśnie z najmłodszą była w ostatnich latach najbliżej. Jadzia mieszkała w Warszawie, na Grochowie, a Marysia w Tomaszowie Lubelskim.

Codziennie po dziewiętnastej dzwoniły do siebie, opowiadały, jak minął im dzień, dzieliły plany oraz troski. Ostatnią taką rozmowę odbyły w niedzielę 9 lutego 2020 r. W poniedziałek Marysia dzwoniła do Jadzi, ale telefon milczał. Nie zmartwiła się, bo sędziwa siostra mogła przecież nie usłyszeć komórki albo nie zdążyć do niej podejść. Miała schorowane kolana, poruszała się o lasce. Niezrażona Maria we wtorek dzwoniła znowu, kilkakrotnie. Jadzia znów nie odebrała. Zaniepokojona siostra w środę z samego rana ruszyła do stolicy.

Nikt nie podszedł do okna

Maria przyjechała najpierw pod blok na ulicę Osowską, gdzie od kilku lat mieszkała Jadzia z partnerem Ryszardem. Wybrała dobrze znany numer lokalu na domofonie, ale nikt nie otworzył. Nikt także nie podszedł do okna, a robili tak z Rysiem zawsze, zanim wpuścili kogoś do środka. Marysia zwróciła uwagę, że rolety w oknach były zaciągnięte, choć zbliżało się południe. To znaczyło, że najprawdopodobniej nie ma ich w domu. Ale gdzie mieliby być? — zastanawiała się emerytka i ruszyła na ulicę Igańską, tam znajdowało się drugie mieszkanie Jadzi i Ryśka. Seniorzy często tam zaglądali i odbierali pocztę, ponieważ mężczyzna był tam zameldowany. Na Igańskiej też ich nie było. Maria zaalarmowała córki i zięciów. Pytali sąsiadów, sprawdzali w pobliskich szpitalach. Nigdzie ani śladu.

Wieczorem zdecydowali, że zawiadomią policję. Funkcjonariusze weszli przez okno łazienki i wpuścili krewnych Jadwigi do środka. Jedna z siostrzenic 86-latki odnotowała, że w mieszkaniu panuje bałagan, a rzeczy są porozrzucane. Na łóżku w sypialni leżały spiętrzone ubrania, jakby ktoś wysypał je z szafy. Harmider był nietypowy, bo ciocia Jadzia zawsze miała porządek.

„Poczułam niepokój. Po chwili jedna z moich córek wskazała, że spod sterty rzeczy na łóżku wystaje ludzka dłoń. To była dłoń mojej siostry, od razu rozpoznałam” — zeznawała rozdygotana Maria. Natychmiast wyszła na zewnątrz. Od policjantów dowiedziała się, że w łóżku znaleziono też zwłoki Ryszarda.

Dziedzictwo bez dziedzica

Jadwiga przez lata handlowała z siostrą na bazarze Różyckiego, dobrze zarabiała. Była też wtedy mężatką, a owocem tego związku był syn, Leszek. Rozwiodła się z jego ojcem i poznała właściciela zakładu kamieniarskiego spod Radzymina. „On był bardzo majętnym człowiekiem” — opowiadała po latach Maria.

Ów partner zmarł na początku lat dwutysięcznych, ale zostawił swojej ukochanej ogromny spadek — dom, zakład kamieniarski (który później prowadziła z synem), pieniądze i mieszkanie na Grochowie. Jadzia majątek szybko podzieliła. Przepisała na syna dom, choć sama w nim mieszkała, a rodzina Leszka (on, żona i dwie córki) zamieszkała w bloku na Osowskiej. Podobno między synową a teściową nie układało się najlepiej. Relacje były napięte, ale obu kobietom zależało na Leszku, więc nie skakały sobie do gardeł.

W międzyczasie Jadwiga poznała Ryszarda. Mężczyzna miał za sobą trudną historię — najpierw pochował syna, który zginął w tragicznym wypadku, a później także i żonę. Z Jadzią żył szczęśliwie do czasu, gdy Leszek zachorował na raka i zmarł w 2017 r. Kobieta była w kompletnej rozsypce, potrzebowała wsparcia. Wtedy — tak wynika z relacji Marysi — zaczęła się nią bardziej interesować siostra Janina.

Bezinteresowne wsparcie?

Nieszczęście Jadwigi potęgowała świadomość, że dorobek jej życia niespodziewanie trafił w ręce kobiety, z którą się szczerze nie lubiła. Dom w Radzyminie z dnia na dzień przestał być jej domem, musiała się z niego wyprowadzić. Bez wyrzutów więc wyrzuciła z mieszkania na Grochowie synową i dziewczynki. Przenieśli się tam z Ryśkiem na wiosnę. Pod ich dachem zamieszkała także Janina, która zaoferowała pomoc w codziennych sprawunkach. „Wtedy mój kontakt z Jadzią zrobił się bardzo ograniczony, Janina mi go utrudniała, takie jest moje zdanie. Nie była mi przychylna. Niejednokrotnie nazywała mnie bękartem albo znajdą, bo jestem siostrą po innym ojcu” — opowiadała Marysia. Kontakt wrócił im dopiero latem 2019 r., gdy Jadwiga pokłóciła się z Janiną. „Wtedy dowiedziałam się, że Jadzia dała pełnomocnictwo do zarządzania własnym majątkiem Andrzejowi, synowi Janiny. A wszystko, co posiadała, przepisała na naszą siostrę, tamta z kolei przepisała nieruchomości na swoje wnuczki, czyli córki Andrzeja. Nie wiem, czy Jadzia była świadoma tego, co oni zrobią z jej majątkiem. Była w rozpaczy po śmierci syna. Ale faktem jest, że w którymś momencie zaczęło jej przeszkadzać, że Janina się rządzi, i ją przegoniła” — tłumaczyła śledczym najmłodsza z sióstr.

Posadzę was na wózki

Jadwiga wściekła się, gdy zrozumiała, że siostra z synem wykorzystują jej naiwność, bała się, że za chwilę skończy na bruku. W drugiej połowie 2019 r. sprawy stanęły na ostrzu noża. Jadzia na początku odwołała testament, który ustanawiał Janinę jedyną spadkobierczynią. Później cofała darowizny w postaci nieruchomości i przyznane rodzinie pełnomocnictwa, choć odzyskanie majątku nie było łatwe. Andrzej P. miał już wtedy odgrażać się cioci i jej partnerowi, że „ich k**** pozałatwia” albo „posadzi na wózki”.

Jadwiga oskarżyła Andrzeja, że ukradł jej z mieszkania 118 tys. amerykańskich dolarów w gotówce, oraz o grabież towaru z zakładu kamieniarskiego w Radzyminie, wartego co najmniej pół miliona złotych. Sprawa została zgłoszona do prokuratury. Zaalarmowała też policję, że Janina i jej syn Andrzej zmuszają ją do przepisania nieruchomości. „Andrzej zmusił mnie, żebym pojechała z nim do notariusza w Radzyminie, to było w centrum miasta, w wysokim budynku. Powtarzał, że mam zakaz odzywania się, bo coś mi się może stać, mogę spaść ze schodów. Musiałam wszystko podpisać, nie zadawać żadnych pytań, byłam zastraszona. Okazało się, że przepisaliśmy wtedy jedno z moich mieszkań na Janinę” — takie zeznania złożyła na komendzie w sierpniu 2019 r.

Andrzej chciał jeszcze przejąć dom w stanie surowym w Falenicy. Wartość nieruchomości szacowano na około miliona złotych i siostrzeniec chciał w imieniu cioci, na podstawie pełnomocnictw, ten dom komuś sprzedać.

„Siostra powiedziała, że mam słuchać Andrzeja, bo inaczej on mnie zabije albo utopi. Mówiła, że jej jest wszystko jedno, ale on już ma doświadczenie, bo kiedyś porwał człowieka dla okupu” — zeznawała emerytka na kilka miesięcy przed tragiczną śmiercią. Chciała, żeby policja objęła ją ochroną.

W grobie by się przewróciła

Janina (rocznik 1942) zeznania złożyła dzień po tym, jak znaleziono zwłoki jej siostry. Pytana o syna zapewniała, że nie było go w Polsce od tygodnia, bo z małżonką i córkami wybrali się na zimowe ferie do… Kenii. Nie mógł — według niej — mieć nic wspólnego ze zbrodnią. Była poruszona pomówieniami wobec Andrzeja i niej samej. Podkreślała, że „Jadzia nie miała do niej szacunku”, chociaż zajmowała się siostrą całe życie, pomocny był także jej syn. Andrzej woził cioci posiłki, pomagał w remontach, trawę kosił i wziął na siebie pełnomocnictwo w zarządzaniu nieruchomościami, żeby wiekową krewną odciążyć. Według Janiny dary w postaci nieruchomości nie były wynikiem troski starszej siostry, tylko chęcią zemsty na synowej, która miała po niej nic nie dostać, bo „w grobie by się przewróciła”.

O co się pokłóciły, skoro wszystko było dobrze? „Z tego, co wiem, to siostra Maria ją zbuntowała przeciwko nam. Od tego momentu nie miałam kontaktu z Jadwigą” — zeznała Janeczka. Była przekonana, że „ta druga rodzina” była zazdrosna i też chcieli coś „dostać”. Wkrótce po przesłuchaniu napisała do prokuratury wniosek o wydanie zwłok siostry. Na końcu listu dopisała: „żądam ścigania tych bandytów!”.

Przesłuchany 24 lutego Andrzej P. wymieniał jak najęty wszystkie swoje dobre uczynki. Powtarzał też, podobnie jak jego mama, że to ciocia Maria wprowadziła zamieszanie w rodzinnych relacjach, żeby na jej córki „też coś było przepisane”. „Ciocia Jadzia nagle zaczęła opowiadać, że ją przewoziłem jak Popiełuszkę, albo że chciałem ją utopić w stawie. Mówiła, że moja mama ogranicza jej ruchy i chce ją ubezwłasnowolnić, gdy ona np. chciała pomóc wstać (…). Na koniec cofnęła mi pełnomocnictwa, które wcześniej mi dała. Dowiedziałem się o tym u notariusza, gdy byłem tam z klientem, który chciał kupić dom. Wcześniej ciocia na wszystko się zgadzała, o wszystkim była informowana” — zeznawał. Był świadomy, że jest wskazywany jako potencjalny sprawca lub zleceniodawca zabójstwa. Na to też miał odpowiedź.

„Nigdy cioci nie groziłem, układało się między nami dobrze do czasu, aż ta druga rodzina zaczęła ją buntować. Nie wiem, co się mogło wydarzyć. Ja współpracowałem z policją i wiele osób mi się odgrażało. Być może zabójstwo cioci i Rysia miało na celu skierowanie podejrzeń na mnie właśnie dlatego. (…) Z kolei Rysio lubił rozpowiadać, że żyje z bogatą osobą. Wiele osób o tym wiedziało. Ktoś się mógł skusić” — dodał.

Andrzej i jego żona Ewa relacjonowali, że o śmierci cioci dowiedzieli się od krewnych. Złe wieści złapały ich w drodze powrotnej z wyprawy do Kenii. „Nie wiem, kto mógł zamordować ciocię. Ona często chwaliła się swoim majątkiem. Kiedyś lekarzowi powiedziała, że mogłaby go sobie kupić” — wspominała z niesmakiem Ewa.

Między dowodem a poszlaką

Sprawę z „rejonu” przejął Mazowiecki Wydział Zamiejscowy ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Kryminalni ze stołecznego „terroru” byli pewni, kto stoi za zabójstwem emerytów z Grochowa. Poszlak mieli całe mnóstwo. Ale brakowało dowodów, które połączyłyby Andrzeja P. z tą zbrodnią.

Dotarli m.in. do synowej zmarłej Jadwigi. Kobieta przyznała, że nie żyła dobrze z teściową, ale nie życzyła jej śmierci. Czy mógł to zrobić Andrzej? Niewykluczone. Rodzina znalazła w mieszkaniu babci jej odręczne zapiski. Emerytka w natłoku emocji lubiła przelewać swoje myśli na papier, szczególnie gdy się złościła. Mnóstwo ujawnionych liścików dotyczyło właśnie Andrzeja. Pisała w nich, że jest on złodziejem i oszustem, że się nad nią znęca, że odebrał jej wolność.

„Mnie też zastraszał po śmierci męża, mówił, że powinnam uważać na swoje córki. Żądał, żebym sprzedała odziedziczony dom i oddała teściowej pieniądze, bo jej się należy zachowek po synu. Bałam się go, dlatego nigdzie tego nie zgłaszałam” — zeznała synowa Jadwigi P. Przypomniało jej się również, że zmarły mąż przechowywał Andrzejowi kartony w piwnicy, w których znalazła m.in. broń, amunicję i kajdanki.

Kryminalna przeszłość Andrzeja, którego w półświatku nazywano „Nosem”, nie stanowiła tajemnicy dla śledczych. Wiedzieli, za co siedział w więzieniu, gdzie i przede wszystkim z kim. Policja rozpytywała jego kolegów spod celi. Jeden z nich przyznał, że P. pytał go, czy byłby w stanie kogoś zabić. „Powiedział mi też, że ma problemy z tą ciotką, od której przejmuje majątek i ona chce to wszystko zabrać. Twierdził, że będzie jakaś sprawa sądowa i potrzebny jest ktoś obcy, kto mógłby wykonać robotę, bo on od razu będzie podejrzany. Mówił, że to jest robota nie do wykrycia. Że ma klucze, zna mieszkanie, do którego można wejść na tzw. śpiocha” — relacjonował Grzegorz M.

„Plan był taki, żeby wejść do mieszkania w nocy, udusić te osoby lub dźgnąć nożem, albo uderzyć młotkiem. Andrzej mówił, że warto byłoby namoczyć ubrania, żeby nie zostawić śladów zapachowych. (…) Wchodziło też w grę zabójstwo o poranku. Partner ciotki chodził o świcie po gazety, więc można ją było zabić wtedy i zrzucić winę na niego” — zapamiętał M. „Powiedziałem mu, że się zastanowię, ale nie zamierzałem tego robić” — podkreślił znajomy bandyta. Chętni się jednak znaleźli.

Mieli dużo siły

Policja przeglądała nagrania z monitoringu w okolicy miejsca zbrodni. Na kamerach nagrali się dwaj mężczyźni w starej Škodzie. Auto zostało kupione na prawdziwe dane — Mirosława G., ps. Groszek. Kryminalni ustali, że tamtej nocy to on ze „Świrem”, czyli Krzysztofem Z., wtargnęli do mieszkania Jadwigi P. Zatrzymano ich niemal równocześnie z „Nosem” w drugiej połowie grudnia 2020 r.

Ówczesny rzecznik Komendanta Stołecznego Policji, nadkom. Sylwester Marczak informował wówczas, że funkcjonariusze z Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw KSP „rozwiązali sprawę zabójstwa” i zatrzymali osiem osób, w tym „zleceniodawcę i dwóch podejrzanych o zabójstwo”.

„Groszek” od razu się przyznał do winy. Mówił, że poznał „Świra” w więzieniu w Sztumie, trzymali się razem też po zakończeniu odsiadki. W 2013 r. Krzysztof Z. ściągnął go do Ożarowa, bo inny kumpel spod celi — Andrzej P. — oferował dobrze płatną pracę w budowlance. Później obaj wyjechali do Niemiec i wrócili do kraju, gdy budował się jeden z największych parków wodnych. W 2019 r. z Ożarowa przyszła kolejna propozycja zarobkowa: zabójstwo. Oprócz wynagrodzenia mieli dostać to, co uda im się ukraść z mieszkania majętnej ciotki. Słoiki pełne złota i diamentów, drogocenne dzieła sztuki — to miało czekać na chciwych zabójców.

„Nos” miał przemyślane także swoje alibi. Planował być w tym czasie w kasynie, żeby być zarejestrowanym przez kamery monitoringu. W końcu zdecydował, że wyjedzie na Safari. Trudno będzie mu przypisać udział w zabójstwie, jeśli będzie zwiedzał w tym czasie inny kontynent.

„Groszek” szczegółowo opisał zbrodnię. Od przygotowań — zakup samochodu, przebranie w stroje robocze, nakrycia głowy — po pokrętną trasę pod blok na Osowskiej. Otworzyli kluczem, który dostali od P. „W mieszkaniu było słychać chrapanie. Szukaliśmy skrytek, ale wszystkie były puste. Wtedy Krzysztof powiedział: dawaj, idziemy do nich” — wyjaśniał Mirosław G. Ustalili, że „walą na trzy-cztery”. „Świr” dusił Ryszarda łokciem, w tym czasie „Groszek” zatykał Jadwidze nos i usta. „Nie torturowaliśmy ich, obrażenia mogli odnieść w trakcie szamotaniny. Mieli bardzo dużo siły, aż się zdziwiłem…” — wyznał. Ciała posypali proszkiem znalezionym w łazience i nakryli stertą ubrań. Z mieszkania wynieśli dwa pierścionki i 200 zł. Byli tak zdenerwowani, że nie mogli sobie przypomnieć, gdzie zostawili samochód.

„Świr” nie potwierdził wersji wspólnika. Mówił, że tylko pomagał „Groszkowi”, ale nikogo nie dusił. Był zdziwiony, że wspólnik tak gada. Słyszał to już wcześniej, bo jakiś wspólny znajomy żądał od niego 50 tys. zł haraczu za milczenie w tej sprawie. Ponoć „Groszek” jak popił, to zaczynał dużo gadać i „Nos” wydał już na niego zlecenie. Akt oskarżenia przeciwko całej trójce trafił do sądu w lipcu 2021 r.

Proces do powtórki

„Jest dużo zakulisowych spraw, o których nie ma mowy w akcie oskarżenia, a które mają wpływ na jego treść” — przemawiał „Nos” wiosną 2022 r. przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga. Przewodniczącą składu orzekającego była wówczas sędzia Barbara Piwnik. Przekonywał, że zarzuty mu stawiane są wynikiem zmowy prokuratury, policjantów z CBŚP i skruszonych gangsterów. „Nazwałbym to majstersztykiem, gdyby nie dotyczyło to mojej osoby” — komentował wyjaśnienia współoskarżonych.

Proces dopiero się rozkręcał, gdy prokurator Wojciech Skrzypek złożył wniosek o wyłączenie sędzi Piwnik. Miał podejrzenia, że sędzia może nie być obiektywna, bo została z oskarżonym na sali sam na sam, dyscyplinowała go w specyficzny sposób podczas rozprawy, a w mediach wypowiadała się w głośnej kryminalnej sprawie, którą — jak wynikało z więziennych podsłuchów — zaczął się też żywo interesować Andrzej P. Oskarżony nazwał to „bzdurą” i w odwecie wnioskował o wyłączenie prokuratora, który — według niego — urobił „Groszka”, żeby go obciążył w wyjaśnieniach.

Sprawę przydzielono innej sędzi, Katarzynie Relidze, i proces ruszył ponownie. Sztamy wśród współoskarżonych nie było. Krzysztof Z. dyskredytował „Groszka”, nazywając go pijakiem i mitomanem. Mirosław G. przepraszał rodzinę pokrzywdzonych, powtarzając, że jego sumienie zżera choroba. „Już od początku, jak popełniłem zbrodnię, to nie mogłem z tym żyć i musiałem to z siebie wyrzucić. Chciałem odpowiedzieć przed sądem, odpowiem jeszcze przed Bogiem, taka jest prawda” — podsumował. Natomiast Andrzej P. nigdy się do winy nie przyznał. Potwierdził jedynie zarzut, w którym przypisywano mu nielegalne posiadanie broni i amunicji, którą znalazła synowa Jadwigi P. Jego matka wzywana przez sąd na świadka nazwała tę sprawę „nieporozumieniem”.

Prokurator żądał dożywotniego pozbawienia wolności wobec „Nosa” i wobec „Świra”. Mirosław G. za skruchę i szczegółowość wyjaśnień miał dostać zaledwie 15-letni wyrok. Sąd zdecydował inaczej, najwyższy wymiar kary rezerwując wyłącznie dla Andrzeja P., a wykonawców zlecenia skazano na 25-letnie odsiadki.

„Oskarżony działał z chęci zysku, ale także z chęci zemsty. Zabójstwo było precyzyjnie zorganizowane i zaplanowane. (…) zapewnił sobie alibi. (…) Sąd nie dopatrzył się żadnych okoliczności łagodzących w stosunku do oskarżonego Andrzeja P. Jedynie kara dożywotniego pozbawienia wolności będzie adekwatna do winy i stopnia społecznej szkodliwości czynu” — napisała w uzasadnieniu wyroku sędzia Religa. Podkreślała też, że „sprawa jest o tyle nietypowa, że jeszcze przed zabójstwem pokrzywdzeni wskazywali, kto może być sprawcą. Jadwiga P. złożyła zawiadomienie, że się obawia Andrzeja P. i w tamtej sprawie zgromadzono szereg dowodów wskazujących na motyw późniejszej zbrodni” — stwierdziła sędzia. Początkowo zarzut zabójstwa obejmował tzw. szczególne okrucieństwo wobec ofiar, ale Sąd Okręgowy Warszawa-Praga wyeliminował je z opisu czynu, podkreślając, że sprawcy nie pastwili się nad ofiarami.

Od wyroku odwołali się wszyscy oskarżeni, ale tylko Mirosław G. mógł liczyć na łaskę wymiaru sprawiedliwości. Jego kara została obniżona do 15 lat. Obrońcy „Nosa” skierowali do Sądu Najwyższego kasację, ale sprawa nie doczekała się jeszcze rozstrzygnięcia.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
3

05.08.2026

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Wesele bez alkoholu? Oficjalnie nikt nie narzekał. Aż przyjechało pogotowie

Wesele bez alkoholu? Oficjalnie nikt nie narzekał. Aż przyjechało pogotowie

Europa stoi przed historycznym wyzwaniem. „Przeżywamy najniebezpieczniejszy moment od 1948 r.”

Europa stoi przed historycznym wyzwaniem. „Przeżywamy najniebezpieczniejszy moment od 1948 r.”

26-latka myślała, że „na wszystko ma jeszcze czas”. Spotkanie z koleżankami ją otrzeźwiło

26-latka myślała, że „na wszystko ma jeszcze czas”. Spotkanie z koleżankami ją otrzeźwiło

Rozbijał gangi złodziei samochodów. „Nie było w Warszawie drugiego takiego patrolu. I właśnie dlatego warto było nas usunąć”

Rozbijał gangi złodziei samochodów. „Nie było w Warszawie drugiego takiego patrolu. I właśnie dlatego warto było nas usunąć”

Guru pseudomedycyny w Pałacu Prezydenckim. Ujawniamy kulisy spotkania

Guru pseudomedycyny w Pałacu Prezydenckim. Ujawniamy kulisy spotkania

Polacy z większym optymizmem patrzą na rynek nieruchomości. Grupa Morizon-Gratka przedstawia pierwszy „Barometr Nastrojów Konsumenckich Rynku Nieruchomości”

Polacy z większym optymizmem patrzą na rynek nieruchomości. Grupa Morizon-Gratka przedstawia pierwszy „Barometr Nastrojów Konsumenckich Rynku Nieruchomości”

„Mateusz oszalał”. Kaczyński jest wściekły, że Morawiecki ujawnia kulisy ważnych decyzji PiS

„Mateusz oszalał”. Kaczyński jest wściekły, że Morawiecki ujawnia kulisy ważnych decyzji PiS

„Broń potężniejsza niż bomba atomowa”. Iran znalazł sposób na USA

„Broń potężniejsza niż bomba atomowa”. Iran znalazł sposób na USA

Szturm na uczelnie medyczne, padają kolejne rekordy. „Widzą 300 tys. miesięcznie i się napalają”

Szturm na uczelnie medyczne, padają kolejne rekordy. „Widzą 300 tys. miesięcznie i się napalają”

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Konflikt Kaczyńskiego z Morawieckim. Media ujawniły kulisy sporu w PiS-ie – Wprost

Konflikt Kaczyńskiego z Morawieckim. Media ujawniły kulisy sporu w PiS-ie – Wprost

5 sierpnia, 2026
Maja Chwalińska znów to przeżyła. Alarmujące obrazki z udziałem Polki – Tenis – Sport Wprost

Maja Chwalińska znów to przeżyła. Alarmujące obrazki z udziałem Polki – Tenis – Sport Wprost

5 sierpnia, 2026
Podatek katastralny będzie o wiele droższy od podatku od nieruchomości. Sprzeciw społeczny – Biznes Wprost

Podatek katastralny będzie o wiele droższy od podatku od nieruchomości. Sprzeciw społeczny – Biznes Wprost

5 sierpnia, 2026
Rosyjska rakieta nad Polską. Media: Jeden dyżurny nie dojechał, drugi zaspał

Rosyjska rakieta nad Polską. Media: Jeden dyżurny nie dojechał, drugi zaspał

5 sierpnia, 2026

Najnowsze Wiadomości

Europa stoi przed historycznym wyzwaniem. „Przeżywamy najniebezpieczniejszy moment od 1948 r.”

Europa stoi przed historycznym wyzwaniem. „Przeżywamy najniebezpieczniejszy moment od 1948 r.”

5 sierpnia, 2026
Opłata za śmieci 2026. Kto może skorzystać ze zwolnienia lub zniżki? – Biznes Wprost

Opłata za śmieci 2026. Kto może skorzystać ze zwolnienia lub zniżki? – Biznes Wprost

5 sierpnia, 2026
Cieśnina Ormuz. Donald Trump: Porozumienie może zostać osiągnięte do czwartku

Cieśnina Ormuz. Donald Trump: Porozumienie może zostać osiągnięte do czwartku

5 sierpnia, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.