„Posadził mnie na kolanach i zaczął mnie dotykać. Ale dotykał w takich miejscach, w których nikt nigdy mnie nie dotykał. Objął moje ramiona, a później dotykał moich piersi”. Gdy biskup Jan Szkodoń przyjmował ją u siebie przy ul. Franciszkańskiej 3, Zofia Schacht-Petersen była jeszcze zakonnicą. To kolejna kobieta, która ujawnia mroczną stronę krakowskiego hierarchy.

Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Zofia Schacht-Petersen już nie jest zakonnicą. Dość szybko zrozumiała, że jej powołanie było fałszywe i musi uciekać, żeby przeżyć. Uratowała samą siebie. Od lat jest terapeutką traum i ratuje innych z największych kryzysów. Ciągle jednak wnikliwie czyta i obserwuje to, co dzieje się w polskim Kościele.

Niedawno trafiła na informację o tym, że biskup Jan Szkodoń molestował młode kobiety. Najpierw nie chciała do tego wracać, później skontaktowała się z autorem podkastów Pawłem Kostowskim i opowiedziała swoją wstrząsającą historię.

— W 1991 r. odwiedziłam go w apartamencie na ul. Franciszkańskiej. Przyszłam do niego, żeby mu powiedzieć, że dostałam taką decyzję, wolę Bożą, że mam jechać na Ukrainę. On był moim kierownikiem duchowym i spowiednikiem — opowiada w podkaście Kostowskiego kobieta.

W momencie, gdy doszło do tej rozmowy, Zofia miała 26 lat i od niedawna była już zakonnicą.

— Mówiłam mu o moim wyjeździe na Ukrainę i nagle zauważyłam, że on przysiada się na sofę obok mnie, po czym wyciąga do mnie ręce, podnosi mnie i sadza sobie na kolanach. To był szok. Dziś mam poczucie, jakbym wtedy była w dwóch różnych rzeczywistościach. Jeszcze teraz, gdy o tym mówię, to drżę.

Scena, w której biskup Szkodoń przekroczył wszelkie granice trwała kilkanaście minut.

— Zauważyłam, że on w pewnym momencie zaczął mnie dotykać. Ale dotykał w takich miejscach, w których nikt nigdy mnie nie dotykał. Objął moje ramiona, a później dotykał moich piersi. Do dziś pamiętam siebie w tym rozbiciu. Bo przecież ja czułam, że to nie jest w porządku, ale jednak nie mogłam nic zrobić, nie mogłam się ruszyć. Wcześniej też nie znałam tego dotyku, bo przed zakonem nie miałam żadnego chłopaka — opowiada kobieta w podkaście Kostowskiego.

Schacht-Petersen jest dziś pewna, że wówczas miała do krakowskiego biskupa pełne zaufanie, a on to bezwzględnie wykorzystał.

— Od razu po tym napisałam niego list, ale go podarłam i wyrzuciłam. Chciałam o tym wszystkim zapomnieć.

Nie udało się zapomnieć. Cała złość powróciła po tym, gdy dowiedziała się o innych pokrzywdzonych.

Bo to nie pierwsza historia, w której występuje biskup Jan Szkodoń.

Wszystko zaczęło się 10 lutego 2020 r., gdy światło dzienne ujrzały szokujące ustalenia „Gazety Wyborczej” o jednym z krakowskich biskupów pomocniczych — pochodzącym z Podhala i wyświęconym w 1970 r. przez kard. Karola Wojtyłę.

Z tekstu Marcina Wójcika wynikało, że pani Monika (imię zmienione) oskarżała hierarchę, że ten on w 1998 r. robił wszystko, aby zbliżyć się do jej rodziny, by później zbliżyć się do nastolatki. Powszechnie szanowany biskup z Krakowa miał wydzwaniać do 15-letniej Moniki w nocy, zapraszać ją wielokrotnie do swojej prywatnej rezydencji, rozbierać się przed nią, dotykać ją w miejsca intymne i całować.

— Pod koniec liceum miałam już więcej odwagi, by unikać z nim kontaktów. Dzwonił, żebym przyjechała i postawiła mu bańki, bo jest chory (…). Ubierałam się w ciasne golfy, żeby nie rozpinał mi bluzki. Zasłaniałam uszy, kiedy chciał je gryźć. Cały czas, od początku, zaciskałam wargi, kiedy próbował mi włożyć język w usta. Trwało to do pierwszego roku studiów — opowiadała bohaterka reportażu „Zły dotyk biskupa z Krakowa”.

W połowie 2019 r. o tym, co robił jej biskup, pani Monika poinformowała krakowską prokuraturę. Ta wszczęła śledztwo i powołała biegłych, którzy potwierdzili autentyczność zeznań złożonych przez poszkodowaną. Prokuratura jednak po kilku miesiącach umorzyła śledztwo „ze względu na przedawnienie karalności czynu”.

W październiku 2025 r. do „Gazety Wyborczej” zgłasza się Agnieszka, która biskupa Szkodonia poznała w 1990 r., gdy uczył ją religii w Studium Apostolstwa Świeckich przy parafii św. Józefa w Krakowie. Już wtedy biskup zaprasza ją na spotkania indywidualne i proponuje pracę przy przepisywaniu jego książek na komputer.

Kobieta przedstawia historię, która do złudzenia przypomina to, o czym przed laty opowiadała Monika. Agnieszka też pamięta, że biskup dzwonił do jej domu i prosił rodziców, by nastolatka, przyszła do niego, bo ten źle się czuje.

Kazał jej siadać na brzegu łóżka, rozpinał piżamę i dłonią Agnieszki masował sobie klatkę piersiową. Tłumaczył nastolatce, że w ten sposób ulży mu w chorobie. Podczas następnych spotkań przekraczał kolejne granice. Kobieta pamięta sytuacje, gdy hierarcha kładł rękę na jej udzie, wsuwał ją pod bluzkę, pod biustonosz, dotykał piersi. Cały czas przy tym dyszał. W końcu wepchnął jej palce do ust, aż zaczęła się nimi dławić.

— Patrzyłam w sufit. Zdołałam wymamrotać: „Nie chcę!”. Natychmiast przestał. Stał się znowu biskupem. Chyba coś mówił o czekającej go wizytacji kanonicznej w parafii — opowiadała „Wyborczej”.

Kobieta do dziś uważa, że została okaleczona przez Szkodonia.

W międzyczasie ruszył również proces kościelny. Szkodoń został zawieszony w biskupiej posłudze, otrzymał zakaz pracy duszpasterskiej z osobami małoletnimi i musiał wyprowadzić się z Krakowa.

Zgłoszenie pani Moniki trafiło również do Watykanu. Kościół podjął jednak możliwie najbardziej kuriozalną i kompromitującą decyzję.

„Komunikat dotyczący procesu kanonicznego karno-administracyjnego wobec bp. Jana Szkodonia”. Wynikało z niego wprost, że w toku sprawdzania zarzutów, które zostały skierowane publicznie pod adresem krakowskiego biskupa, stwierdzono, że „wina Jana Szkodonia nie została udowodniona (non constant)” — brzmiał komunikat Nuncjatury Apostolskiej z lipca 2021 r.

To jednak nie wszystko, ponieważ dalsza część komunikatu nie wyjaśniła do końca sprawy, a wręcz ją tylko skomplikowała.

„W toku postępowania stwierdzono natomiast nierozważne zachowanie biskupa wobec małoletniej, polegające na przyjmowaniu jej w prywatnym mieszkaniu bez obecności jej rodziców, pozostających od lat w znajomości z biskupem. W związku z powyższym bp. Janowi Szkodoniowi została wyznaczona pokuta, polegająca na trzymiesięcznych rekolekcjach zamkniętych, poświęconych na refleksję i modlitwę”.

Przypadek Szkodonia był pierwszym w najnowszej historii, w którym Watykan dostał mocne oskarżenia, ale nie zdołał jednoznacznie stwierdzić winy. Był to też pierwszy urzędujący biskup, który został oskarżony o molestowanie. Z komunikatu Stolicy Apostolskiej nie wynikało jednak, że duchowny jest całkowicie niewinny, a oskarżenia bezpodstawne.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version