Nowa umowa, w ramach której Stany Zjednoczone miałyby zainwestować w cywilny program nuklearny Arabii Saudyjskiej, wywołała niepokoje w Izraelu. Tel Awiw obawia się, że Saudyjczycy, w obliczu nasilającego się niepokoju na Bliskim Wschodzie, mogą ostatecznie wykorzystać swój program do celów militarnych. — Pozostawili sobie furtkę — mówią eksperci.

Izrael nigdy publicznie nie potwierdził ani nie zaprzeczył istnieniu własnego arsenału nuklearnego, choć od dawna potwierdzali to emerytowani wysocy rangą urzędnicy zarówno Izraela, jak i USA. W ubiegłym roku rozmowy między USA a Arabią Saudyjską o potencjalnej współpracy nuklearnej nabierały tempa. Działo się to tuż przed 12-dniową wojną między Izraelem a Iranem. Obecni i byli izraelscy urzędnicy mówią „Newsweekowi”, że taki krok może wywołać regionalny wyścig zbrojeń.

W środę ogłoszono umowę między USA a Arabią Saudyjską, a obawy powróciły ze zdwojoną siłą w i tak już niestabilnym momencie dla regionu, w którym dochodzi do bezpośrednich starć między USA a Iranem, a także irańskich ataków na Arabię Saudyjską i innych amerykańskich partnerów na Bliskim Wschodzie.

Ariel Levite, były zastępca dyrektora ds. polityki w Izraelskiej Komisji Energii Atomowej, a obecnie starszy pracownik w Carnegie Endowment for International Peace (program Nuclear Policy) i ośrodku Belfer Center (Harvard, Managing the Atom), zauważył, że nawet gdy rozmowy o współpracy nuklearnej USA–Arabia Saudyjska zaczęły nabierać tempa za prezydentury Joego Bidena, to „już wtedy bardzo kontrowersyjne było to, że Izrael miałby się zgodzić na zakłady wzbogacania uranu w Arabii Saudyjskiej i tym podobne, co było bardzo niepokojące”.

Izrael dążył jednak do powiązania tej umowy z normalizacją stosunków dyplomatycznych z Arabią Saudyjską, aby zminimalizować ryzyko. Negocjacje o normalizacji niemal całkowicie się rozpadły wraz z wybuchem wojny w Strefie Gazy w październiku 2023 r., a napięcia wokół amerykańsko-izraelskiej wojny przeciwko Iranowi, rozpoczętej w lutym 2026 r., postawiły premiera Benjamina Netanjahu w znacznie trudniejszej sytuacji.

— To było coś, nad czym obecny rząd w Izraelu był gotów się zastanawiać w kontekście normalizacji — powiedział Levite „Newsweekowi”.”Newsweekowi”. — Teraz nie ma mowy o normalizacji, i to jest pierwsza kwestia.

— Po drugie, jesteśmy w sytuacji, w której Netanjahu nie może tak po prostu odmówić Trumpowi — dodał Levite. — Rząd izraelski jest bardzo niezadowolony, ale nie ma wyjścia, bo w zasadzie już wyraził zgodę, zapłacił swoją cenę, a nie skorzystał na tym.

W środę Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska podpisały umowę o współpracy nuklearnej, tzw. „umowę 123”, oraz dwustronne porozumienie o środkach bezpieczeństwa. Porozumienia te ustanawiają ramy prawne dla przyszłej cywilnej współpracy nuklearnej między tymi krajami. Arabia Saudyjska dąży do rozwoju krajowego programu energetyki jądrowej, obejmującego wzbogacanie uranu.

Umowy podpisali sekretarz ds. energii USA Chris Wright i saudyjski minister energii książę Abdulaziz bin Salman. Teraz trafią one do oceny do Kongresu.

Administracja Trumpa zapowiedziała, że umowa zapewni amerykańskim firmom szerszy dostęp do planowanego saudyjskiego sektora energetyki jądrowej, tworząc szanse dla producentów i dostawców z USA, a jednocześnie pomagając Królestwu w zaspokojeniu rosnącego zapotrzebowania na energię.

— Te porozumienia odzwierciedlają wspólne zobowiązanie naszych dwóch krajów do wzmacniania relacji handlowych USA–Arabia Saudyjska, zapewnienia dobrobytu u siebie i bezpieczeństwa sojusznikom za granicą — powiedział Wright. Dodał, że umowy „zapewniają najwyższe standardy bezpieczeństwa jądrowego i nierozprzestrzeniania”” przy jednoczesnym rozwoju eksportu amerykańskich technologii nuklearnych.

Arabia Saudyjska wcześniej deklarowała zobowiązanie do nierozprzestrzeniania broni nuklearnej, jednak pewne sygnały pogłębiły obawy Izraela.

Już w 2018 r., gdy Trump podczas swojej pierwszej kadencji dążył do unieważnienia porozumienia nuklearnego z Iranem z 2015 r., następca tronu Arabii Saudyjskiej, Mohammed bin Salman, powiedział telewizji CBS News: — Arabia Saudyjska nie chce zdobyć bomby nuklearnej, ale bez wątpienia, jeśli Iran rozwinie bombę atomową, my zrobimy to samo najszybciej jak to możliwe.

Iran również nieustannie zaprzecza wszelkim próbom militarnym w swoim programie nuklearnym, choć przedstawiciele USA i Izraela twierdzą, że zaawansowane wzbogacanie uranu przez Islamską Republikę było de facto próbą zdobycia takich zdolności i stanowiło pretekst do sankcji oraz bezpośrednich działań militarnych zarówno podczas 12-dniowej wojny w czerwcu zeszłego roku, jak i obecnej kampanii rozpoczętej w lutym.

Mimo że Teheran konsekwentnie deklaruje, że nie dąży do pozyskania broni nuklearnej, trwający konflikt oraz śmierć najwyższego przywódcy, ajatollaha Alego Chameneiego, wywołały nową debatę wewnątrz Islamskiej Republiki. Państwem kieruje dziś jego syn, ajatollah Modżtaba Chamenei, a coraz większe wpływy zdobywa Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej.

Obecnie tylko jedno państwo muzułmańskie oficjalnie posiada broń jądrową: Pakistan, z którym Arabia Saudyjska od dawna utrzymuje bliskie relacje. Zostały one sformalizowane w pakt obronny we wrześniu ubiegłego roku, krótko po bezprecedensowym ataku Izraela na spotkanie Hamasu w Katarze.

— USA nie podpiszą żadnej umowy z jakimkolwiek krajem na świecie, która prowadziłaby do ryzyka proliferacji [broni masowego rażenia] — powiedział sekretarz stanu Marco Rubio, który w środę przebywał na Filipinach.

Odkąd Iran zaczął atakować kraje regionu goszczące bazy wojskowe Stanów Zjednoczonych, aby wywierać presję na działania wojenne USA i Izraela, pojawiły się jednak pytania dotyczące zarówno zobowiązań USA, jak i Pakistanu wobec bezpieczeństwa Arabii Saudyjskiej,

Levite zauważył, że choć teoretycznie instalacje do wzbogacania uranu na terytorium Arabii Saudyjskiej miałyby być nadzorowane przez personel USA, dalsza eskalacja w regionie mogłaby doprowadzić do wycofania się Waszyngtonu i pozostawienia Rijadu sam na sam z tymi instalacjami.

— Cała koncepcja amerykańskiego nadzoru nad tymi instalacjami nie brzmi zbyt wiarygodnie. To pierwsza sprawa — powiedział Levite. — Po drugie, to kraj, który ma wiele własnych problemów z bezpieczeństwem wewnętrznym. To kolejny powód do niepokoju, bo władza może się tam zmienić na taką, która byłaby dużo bardziej problematyczna i wroga.

— Poza tym to państwo ma bardzo ścisłe relacje wojskowe z Pakistanem, co w kontekście nuklearnym nie jest korzystne i mogłoby im pomóc w rozwoju programu broni jądrowej, co wszyscy wiemy — dodał.

Jednak „najgorsze ze wszystkiego”, jak stwierdził, to brak w umowie Dodatkowego Protokołu oraz tzw. „Złotego Standardu” zobowiązującego do międzynarodowych inspekcji. Taki zapis znalazł się w innych umowach 123 USA dotyczących energii jądrowej, jak ta ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi,

— Dlaczego Stany Zjednoczone zgodziły się na żądanie Królestwa dotyczące rezygnacji z Dodatkowego Protokołu, jeśli mają wyłącznie pokojowe zamiary? — pytał Levite. — Jaki sens miałby taki upór ze strony Arabii Saudyjskiej, jeśli nie chodzi o pozostawienie sobie furtki do programu zbrojeniowego?

— I jakie będą szersze skutki zaakceptowania tak wadliwego rozwiązania, jeśli chodzi o precedens dla nuklearnych ambicji innych państw zaprzyjaźnionych, a także o to, że Chiny i Rosja pójdą w ślady USA wobec swoich sojuszników?

„Newsweek” zwrócił się o komentarz do ambasady Arabii Saudyjskiej w USA i Departamentu Stanu USA.

Wzmacniając publiczne stanowisko Rijadu, Mohammed Alhamed, założyciel Saudi Elite Group, powiedział „Newsweekowi”, że Królestwo konsekwentnie wspiera wysiłki na rzecz powstrzymania proliferacji broni jądrowej na Bliskim Wschodzie.

— Arabia Saudyjska miała w przeszłości okazję sięgnąć po opcję wojskową, ale celowo z niej zrezygnowała — powiedział Alhamed. — Celem Królestwa zawsze było budowanie pokojowego, cywilnego programu nuklearnego, który zwiększa bezpieczeństwo energetyczne, dywersyfikację gospodarczą, postęp technologiczny i długofalowy rozwój państwa — nie broń jądrową.

Administracja Trumpa wielokrotnie wzmacniała więzi z Arabią Saudyjską, zwłaszcza po chłodniejszym okresie za prezydentury Bidena, który ścierał się z Rijadem w sprawie cen ropy i praw człowieka, a także innych zagadnień.

W sytuacji, gdy Arabia Saudyjska otwarcie stawia na dywersyfikację relacji z zagranicą, zacieśniając stosunki z głównymi rywalami USA, czyli Chinami i Rosją, Trump stara się utrzymać wpływy Waszyngtonu za pomocą spektakularnych kontraktów, jak ten z listopada 2025 roku, obejmujący sprzedaż zaawansowanego sprzętu, w tym myśliwców F-35, czyli broni, którą na Bliskim Wschodzie dysponuje obecnie tylko Izrael.

Jednak wojna amerykańsko-izraelska przeciwko Iranowi, której Arabia Saudyjska bardzo starała się uniknąć, ponownie nadwerężyła stosunki między Waszyngtonem a Rijadem. Oprócz bezprecedensowych ataków Iranu i skutecznej blokady eksportu energii z portów Zatoki Perskiej na wschodzie, sprzymierzony z Iranem ruch Ansar Allah, znany także jako Huti, z którym Arabia Saudyjska walczy w sąsiednim Jemenie, grozi teraz atakami na saudyjską żeglugę w portach Morza Czerwonego na zachodzie kraju.

— Z perspektywy Waszyngtonu realizacja umowy nuklearnej jest elementem szerszej strategii administracji Trumpa — powiedział Alhamed. — Stany Zjednoczone zdają sobie sprawę, że ich długofalowe interesy na Bliskim Wschodzie najlepiej zabezpieczyć poprzez pogłębienie strategicznego partnerstwa z Arabią Saudyjską i niedopuszczenie, by Rosja lub Chiny stały się głównymi partnerami Królestwa w jednej z najważniejszych branż na świecie.

— Ostatecznie ta umowa ma na celu wzmocnienie zaufania i utrwalenie długoterminowego sojuszu strategicznego między dwoma kluczowymi partnerami. Amerykańska polityka zagraniczna nie może być uzależniona wyłącznie od preferencji Izraela — dodał. — Tak jak Arabia Saudyjska realizuje własne interesy narodowe, tak i Stany Zjednoczone mają do tego prawo. Wzmacnianie więzi z Rijadem sprzyja amerykańskim interesom strategicznym, gospodarczym i bezpieczeństwu w całym regionie.

Jeśli chodzi o Izrael, Alhamed argumentuje, że stanowisko Arabii Saudyjskiej wobec potencjalnego porozumienia pokojowego „jest jasne — zarówno publicznie, jak i prywatnie”.

— Królestwo nadal popiera rozwiązanie dwupaństwowe i uważa, że Palestyńczycy powinni otrzymać przynajmniej znaczącą część swoich uzasadnionych praw — powiedział Alhamed.

Yoel Guzansky, starszy analityk Instytutu Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym, który wcześniej zasiadał w izraelskiej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i doradzał kilku premierom, patrzy jednak na sprawę „bardziej pesymistycznie”.

— Ludzie z administracji, jak sądzę, powiedzą: „To sposób, by trzymać Saudyjczyków blisko nas i z dala od Chin”. Może niekoniecznie tak będzie — powiedział Guzansky „Newsweekowi”.

— Powiedzą też, że to przyniesie dużo pieniędzy amerykańskiej gospodarce, zwłaszcza przemysłowi nuklearnemu, z którym w USA są spore problemy — dodał Guzansky.

Przyznał, że USA mogą odnieść pewne korzyści wewnętrzne, ale ostrzegł, że „moment jest fatalny”,”, zważywszy, że jednym z głównych punktów spornych w zablokowanych rozmowach USA–Iran było żądanie Teheranu zachowania jakiejś formy wzbogacania uranu na własnym terytorium — zdolności, którą teraz Rijad otrzymuje za zgodą Waszyngtonu.

Guzansky zauważył również, że są powody do obaw co do samej strategii Arabii Saudyjskiej, biorąc pod uwagę jej coraz bardziej asertywną politykę regionalną, która pogłębia konflikt z sąsiednimi Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi — głównym partnerem Izraela w regionie.

— Myślę, że tutaj w Izraelu rząd raczej nie powie tego głośno, nie chce wejść w otwarty konflikt z administracją, a Netanjahu nie będzie chciał tego robić z Trumpem, ale usłyszycie to od ekspertów i analityków takich jak ja — oni się boją — podsumował Guzansky.

W końcu, jak argumentuje, Arabia Saudyjska „to nie Szwajcaria”.

— To kraj z ogromnymi pieniędzmi, ambicjami i lękiem przed Iranem — powiedział Guzansky. — Bin Salman sam publicznie zadeklarował, że gdy tylko Iran będzie miał bombę, on natychmiast też ją zdobędzie. Wierzę mu. Powinniśmy mu wierzyć.

— Mają więc ambicje stworzenia wojskowego programu nuklearnego — dodał. — Teraz dostają kluczyki do samochodu i prawo jazdy.

Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version