Kim jest artysta? Nierobem obciążającym budżet państwa, jak uważa populista Sławomir Mentzen? Czy wrażliwcem tworzącym unikalne dzieła, dzięki którym uczymy się krytycznego i abstrakcyjnego myślenia? A przede wszystkim obcujemy z pięknem?
Przez polski internet przetacza się burza wywołana przyjętym przez rząd projektem ustawy o artyście zawodowym. Nie jest to, w moim przekonaniu, g…burza, bo dotyczy zrozumienia, jak istotną rolę ma dziś do odegrania twórcze myślenie. Spór zatem toczy się nie o to, czy państwo stać na dopłacenie artystom do składek ZUS 300 mln zł rocznie, bo wiadomo, że stać, ale o to, kim jest osoba twórcza i jaką rolę odgrywa w świecie coraz mocniej kształtowanym przez algorytmy.
W 1999 r. prowadziłam wraz z Piotrem Mucharskim dla TVP ostatni wywiad z malarzem Janem Lebensteinem. W krakowskim Międzynarodowym Centrum Kultury trwała jego przekrojowa wystawa. Na pierwszym planie znajdowały się słynne „Figury osiowe”, tajemnicze kokony, od których zaczęła się jego kariera. Debiutował wystawą w warszawskim Arsenale w 1955 r. Cztery lata później dostał Grand Prix de Paris na I Biennale Młodych. Oglądałam wywiad z nim w „Pegazie” z tamtego czasu. Przystojny, młody człowiek w eleganckim garniturze z papierosem w ręku opowiada o swoim malarstwie. Jest w nim nonszalancja młodości, przed którą otwiera się świat. Paryż zakochuje się w totemicznych figurach Lebensteina. Sypią się zamówienia.
Pewnego dnia Lebenstein schodzi do podziemi Luwru. Ogląda zbiory antycznej sztuki i wychodzi odmieniony. Zaczyna malować bestiariusze inspirowane rzeźbami z tych podziemi. Ale kolekcjonerzy domagają się kolejnych figur osiowych. Środowiskowa legenda głosi, że Lebenstein zepchnął ze schodów namolnego marszanda żądającego kolejnych obrazów z figurami osiowymi. Malarz zamknął ten okres w sobie i zapłacił za to karierą, walką ze swoimi demonami.
Trzymając się kategorii rynkowych, można powiedzieć, że artyści są jednoosobowymi firmami, tyle że istotą ich działania jest za każdym razem przekraczanie tego, co już wymyślili, zaskakiwanie odbiorców, tworzenie dzieł, na które rynek często nie jest jeszcze gotowy. Działają wbrew logice rynku. Bycie artystą to także bycie w kontrze do społecznych przekonań. Dorota Nieznalska skonfrontowała widzów z wyobrażeniami na temat męskości pracą pt. „Pasja”, przedstawiającą krzyż ze zdjęciem prącia w centralnym miejscu. Została za to w 2003 r. skazana za obrazę uczuć religijnych na sześć miesięcy ograniczenia wolności i prace społeczne. Ostatecznie w 2009 r. sprawa zakończyła się pomyślnie dla artystki. Ale przez lata trwania procesu Nieznalska borykała się z biedą.
W takich sytuacjach, ale i mniej ekstremalnych, kiedy artysta pracuje nad nową książką, filmem, instalacją i przez trzy lata zarabia rocznie niewięcej niż 68 tys. zł brutto, państwo uzupełni jego składkę do poziomu odpowiadającemu płacy minimalnej. A zatem, wbrew populistycznym głosom, to nie są pieniądze dla gwiazd. Środki trafią na konto zusowskie twórcy, który z racji niskich dochodów wypadłby z systemu ubezpieczeń. Dzięki temu osoba twórcza będzie miała ubezpieczenie zdrowotne, chorobowe, świadczenia macierzyńskie i naliczaną składkę emerytalną.
Status artysty zawodowego przyznawany będzie na pięć lat. Po tym czasie trzeba będzie odnowić uprawnienia, wykazać dorobek, udowodnić stałe działania artystyczne. A zatem, żeby uzyskać status artysty zawodowego, nie wystarczy kupić sztalugi i farby, jak sarkastycznie pisali przeciwnicy ustawy.
Dopłaty dotyczyć mogą 20 tys. z 65 tys. osób, które parają się twórczością zawodowo. Wątpliwości budzi wielkość rady opiniującej wnioski artystów. W jej skład ma wchodzić 155 ekspertów, którzy za każdy zaopiniowany pozytywnie lub negatywnie wniosek będą dostawać 250 zł. Ostateczną decyzję podejmować będą pracownicy nowo stworzonej instytucji — Centrum Edukacji i Pracy Artystycznej. Ta część ustawy wymaga, moim zdaniem, dopracowania i urealnienia.
Przyjęcie przez rząd tego projektu zbiegło się w czasie z protestami młodych naukowców zarabiających 18 zł powyżej średniej krajowej i walczących o doinwestowanie finansowanych na śmiesznie niskim poziomie badań naukowych. Stanowią one klucz do rozwoju i konkurencyjności polskiej nauki.
W świecie wypłaszczanym przez algorytmy wypluwające odtwórcze treści osoby artystyczne i naukowcy kreujący nowe dzieła, pomysły, obdarzeni talentem i zmysłem krytycznego myślenia są na wagę złota. To oni i ich kreatywność są naszym największym zasobem przyszłości.

