Kurdowie zdają sobie sprawę, że administracja USA nie rozumie regionu i jest nastawiona tylko na własne korzyści. W ostatnich dniach Donald Trump rozmawiał telefonicznie z kilkoma kurdyjskimi liderami. Z dostępnych informacji wynika jednak, że uważają oni angażowanie sił kurdyjskich w szerszą operację wojskową w Iranie za ryzykowną i niezbyt odpowiedzialną propozycję — mówi kurdolożka Joanna Bocheńska

Joanna Bocheńska*: Informacja o zbrojeniu oddziałów stacjonujących w Kurdystanie irackim nie jest przez stronę kurdyjską potwierdzona. To może być prowokacja, by popchnąć Kurdów do działania lub straszenie Iranu wizją inwazji lądowej. Zresztą ugrupowania kurdyjskie są już uzbrojone. Poza tym jakiekolwiek ewentualne działania zbrojne mogą być podjęte przez już przygotowane oddziały w Rożhelacie (Kurdystanie irańskim), a nie dopiero te, które miałyby się przedostać z Baszuru (Kurdystanu irackiego).

Warto przypomnieć, że kurdyjskich ugrupowań w Iranie jest kilka i nie wszystkie mają swoje obozy w Kurdystanie irackim. W tej chwili najważniejsze liczące się ugrupowania w Rożhelacie to KDPI (Demokratyczna Partia Kurdystanu Irańskiego) oraz PJAK (Partia Wolnego Życia Kurdystanu). KDPI to jednocześnie najstarsza kurdyjska formacja polityczna i militarna. Obok nich działa KOMALA, która jednak posiada aż trzy różne odgałęzienia. Jest to historycznie pierwsza kurdyjska formacja polityczna i militarna, która zaraz po swoim powstaniu na przełomie lat 60. i 70. przyjęła w swoje szeregi kobiety. Ponadto wspomnieć należy o Organizacji Xebat/Chebat i PAK (Partii Wolnego Kurdystanu), powiązanej dość mocno z KDP w Iraku. Wszystkie te organizacje mają swoje siły militarne. Przed kilkoma dniami pięć z nich (KDPI, PJAK, jedna z formacji KOMALi, Xebat i PAK) podpisały i ogłosiły ważne porozumienie o współpracy. Dziś dołączyła do nich jeszcze jedna z KOMAL.

Kurdowie nie mają wobec Amerykanów żadnego długu do spłacenia. Sytuacja wygląda dokładnie na odwrót. Dlatego przyjmowanie jakiegokolwiek ewentualnego dozbrajania należy rozumieć jako korzystanie z okazji bez zobowiązań. Zgodnie z deklaracją wygłoszoną na wiosnę zeszłego roku, celem kurdyjskich organizacji może być przejęcie kontroli nad Rożhelatem, bez angażowania się w działania zbrojne na innym obszarze Iranu. Celem politycznym Kurdów w Iranie nie jest utworzenie niepodległego państwa, ale decentralizacja kraju. Stworzenie systemu autonomicznego bądź federacyjnego jak w Iraku. Kurdowie w Iranie uważnie obserwowali wydarzenia w Syrii i z ich perspektywy najlepszy jest właśnie scenariusz syryjski tj. stopniowo słabnący reżim w Teheranie. Na pewno nie są zainteresowani pomocą w zainstalowaniu w Iranie antydemokratycznego i otwarcie głoszącego antykurdyjskie poglądy syna szacha — Rezy Pahlawiego.

— Z informacji — które dostaję z różnych pozaoficjalnych źródeł — wynika, że kurdyjskie oddziały są obecne w większości kurdyjskich miast w Iranie, ale pozostają w ukryciu. Izraelsko-amerykańskie ataki w ostatnich dniach skierowane były też na kurdyjskie miasta — to znaczy na tamtejsze irańskie posterunki wojska, policji i siły Strażników Rewolucji (pasdaran). Część irańskich sił wycofała się z tego terytorium, ale spora część z nich koczuje na ulicach, stadionach, w samochodach i w innych lokalizacjach, starając się uniknąć nalotów. Oznacza to oczywiście pewien chaos, który siły kurdyjskie monitorują, ale do tej pory nie dochodziło do żadnych starć z siłami rządowymi.

Korzystając z doświadczeń z Syrii, Kurdowie będą prawdopodobnie zachowywali daleko idącą powściągliwość i unikali jakichkolwiek prowokacji. W najbliższych dniach możemy usłyszeć z różnych źródeł o jakichś starciach, ale z dużym prawdopodobieństwem będą to fejk newsy, jak ostatnia wiadomość o starciach w Meriwanie [to miasto położone bardzo blisko granicy Iranu z Irakiem — przyp. red.]. Zdementowały ją zarówno kurdyjskie, jak i irańskie źródła. Celem tego rodzaju informacji jest sprowokowanie Kurdów do podjęcia bezpośrednich działań zbrojnych, a źródłem podobnych rewelacji jest w pierwszej kolejności Izrael. KDPI wezwało irańskie siły, aby „wróciły do domu”, a PJAK wezwała społeczeństwo do organizowania komitetów samoobrony. Ale na tym wezwania się zakończyły.

— Przez lata współpracy ze Stanami Zjednoczonymi Kurdowie nauczyli się sceptycyzmu wobec polityki USA. Tym bardziej że w ostatnich tygodniach mogli zaobserwować jak USA wycofały się ze wspierania DAANES (Demokratycznej Autonomii Północnej i Wschodniej Syrii). W rzeczywistości przedstawicielom władz DAANES z Mazlumem Abdim na czele udało się wynegocjować z rządem Ahmada Asz-Szary znacznie większe ustępstwa niż zawierała wstępna propozycja Toma Barracka [ambasador USA w Turcji — przyp. red.]. Pokazało to dość wyraźnie, że Amerykanie bywają dla Kurdów całkiem nieprzydatni.

Kurdowie zdają sobie sprawę, że administracja USA nie rozumie regionu i jest nastawiona tylko na własne korzyści. Dostosowali swoją politykę do tej rzeczywistości. W ostatnich dniach prezydent Trump rozmawiał telefonicznie z kilkoma kurdyjskimi liderami zarówno w Baszurze, jak i w Rożhelacie. Z dostępnych informacji wynika jednak, że uważają oni angażowanie sił kurdyjskich w szerszą operację wojskową w Iranie za ryzykowną i niezbyt odpowiedzialną propozycję. Natomiast nie należy wykluczać współpracy na obszarze samego Rożhelatu, w celu przejmowania ewentualnej kontroli nad tym regionem, w którym może powstać coś w rodzaju strefy buforowej.

— Kurdowie planują dziś politykę tak, żeby oszczędzać własne siły i podejmować dobrze przemyślane ryzyko. Na razie żadna partia nie wezwała do powstania przeciw Islamskiej Republice. To, co może wydarzyć się w Rożhelacie to „stopniowe przejęcie kontroli”, zapewne przy zawarciu kompromisu z reżimem na niektórych obszarach.

Oprócz sił rządowych, jednym z wyraźnych zagrożeń na kurdyjskim horyzoncie jest dzisiaj wzrastający panturecki nacjonalizm wśród ludności azerskiej, z którą Kurdowie w północnych prowincjach Rożhelatu sąsiadują. Szyiccy Azerowie wspierali do tej pory szyicki reżim, grając w nim często pierwsze skrzypce (warto przypomnieć, że główny przywódca Iranu, Ali Chamenei, był Azerem). Jednakże sentymenty tureckie nie są tej ludności obce poprzez liczne kontakty z Turcją i Azerbejdżanem. Trafiająca do nich, na przykład za pośrednictwem tureckiej telewizji, ideologia jest często skrajnie szowinistyczna i przede wszystkim antykurdyjska, co sama miałam okazję obserwować, będąc gościem Azerów w Maku w 2017 r. Dlatego Azerowie na pewno nie będą przychylnie nastawieni do kurdyjskich dążeń. Bardzo niewielu z nich jest dziś członkami PJAK (kurdyjskiej organizacji najbardziej otwartej na inne grupy etniczne).

Wydarzeniom w Iranie pilnie przygląda się też Turcja, której cel jest jasny: nie dopuścić do rozwoju kolejnej kurdyjskiej podmiotowości politycznej u sąsiada. Dlatego bez wątpienia Azerowie są brani pod uwagę jako narzędzie w realizacji antykurdyjskiej polityki w przypadku osłabnięcia irańskiego reżimu. Turcja jest tu kolejnym graczem, który może mieć jakiś wpływ na dalsze wydarzenia i nie należy o tym zapominać.

— Ludność w Rożhelacie zapłaciła ogromną cenę za opór wobec Republiki Islamskiej w latach 1979-1984. Ten region najdłużej sprzeciwiał się władzy ajatollahów. Ceną były liczne ofiary w ludziach i zacofanie gospodarcze. W ostatnich dwóch dekadach kurdyjskie miasta stały się jednak dość dobrze prosperującymi ośrodkami uniwersyteckimi i kulturalnymi. Pod niektórymi względami (poziom edukacji, znajomość angielskiego) miasta takie jak Sanandadż są znacznie lepiej rozwinięte niż miasta w Baszurze (Kurdystan iracki) czy Bakurze (Kurdystanie tureckim). To są ważne zdobycze, których Kurdowie nie chcą zaprzepaścić. Dlatego wydaje mi się, że będą działać z daleko idącą ostrożnością i unikając niepotrzebnego narażania mieszkańców.

Co do wsparcia Rożhelatu przez Kurdów z innych części Kurdystanu, to bez wątpienia będzie miało ono miejsce. Z pogranicza turecko-irackiego do Rożhelatu już przybyły oddziały PKK (Robotniczej Partii Kurdystanu), która teoretycznie uległa w Turcji rozwiązaniu. Natomiast, powtórzmy to jeszcze raz, celem nie jest „wzniecanie powstania”, ale zapewnienie ochrony mieszkańcom i stopniowe przejęcie kontroli w regionie.

— Kurdowie nie chcą angażować się w operację wojskową w Iranie, a jedynie na swoim terytorium. Chcą decentralizacji, a nie separacji od Iranu, czego jednak wciąż nie rozumie wielu przedstawicieli irańskiej opozycji, a nawet politolodzy i dziennikarze na świecie, którzy powtarzają opowieść o kurdyjskim separatyzmie jak mantrę. Dla Kurdów celem jest obalenie reżimu w Iranie i budowa świeckiego zdecentralizowanego i demokratycznego irańskiego państwa. Nie chcą natomiast angażować się w działania zbrojne jako główna siła zbrojna, która miałaby obalać reżim. Raczej przyjmą wyczekującą pozycję. Problemem jest, że bardzo nieliczne postaci z irańskiej opozycji zdają sobie sprawę z tego, czego Kurdowie naprawdę chcą. Brakuje kanałów komunikacji i współpracy.

*Joanna Bocheńska jest kurdolożką, tłumaczką literatury kurdyjskiej, kierowniczką Pracowni Studiów Kurdyjskich na UJ.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version