Emeryt z Hamburga, Torsten, wybrał się z żoną w podróż po północnej Polsce. Interii zdradza, że termin – tuż po zakończeniu tradycyjnego, wakacyjnego sezonu – nie był przypadkowy:
– Według mnie maj i wrzesień to najlepszy czas na podróżowanie. Bez tłumów i bez upałów – mówi Niemiec.
W planie jego podróży jest przede wszystkim Szczecin i Gdańsk.
– Jest ładnie, a ludzie są przyjaźni – mówi turysta spotkany na szczecińskich Wałach Chrobrego.
Torsten nie jest wyjątkiem. Eksperci branży turystycznej zauważają, że w Polsce trwa sezon po sezonie, a za przykład podają przede wszystkim morze:
– Ewidentnie Bałtyk jest już atrakcyjny przez cały rok. Przedsiębiorcy latami pracowali nad tym, aby uczynić z głównych miejscowości pasa nadmorskiego miejsca wypoczynku nie tylko od majówki do pierwszego dnia roku szkolnego. Teraz widzimy, że efekty tej pracy przekładają się na frekwencje w hotelach – mówi Interii Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie zrzeszającej przedsiębiorców, także z branży turystycznej.
Według wyliczeń PIG nad Bałtykiem nawet 70 proc. obiektów jest otwartych przez cały rok. – Jesienny i zimowy turysta nad Bałtyk przyjeżdża zwykle na trzy dni. Szuka hotelu, który gwarantuje mu wyżywienie i wysokiej jakości SPA – zauważa Mojsiuk.
Wojna domowa. Morze i góry ścigają się na popularność
Sezon po sezonie dotyczy nie tylko nadmorskich miejscowości. Eugeniusz Triasun z portalu Travelist.pl w rozmowie z Polską Agencją Prasową zauważył, że jesienią polskie góry i morze ścigają się na popularność:
– Wrzesień wolimy spędzać nad morzem: Bałtyk wybiera wtedy 47 proc. podróżnych, a góry 37 proc. W październiku proporcje się odwracają. Góry rosną do 44 proc., a Bałtyk spada do 37 proc. – zaznacza ekspert.
Specjaliści przyznają jednak, że nie wszyscy odczuwają skutki jesiennego boomu turystycznego.
– O ile całoroczność sezonu w Świnoujściu, Kołobrzegu czy w Międzyzdrojach jest czymś oczywistym, tak już małe miejscowości często na zimę usypiają, a czynne są w nich tylko pojedyncze obiekty – mówi Interii prezes Północnej Izby Gospodarczej.
Maria Lisiecka na co dzień prowadzi lodziarnię w Szczecinie, a latem także w Pogorzelicy.
– Wraz z rozpoczęciem szkoły wszystko wyraźnie zwalnia. Z dnia na dzień robi się ciszej. W lodziarni bardzo szybko można poczuć, że lato naprawdę się skończyło i że zaczyna się zupełnie inny rytm: mniej spontanicznych wizyt, mniej rodzin z dziećmi, a więcej stałych klientów wpadających podczas spaceru czy po pracy – mówi Interii właścicielka lodziarni #Tag 13.
Bałtyk po sezonie: Osiem Wigilii naraz i bogate morsy
Według Hanny Mojsiuk poza sezonem są konkretne daty, kiedy przedsiębiorcy nad morzem mogą liczyć na zwiększone zainteresowanie i duże pieniądze. Chodzi o święta Bożego Narodzenia, sylwester i sezon na morsowanie:
– W ubiegłym roku jeden z hoteli w Świnoujściu organizował jednocześnie osiem wieczerzy wigilijnych, a w styczniu jest szczyt sezonu na morsowanie. Hotele mają wysokie obłożenie, a niektóre nawet oferty specjalne dla morsujących – mówi Mojsiuk.
Turystyczny boom widzą nie tylko najpopularniejsze, nadmorskie kurorty.
– W ubiegłym roku odnotowaliśmy ponad 10,5 proc. wzrostu liczby odwiedzających względem roku 2024 i wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie podobnie – wylicza Celina Wołosz z miejskiej spółki „Żegluga Szczecińska Turystyka Wydarzenia”.
Rosnącą popularność akurat tego regionu zauważył Główny Urząd Statystyczny. W raporcie o udzielonych noclegach zachodniopomorskie jest na szczycie. Ale wygranych jest o wiele więcej.
– W lipcu i sierpniu 2026 roku z turystycznych obiektów noclegowych w Polsce skorzystało 10 mln turystów. W porównaniu z 2025 rokiem liczba turystów zwiększyła się o 2,5 proc. – podaje GUS.
Polska górą. Zawdzięczamy to… sami sobie
Te dane zbiegły się w czasie ze statystykami Eurostatu. Wynika z nich, że Polska jest w czubie unijnych państw zyskujących popularność wśród wczasowiczów.
W pierwszej połowie 2026 roku odnotowała 5 proc. wzrost, znacznie przewyższając unijną średnią, bijąc wzrosty notowane we Włoszech, Portugalii, Grecji czy Hiszpanii i ustępując jedynie czterem państwom.
– Zagraniczni goście w Polsce stanowili mniej niż 1/4, bo 19,8 proc. – uściśla Eurostat. To pokrywa się z innymi raportami oraz regularnymi opiniami ekspertów branży wskazującymi, że na turystyczny sukces pracują przede wszystkim…sami Polacy, odwiedzając inne miasta i regiony niż te w których mieszkają.
Tobiasz Madejski














