— Fedorow mówi: „znajdźmy legalny, realistyczny i bezpieczny sposób przeprowadzenia wyborów”. Ta propozycja nie jest wykonalna i on o tym wie, więc pytanie brzmi: po co to robi? — mówi „Newsweekowi” Orysia Łucewycz, szefowa Ukraine Forum w think tanku Chatham House.

Ukraińcy są na polskim garnuszku? Te wyliczenia rozwiewają wątpliwości

Ten tydzień zdecydowanie nie należy do przyjemnych dla Wołodymyra Zełenskiego. W środę rano funkcjonariusze do walki z korupcją przeprowadzili nalot na biuro Iryny Mudry, zastępczyni szefa kancelarii prezydenta oraz na biuro innego wysokiego rangą parlamentarzysty. Stało się to zaledwie kilka godzin po tym, jak bardzo popularny minister — zmuszony do odejścia przez Zełenskiego w lipcu — publicznie wezwał do przeprowadzenia nowych wyborów, mimo w Ukrainie trwa stan wojenny.

W przemówieniu zamieszczonym we wtorek wieczorem na YouTubie były minister obrony Mychajło Fedorow przekonywał, że „demokracja nie jest luksusem na czas pokoju”, krytykując przy tym skandale korupcyjne nękające Kijów i podkreślając, że trzeba znaleźć „legalny, bezpieczny i realistyczny” sposób na przeprowadzenie wyborów.

Fedorow nie wymienił Zełenskiego z nazwiska. Nie musiał — całe nagranie było otwartym podważeniem legitymacji obecnej władzy. Gdy do niedawna bliski współpracownik prezydenta wzywa do zmian, jest to sygnał o dużej sile. Jednak w tym przypadku były minister obrony mógł się pospieszyć.

Najświeższy sondaż Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii (KIIS) pokazuje, że zdecydowana większość Ukraińców nie chce przeprowadzać wyborów, dopóki trwają rosyjskie ataki.

Tylko 15 proc. ankietowanych opowiada się za wyborami w czasie wojny. Dla porównania, znacznie ponad połowa respondentów (57 proc.) uważa, że wybory powinny pozostać zawieszone do czasu zawarcia porozumienia pokojowego i zakończenia wojny. Kolejne 23 proc. poparłoby głosowanie dopiero po osiągnięciu pełnego rozejmu, potwierdzonego „wiarygodnymi gwarancjami bezpieczeństwa”.

Sprzeciwu wobec wyborów nie można jednak sprowadzać wyłącznie do lojalności wobec Zełenskiego. Nawet wśród osób, które deklarują całkowity brak zaufania do prezydenta, tylko 44 proc. popiera przeprowadzenie wyborów prezydenckich podczas działań wojennych, a 50 proc. uważa, że rozejm lub pełne porozumienie pokojowe są niezbędne, zanim Zełenski może zostać odsunięty od władzy. Wśród tych, którzy „raczej nie ufają” Zełenskiemu, poparcie dla natychmiastowych wyborów spada do 17 proc.

Sam prezydent odnotował tego lata spadek popularności, ale daleko mu do politycznego nokautu. Niezadowolenie z niektórych decyzji Zełenskiego wcale nie oznacza, że społeczeństwo chce zmieniać przywódcę w czasie, gdy na ukraińskie miasta spadają rosyjskie rakiety balistyczne. Fedorow liczy na to, że te dwa nastroje da się połączyć. Sondaże sugerują jednak, że to nierealne — przynajmniej na razie.

Jest jeszcze kwestia ukraińskiego prawa, które przewiduje możliwość nieograniczonego odroczenia wyborów w czasie obowiązywania stanu wojennego. Zdaniem ekspertów, propozycja Fedorowa jest więc z góry skazana na niepowodzenie.

— Fedorow mówi: „znajdźmy legalny, realistyczny i bezpieczny sposób przeprowadzenia wyborów”. To jest zasadniczo niemożliwe. Ta propozycja nie jest wykonalna i on o tym wie, więc pytanie brzmi: po co to robi? — powiedziała Orysia Łucewycz, szefowa Ukraine Forum w think tanku Chatham House, w rozmowie z „Newsweekiem”. — Chodzi o to, by wywierać presję na Zełenskiego i zwiększyć swoje możliwości negocjacyjne, tworząc pewien rodzaj ograniczenia poprzez nacisk opinii publicznej.

Fedorow nie należy do osób, które długo się zastanawiają i oglądają na okoliczności. Choć jego kariera jest stosunkowo krótka, 35-latek okazał się siłą napędową zmian zarówno w ukraińskim establishmencie politycznym, jak i w wojsku.

Jako minister cyfryzacji zdobył ogólnoeuropejskie uznanie za wdrożenie cyfrowych usług publicznych na masową skalę i był chwalony za to, że zapewnił Ukraińcom dostęp do administracji nawet podczas wojny. Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji stał się jedną z głównych postaci stojących za szybkim rozwojem technologii dronów, modernizacją ukraińskiego przemysłu obronnego oraz wdrażaniem podejścia opartego na analizie danych zarówno w prowadzeniu działań wojennych, jak i kontroli wydatkowania środków na zakupy zbrojeniowe.

To właśnie ten dorobek sprawił, że jego odwołanie w lipcu przez Zełenskiego wywołało tak silną reakcję społeczną. Fedorow uosabia coś więcej niż tylko resort czy doktrynę wojskową — reprezentuje ideę, że państwo ukraińskie może działać szybciej, sprawniej i mniej korupcyjnie. Według niego wojna nie jest wymówką. To przekonanie trafia na podatny grunt polityczny.

Około 7 na 10 Ukraińców opowiedziałoby się za przystąpieniem do Unii Europejskiej — wynika z czerwcowego sondażu ukraińskiej pracowni SOCIS. W tym samym miesiącu Unia Europejska rozpoczęła negocjacje z Ukrainą w ramach tzw. „klastra fundamentalnego” — w brukselskim żargonie jest to określenie podstawowych standardów prawnych, politycznych i gospodarczych, które kraj musi spełnić, by zbliżyć się do członkostwa.

Gdy antykorupcyjni funkcjonariusze przeprowadzają naloty w prezydenckim biurze, widać wyraźnie, że Kijów ma jeszcze sporo pracy, zanim będzie mógł zostać przyjęty do europejskiej wspólnoty. Fedorow już teraz jasno opowiada się po jednej ze stron sporu: Ukraina nie zostanie zaakceptowana przez Europę bez poważnych zmian politycznych. Ale kluczowe jest tu wyrażenie „zbyt wcześnie”.

Łucewycz podkreśla, że europejscy partnerzy Ukrainy w przeważającej większości są również przeciwni przeprowadzaniu wyborów w czasie wojny, więc trudno oczekiwać, by Fedorow dostał od nich wsparcie w kwestionowaniu obecnego status quo.

— Fedorow musi zdawać sobie sprawę z tego, że jego propozycja jest niemożliwa z punktu widzenia prawa. Wie też, że zachodni sojusznicy nie poprą wyborów, gdy Ukraina jest w stanie wojny — dodała Łucewycz. — To, czego chce, czyli ograniczenie korupcji i poprawa funkcjonowania instytucji, można osiągnąć bez wyborów. On gra w bardzo niebezpieczną grę.

Omawiając temat ukraińskiej prezydentury, nie można pominąć innej kluczowej postaci.

Wałerij Załużny, były naczelny dowódca Ukrainy, a obecnie ambasador tego kraju w Wielkiej Brytanii, jest według większości sondaży uznawany za głównego rywala Zełenskiego w ewentualnych przyszłych wyborach. „Żelazny Generał”, jak głosi jego przydomek, nie owija w bawełnę. Zełenski odwołał go ze stanowiska dwa lata po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny, a ukraińskie media szeroko opisywały konflikt między oboma politykami.

Załużny słynie ze swojego realistycznego podejścia i szczerości. Na początku tego miesiąca określił trwające już od 18 lat dążenie Ukrainy do członkostwa w NATO mianem „bajki”, skrytykował Sojusz Północnoatlantycki za trzymanie się doktryn z czasów II wojny światowej i stwierdził, że Ukraina powinna budować własne, oparte na obronie partnerstwa z państwami europejskimi i innymi sojusznikami o podobnych poglądach.

Mimo to nawet on — utytułowany generał cieszący się szerokim poparciem politycznym — do tej pory nie wyraził gotowości do rzucenia wyzwania Zełenskiemu, dopóki na Ukrainę spadają rosyjskie bomby. Podczas wydarzenia zorganizowanego w Londynie przez think tank Chatham House, Załużny podkreślił, że jego jedynym priorytetem jest jak najlepsze wykonywanie obowiązków ambasadora. Dodał, że nie zrobi niczego, co mogłoby doprowadzić do podziałów w Ukrainie w czasie walki o jej przyszłość.

Fedorow również cieszy się dużą popularnością, ale nie jest poważnym rywalem Zełenskiego. Według sondaży SOCIS zajmuje on dalekie trzecie miejsce za Zełenskim i Załużnym — choć nie ogłosił jeszcze nawet startu w wyborach prezydenckich.

Ukraińskie społeczeństwo może nie zgadzać się z niektórymi decyzjami Zełenskiego, a kolejne afery korupcyjne w jego otoczeniu będą tylko osłabiać jego poparcie. Jednak na razie, gdy ponad milion Ukraińców jest pod bronią, miliony innych przebywają na emigracji, a około jedna piąta kraju pozostaje pod rosyjską okupacją, większość obywateli uważa, że spór o wybory prezydenckie trzeba odłożyć na później.

Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version