Sonia Agron udzielała pomocy po ataku na World Trade Center jako ratowniczka. Jej mąż, Joe, był policjantem i służył w tzw. strefie zero. Oboje chorują teraz na raka i mają inne schorzenia związane z sytuacją po 11 września. Sonia dodatkowo mierzy się z PTSD.
Strażak Mike Nugent przyjechał po zamachach pomagać ofiarom w Nowym Jorku aż z Florydy. Teraz jednak choruje na sarkoidozę. Dwa lata temu był bliski śmierci.
Strażak Ray Pfeifer zaraz po 11 września pracował na miejscu zamachów przez 9 dni z rzędu, szukając szczątków swoich kolegów. Aby nie tracić czasu na dojazdy, spał w wozie strażackim. W 2009 r. zdiagnozowano u niego raka. Zmarł osiem lat później.
W wyniku chorób związanych z efektami zamachów 11 września zmarło w Nowym Jorku 193 strażaków i 212 policjantów. Bezpośrednio w wyniku ataków zginęło 23 policjantów New York Police Department – przypomina 9/11 Memorial and Museum.
Wybuchowa mieszanka stresu i trującego powietrza do dziś zabija nowojorczyków
Dwadzieścia pięć lat po atakach terrorystycznych z 11 września badacze z Icahn School of Medicine w Mount Sinai zaalarmowali, że warunki środowiskowe, w których mieszkają teraz ratownicy z World Trade Center, mogą wpływać na ich długoterminowe zdrowie fizyczne i psychiczne.
Opublikowane w „Nature Communications” badanie wykazało związek między narażeniem ratowników na wyższe temperatury i większe zanieczyszczenie powietrza a zwiększonym ryzykiem wystąpienia słabości, zespołu stresu pourazowego (PTSD) i depresji wraz z wiekiem. Natomiast mieszkanie w bardziej zielonych środowiskach wiązało się z niższym ryzykiem wystąpienia wszystkich trzech schorzeń.
Badanie jest pierwszym, które analizuje, w jaki sposób ekspozycja środowiskowa w późniejszym życiu może oddziaływać z narażeniem na czynniki chemiczne i psychologiczne związane z zamachem na World Trade Center, wpływając na proces starzenia się i wyniki zdrowia psychicznego.
„Dwadzieścia pięć lat po 11 września nadal poznajemy czynniki mające wpływ na zdrowie osób, które odpowiedziały na zamachy” – mówi Helena Furman Krasnov, PhD, pracownik naukowy w Icahn School of Medicine i pierwsza autorka badania. „Nasze wyniki sugerują, że codzienne narażenie na czynniki, takie jak ciepło, zanieczyszczenie powietrza i dostęp do terenów zielonych, mogą wpływać na długoterminowe zdrowie fizyczne i psychiczne ratowników. Zrozumienie tych czynników może pomóc zidentyfikować nowe możliwości wspierania zdrowego starzenia się w tej populacji”.
Ratownicy z World Trade Center doświadczyli wyjątkowej kombinacji toksycznych czynników i ogromnego stresu psychicznego po zamachach. Chociaż wcześniejsze badania powiązały te narażenia z wieloma długoterminowymi schorzeniami zdrowotnymi, mniej było wiadomo o tym, jak środowisko sąsiedztwa może kształtować zdrowie po wielu latach.

Na potrzeby badania naukowcy przeanalizowali dane 18 734 ratowników, którzy mieszkają w Nowym Jorku i są zapisani do jednego z Klinicznych Centrów Doskonałości World Trade Center Health. Przeanalizowali roczne narażenie na zanieczyszczenie powietrza, wysokie temperatury oraz stopień zazielenienia terenów i zbadali ich związek ze słabością, PTSD i depresją.
Badacze stwierdzili, że ratownicy mieszkający w cieplejszych i bardziej zanieczyszczonych środowiskach byli bardziej narażeni na słabość oraz problemy ze zdrowiem psychicznym. Stwierdzili również, że osoby poddane większemu narażeniu na czynniki chemiczne i psychologiczne związane z zamachem na World Trade Center były bardziej podatne na te stresory środowiskowe. Natomiast bardziej zielone otoczenie wiązało się z niższym ryzykiem wystąpienia słabości, PTSD i depresji.
„Nasze ustalenia sugerują, że skutki zdrowotne zamachów z 11 września mogą nie kończyć się na samym wydarzeniu” – mówi Maayan Yitshak-Sade z Icahn School of Medicine, główna autorka badania. „W przypadku ratowników, którzy już doświadczyli biologicznych skutków traumy i toksycznych narażeń, codzienne warunki środowiskowe mogą stanowić dodatkowe źródło obciążenia dla ciała i umysłu”.

Toksyczne powietrze zabiło więcej osób niż same ataki 11 września. Niektórzy cierpią do dzisiaj
Dla nowojorczyków to nie nowość. W mieście od lat działają grupy zrzeszające pośrednie ofiary zamachów i ich rodziny. Szerokim echem w USA odbiło się m.in. wystąpienie komika i aktora Jona Stewarta przed niemal pustym kongresem, który we wzruszających słowach mówił o potrzebie dodatkowego wsparcia dla ratowników, którzy chorują i umierają na choroby wywołane m.in. zanieczyszczonym powietrzem po zamachach 11 września.
„To wstyd dla całego kraju i plama na honorze Kongresu” – grzmiał w 2019 r. Jon Stewart, który od tego czasu zdążył stać się twarzą poszkodowanych ratowników z 11 września. „Problemy z oddychaniem zaczęły się niemal od razu. Nie mówiono im, że są chorzy, wmawiano im, że zwariowali” – mówił Stewart. „Oni wykonali swoją pracę, teraz czas na was” – mówił do nielicznie zgromadzonych polityków.
Ratownicy nie walczyli o honory. Chcieli tylko uzyskać pomoc w leczeniu. Dopiero w 2015 r. przyjęto przepisy gwarantujące pośrednim ofiarom zamachów dożywotnią darmową opiekę zdrowotną i wydłużenie programu zadośćuczynienia dla rodzin ofiar.

Wcześniej utworzono „September 11th Victim Compensation Fund” – specjalny fundusz zapomogowy z budżetem ponad 7 mld dolarów, z którego mogli skorzystać poszkodowani i ich rodziny.
Było jednak kilka warunków: kto wziął pieniądze, podpisywał zobowiązanie, że nie będzie skarżył linii lotniczych, których samoloty uderzyły w WTC. Ograniczony był też zakres chorób, które można było leczyć przy pomocy pieniędzy z funduszu. Jednak biorąc pod uwagę, że chodziło nawet o ok. 20 tys. osób, 7-miliardowy budżet nie wystarczył.
Organizacja 9/11 Health Watch zrzeszająca pośrednie ofiary zamachów z 11 września podaje, że zweryfikowano co najmniej 10 tys. osób chorych w wyniku warunków, jakie panowały w Nowym Jorku po ataku. Wśród ofiar ok. 1,1 tys. osób ma raka, ok. 5 tys. osób cierpi na choroby układu oddechowego, a prawie 4 tys. osób mierzy się z problemami ze zdrowiem psychicznym.
Niedawno na jaw wyszły także nowe fakty na temat tego, jak na sytuację po zamachach zareagowały władze Nowego Jorku. Burmistrz Zohran Mamdani ujawnił ponad 170 tys. stron wewnętrznych dokumentów miasta na ten temat.
Przez 25 lat cztery różne administracje burmistrzów ukrywały przed opinią publiczną, Kongresem USA i radą miasta dokumenty pokazujące, co miasto naprawdę wiedziało o zagrożeniu toksycznymi chemikaliami po zawaleniu się World Trade Center, mimo że urzędnicy nadal zapewniali społeczeństwo, że powietrze jest „bezpieczne i zdatne do oddychania”
Szacunki mówią, że w wyniku chorób związanych z zanieczyszczeniem powietrza po atakach z 11 września 2001 r. w Nowym Jorku zmarło do tej pory ok. 9,4 tys. osób. To ponad trzy razy więcej niż było bezpośrednich ofiar zamachów.














