Prezydencki minister Marcin Przydacz 24 lutego w TVN24 wypalił: „Ewa Łętowska swoją karierę rozpoczynała w latach 80. jako listek figowy jaruzelskiej Polski”. Co tak zirytowało Przydacza, że sięgnął po jedną z najbardziej wytartych prawicowych obelg wobec prof. Łętowskiej, która w 1988 r. objęła nowo utworzony urząd Rzecznika Praw Obywatelskich?
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Jej opinia na temat prezydenckiego projektu „ustawy turbokagańcowej”, czyli pomysłu, by karać sędziów więzieniem za stosowanie konstytucji i prawa europejskiego. Prof. Łętowska słusznie uznała, że uchwalenie takiej ustawy byłoby „prawnym polexitem”. Tak drastyczne kneblowanie sędziów nie mieści się po prostu w kanonach europejskiej praworządności. Za to doskonale pasuje do wielu wschodnich satrapii. I tu warto by dłużej podrążyć wątek, jak to się stało, że w metadanych uzasadnienia do ustawy jako autor wpisany jest mec. Bartosz Lewandowski, pełnomocnik m.in. zbiegłego na Węgry byłego ministra Zbigniewa Ziobry czy zbiegłego na Białoruś byłego sędziego Tomasza Szmydta?
Lepiej jednak wrócić do słów ministra Przydacza, który sam chyba nie zdaje sobie sprawy, jaką bzdurę palnął, chcąc błysnąć przed przełożonym. W wywiadzie rzece „Baba na świeczniku” prof. Łętowska mówiła: „Nie miałam wątpliwości, że sama funkcja rzecznika została pomyślana jako marionetkowa, uznana za ozdobnik i przeznaczona na 'utrupienie’. Pomyślano sobie, że będzie to taka dekoracja, coś takiego, co się po prostu w państwie ma”. Ale słabnąca PRL-owska władza popełniła błąd, powierzając ten urząd osobie tak rzetelnej jak prof. Łętowska. Bo ona, zamiast odgrywać rolę „listka figowego”, zabrała się ostro do pracy.
Nie tylko ministrowi Przydaczowi polecam lekturę pierwszego sprawozdania RPO za rok 1988. Biuro Rzecznika zarejestrowało wtedy 49 713 spraw, czyli tyle, ile do szwedzkiego ombudsmana wpływa przez 17 lat, do francuskiego — przez 11 lat, a do angielskiego — aż przez 47 lat! Trzeba było także zdefiniować rolę nowego urzędu. „Wedle klasycznego określenia ombudsman to pies podwórzowy: powinien głośno szczekać, nie wolno mu gryźć. W polskich warunkach ma szczekać i — także — gryźć” — pisała prof. Łętowska w sprawozdaniu.
Piewcom reform prawa spod znaku Zbigniewa Ziobry polecam też obszerny fragment o tym, jak się buduje zaufanie do państwa prawa. I konkluzję sprawozdania: „Bez zmiany świadomości prawo ciągle będzie redukowane do płaskiego legalizmu. 'Płaski legalizm’ wyraża się w tworzeniu prawa po to przede wszystkim, aby legitymizować doraźne cele (…). Jest to działanie w imię historycznie przebrzmiałego hasła 'ustawodawcy wszystko wolno’ (…). Prawo — to zasady i wartości, a nie tylko zbiory dosłownie, powierzchownie traktowanych przepisów (…). Aby jednak prawo nie było rozumiane powierzchownie, lecz rzetelnie, trzeba wysokiej klasy, profesjonalizmu i obywatelskiego ducha. U tych, którzy prawo tworzą i u tych, którzy je stosują. W przeciwnym razie zamiast praworządności będziemy mieć albo biurokratyczny legalizm, albo anarchię prawną”.
Niby pisane w PRL, a od dekady jakoś bardziej aktualne.