Dziecko chce usłyszeć: „Tak, ponieważ …” lub „Nie, ponieważ troszczę się o ciebie, ponieważ chcę, żebyś była szczęśliwa, chcę, żebyś miała dobry czas ze swoimi znajomymi, ale mam wątpliwości względem tej konkretnej sytuacji”. O mówieniu „tak” i o mówieniu „nie” – mówi psychoterapeutka i interwentka kryzysowa Aleksandra Dulas.

Aleksandra Dulas: Jeśli to leży w emocjonalnych możliwościach mamy, to zachęciłabym ją do tego, żeby się zgodziła. O ile potrafi porozmawiać z córką o tym, co zrobić, żeby obie czuły się w tej sytuacji bezpiecznie, a mama czuła, że zrobiła wszystko, żeby się o dziecko zatroszczyć.

– Warto porozmawiać o potencjalnych zagrożeniach, nawet jeśli córka będzie przewracać oczami i mówić: „Oj mama, ty to zawsze wymyślasz najgorsze scenariusze”. Można wtedy odpowiedzieć: „Nawet jeśli połowa z tych rzeczy się nie wydarzy, to ja jako twój rodzic i opiekun muszę o ciebie zadbać, muszę mieć pomysły, jak zareagować na sytuacje wątpliwe, trudne czy potencjalnie niebezpieczne”.

– Tak właśnie.

– Ale co to za wagary, kiedy się powie matce, że się na nie idzie? Nastolatki mają potrzebę „ściemniania” rodzicom, bo wybijają się na niezależność i nie chcą mówić swoim opiekunom o wszystkim, co robią. Ważne, by rozdzielić „ściemnianie”, które nie naraża ich na niebezpieczne sytuacje, od tego, które w jakiś sposób naraża, np. córka mówi, że idzie do Kaśki, a idzie na jakąś imprezę i wraca pijana albo odurzona innymi substancjami.

– Dokładnie. Jeśli człowiek zachowuje się dla siebie niebezpiecznie, to ja nie doradzę mamie, żeby puściła dziecko na samodzielny wyjazd, bo przecież to mama ponosi za nie odpowiedzialność. Ale jeśli 16-latka zachowuje się bezpiecznie dla siebie samej, np. wracając w nocy do domu, zamawia taksówkę, a nie idzie pieszo, albo jeśli umawia się z rodzicem, że wraca o godz. 22 do domu i dotrzymuje słowa, to dlaczego nagle miałaby zachowywać się niebezpiecznie na wyjeździe?

– Warto zadać sobie pytanie: czego się obawiamy? Czy to jest o mnie, czy to jest o moim dziecku? Czy to mnie kiedyś przytrafiło się coś złego i tamtą sytuację nakładam na ten wyjazd? Może ja byłam ciumcią, która sobie nie radziła z rzeczywistością, a moja córka jest osobą, która nieźle ogarnia i da sobie radę? Albo ja byłam szacha-wiracha i robiłam głupie rzeczy i teraz obawiam się, że mój syn też będzie tak postępować?

– Byłoby super przyjrzeć się swoim emocjom, myślom, przekonaniom.

– Ja bym w ogóle nie rozmawiała o chłopaku ani o łóżku, ponieważ to nie jest sprawa matki. Jeśli ona ma 16 lat, to jest w wieku, w którym może legalnie uprawiać seks.

– Pani rolą jest, żeby dziecko wiedziało, co ma zrobić, żeby pani tych konsekwencji nie ponosiła. Czyli: albo nie podejmuje jeszcze współżycia, bo czuje, że nie jest na to gotowa/y, albo umie się zabezpieczyć. Moment, w którym ma 16 lat i ma chłopaka lub dziewczynę, to nie jest moment zaglądania im do łóżka. Możemy najwyżej zapytać, czy potrzebuje czegoś w zakresie zabezpieczenia się i to też niekoniecznie od nas. Może chce porozmawiać o tym z kimś innym, skonsultować się z lekarką? Jeśli nasz nastolatek podejmie decyzję o współżyciu, to rodzic choćby fikołka zrobił lub salto mortale, to i tak on zrobi, co zechce. Całe życie mamy na rozmawianie o seksualności, a nie tydzień przed wyjazdem na wakacje. Tu raczej pytamy, czy potrzebuje jakiegoś wsparcia, a nie moralizujemy.

– Warto porozmawiać z chłopakiem, jeśli córka nam na to pozwoli, albo jeszcze lepiej postawić ultimatum: „Chciałbym pogadać z wami obojgiem”. Tylko nie wyciągać kwestii związanych z seksem, bo dzieciaki uciekną, ale z bezpieczeństwem w ogóle. Zapytać, czy potrzebują jakiegoś wsparcia od nas, dorosłych.

Tematem do rozmowy jest to, z jakim towarzystwem jedzie, bo jeśli nie jest ich na 100 proc. pewna, to niech weźmie pod uwagę, że jakby np. przegięła z alkoholem, może zapłacić nie tylko bólem głowy, ale jakimś nadużyciem. Fajnie by było, żeby raz dziennie zadzwoniła i powiedziała, jak się ma. A my obiecujemy, że jej telefony będą priorytetowe i zawsze jesteśmy dostępne lub dostępni i że cokolwiek by się działo, jesteśmy dla niej, żeby szukać rozwiązań, np. przyjechać i ją odebrać.

– Jeśli już wiem, że chcę powiedzieć „nie”, to muszę mieć przekonanie, że wiem, dlaczego odmawiam i jakie mam rozsądne argumenty dla poparcia swojego stanowiska. Najlepiej, jeśli moja decyzja nie wynika z lęku, tylko z racjonalnych przesłanek.

– Jeśli to miałby być argument, to jest to argument na całe życie dla rodziców, bo rodzic zawsze boi się o swoje dziecko.

Ale można powiedzieć: „Na ten moment nie zgadzam na ten wyjazd, bo uważam, że to jest za wcześnie. Myślę, że na spokojnie możemy się do tego przygotować np. za pół roku lub za rok. Porozmawiać o tym, co zrobić, żeby to był dobry pomysł zarówno dla ciebie, jak i dla mnie. Może najpierw pojechałabyś ze znajomymi na trzy dni, a potem np. na tydzień? Może najpierw 100 km od domu, a potem dopiero 300 km lub 500 km?”.

– Tak, bo przecież świat bywa nieprzewidywalny i może negatywnie zaskoczyć osobę dorosłą, a co dopiero młodą. Potrzeba trochę doświadczenia zdobywanego powoli, żeby umieć w trudnych sytuacjach reagować bezpiecznie dla siebie i innych. Można dodać: „Chciałabym, żebyś jeszcze chwilę pouczyła się bycia w świecie, zanim wejdziesz w niego sama”.

– Na pewno warto posłuchać argumentów dziecka, bo ono może nas przekonać. Może młode osoby tak dobrze zaplanowały wyjazd, że powiemy „tak”, bo np. okaże się, że na posesji obok mieszka jakaś ciotka, która będzie miała na nich oko, a my dostaniemy do niej numer telefonu.

– A nawet jakby nas za bardzo poniosło, to wrócimy do tej rozmowy na drugi dzień. Nie zamykajmy się, niech temat będzie nadal otwarty. Bo w ferworze emocji my też możemy usłyszeć od nastolatka, jacy jesteśmy nieodpowiedzialni…

– O, właśnie to. I jak faktycznie znajdą się przykłady, że o czymś zapomnieliśmy, zgubiliśmy, źle zaplanowaliśmy, to może się okazać, że też nie powinniśmy wyruszać na samodzielne wyjazdy.

– Rodzice mniej „cool” zazwyczaj są bardziej poważani przez swoje dzieci. Budzą większe zaufanie. Córka lub syn chcą usłyszeć „tak, ponieważ …” lub „nie, ponieważ troszczę się o ciebie, ponieważ chcę, żebyś była szczęśliwa, chcę, żebyś miała dobry czas ze swoimi znajomymi, ale mam wątpliwości względem tej konkretnej sytuacji”.

Nie bójmy się być rodzicem, tylko skupmy się na tym, żeby wesprzeć dziecko w realizowaniu planów i marzeń, ale też wskazywaniu trudności i wspólnym szukaniu rozwiązań.

– Rodzic, który ma względnie dobry kontakt ze swoim dzieckiem (mówię: względnie, bo z nastolatkiem można mieć względnie dobry kontakt, ponieważ jest to relacja bardzo sinusoidalna), oparty na zaufaniu i rozmowie, będzie potrafił nawigować w takich sytuacjach.

– Zgoda. To jest duże wyzwanie. Trzeba też powiedzieć głośno, że nastolatkowie bywają okropni. I nie tylko oni mają dosyć swoich rodziców, ale też rodzice mają prawo mieć dosyć swoich nastolatków. Nie ma obowiązku zawsze dobrze czuć się w towarzystwie swoich dzieci, bo one potrafią powiedzieć nam okropne rzeczy.

– Nawet jeśli chcielibyśmy rozłożyć dziecku czerwony dywan i miękkie poduszki wokół, żeby nic nieprzyjemnego mu się nie przytrafiło, to jest to niemożliwe. Żeby dojrzeć, dorosnąć, musi się trochę poobijać. Ale kluczowe jest, żeby to nie zagrażało zdrowiu i życiu, żeby mogło być we w miarę kontrolowanych warunkach i żeby zawsze mogło na nas liczyć.

– Ja bym jeszcze dodała: „Może zastanówmy się razem, jak można ci to zrekompensować”. Jak złagodzić ten upadek, bo to jest jakaś forma upadku, w tym sensie, że nasze dziecko coś sobie zaplanowało, wymyśliło, może nawet wymarzyło, a my mówimy „jeszcze nie teraz”. Może weźmy je do kina, na spacer, zaproponujmy, żeby razem ze swoimi przyjaciółmi pojechało do nas na działkę?

W ogóle jestem za tym, żeby w trudnej sytuacji, kiedy my się na coś nie zgadzamy albo rzeczy w świecie nie idą po myśli dziecka, przychodzą rozczarowania, zawody, jakoś łagodzić te upadki.

Dać coś, co będzie fajne, wspierające, żeby ten kapitał dobrej energii, ale też dobrych relacji z dzieckiem odnawiać i wzmacniać.

Aleksandra Dulas — terapeutka, interwentka kryzysowa, seksuolożka. Lubi pracę z młodzieżą. Prowadzi spotkania, warsztaty, szkolenia. Wspiera nauczycieli. Stara się budować mosty, scalać, integrować. Widzi wspólne płaszczyzny tam, gdzie inni widzą tylko różnice

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version