Kto wykorzystał i zamordował 13-letnią Izę z Gdyni? To pytanie, na które śledczy szukali odpowiedzi przez 15 lat. Przełom w sprawie był możliwy dzięki rozwojowi badań genetycznych. — Sprawcy szukaliśmy na szeroką skalę, wręcz po całej półkuli północnej naszego globu, a okazało się, że to w dużym uproszczeniu sąsiad Izy — mówi prokurator dr Michał Gabriel-Węglowski.

13-letnia Iza z Gdyni została zamordowana latem 2011 r. Mimo że śledztwo ruszyło natychmiast, a policjanci przesłuchali kilkaset osób i zbadali DNA wielu z nich, przez 15 lat nie udało się rozwiązać tej sprawy. Kluczowym dowodem, który przyniósł przełom, okazało się pozostawione na ciele dziewczynki nasienie sprawcy.

Cofnijmy się do wakacji roku 2011. Iza Strzałkowska miała wtedy 13 lat. Właśnie skończyła szkołę podstawową i miała iść do gimnazjum. Rodzina i znajomi wspominają ją jako mądrą, otwartą, życzliwą dziewczynkę, której nie dało się nie lubić. Iza mieszka razem ze starszym o cztery lata bratem Patrykiem i rodzicami — Małgorzatą i Sławomirem. To zżyta ze sobą, kochająca się rodzina.

Dom państwa Strzałkowskich znajduje się w Gdyni-Dąbrowie. Nie mieszkają oni jednak w jednym z segmentów ani niewysokich bloków, położonych na skraju Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Ich gospodarstwo znajduje się nieco na uboczu, otoczone lasem i polami, obok stoją zaledwie trzy inne domy. To bardzo kameralne miejsce, choć niezbyt ciche, ponieważ w bezpośrednim sąsiedztwie od lat działa duża giełda owocowo-warzywna. Giełda pracuje latem w zasadzie 24 godziny na dobę, a najwięcej dzieje się w nocy. Handlarze z dużej części kraju przywożą towar między godziną 2 a 4, nad ranem pojawiają się kupujący: restauratorzy, właściciele spożywczaków, warzywniaków i innych sklepów. Przewijają się tam setki osób, a sztaplarki układające nocami towar i dostawcze auta jeżdżące w tę i we w tę często nie dają spać przez hałas, który generują.

Wtorek 23 sierpnia, ostatni dzień życia 13-letniej Izy, możemy prześledzić dzięki ustaleniom prokuratorów i śledczych. Tego dnia nastolatka spotyka się z wieloma znajomymi, po południu odwiedza ją na Dąbrowie koleżanka Ola. Spędzają czas w domu Strzałkowskich, a około godziny 19.30 Iza mówi rodzicom, że idzie odprowadzić Olę na przystanek autobusowy. Mama prosi ją, żeby nie wracała późno. Chce, by córka wyprowadziła jeszcze psa na wieczorny spacer. Przestrzega też dziewczynki przed nadciągającym deszczem. Ostatecznie umawiają się, że Iza wróci niepóźniej niż o 21. Nastolatki wychodzą z domu Strzałkowskich i spacerem udają się na przystanek, odwiedzając po drodze szkolne boisko, gdzie chwilę rozmawiają z bratem Izy, a później osiedlowy sklep. O godzinie 20.19 Ola odjeżdża w kierunku Gdańska­‑Osowy. O 20.20 Iza kieruje się do domu. Do wyboru ma kilka dróg. Gdyby wsiadła z Olą do autobusu i przejechała jeden przystanek, mogłaby wysiąść przed giełdą, przejść przez jej teren i wyjść tylną furtką, praktycznie naprzeciwko domu, ale z jakiegoś powodu Iza decyduje się wrócić przez osiedle, potem kilkusetmetrową drogą leśną i ścieżką wzdłuż ogrodzenia giełdy. W drodze między blokami towarzyszy jej miejski monitoring. O 20.22 widzimy, jak Iza przemieszcza się ulicą Paprykową. Nikt za nią nie idzie, dziewczynka porusza się spokojnym tempem. Dociera na Sezamową — tu nie ma już kamer. Nie wiadomo, czy skręca w lewo, czy w prawo, wiadomo, że obie drogi spotykają się w lesie, a stąd blisko już do ulicy Leśna Polana i zaledwie kilkaset metrów od domu, do którego nigdy nie dociera.

Ponieważ pogoda szybko się pogarsza, o godzinie 20 pani Małgorzata decyduje się wyjść z psem sama. Idzie drogą wzdłuż muru na tyłach giełdy, potem Leśną Polaną, skręca w lewo, w stronę kilku domów jednorodzinnych. W tym miejscu spotyka mężczyznę. Jest wysoki i postawny, ma bardzo szerokie barki, zaczesane i przylizane na szyi dłuższe włosy. Ubrany w ciemne spodnie i biały T-shirt. Zachowuje się dziwnie. Odwraca się od kobiety, tak jakby chciał ukryć przed nią twarz. Pani Małgorzata idzie jeszcze kawałek dalej, mija idące z naprzeciwka dwie spacerowiczki, wreszcie o 20.15 wraca do domu. Mimo że rodzice dali córce czas do 21, około 20.30 mama Izy zaczyna mieć złe przeczucia. O 20.33 pisze do córki SMS, ale odpowiedź nie nadchodzi.

Kiedy mija 21., państwo Strzałkowscy zaczynają się niepokoić. Dzwonią do córki, ale ta nie odbiera telefonu, alarmują więc Patryka. O 22. zdenerwowana Małgorzata decyduje, że wyjdzie poszukać dziewczynki. W tym czasie Patryk razem z kolegami szuka siostry na osiedlu. Pani Małgorzata idzie w tym samym kierunku, w którym poszła na spacer z psem. Jest już ciemno, pada, światło latarki nie jest dużą pomocą. Cały czas próbuje dodzwonić się do Izy. Wreszcie połączeń nie daje się już zrealizować. Telefon najpewniej się rozładował.

W pewnym momencie pani Strzałkowska przypomina sobie, że mijała przed chwilą coś nietypowego — miejsce na skraju pola, które wyglądało jak zryte przez dziki. Cofa się i gdy przygląda się dokładniej, znajduje but Izy. Woła męża, krzycząc, że Iza musi być gdzieś blisko. Wreszcie o 22.50 znajduje ją kawałeczek dalej.

Dziewczynka leży na plecach, ma ściągnięte do kolan spodnie i majtki, a jej bluzka jest podciągnięta na piersi. Kobieta próbuje reanimować córkę, która wydaje się poruszać.

Rodzice natychmiast dzwonią pod 112. Dyspozytor przyjmuje zgłoszenie o 22.51. O 23 na miejscu jest już policja, która również podejmuje próby reanimacji dziecka, kilka minut później resuscytację przejmują ratownicy. Walka o życie Izy trwa do 23.55. O tej godzinie lekarz oficjalnie stwierdza zgon. Zanim ciało Izy zostanie zabrane do zakładu medycyny sądowej, technicy zabezpieczają z powierzchni ciała dziewczynki nasienie sprawcy. Obok Izy śledczy znajdują jej portfel i telefon, sprawca nie zabiera też zegarka. Nie ma więc mowy o motywie rabunkowym. Pozostaje tylko pytanie, czy napastnik chciał „jedynie” wykorzystać Izę, czy także zabić. Na pewno dziewczynka się broniła, co można wnioskować z tego, że jej twarz była podrapana i opuchnięta, a ubranie poszarpane.

Z autopsji wynika, że napastnik najpierw udusił Izę, chwytając ją prawdopodobnie swoim przedramieniem za szyję od tyłu, natomiast nie doszło do penetracji. Sprawca obnażył dziewczynkę, a swoją spermę pozostawił na jej brzuchu. Czy taki był jego plan? Czy może jednak chciał „tylko” zgwałcić, a ponieważ Iza stawiała duży opór, zaczął dusić ją na tyle mocno, że pozbawił ją życia? Czy wiedział o tym, że zabił, w momencie, gdy dawał upust swoim seksualnym żądzom? Czy może zorientował się, że sprawy wymknęły się mu spod kontroli, więc z pośpiechu zaspokoił się masturbacją i uciekł?

Tego nie wiemy, ale za to dziś wiemy już, że dramat rozegrał się najpewniej w zaledwie kilka minut: o 20.33 do dziewczynki przychodzi SMS od mamy, w tej samej chwili córka jest w trakcie pisania wiadomości do swojego chłopaka Szymona. Zostaje wysłana o 20.34. To ostatni przejaw tego, że Iza jeszcze żyje.

Ze względu na padający deszcz policja rozpoczyna zabezpieczenie miejsca zdarzenia od razu. Ani zmrok, ani wysokie trawy nie ułatwiają zadania. Również tej samej nocy rodzina Strzałkowskich składa zeznania prokuratorowi. Śledczy od razu rozpoczynają poszukiwania, zarówno postawnego mężczyzny, którego spotkała wieczorem pani Małgorzata Strzałkowska, jak i ewentualnych świadków. Ponieważ na ubraniu Izy zabezpieczono odpryski farby, przesłuchiwani są pracownicy okolicznej firmy farbiarskiej, właściciele domów, którzy prowadzili w tym czasie remonty i prace budowlane, oraz zatrudnieni w tym celu specjaliści. Swoją uwagą policja obejmuje oczywiście także giełdę: przesłuchiwani są handlarze i kupcy pod kątem tego, czy może ­słyszeli lub widzieli coś nietypowego. Kilka osób przyznaje, że słyszało krzyk „mamusiu, ratuj!”, ale uznały, że to wygłupy dzieciaków. Nie wiadomo, czy było to wołanie Izy.

Oczywiście najważniejszą rzeczą, która zostaje niezwłocznie zrobiona, to wyizolowanie profilu DNA sprawcy z zabezpieczonego materiału biologicznego i zarejestrowanie go w policyjnej bazie Genom oraz porównanie z jej zawartością. Niestety bez trafienia. DNA zostaje też przesłane z prośbą o porównania do kilku uczelni wyższych przygotowujących opinie z zakresu badań biologicznych oraz do wszystkich laboratoriów kryminalistycznych KWP. Odpowiedzi, które przychodzą, są negatywne.

Podczas przesłuchania pani Małgorzata Strzałkowska twierdzi, że spotkany przez nią człowiek na pewno jest sprawcą, uważa również, że jego twarz mogły widzieć dwie mijane przez nią spacerowiczki. Rysunek mężczyzny od tyłu, pokazujący jego sylwetkę, policja publikuje dopiero dwa lata później. Nie udaje się wtedy już dotrzeć do potencjalnych świadkiń.

Na policję zgłasza się też studentka Agnieszka. Opowiada o starszym mężczyźnie, którego 23 sierpnia spotkała w miejscu zdarzenia i który proponował jej wspólne pójście na grzyby. Na podstawie jej zeznań powstaje portret pamięciowy, który zostaje opublikowany przez policję, przy czym poszukiwany ma status świadka, a nie podejrzanego w sprawie. Śledczy wykluczają, że mógłby zrobić Izie krzywdę, ale podejrzewają, że mógł widzieć zajście lub barczystego mężczyznę w białej koszulce. Do dziś nie udało się ustalić jego tożsamości.

23 sierpnia 2012 r. śledczy przeprowadzają jeszcze eksperyment procesowy, chcą prześledzić możliwe drogi do domu, które miała do wyboru Iza, panujące wtedy warunki, sprawdzają też, w jaki sposób mógł ukryć się sprawca. Dochodzą do wniosku, że Iza wracała przez las szybciej niż zwykle, być może nawet część drogi pokonała biegiem, natomiast sprawca miał możliwość ukrycia się w wysokich trawach w taki sposób, że dziewczynka mogła go nie widzieć.

28 czerwca 2013 r. śledztwo zostaje umorzone z powodu niewykrycia sprawcy i wyczerpania się dalszych możliwości wykrywczych. Postanowienie wydaje Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, która szybko przejęła sprawę od gdyńskiego „rejonu” ze względu na jej kaliber. W trakcie nadzorowanego przez nią śledztwa rozpytano ponad 1000 osób, przesłuchano 805 świadków i wytypowano do pobrania materiału biologicznego celem porównania go z DNA sprawcy 685 osób, wydano także 112 postanowień o powołaniu biegłych. Mimo umorzenia sprawa pozostaje w polu zainteresowania zespołu ds. przestępstw niewykrytych Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku, czyli Archiwum X.

Od 2020 r. sprawę przejęła do analizy i nadzoru dalszych czynności Prokuratura Regionalna w Gdańsku.

Przez kolejne lata od zdarzenia do sprawy wielokrotnie wracały media i kryminalni podcasterzy. Regularnie zadawano pytania, nie tylko o to, kim mógł być sprawca, ale także o to, czy chciał zgwałcić dziewczynkę, czy również zabić, czy można go wiązać także z innymi sprawami takimi jak łudząco podobne zabójstwo Darii Relugi z 1995 r., a nawet zaginięciem Iwony Wieczorek, do którego doszło w 2010 r.

Okazuje się, że podczas gdy wszystkim wydawało się, że sprawa Izy Strzałkowskiej nigdy nie doczeka się rozwiązania, a jej sprawca uniknie konsekwencji, policja, prokuratura i biegli od pewnego czasu prowadzili działania, o których dziś możemy powiedzieć, że wyznaczają nowe standardy w polskiej kryminalistyce.

Przełom w sprawie ogłoszono podczas konferencji prasowej w Prokuraturze Regionalnej w Gdańsku 23 lipca 2026 r.

Podczas niej dziennikarze dowiedzieli się, że dwa dni wcześniej policja zatrzymała podejrzanego w sprawie zabójstwa dziewczynki, który przyznał się do winy, powiedział, że zabić nie planował, ale odmówił składania dalszych wyjaśnień. Sprawstwo potwierdziły wykonane przez dwa niezależne od siebie ośrodki badania porównawcze DNA podejrzanego z tym zabezpieczonym 15 lat temu. Dało to prokuraturze podstawę do wystąpienia do sądu o tymczasowy areszt i kontynuowania podjętego już na nowo śledztwa. Dodatkowym zaskoczeniem okazała się sama postać zatrzymanego.

Michał S. to gdynianin, 37-latek z wyższym wykształceniem, pracujący w wyuczonym zawodzie, mąż i ojciec dwójki dzieci w wieku przedszkolnym. Nigdy wcześniej nie miał nawet najmniejszych konfliktów z prawem. W chwili zabójstwa Izy był 22-letnim studentem i tak samo, jak ofiara, mieszkał kilkaset metrów od miejsca, w którym zabił.

— Sprawcy szukaliśmy na szeroką skalę, wręcz po całej półkuli północnej, a okazało się, że to w dużym uproszczeniu sąsiad Izy — mówi prokurator dr Michał Gabriel-Węglowski w gdańskiej Prokuraturze Regionalnej, od 2020 r. przez sześć lat zajmował się sprawą Izy.

Całą rozmowę z prokuratorem dr Michałem Gabrielem-Węglowskim przeczytasz TUTAJ >>

Gdy media obiegają informacje o zatrzymaniu Michała S., w sieci pojawiają się nienawistne komentarze dotyczące nie tylko sprawcy, ale też jego rodziny. Część osób zidentyfikowała Michała S. oraz jego bliskich w mediach społecznościowych, nawołując do linczu. Obrońca Michała S., mecenas Michał Gostkowski, zwraca uwagę, że bliscy podejrzanego „mają i tak wystarczające poczucie skrzywdzenia całą sytuacją, a dodatkowo są świadome opinii i wypowiedzi, które pojawiły i pojawiają się w przestrzeni publicznej”.

Wygląda więc na to, że podejrzany Michał S. jest dziś bezpieczniejszy niż jego żona i dzieci. W areszcie śledczym poszedł bowiem „na ochronkę”, czyli oddział, który izoluje go od innych więźniów. Jest to rutynowy środek bezpieczeństwa stosowany wobec osób, które ze względu na popełnione czyny mogłyby zostać skrzywdzone przez innych osadzonych (m.in. pedofile, zabójcy dzieci).

Jak mówi prokurator Gabriel-Węglowski, to ochrona również przed sobą samym. Michał S. co prawda nie może przeczytać, co piszą o nim internauci, ale nie ma pewności co do tego, jak czuje się z faktem, że jego życie na wolności właśnie dobiegło końca.

Tak samo, jak z tym, że poza zniszczeniem spokoju i szczęścia rodziny państwa Strzałkowskich, zniszczył również spokój i szczęście swoich bliskich, którzy ani nie są odizolowani od społeczeństwa, ani nie mogą być pewni, że internetowa agresja nie przeniesie się do świata realnego.

Michał S. w dalszym ciągu korzysta z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Mecenas Gostkowski nie ma oczywiście wątpliwości co do zarzutu zabójstwa, ale jest za wcześnie dla niego, by odnieść się do zarzutu gwałtu — cały czas analizuje pokaźny materiał dowodowy zebrany w sprawie.

Niewiele więcej może dziś powiedzieć też prokuratura. Od zatrzymania podejrzanego minęły niecałe trzy tygodnie. Wiadomo, że w przeciągu najbliższych tygodni możemy spodziewać się przesłuchania podejrzanego i wizji lokalnej z jego udziałem, jeżeli będzie chciał składać wyjaśnienia. Przesłuchane zostaną osoby znające Michała S., potem zostanie powołany zespół biegłych, który najpierw przeprowadzi jednorazowe badanie podejrzanego, a jeśli nie będzie ono konkluzywne, biegli będą mogli zawnioskować o obserwację podejrzanego. Ta trwa zazwyczaj od czterech do ośmiu tygodni. Do sądu akt oskarżenia ma więc szansę trafić najwcześniej w pierwszym kwartale 2027 r., później rozpocznie się proces.

****

Aby wyczerpać temat badań DNA w kontekście pracy śledczych, zgodnie z sugestią prokuratora Gabriela-Węglowskiego, kontaktuję się również z wybitnym „genetycznym detektywem” prof. Ryszardem Pawłowskim, którego pytam o to, co zmieniło się w ostatnich latach w zakresie sądowych badań w oparciu o pozostawiony przez sprawców materiał biologiczny.

Profesor wyjaśnia na początku, jak w ogóle można na podstawie DNA określać cechy wyglądu: w genomie bada się setki tysięcy miejsc zwanych polimorfizmem pojedynczego nukleotydu i to z nich między innymi można określić prawdopodobieństwo koloru włosów, oczu, skóry, jej pigmentację, kształt twarzy, pochodzenie biogeograficzne itd.

Co ciekawe, rudy i czarny kolor włosów oraz niebieskie i brązowe oczy możemy określić z bardzo dobrą lub wybitną zdolnością predykcyjną. Inne, pośrednie kolory to już działanie szeregu genów, więc prawdopodobieństwo będzie niższe, choć akurat kolor włosów i oczu to cechy, które w ten sposób można oszacować najlepiej. Możliwe jest to dzięki nieustającemu postępowi technologii, genetyki człowieka, biologii molekularnej oraz tego, że coraz lepiej znamy ludzkie DNA, a co za tym idzie, coraz lepiej poznajemy też sekwencje odpowiedzialne za wygląd. To bardzo zaawansowane technologie, a specjalizują się w nich komercyjne laboratoria w USA i to z ich pomocy korzystamy w sytuacji, gdy chcemy robić tego typu badania. Profesor pyta mnie również o to, czy słyszałam o epigenetycznym odcisku palca… Tu zaczyna się robić jeszcze ciekawiej.

— Nasze DNA jest metylowane pod wpływem różnych czynników, a sama „metylacja” to nic innego jak proces, w którym do określonych miejsc w naszym DNA (w pewnych regionach genów) przyłącza się grupa metylowa CH3 — tłumaczy profesor Pawłowski. — Taka grupa metylowa zazwyczaj wycisza aktywność danego genu, a co ważniejsze, badając wzór metylacji w różnych miejscach genomu, możemy określić m.in. wiek biologiczny osoby i to ze średnią dokładnością do trzech lat, możemy określić jej BMI, a co za tym idzie sylwetkę, możemy odpowiedzieć na pytanie, czy taka osoba jest palaczem, czy nadużywa alkoholu lub narkotyków, a nawet, jaka jest jej dieta: klasyczna, czy wegetariańska. Ba, możemy nawet tą metodą rozróżnić bliźnięta jednojajowe. To jest chyba największa i najszybciej rozwijająca się „nowość” w dziedzinie, o którą pani pyta.

Warto też pamiętać o tym, że nasze DNA zostawiamy także mówiąc, a technologia już pozwala nam na wyodrębnienie DNA z powietrza pomieszczenia, w którym przebywał sprawca, co więcej badania pokazują, że stojąc 80 cm od drugiej osoby i mówiąc do niej minimum 30 sekund, pozostawimy na niej swoje cząsteczki śliny, a więc materiał biologiczny. Dodatkowo np. FBI dysponuje aktualnie przenośnym sprzętem do badania DNA na miejscu zbrodni, co znacznie przyśpiesza określenie, jakie ślady warto badać dalej. Poznajemy też coraz lepiej układ kostny przez pryzmat genów i od niedawna możemy w taki sposób badać kształt czaszki. Także nasze dłonie mają na sobie unikalną mieszankę bakterii, którą można sprofilować. Pracuję w zakładzie medycyny sądowej Uniwersytetu Gdańskiego od 1979 r., czyli od momentu, kiedy pierwszy raz zabił „Skorpion”. Jego identyfikowaliśmy na podstawie zwykłego badania serologicznego i to było bardzo ocenne, mogło rodzić wiele pomyłek. Dziś możemy badać takie rzeczy z prawdopodobieństwem nierodzącym żadnych wątpliwości — podsumowuje profesor.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version