Kiedy w młodości próbowałam wyobrazić sobie swoją przyszłość, zawsze widziałam w niej macierzyństwo. Od zawsze pragnęłam założyć kiedyś własną rodzinę, ale po prostu nie wiedziałam, kiedy to nastąpi.
Moja dekada jako trzydziestolatka była mieszanką złamanego serca, wolności i odkrywania siebie. Wydawało mi się, że znalazłam miłość swojego życia i wzięliśmy nawet ślub, jednak ostatecznie ten związek się rozpadł. Rozstaliśmy się, gdy miałam 36 lat, a nasz rozwód został sfinalizowany kilka lat później.
To było bardzo trudne, bo naprawdę się kochaliśmy, ale mój partner miał już dziecko z poprzedniego związku i nie chciał następnego. Choć był wspaniałym człowiekiem, nie byliśmy zgodni w sprawach, które naprawdę mają znaczenie. Czułam, jak moje serce łamie się na pół, ale gdy uświadomiłam sobie, że trzymałam się tej relacji zbyt długo i z niewłaściwych powodów, poczułam ulgę.
Przez jakiś czas czułam się zupełnie zagubiona. Myślałam, że przegapiłam swoją szansę na macierzyństwo, znalezienie życiowego partnera i założenie rodziny. Wydawało mi się, że przez mój wiek na wszystko jest już za późno.
Kobiety są często uczone, że życie powinno przebiegać według bardzo podobnego scenariusza. Wierzymy, że jeśli chcemy być „na właściwej drodze”, zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa, ślub i dzieci powinny pojawić się do połowy trzydziestki. Wmawia się nam, że w połowie trzydziestki zbliżamy się do naszej „daty ważności”. Czas ucieka, lepiej się pospiesz!
To ogromna presja, zwłaszcza dla kobiet, które przeżywają nieoczekiwane zwroty akcji i próbują poukładać swoje życie na nowo w wieku, który ogólnie uznawany jest za „zbyt późny”. Ja też się tak czułam i zastanawiałam się, czy w ogóle kiedykolwiek uda mi się zostać mamą (biorąc pod uwagę, że w żadnym z wcześniejszych związków to nie wyszło).
Myślałam, że przegapiłam swoją szansę.
Bez dzieci, samotna i po rozwodzie
Wielu moich znajomych miało już dzieci, niektórzy nawet dwójkę lub trójkę. A ja — bez dzieci, samotna i po rozwodzie.
To był trudny czas pełen smutku i samotności. Dzień Matki zawsze był bolesny, bo wtedy czułam się najbardziej zagubiona. Wiedziałam, że jestem stworzona do bycia mamą, ale wyglądało na to, że los zaplanował dla mnie coś innego.
Wciąż miałam w głowie myśl, że robię coś źle. Musiałam ciągle zmuszać się do tego, by wracać do teraźniejszości, zamiast rozpamiętywać to, co mogło się wydarzyć. Marzenia mają wielką moc, ale równie ważne jest, by cieszyć się i odnajdywać sens w tym, co jest tu i teraz — doceniać piękno życia, jednocześnie nie tracąc z oczu marzeń. Musiałam codziennie to ćwiczyć, by nie stracić nadziei.
Zaczęłam stawiać siebie na pierwszym miejscu i podjęłam spontaniczną decyzję, by polecieć na Bali i wziąć udział w instruktorskim kursie jogi. Joga zawsze była moją pasją, więc nie mogłam oprzeć się tej okazji.
I wtedy go spotkałam.
Przedstawił się jako Craig Hubbard i od razu poczułam do niego ogromną sympatię. To było coś wyjątkowego, poznawać kogoś w takim nowym, spokojnym otoczeniu. Byłam trochę nerwowa, bo nie szukałam wtedy poważnego związku, ale z Craigiem dogadywaliśmy się niemal we wszystkim. Zakochaliśmy się bardzo szybko i bardzo mocno. On miał już dwójkę dzieci z poprzedniego związku, a ja — chociaż pogodziłam się z myślą, że nigdy nie zostanę mamą — po spotkaniu go poczułam, że moje pragnienie posiadania dziecka stało się jeszcze silniejsze.
Później moje życie wyglądało już zupełnie inaczej.
Zawsze pojawiają się jakieś wyzwania — jak każda para mamy swoje wzloty i upadki. Nauczyłam się, jak ważne jest to, by od początku otwarcie mówić o tym, jak wyobrażamy sobie przyszłość. Im bardziej kochamy i akceptujemy partnera takim, jakim jest, zamiast próbować go zmieniać, tym więcej spokoju i radości przynosi nam związek.
Twoje tempo jest dla ciebie idealne
Po latach bólu i rozczarowań, jako czterdziestolatka poczułam, że mam wiele nowych możliwości. Mogłam zacząć od nowa i zrozumiałam, że wcale nie jestem „w tyle” — po prostu podążam własną ścieżką.
W wieku 41 lat spełniło się moje największe marzenie. Zostałam mamą.
To było wręcz niewiarygodne, że z osoby przekonanej o tym, że to nigdy się nie wydarzy, nagle stałam się kimś, kto dostał wszystko, o czym marzył. Szczerze mówiąc, narodziny mojej córki były najpiękniejszym dniem w moim życiu.
Tak bardzo mi się to podobało, że… zrobiłam to jeszcze raz. W wieku 45 lat urodziłam drugie dziecko, tym razem syna. I nasza rodzina wreszcie była pełna.
Cieszę się, że nie posłuchałam się tych wszystkich głosów w głowie, które mówiły mi, że jestem za stara, by zostać mamą, ani lekarzy, którzy po pierwszym dziecku stwierdzili, że jestem już w okresie menopauzy.
Bez względu na to, w jakim miejscu życia jesteś, pamiętaj, by doceniać siebie tu i teraz. Jeśli zmagasz się z zaczynaniem od nowa — nie jesteś sama. Chociaż momentami możesz się tak czuć, uwierz mi — nie jesteś jedyną osobą, która przez to przechodzi.
Wcale nie jest za późno. Twoje tempo jest dla ciebie idealne.
Do każdej kobiety, która przechodzi przez trudny okres — trzymaj głowę wysoko. Tak, zaczynanie od nowa bywa trudne, ale nie rezygnuj ze swoich marzeń. Nadzieja to twoja supermoc — nie pozwól nikomu sobie wmówić, że jesteś szalona albo zaczynasz za późno. W końcu to twoje życie. Nie możesz się na nie spóźnić.
48-letnia Christina Hubbard mieszka z mężem i dwójką dzieci w Queensland w Australii. Prowadzi podcast The Chrissy Beth Show i wykorzystuje media społecznościowe (@chrissybethhubbard na Instagramie), by dzielić się swoją drogą i doświadczeniem późnego macierzyństwa. Zachęca inne kobiety, by nigdy nie rezygnowały ze swoich marzeń — bez względu na to, jaka droga je czeka.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.