Podczas wtorkowego posiedzenia rząd zaproponował nie tylko podniesienie płacy minimalnej o 3 proc. (miałaby wzrosnąć z dotychczasowych 4806 do 4950 zł brutto), ale też podwyżkę płac na podobnym poziomie dla tzw. budżetówki. – Chcielibyśmy, by to było więcej. Pilnujemy, żeby inflacja nie zjadała tych podwyżek – powiedział premier Donald Tusk podczas konferencji po posiedzeniu Rady Ministrów.
Powyższe propozycje zostaną przedstawione stronie społecznej na początku przyszłego tygodnia w ramach Rady Dialogu Społecznego (RDS).
Samorządy nie skąpią na podwyżki dla urzędników
Tymczasem jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna”, samorządy podnoszą pensje szybciej niż administracja rządowa. Średnia płaca pracowników samorządowych zajmujących stanowiska urzędnicze często przekracza 10 tys. zł brutto. Corocznie otrzymują podwyżki sięgające nawet 800 zł na etat, a nie brakuje gmin, które oferują nawet wzrost pensji o 15 proc.
– Lokalni włodarze, a także radni zdają sobie sprawę z tego, że tylko dobrze wynagradzani specjaliści na stanowiskach urzędniczych są w stanie zadbać o sukces samorządowców, a docelowo o możliwość wyboru w kolejnej kadencji – komentuje dla dziennika dr hab. Stefan Płażek, adwokat i adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Według eksperta, podejście władz centralnych jest inne. – One o urzędnikach i służbach mundurowych, a także nauczycielach przypominają sobie w roku wyborczym – podsumowuje Płażek.
Gazeta przypomina postulat związkowców, którzy chcą, aby o wzroście wynagrodzeń w budżetówce nie decydowali politycy, a takie wskaźniki jak np. wzrost PKB lub płac w gospodarce narodowej. Prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) Sławomir Broniarz przypomina, że blisko pięć lat temu do Sejmu trafił obywatelski projekt ustawy w tej sprawie.













