Mateusz Morawiecki ostatnio występuje w koszulach, ale powinien raczej włożyć czarny garnitur i okulary, bo niczym agent z „Facetów w czerni” próbuje Polakom wymazać z pamięci ostatnią dekadę. Może i byłem jakimś tam premierem, ale co ja mogłem, szanowni państwo? Widocznie uznał, że nos dłuższy i tak już mu nie urośnie.

Proces dystansowania się wobec partii matki, z której Morawiecki właśnie został usunięty, skutkuje jednak i zaskakującymi zwierzeniami, jak u Bogdana Rymanowskiego dwa tygodnie temu: „Piątka dla zwierząt była triggerem, była katalizatorem, który spowodował, że grupa tak zwanych konserwatystów u nas rzuciła się panu prezesowi do gardła i błagała o wszystko, razem z Solidarną Polską, żeby zrobił wszystko, aby przykryć teraz te pierwsze spadki sondażowe i żeby wymusić wyrok w sprawach aborcyjnych”.

Wszyscy podejrzewaliśmy, że inicjatywa ponad setki posłów PiS i Konfederacji jesienią 2020 r. nie była przypadkowym porywem konserwatywnej duszy. Ale co innego gdybać, a co innego, gdy taką bombę spuszcza ktoś, kto był wtedy w samym środku wydarzeń.

Morawiecki powiedział publicznie, że posłowie PiS namawiali prezesa, by wymusił na sądzie konstytucyjnym wyrok zaostrzający ustawę antyaborcyjną. I taki wyrok zapadł 22 października 2020 r. w Trybunale kierowanym przez Julię Przyłębską, o której Jarosław Kaczyński w „Pytaniu na śniadanie” w TVP mówił: „To jest takie moje odkrycie towarzyskie ostatnich lat, to naprawdę przemiła osoba, Julia Przyłębska. Ona jest prezesem Trybunału Konstytucyjnego, ale to są całkiem prywatne znajomości. Bardzo lubię u niej bywać”. Wyrok antyaborcyjny wymuszony między rosołkiem a schabowym z ziemniaczkami? Do tej pory mówiło się o tym tylko w żartach.

Na tę wypowiedź Morawieckiego zwróciła uwagę prof. Ewa Łętowska, zdumiona, że dziennikarz nie dociskał Morawieckiego. „Ja się obawiam najbardziej tego, że to jest w ogóle rzucone ot tak” — komentowała później prof. Łętowska w „Kwiatkach polskich”. „Wiem, że politycy oszczędnie gospodarują prawdą. Tylko że jeżeli oni wypadają ze swojej roli, to piłują gałąź, na której siedzą. Co my jesteśmy, republika bananowa?”. Najgorsza była puenta jej komentarza: nawet jeśli okazałoby się to prawdą, żadnemu z sędziów TK nic nie grozi.

A czy coś grozi politykom? Prezes Kaczyński nie odniósł się bezpośrednio do rewelacji Morawieckiego, choć publicznie zatroskał się jego stanem psychicznym. Czy Morawiecki zdaje sobie sprawę, co chlapnął? U Rymanowskiego mówił: „Byłem wtedy zdania, że ta zmiana doprowadzi do katastrofy”. Ale nie chodziło o śmierć w szpitalu Izabeli z Pszczyny czy innych kobiet, którym lekarze, sparaliżowani prawem, nie udzielili pomocy. Morawiecki przewidział wtedy „tąpnięcie sondażowe”. I to była ta katastrofa. A dziś jest zwolennikiem resetu Trybunału: „Co się działo w czasach, jak myśmy rządzili, w tzw. reformie wymiaru sprawiedliwości? No to wszyscy państwo wiecie. Jak się nie da wszystkiego naprawić, naprawmy chociaż trochę”.

Jeśli z miejsca nie zadaliście sobie pytania, kto wtedy rządził i kto firmował tę „reformę”, to znaczy, że „facetowi w czerni” się udało: on jest z Rozwoju Plus, nie z PiS.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version