Para mierzy się z problemem niepłodności. Przez wiele miesięcy leczy się, bada, diagnozuje, konsultuje ze specjalistami w wybranej przez siebie klinice. Wie, że procedura in vitro jest szansą na spełnienie marzenia dotyczącego posiadania dzieci. Nagle klinika informuje: „nasza klinika nie dostała pieniędzy, proszę iść gdzie indziej”.
Powrót finansowania procedury in vitro znajdował się na sztandarach obecnej koalicji rządzącej, która zapowiedziała, że natychmiast po dojściu do władzy państwo znów będzie finansować te działania. Tak też się stało – była to jedna z pierwszych spełnionych obietnic tej koalicji. Po dwóch latach funkcjonowania programu pojawiają się jednak kontrowersje.
Kliniki leczenia niepłodności alarmują, że z powodu wadliwych kryteriów i nieprzejrzystych zasad podziału setek milionów złotych pacjent zmuszony jest rozpoczynać leczenie tam, gdzie urzędnik przekierował pieniądze, a nie tam, gdzie pacjent chciałby być leczony. Pieniądze nie idą – jak przekonywali politycy – „za pacjentem”.
Kliniki biją na alarm: Za chwilę wyczerpią się środki
– W wielu placówkach za chwilę wyczerpią się środki na ten rok, które zostały przez Ministerstwo Zdrowia rozdzielone w sposób wadliwy, gdyż tzw. algorytm skuteczności – paradoksalnie nie pokazujący skuteczności w procedurach in-vitro – ma wyłącznie tworzyć pozory transparentnego i prawidłowego mechanizmu – podkreśla prof. Anna Bednarska-Czerwińska, dyrektor medyczny Gyncentrum.
Kilka klinik leczenia niepłodności jest oburzonych i zarzuca resortowi zdrowia brak transparentności. Ich zdaniem kilka podmiotów jest uprzywilejowanych czy preferowanych przez urzędników, co ma zakłócać swobodę i wolność gospodarczą. Innymi słowy: większość środków trafia do wybranych klinik na podstawie niejasnych algorytmów.
– Ministerstwo odwołało rozstrzygnięcie przydziału środków i w tej chwili w ogóle te pieniądze nie są dystrybuowane. A to powoduje, że kliniki nie mają jak pracować, jak utrzymywać specjalistów i może dojść po prostu do ekonomicznego upadku niektórych podmiotów. A one rozbudowały infrastrukturę pod program, który był zapowiedzią rządu i który miał służyć obywatelom. Jeżeli dojdzie do takiej sytuacji, na pewno będziemy podejmować działania odszkodowawcze przeciwko Skarbowi Państwa, który naraża podmioty na szkody – przekonuje w rozmowie z Interią mec. Jacek Dubois, pełnomocnik Gyncentrum.
Do realizacji programu wybrano w drodze konkursu 58 podmiotów. Umowy zostały podpisane na lata 2024-2028. Jak podkreśla Małgorzata Federowska, prezes kliniki FertiMedica, „miało to być gwarantem stabilności, bezpieczeństwa i przewidywalności zarówno dla pacjentów jak i dla nas realizatorów”.
– Tak miało być, tak niestety nie jest – rozkłada ręce Federowska, która była gościem Polsat News. – Małymi krokami rozpoczął się demontaż prawomocnie rozstrzygniętego konkursu. Jednym zabierano, a drugim dosypywano. My otrzymaliśmy limit konkursowy na poziomie 7 milionów 200 tys. zł. Jedynym obwarowaniem uzyskania tej kwoty było zatwierdzenie budżetu państwowego przez prezydenta. Przypominam, że program ruszył 1 czerwca 2024 roku – mówiła Federowska.
– W lutym 2025 roku dostaliśmy informację, że alokacja, którą otrzymujemy na 2025 rok, to będzie wysokość rzeczywistego wykonania 2024 roku, przypominam ułamkowego. I to już było pierwsze złamanie postanowień umowy. Ale to był też ten czas, kiedy my się uczyliśmy programu, także pacjenci się o nim dowiadywali w tym czasie. W kwietniu dowiedzieliśmy się, że pani minister Izabela Leszczyna, z uwagi na wysokie zainteresowanie programem, dodatkowo przeznaczyła kwotę 183 mln zł. Rozdysponowanych z ogromną dysproporcją. Jako klinika FertiMedica dostaliśmy z dodatkowej puli 750 tysięcy złotych dodatkowych środków – dodaje prezes kliniki.
Z 600 mln zł przeznaczonych na program w 2025 roku niewykorzystane zostało ok. 10 mln zł. Kliniki pytają więc, gdzie podziało się 10 mln zł? Ich pytania na razie pozostają bez odpowiedzi.
Jak słyszymy, w podobnej sytuacji jest więcej podmiotów, a zdaniem tej strony sporu resort zdrowia życzliwym okiem ma spoglądać na kilka wybranych placówek. Kliniki leczenia niepłodności ujawniły liczne błędy w ministerialnych algorytmach i domagają się natychmiastowych zmian. Równocześnie, przedstawiły listę postulatów do Ministerstwa Zdrowia, które ich zdaniem mogą poprawić obecny program oraz zapewnić transparentny i oparty na realnych potrzebach zdrowotnych system.
Pełnomocnik klinik: Antidotum jest sąd
– Największym problemem jest nietransparentność kryteriów przydzielania tych środków, a w ramach uzasadnienia tego resort zdrowia podaje wręcz nieprawdziwe statystyki – dodaje mec. Dubois. Przykład? Różnice w poszczególnych dokumentach rzędu 122 ciąż i 174 porodów dla tych samych placówek.
– Próbowaliśmy rozmawiać, próbowaliśmy się spotkać, przedstawić nasze argumenty, ale rozmowy zostały odwołane. Mamy do czynienia z zupełną nietransparentnością programu, który miał być programem dla ludzi i pomagającym rodzinie – podkreśla mec. Dubois.
– Jeżeli państwo nie będzie działało w sposób transparentny i zgodnie ze swoimi zapowiedziami, będzie prowadziło politykę preferowania wybranych przez siebie przedsiębiorców, to po prostu w takim wypadku antidotum jest sąd – ostrzega pełnomocnik klinik.
Kliniki domagają się wycofania wadliwego algorytmu, przejrzystości finansowania i dialogu z Ministerstwem Zdrowia. Apelują o naprawę programu przed czerwcem 2026 roku, zanim wystartuje kolejna pula środków.
Zwróciliśmy się z pytaniami w tej sprawie do Ministerstwa Zdrowia i czekamy na odpowiedzi resortu. Kiedy tylko napłyną, wrócimy do tematu.














