W wyborach 2023 r. w sieci mieliśmy I wojnę światową, w kampanii prezydenckiej 2025 r. — II. Teraz, za sprawą AI, to będą gwiezdne wojny — mówi Michał Fedorowicz, przewodniczący Europejskiego Kolektywu Analitycznego Res Futura.

Michał Fedorowicz: Z najpopularniejszego ChatGPT w Polsce korzysta 10 mln ludzi. Część rzeczywiście może potraktować go jako doradcę politycznego. Taka perspektywa niesie ze sobą liczne ryzyka, ale najważniejsze to źródło „wiedzy” LLM-ów, czyli wielkich modeli językowych. Grok Elona Muska ma dostęp do dyskusji na X, czyli dawnym Twitterze. ChatGPT swoją podstawową wiedzę uzupełnia o to, co znajdzie na stronach internetowych, ale na upartego da się go zmanipulować: jeśli zbudujemy 10 tys. stron w sieci, na których będziemy przekonywać, że Wisła nie wpada do Bałtyku, tylko do Morza Śródziemnego, to ChatGPT może dojść do przekonania, że taka jest prawda. Podobnych manipulacji można dokonać w dziedzinie polityki czy ekonomii.

— Nie mamy wpływu na to, jak działają algorytmy LLM-ów, bo to ustala się w Kalifornii. Ale możemy mieć pewien wpływ na to, skąd czerpią dane. I tu zaczynamy obserwować działania, które stanowią element procesu wyborczego. Nie jest to otwarta agitacja: zagłosuj na nas, bo jesteśmy najlepsi, ale ukryta budowa całej infrastruktury, która ma „nakarmić” LLM-y odpowiednimi danymi, korzystnymi dla danej partii. Takie działania pośrednio mogą wpłynąć na to, co asystent AI podpowie użytkownikowi w drodze do lokalu wyborczego.

— W wyborach lokalnych w Wielkiej Brytanii wielki sukces odniosła partia Reform UK Nigela Farage’a. Aż 13 proc. Brytyjczyków korzysta z czatów AI jako doradców wyborczych, więc walijska BBC sprawdziła jakość tych porad. Stworzono sześciu fikcyjnych wyborców z Walii o różnych poglądach i stopniu zaangażowania w politykę. Zadawali oni pytania sześciu LLM-om. Były to: ChatGPT, Copilot, Gemini, Claude, Meta AI i Grok. Początkowo odmawiały wystawienia rekomendacji, ale kiedy dały się przekonać, to niezamożna, niezdecydowana wyborczyni, przejmująca się kosztami życia i stanem służby zdrowia, dostała skrajnie różne podpowiedzi: ChatGPT doradzał głos na lewicę, Grok — na prawicowych populistów z Reform UK.

— Lewica też może być podobnie przeszacowana. W Hiszpanii dobrze zrobione strony tak nakarmiły ChatGPT, że podpowiada głosy na lewicową PSOE niezależnie od poglądów. Radzi to nawet Katalończykom. W Polsce zbadaliśmy strony partii politycznych i na razie dobrze robią to tylko Konfederacja, która zagospodarowuje tematy podatkowe i gospodarcze, oraz partia Razem, która specjalizuje się w mieszkalnictwie i sprawach społecznych. Jeśli założymy, że młody wyborca nie ogląda telewizji, nie czyta gazet, całą wiedzę czerpie z mediów społecznościowych, a ChatGPT pyta, jak wygląda świat, to lepiej można zrozumieć, dlaczego nowi wyborcy głosują na radykalne nowe partie, a nie na stare ­ugrupowania.

— Najlepszy dowód to Hiszpania, gdzie ChatGPT faworyzuje lewicową partię premiera Pedro Sáncheza. Sprawdzono to metodą naukową, za pomocą specjalnych kwestionariuszy.

— Dawniej pisało się strony pod SEO — Search Engine Optimization — dziś pisze się pod GEO — Generative Engine Optimization. Zapewne znów będzie to gra w kotka i myszkę z algorytmami, taka jak z wyszukiwarką Google’a.

— AI zmieni też Google’a — tradycyjną wyszukiwarkę stopniowo wypiera przecież LLM Gemini. Trzeba przywyknąć do myśli, że wyszukiwanie informacji, także wyborczych, będzie się odbywać w drodze konwersacji z AI. Dlatego już dziś w biznesie i polityce rozpoczyna się wyścig zbrojeń, jak wykorzystać AI do pozyskania klienta czy wyborcy.

— Nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że MAGA będzie mogła w ten sposób wpływać na wyniki wyborów. X zapowiedział niedawno wprowadzenie nowego algorytmu opartego na Groku. Ale autorzy przyznają, że są procesy, których nawet oni nie rozumieją. Teoretycznie wiemy, że algorytmy wpływają na ludzki umysł: rozbijamy jajko, po podgrzaniu powinna wyjść jajecznica. A tu czasem wychodzi jajecznica, a czasem sernik.

— Wzrost sił antyeuropejskich to nie kwestia rozwoju AI, tylko braku skutecznej polityki komunikacyjnej instytucji europejskich w mediach społecznościowych. Tę pustkę narracyjną wypełniają siły antyunijne. Prosty przykład: UE każe rozwieszać duże płachty z informacjami, z jakiego programu sfinansowano daną inwestycję. Samorząd musi te tablice stawiać, choć wiadomo, że post z taką informacją nie dostanie złamanego lajka. Ktoś kiedyś kąśliwie powiedział, że cały świat rozwija sztuczną inteligencję, a w UE jest jeszcze dużo przestrzeni do rozwijania tej normalnej.

— W 2027 r. to będzie jedno z głównych narzędzi propagandowych. Mnóstwo jest takich tanich śmieci, które niosą ze sobą ryzyko manipulacji. Komisja Europejska zaleca, żeby oznaczać wytwory AI, ale nikt się tym nie przejmuje.

— W Japonii dziewięć partii — od komunistów po faszystów — podpisało pakt na rzecz rezygnacji ze stosowania AI w kampaniach wyborczych. W Korei Południowej już od 2023 r. obowiązuje zakaz publikowania przed wyborami materiałów generowanych przez AI, na których kandydaci wyglądają na tyle realistycznie, że mogliby zmylić wyborców. Za jego złamanie grożą surowe kary.

— Jeśli jesteśmy na wojnie hybrydowej, to wolność słowa ma znaczenie drugorzędne. Azjaci dobrze wiedzą, co robią: agencja AFP w jednej z depesz cytuje badanie z 2025 r., w którym 75 proc. Koreańczyków z południa uważa, że treści tworzone przez AI mogą wypaczyć wynik wyborów, a prawie 80 proc. popiera jeszcze ostrzejszą walkę i kary za taką dezinformację. Konfederacja dziś wrzuca filmiki ośmieszające PiS, PO czy Lewicę. Ale co będzie, kiedy do tego wyścigu dołączą aktorzy zewnętrzni?

— Dlatego Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego czy cyberwojska powinny przed wyborami przejść w tryb działania poniżej progu wojny i ściągać takie filmiki, nie pytając nikogo o zgodę. Polska kampania byłaby wtedy mniej podatna na manipulacje. Wymagałaby od polityków rozmawiania, a nie cyrkowych występów. Pierwszą ważną kampanią z pełnoskalowym udziałem AI będą wybory prezydenckie we Francji w 2027 r., ale jesienią kolejnym poligonem będzie Polska.

— Partie i ich kibice będą masowo generować klipy z AI, co jeszcze bardziej zablokuje przekazy medialne, a politykom wyłączy całkowicie proces myślenia. Będzie się liczyło tylko tworzenie treści, które będą łapały lajki. Wyborcy będą bardziej narażeni na manipulacje, a popularność i głosy mogą zdobywać politycy z dalszych miejsc, o ile wytworzą sprytniejsze klipy AI. Partie nie będą inwestowały w outdoor ani tradycyjną reklamę, tylko w inżynierów i prompterów, którzy godzinami będą promptować gównoklipy. Wygenerowanie filmiku z AI kosztuje dziś dolara albo i mniej, a to znaczy, że czeka nas totalna młócka. Co istotne, wyniki wyborów mogą się wtedy rozjechać z oczekiwaniami wyrażanymi w sondażach. Do tego stopnia, że aktorom zewnętrznym łatwiej będzie manipulować nastrojami wyborców. Skoro sieć będzie kipieć od takich filmów, to łatwiej się w tym gąszczu ukryć ze swoim szkodliwym przekazem.

— I niech mnie ktoś przekona, że to jest ta absolutna wolność słowa. Wytwarzanie nieprawdziwych treści za pomocą sztucznej inteligencji nie ma z nią nic wspólnego.

— Tak byłoby najrozsądniej: największe partie i prezydent powinni dogadać się co do ograniczeń w stosowaniu AI w kampanii, bo nieprzewidywalność zachowań wyborców w takiej kampanii może zadziwić wszystkich.

— Najzabawniejsze jest to, że ci sami politycy, którzy potrafią się powołać na papieża przy każdej okazji, gdy w grę wchodzi światopogląd, nagle dostają amnezji, kiedy ten sam papież mówi coś niewygodnego o technologii i władzy. Encyklika o sztucznej inteligencji? Cisza. Bo Leon XIV nie pisze tu o rzeczach, które dają się wykorzystać w kampanii. Pisze, że AI nie jest moralnie neutralna, że koncentruje władzę w rękach nielicznych, że trzeba twardych regulacji i niezależnego nadzoru, a to już nie pasuje do żadnego wygodnego sztandaru. Więc nauczanie papieża zostaje uznane za wiążące dokładnie do momentu, w którym przestaje być politycznie opłacalne. Pakt można na razie włożyć między bajki, ale nie dlatego, że jest naiwny. Dlatego że ci, którzy mieliby go udźwignąć, traktują papieski autorytet wybiórczo i powołują się na niego tylko wtedy, gdy im się to akurat opłaca.

— Przy przesunięciu kampanii w stronę rzeczywistości cyfrowej PKW w ogóle nie ma racji bytu. W jaki sposób ma na przykład ewidencjonować reklamy z biblioteki Facebooka? To jest poza jej zasięgiem. PKW stała się martwym ciałem, które może tylko policzyć głosy. Nie ma żadnego narzędzia, żeby sprawdzić, kto stoi za propagandową publikacją AI, nie policzy wydatków na ten cel.

— Kiedy będą to robić tysiące, a może i dziesiątki tysięcy osób, to nagle z tych dolarów uzbiera się potężny budżet kampanijny. Nawet zakaz publikowania reklam z politykami niewiele by dał, bo jestem w stanie sobie wyobrazić wiralowe filmiki nawet bez konkretnych postaci.

— Prosty pomysł, który wywróciłby każdy zakaz. A przecież nie mamy nawet tego zakazu. Politycy jeszcze wierzą w płatne farmy botów i lajki, ale to jest wojna, która już się toczyła. W 2023 r. mieliśmy w sieci I wojnę światową, w kampanii prezydenckiej 2025 — II. Za sprawą AI teraz to będą gwiezdne wojny.

— PKW jest na etapie bitwy pod Grunwaldem: może najwyżej policzyć żołnierzy.

— Platformy społecznościowe są miękkim podbrzuszem całej UE. Komisji Europejskiej brakuje odwagi, by przestać być zakładnikiem platformy X, która jest w większości antyestablishmentowa i bardzo napompowana, bez większego wpływu na świat realny. Ma za to wpływ na polityków, bo oni wierzą w to, co widzą w swoim telefonie. A powinni powiedzieć: owszem, platformy społecznościowe są fajne, korzystajcie sobie z nich, ale u nas, w Unii Europejskiej, są pewne procesy, które są święte, więc na czas wyborów zamykamy X i protestujcie sobie w obronie wolności słowa.

— To samo dotyczy kłamstw publikowanych na platformach społecznościowych. Nikt nie zabrania wyrażania opinii, ale tworzenie i kolportowanie kłamstw w trakcie kampanii powinno być zakazane. Jak bardzo technologia musi wywrócić system, żeby politycy zrozumieli, że ta technologia nie jest dla nich?

— UE powinna sobie odpowiedzieć na proste pytanie: gdzie jest granica wolności słowa w czasie wojny hybrydowej? Skoro wydajemy miliardy dolarów na zbrojenia i wyłączamy część tradycyjnych rosyjskich kanałów, takich jak Sputnik, to na poziomie Komisji powinna powstać agencja, która proaktywnie będzie zwalczać przekazy destabilizujące system polityczny w sieci. Zawodowe szerzenie kłamstw — bo to nie żadne fake newsy, tylko ordynarne kłamstwa — powinno być traktowane jak przestępstwo. Skoro za szarlatana uznajemy kogoś, kto głosi, że witamina C leczy raka, przez co umierają miliony ludzi, zaniedbując prawdziwą terapię, to czemu nie karać za szerzenie bzdur, że siły rosyjskie „wyzwalają” Ukrainę, a UE to organizacja zbrodnicza? Musimy wymagać odpowiedzialności za słowo.

— Jeśli nie będzie paktu anty-AI, to służby powinny wdrożyć ochronę procesu wyborczego przed interwencją. Partie powinny zrobić trzy rzeczy. Po pierwsze, zmienić funkcyjność stron internetowych. Po drugie, przygotować nie tyle klasyczne programy wyborcze, ile zestaw haseł kupowanych jak najlepiej w mediach społecznościowych. I wreszcie po trzecie, zwerbować zastępy ludzi, którzy będą generować klipy z AI i dyżurować non stop w tzw. sztabach dezinformacyjnych. Pomysł, że rzecznik partii czy rządu wyjdzie raz na kilka dni i coś będzie dementował, to proszenie się o porażkę.

— Jeśli konkurencja wypuści jakiś AI slop, to natychmiast trzeba kontrować go własną produkcją. Młodsi politycy, lepiej operujący AI, będą mieli większe szanse, żeby przebić się do wyborców poniżej czterdziestki. Trzeba jednak pamiętać o wyborach węgierskich, gdzie Péter Magyar wygrał nie za sprawą mediów społecznościowych, tylko dlatego że odwiedził 700 miejscowości. Zresztą akurat na Węgrzech platformy społecznościowe grzecznie pomagały w walce z dezinformacją.

— To będzie najgorsza kampania dla mediów, o ile nie znajdą pomysłu na siebie. Symbolem kampanii 2025 r. był Sławomir Mentzen przepytujący na swoim kanale Rafała Trzaskowskiego i Karola Nawrockiego. Dziennikarze przestali być politykom do czegokolwiek potrzebni.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version