-
Ponad 200 mieszkańców i turystów ewakuowano z chorwackiej wyspy Brač z powodu pożaru lasów.
-
Pożar wybuchł w czwartek i strawił około 3,5 tysiąca hektarów terenów, głównie lasów piniowych i zarośli.
-
W gaszeniu ognia uczestniczyło ponad 220 strażaków, 69 wozów gaśniczych oraz cztery samoloty gaśnicze Canadair.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Pożar trwa od czwartku, ale „po niezwykle trudnej nocy sytuacja (…) dziś rano znacznie się poprawiła” – poinformowała straż pożarna w komunikacie.
Krótko przed północą mieszkańcy i turyści z miasteczka Milna i okolicznych terenów zostali wezwani do ewakuacji gdy płomienie zbliżyły się do ich domów.
Chorwacja. Pożar na popularnej wyspie. Setki ewakuowanych
Do transportu użyto łodzi należących do zarządu lokalnego portu i policji wodnej oraz prywatnych jednostek. W sumie domy musiało opuścić około 230 osób.
– Strażakom udało się uratować znaczną liczbę budynków mieszkalnych i pomóc zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom i turystom. Odnotowano niewielkie zniszczenia ogrodzeń i markiz – przekazał dowódca Straży Pożarnej Slavko Tucakovic.
W wyniku pożaru nikt nie zginął. Dwie osoby odniosły natomiast niewielkie obrażenia.
Pożar na chorwackiej wyspie Brač. W akcji setki strażaków
W sumie ogień strawił na wyspie Brač około 3,5 tys. hektarów. Większość terenów, które spłonęły, to lasy piniowe i zarośla.
Z ogniem w nocy walczyło ponad 220 strażaków i 69 wozów gaśniczych. W akcji gaszenia pożaru biorą udział również cztery samoloty gaśnicze Canadair.
Chorwacja, dotknięta kilkoma ekstremalnymi falami upałów i brakiem opadów, doświadczyła w tym roku wyjątkowo suchego lata, co stworzyło dogodne warunki do rozprzestrzeniania się pożarów lasów.
Według naukowców postępujące globalne ocieplenie może sprzyjać coraz częstszemu występowaniu ekstremalnych upałów i okresów suszy. To z kolei może prowadzić do licznych pożarów.
Źródło: AFP
-
Pożary trawią uwielbiany przez Polaków kraj. Ambasada bije na alarm
-
Płoną łąki i lasy, strażacy ranni. Jest apel pomoc do sąsiada













