-
Amerykański strażak polskiego pochodzenia Stanley Trojanowski uczestniczył w akcji ratunkowej na 73. piętrze północnej wieży World Trade Center podczas zamachów z 11 września 2001 roku, gdzie widział ludzi skaczących z okien.
-
Ciśnienie w wężu strażackim było bardzo niskie, a podczas próby dotarcia pod strefę pożaru konstrukcja budynku zaczęła się walić, w wyniku czego zginął kolega z oddziału Trojanowskiego.
-
Po atakach Trojanowski zachorował na choroby płuc i zespół stresu pourazowego, przez co odszedł na emeryturę, a według jego relacji nowojorska straż pożarna straciła ponad 400 strażaków z powodu chorób związanych z toksynami po zamachach.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Trojanowski, były strażak polskiego pochodzenia, pamięta, że po podłączeniu węża do hydrantu ciśnienie w nim było minimalne. – Wystarczało co najwyżej na cienką kurtynę wodną, nic więcej – relacjonuje. Mimo to jego zespół ruszył na górę, próbując dostać się pod strefę pożaru.
– Część jednostek zajmowała się gaszeniem, inne – przeszukiwaniem, ratowaniem i wentylacją. My mieliśmy dostać się poniżej pożaru, podłączyć się do pionu wodnego i spróbować opanować ogień – mówi.
Dotarli w okolice trzeciego-czwartego piętra, gdy konstrukcja budynku zaczęła się walić.
– Udało nam się wydostać. Ja byłem już na zewnątrz, ale jeden z naszych ludzi zaginął – wspomina. Porucznik, który ruszył z dodatkową butlą powietrza na poszukiwanie kolegi, zginął w wyniku zawalenia się gmachu.
Zamach na WTC. Ludzie skakali z okien. „Niektórzy trzymali się za ręce”
Na zewnątrz Trojanowski widział sceny, które – jak mówi – zostaną z nim na zawsze.
– Widziałem wielu skaczących ludzi (…) Niektórzy trzymali się za ręce. Najpierw myślałem, że to ptaki, tak wysoko, setki stóp (metrów) nad ziemią. Kiedy zbliżali się do ziemi, po prostu w nią uderzali (…). Ku mojemu zaskoczeniu prawie nie było krwi, wchłaniały ją pył i kurz – opowiada były strażak.
Komunikacja radiowa była poważnie zakłócona. – Były (z tym) problemy… różne częstotliwości, mogła mówić tylko jedna osoba naraz. Jeśli ktoś inny próbował nadawać, wszystko się blokowało. Nie wiedziałem, gdzie jest moja kompania. Co jakiś czas próbowałem nadawać, wołałem (…) żeby zobaczyć, czy ktoś odpowie – relacjonuje.
Trojanowski – który jest prezesem FDNY Pulaski Association, czyli stowarzyszenia nowojorskich strażaków pochodzących z krajów Europy Wschodniej – wspomina, że wśród strażaków polskiego pochodzenia, których znał z pracy, byli także tacy, którzy zginęli tego dnia. Po latach wiele nazwisk zatarło się jednak w pamięci.
Strażak wspomina atak na WTC. „To był mój ostatni dyżur”
Po atakach zdrowie Trojanowskiego gwałtownie się pogorszyło. – Byłem w szpitalach, kaszlałem tak mocno, że traciłem przytomność. Trafiłem na oddział już w środę (dzień po atakach – red.). Nie chciałem iść na zwolnienie, bo tego dnia straciliśmy 343 strażaków… ale porucznik wezwał karetkę. Krztusiłem się krwią i traciłem przytomność. To był mój ostatni dyżur. Powiedzieli, że nigdy nie wrócę do pełnej służby, więc odszedłem na emeryturę – opowiada.
U Trojanowskiego zdiagnozowano choroby płuc oraz zespół stresu pourazowego. Przeszedł liczne zabiegi, w tym ablacje nerwów kręgosłupa, i nadal musi się leczyć. Podkreśla, że z powodu chorób związanych z toksynami, które uwolniły się po atakach z 11 września, nowojorska straż pożarna (FDNY) straciła dotąd ponad 400 strażaków.
Najlepiej zapamiętał moment odnalezienia ciała porucznika. – Została tylko połowa ciała, ale głowa była nienaruszona – hełm, radio, wszystko. Wziąłem krótkofalówkę i rozpadła mi się w ręku. Tylko baterie były całe – przyznaje.
25. rocznica ataków na World Trade Center. „Trzeba się nauczyć żyć”
Trojanowski nie kryje, że jako ocalały ma poczucie winy. – Czasem człowiek ma wrażenie, że może mógł zrobić coś inaczej. Zastanawia się, czy gdyby był (wtedy) gdzie indziej, albo wcześniej, albo później, ktoś by żył – podkreśla.
Terapia nauczyła go funkcjonować mimo traumatycznych wspomnień.
– Uczą cię, że nigdy tego nie zaakceptujesz… ale musisz nauczyć się żyć, nie robić nic głupiego. To się stało – trzeba nauczyć się oddychać – konkluduje Trojanowski.
11 września 2001 roku 19 członków Al-Kaidy porwało cztery samoloty pasażerskie. Dwa uderzyły w wieże World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci w Pentagon pod Waszyngtonem, a czwarty rozbił się w Pensylwanii po próbie odzyskania kontroli nad maszyną przez pasażerów. W najbardziej śmiercionośnym zamachu terrorystycznym w historii USA zginęło 2996 osób, a tysiące zostały rannych. Po atakach NATO po raz pierwszy uruchomiło art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego.
-
25 lat ukrywanej prawdy o 11 września. Ujawniono 170 tys. dokumentów
-
Nagle zaatakowała w tłumie turystów. Tragedia w sercu Nowego Jorku












