— Donald Trump jest manipulowany przez Binjamina Netanjahu. To właśnie premier Izraela decyduje o wszystkim. Przekonał prezydenta USA, że nadszedł czas, aby podjąć działania. A Trump lubi bawić się wojskiem. Jest jak dziecko, które urządza sobie wojny za pomocą ołowianych żołnierzyków — mówi słynny francuski politolog Guy Sorman.
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Newsweek: Dlaczego właściwie Trump zaatakował Iran? To jest wojna z wyboru, nie z konieczności. Wielu analityków twierdzi, że Iran jest dziś najsłabszy od rewolucji islamskiej w 1979.
Guy Sorman: Trump jest przede wszystkim manipulowany przez Netanjahu. To właśnie premier Izraela decyduje o wszystkim. Amerykanie nie mają żadnych informacji o tym, co dzieje się w Iranie, podczas gdy Mossad jest tam bardzo świetnie ugruntowany. I dzięki temu Netanjahu przekonał Trumpa, że nadszedł czas, aby podjąć działania. A Trump lubi bawić się wojskiem. Jest jak dziecko, które urządza sobie wojny za pomocą ołowianych żołnierzyków. Wczoraj była Wenezuela, dziś Iran, a pojutrze będzie to Kuba. Dla Trumpa to rodzaj zabawy bez żadnej długoterminowej strategii, ponieważ nie ma pojęcia, co stanie się w Iranie czy Wenezueli po jego interwencji. W sumie nie obchodzi go to. Zależy mu tylko na pokazaniu swego zwycięstwa przed listopadowymi wyborami połówkowymi.
W rezultacie ta operacja jest sumą działań dwóch polityków, których cele nie mają ze sobą nic wspólnego.
Polityka Netanjahu polega na stworzeniu wokół Izraela rozległej strefy bezpieczeństwa, która zapewni temu państwu ochronę na bardzo długi czas. Dlatego neutralizuje Hezbollah, niszczy Hamas, atakuje Iran. Bo uważa, że Izrael jest dzięki temu bezpieczny. Jeśli chodzi o Trumpa, kieruje nim logika czysto wyborcza i narcystyczna. Chodzi o gromadzenie sukcesów i pokazanie, że jest największym prezydentem Stanów Zjednoczonych w historii. Netanjahu ma strategię na lata. A Trump nie ma żadnej.
Z Izraela dochodzą sygnały, że jeśli w wyniku tej interwencji zapanuje całkowity chaos, Izrael będzie zadowolony. Bo chaos oznacza słabszy Iran.
— To wcale nie przeszkadza Amerykanom ani Izraelczykom, wręcz przeciwnie. Z wywiadu, którego Trump udzielił New York Timesowi, jasno wynika, że nie ma absolutnie żadnego pojęcia o tym, co będzie potem w Iranie. I że jest mu to obojętne. Nawet kraje arabskie Zatoki Perskiej godzą się z chaosem w Iranie. Absolutnie nie chcą, aby Iran stał się republiką demokratyczną, ponieważ byłoby to bardzo złym przykładem dla ich własnej ludności. Chaos jest więc w rzeczywistości świadomym wyborem. I jest zresztą prawdopodobne, że w Iranie zapanuje chaos. Trzeba pamiętać, że Iran nie jest krajem jednolitym. Poza Persami mamy tam liczne mniejszości, np. Kurdów, którzy chcą niepodległości, Azerów, którzy chcą przyłączenia do Azerbejdżanu, czy Beludżów, którzy zerkają w stronę Afganistanu. Iran to kraj, który trzyma się dzięki dyktatorskiej władzy w Teheranie. I jeśli ta dyktatorska władza upadnie, może nastąpić chaos i wojna domowa.
Jaki jest dziś najlepszy i najgorszy scenariusz?
— Tak naprawdę nie ma realnego najlepszego scenariusza. Jest tylko najbadziej pożądany, choć bardzo mało prawdopodobny: na uchodźstwie powstanie rząd, który skupipy różne nurty polityczne i regionalne. Rząd ten zorganizuje wybory i zagwarantuje powszechną amnestię. Reza Pahlawi, syn ostatniego szacha, który chciałby sprawować władzę w Iranie, powiedział, że jego wzorem jest RPA — czyli kraj, w którym doszło do pojednania. Deklaruje też, że chce zjednoczyć wszystkie ruchy polityczne w Iranie. Tak się składa, że znam go bardzo dobrze. Rozmawiałem z nim długo przez telefon w sobotę. Uważa on, że naród irański ma dobre wspomnienia o dynastii Pahlawich i byłby zadowolony, widząc jego samego u władzy. Ja wierzę w to tylko w połowie, ponieważ ta dynastia nie pozostawiła po sobie zbyt wielu dobrych wspomnień. Powiedziałem mu też, że pierwszą rzeczą, jaką powinien zrobić, to skończyć z fotografiami w mundurze wojskowym, ponieważ nie może jednocześnie pretendować do roli demokraty i fotografować się w takim stroju, zresztą absolutnie fantazyjnym, ponieważ Pahlawi opuścił Iran, gdy miał kilkanaście lat. Mieszkał w Stanach Zjednoczonych i nie ma absolutnie żadnej rangi w jakiejkolwiek armii.
Poza tym idealnym scenariuszem demokratycznym, mamy dwa znacznie bardziej realne. Pierwszy to scenariusz chaosu, o którym mówiłem. Drugi to scenariusz wenezuelski, który oznacza, że ajatollahowie zachowują kontrolę nad ludnością, gospodarką i pieniędzmi, ale zobowiązują się wobec Stanów Zjednoczonych i Izrael do zaprzestania aktów terrorystycznych i zakończenia programu jądrowego. Deklarują Trumpowi i Netanjahu: „Słuchajcie, zachowujemy władzę. Ale obiecujemy nie wspierać już Hezbollahu ani Hamasu. I wstrzymujemy program jądrowy”.
Wydaje mi się, że scenariusz wenezuelski jest obecnie najbardziej prawdopodobny. Jako mniej prawdopodobny wymieniłbym ten zakładający chaos. A numer trzy, czyli demokratyczny, pozostaje daleko w tyle.
Dlaczego scenariusz wenezuelski jest najbardzej prawdopodobny?
— Amerykanie nie chcą, aby ich żołnierze ginęli w imię sprawy, której w USA nikt nie rozumie. Trump wie o tym doskonale. Jeśli więc uda mu się osiągnąć rozwiązanie w stylu Wenezueli, to znaczy stworzyć nowy rząd, który nie będzie demokratyczny, ale pragmatyczny, Trump i jego ludzie będą bardzo zadowoleni. I ogłoszą, że to ich zasługa. Trump zresztą wyraźnie to zasugerował, mówiąc, że jest gotowy do dialogu z Iranem. Myślę, że tymczasowe władze irańskie również są gotowe do dialogu. Jeśli ci ludzie zachowają władzę, będą bardzo zadowoleni. Gdy bywałem w Iranie, przeciwnicy ajatollahów mówili mi z reguły to samo: „Tak naprawdę jedyne, co interesuje ajatollahów to pieniądze. Są niezwykle bogaci, kontrolują całe rolnictwo, połowę przemysłu. I to właśnie ma dla nich znaczenie”. Mówi się, że Iran to teokracja. Ale w rzeczywistości jest to oligarchia przebrana za teokrację. Teokracja, która istniała w 1979 roku, dziś całkowicie zniknęła.
Pytanie, które trzeba sobie oczywiście zadać, brzmi: jak zareaguje tak zwane społeczeństwo obywatelskie? Moim zdaniem ludność zaakceptuje wszystko, co będzie choć trochę lepsze niż reżim, któremu przewodził Chamenei. Zgodzi się na dyktaturę, pod warunkiem, że nie będzie już tak krwawa, i która być może podejmie kilka symbolicznych gestów, jak np. rezygnacja z nakazu noszenia hidżabu przez kobiety.
Trump powiedział, że wojna przeciwko Iranowi potrwa cztery tygodnie. Jak pan to rozumie? Należy do tego przywiązywać jakieś znaczenie? Czy to typowy blef Trumpa?
— Myślę, że jest to część pewnego szantażu i wezwania do negocjacji wobec nowych władz irańskich. Znaczy to mniej więcej: „Słuchajcie, jeśli nie chcecie, aby wasz kraj został całkowicie zniszczony za cztery tygodnie, musicie już teraz z nami rozmawiać”. Jestem przekonany, że to czysta taktyka negocjacyjna.
Jakie jest dziś ryzyko eskalacji na Bliskim Wschodzie? Pojawi się wielka fali zamachów odwetowych?
— Ryzyko eskalacji na Bliskim Wschodzie jest dziś bardzo ograniczone. Jedyna armia w regionie poza Iranem, Izraelem oraz Stanami Zjednoczonymi to armia Arabii Saudyjskiej. A Arabia Saudyjska stoi po stronie USA i Izraela. Syria nie ma już armii, armia iracka jest bardzo słaba, a armia libańska nie istnieje. Tak więc ryzyko, o którym mówi się tak często, dotyczące wybuchu konfliktu w regionie, wydaje mi się czymś niezwykle teoretycznym.
Nic też nie wskazuje na to, by Iran decydował się na wielki odwet lub wspieranie fali terroru. Dotychczasowe ataki na Izrael czy kraje Zatoki Perskiej są raczej marginalne. To swego rodzaju manifestacja ze strony Iranu, aby pokazać, że nadal istnieje i ma środki, aby odpowiedzieć. I nic poza tym.

