-
W piątek rozpoczęły się trzydniowe wybory do rosyjskiej Dumy Państwowej, które według rzecznika Komisji Europejskiej są dowodem na osłabienie demokracji w Rosji.
-
Unia Europejska potępiła zorganizowanie lokali wyborczych na okupowanych przez Rosję terenach Ukrainy i zapowiedziała, że nie uzna wyników głosowania na tych obszarach.
-
Według doniesień, w rosyjskim społeczeństwie i wśród elit pojawiają się obawy związane z możliwą mobilizacją po zakończeniu wyborów, a dokumenty wskazują na działania urzędników mające na celu zabezpieczenie majątku poza Rosją.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Podczas piątkowego briefingu prasowego rzecznik Komisji Europejskiej Christian Wigand ostro skrytykował Kreml w związku trwającymi wyborami do rosyjskiego parlamentu. Wigand podkreślił, że Putin zadbał o to, aby w wyborach nie mógł wystartować nikt, kto pozwolił sobie na otwartą krytykę wojny.
– Władze rosyjskie nadal nasilają systematyczne i zinstytucjonalizowane represje, aby uniemożliwić jakimkolwiek demokratycznym siłom opozycyjnym podważenie status quo. (…) Sposób przeprowadzenia wyborów do rosyjskiej Dumy pokazuje erozję demokracji w Rosji. Kreml pozbawił wyborców możliwości prawdziwego wyboru – powiedział rzecznik KE.
Rosja. Trwają wybory do Dumy, ostra krytyka ze strony KE
Poza zablokowaniem prób startu w wyborach choćby umiarkowanej opozycji Wigand skrytykował także uruchomienie lokali wyborczych na terenach nielegalnie okupowanej Ukrainy.
– Jednoznacznie potępiamy nielegalną organizację tzw. wyborów przez Federację Rosyjską na tymczasowo okupowanych terytoriach Ukrainy. Te fikcyjne wybory stanowią kolejne rażące naruszenie prawa międzynarodowego – stwierdził rzecznik.
Wigand ogłosił także, że Unia Europejska nie uznaje głosowania na okupowanych terenach Ukrainy ani nie uzna jego wyników.
Media: Rosjanie obawiają się, że po wyborach ruszy mobilizacja
Wybory do Dumy Państwowej w Rosji potrwają do niedzieli, ale niezależnie od ich wyników obawy Rosjan wzbudza to, co nadejdzie po nich. Jak podał Bloomberg, tak w rosyjskim społeczeństwie, jak i wśród moskiewskich elit, rośnie strach przed mobilizacją.
Redakcja dotarła do dokumentów, które wskazują, że kremlowscy urzędnicy w ciągu ostatnich miesięcy na dużą skalę otwierali zagraniczne rachunki bankowe i szukali sposobów na zabezpieczenie swoich majątków poza granicami Rosji.
Serwis podał, że kremlowska wierchuszka i dowódcy wojskowi w ciągu ostatnich tygodni ponadto zachęcali rodziny i przyjaciół do opuszczenia Rosji.
Nieoficjalnie: Putin przygotowuje się do powołania 300 tys. osób
Jekaterina Schulmann z berlińskiego Carnegie Russia Eurasia Center stwierdziła, że dane pozyskane podczas wyborów mogą zostać wykorzystane podczas mobilizacji.
– W miejscach, gdzie zarówno wyborcy, jak i władze wykazali się lojalnością, dyscypliną i skutecznością administracyjną, tam może zostać zrekrutowanych więcej ludzi – powiedziała Schulmann. – Jeśli dobrze poradzili sobie z organizacją wyborów, to z pewnością poradzą sobie również z mobilizacją w swoim regionie – dodała.
Według źródeł Bloomberga Rosja przygotowuje się do powołania 300 tys. osób do końca 2026 roku. Władimir Putin oraz kremlowscy dygnitarze w ciągu ostatnich tygodni po wielokroć zaprzeczali doniesieniom o planowanej mobilizacji.
Źródło: Bloomberg, Reuters, Interia
-
Rosja atakuje Ukrainę z powietrza. Wystartowały polskie myśliwce
-
Tusk podał najbardziej prawdopodobny scenariusz. „Hybrydowe uderzenia”














