15 maja do policji i służb trafiły dwa zgłoszenia dotyczące zdarzeń pod adresem zamieszkania redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”. O przebiegu interwencji, tym, co dokładnie się wydarzyło oraz jakie przepisy mają w takiej sytuacji zastosowanie, opowiadają autorzy podcastu „W związku ze śledztwem”.
Dotąd informowano o jednym incydencie, jednak — jak wynika z naszych ustaleń — zgłoszeń było więcej. Jedno dotyczyło dziecka w kryzysie, które miało próbować odebrać sobie życie; identyczne zgłoszenie wpłynęło dwukrotnie. Drugie mówiło o osobie planującej samobójstwo przebywającej przed budynkiem.
Pierwsze zdarzenie zostało zgłoszone przez telefon zaufania dla młodzieży. Pracownik linii „Co u ciebie”, działającej w Gdyni, poinformował służby, że nawiązał kontakt z osobą podającą się za dziecko w kryzysie. Otrzymał wiadomość mailową o treści: „jestem [tu adres], w toalecie popełniam samobójstwo”.
Policja uznała, że wskazany adres musi znajdować się w Warszawie, a nie w Gdyni, i przyjęła zgłoszenie, nadając mu status pilnego. Na miejsce skierowano dwóch funkcjonariuszy, wezwano także straż pożarną, przewidując konieczność siłowego wejścia do lokalu. Do interwencji doszło 14 maja.
Na miejscu nikt nie otwierał drzwi. Policjanci rozpytywali sąsiadów o mieszkańców lokalu. Jedna z sąsiadek przekazała funkcjonariuszom numer telefonu Tomasza Sakiewicza. Ten poinformował ich, że pod jego adresem pojawiło się kolejne zgłoszenie o próbie samobójczej. Podkreślił przy tym, że w mieszkaniu nie ma żadnych dzieci i że mieszka tam sam.
Policjanci poinformowali go o możliwości złożenia zawiadomienia w tej sprawie na komendzie. Nie przekazali jednak informacji o interwencji do właściwej komendy rejonowej — jak wynika z relacji — nie mieli świadomości, kim jest Tomasz Sakiewicz ani że ma związek z mediami czy Telewizją Republika.
Dzień później sytuacja się powtórzyła. Tym razem „dziecko” skontaktowało się z Biurem Rzecznika Praw Dziecka za pośrednictwem czatu, informując, że znajduje się pod wskazanym adresem w Warszawie i zamierza popełnić samobójstwo, odkręcając butlę z gazem. Przedstawiło się jako „Jan, nastolatek w kryzysie”.
Zgłoszeniu ponownie nadano status pilnego. Na miejsce skierowano dwóch funkcjonariuszy oraz Zespół Ratownictwa Medycznego. Drzwi otworzyła kobieta. Policjant przedstawił się i wyjaśnił powód interwencji, pytając, czy w lokalu przebywa dziecko. Kobieta zaprzeczyła.
Odmówiła jednak podania swoich danych, w związku z czym została poinformowana, że może zostać przewieziona do komendy w celu ustalenia tożsamości. Funkcjonariusze sprawdzili mieszkanie, aby upewnić się, czy rzeczywiście nie ma w nim dziecka wymagającego pomocy. W lokalu znajdował się także mężczyzna. Także ten patrol nie wiedział, kim jest. Mężczyzna poinformował funkcjonariuszy, że będzie ich nagrywał i prowadził transmisję na żywo. Zgłoszenie miało miejsce o 13:29, patrol był na miejscu o 13:40, cała interwencja zakończyła się godzinę później.
Kolejne zgłoszenie miało inny charakter i zostało wysłane do CBŚP oraz ABW. Treść wiadomości brzmiała: „Jestem na ul. [tutaj adres] w Warszawie popełniam samobójstwo mam na sobie pas szahida wyp*** wszystko”.
Lepiej reagować „na wyrost”
Patrol wysłany pod wskazany adres nie był żadną „specjalną jednostką” ani narzędziem politycznym. To byli zwykli funkcjonariusze, którzy dostali standardowe zgłoszenie o możliwym zagrożeniu życia. Ich zadaniem nie było ustalanie, kto mieszka w lokalu ani jakie ma poglądy czy powiązania medialne, tylko szybkie sprawdzenie, czy ktoś nie potrzebuje natychmiastowej pomocy. W takim kontekście wejście do mieszkania, sprawdzenie jego wnętrza czy nawet zastosowanie środków przymusu wobec osoby, która odmawia identyfikacji, mieści się w logice procedur, a nie w kategorii nadużycia.
Problem polega na tym, że tego typu interwencje — szczególnie gdy dotyczą znanych osób — niemal automatycznie zostają zinterpretowane jako element gry politycznej. Pomija się przy tym podstawowy fakt: zgłoszenie o próbie samobójczej uruchamia mechanizm działania, którego nie da się „wyłączyć”, bo ktoś uzna, że adres jest wrażliwy. Każde takie zgłoszenie traktuje się jako realne zagrożenie. I słusznie, bo alternatywą byłoby ryzyko zaniechania pomocy w sytuacji, gdy ktoś rzeczywiście walczy o życie.
W tej sprawie warto odwrócić perspektywę. Co by się stało, gdyby policjanci zaczęli analizować, kto mieszka pod wskazanym adresem, albo uznali, że zgłoszenie może mieć charakter prowokacji i zareagowali z opóźnieniem? W sytuacjach kryzysu psychicznego każda minuta ma znaczenie. Procedura jest więc z założenia „na wyrost” — lepiej sprawdzić zgłoszenie, które okaże się fałszywe, niż zignorować takie, które okaże się prawdziwe.
Podstawa prawna działań policji
Policjanci podkreślają, że zgłoszenia dotyczące prób samobójczych należą do najbardziej wymagających i każdorazowo muszą być rozpatrywane indywidualnie. Do końca kwietnia odnotowano 1116 takich przypadków i tyle interwencji podjęła Policja. Wszystkie mają najwyższy priorytet — funkcjonariusze są zobowiązani do natychmiastowego działania.
To, w jaki sposób Policja powinna reagować, jest regulowane przez kilka aktów prawnych, nie tylko ustawę o Policji. Na przykład ustawa o ochronie zdrowia psychicznego nakłada na Policję obowiązek udzielenia pomocy osobie, której życie jest bezpośrednio zagrożone — nawet jeśli zagrożenie wynika z jej własnych działań. W takiej sytuacji możliwe jest przewiezienie jej do szpitala psychiatrycznego bez zgody, jeśli lekarz stwierdzi zagrożenie życia. To dlatego przy zgłoszeniach o zamiarze popełnienia samobójstwa na miejsce wysyłani są również ratownicy medyczni.
Ustawa o Policji daje funkcjonariuszom możliwość użycia środków przymusu — takich jak siła fizyczna, kajdanki czy pasy obezwładniające — w celu udaremnienia samobójstwa. Z kolei Kodeks postępowania karnego pozwala na wejście do mieszkania bez nakazu w sytuacji podejrzenia zagrożenia życia.
Jednocześnie właściciel lokalu ma swoje prawa — może żądać okazania legitymacji służbowej, uzyskania informacji o powodach interwencji oraz sporządzenia protokołu ze zdarzenia. Policjanci wskazują też na przepisy Kodeksu karnego dotyczące nieudzielenia pomocy osobie w stanie zagrożenia życia — obowiązek reagowania dotyczy nie tylko policjantów, ale każdej osoby, która wie o zamiarze popełnienia samobójstwa.
Funkcjonariusze mają również wytyczne dotyczące postępowania w przypadku kontaktu z osobą w kryzysie suicydalnym. Podstawową zasadą jest podtrzymywanie rozmowy — jeśli ktoś zgłasza zamiar odebrania sobie życia, oznacza to, że szuka pomocy. Dyżurny powinien zebrać jak najwięcej informacji: nie tylko o adresie, ale także o okolicznościach zdarzenia czy sposobie planowanego działania. Jednocześnie musi pamiętać, że nie są to negocjacje — należy wspierać rozmówcę, ale nie wolno stawiać mu warunków.
Policjanci przechodzą szkolenia z zakresu zapobiegania samobójstwom. Jak podkreślają, kluczowe jest szybkie działanie pierwszego patrolu na miejscu — bez analizowania, kto mieszka pod wskazanym adresem czy ma powiązania z mediami lub partią polityczną. Każda zwłoka może mieć znaczenie w sytuacji, gdy chodzi o ratowanie życia.
Mają też ogólne wytyczne jak działać w przypadku telefonów od samobójców czy innego kontaktu ze strony osób chcących odebrać sobie życie. Pierwsza zasada to podtrzymywanie rozmowy, bo jeśli osoba w kryzysie dzwoni z informacją o próbie samobójczej oznacza to, że szuka pomocy. Dyżurny odbierający telefon musi zdobyć jak najwięcej danych nie tylko o adresie, ale także informacji szczegółowych na przykład w jaki sposób osoba dzwoniąca zamierza odebrać sobie życie. I pamiętać, że to nie są negocjacje. Można wspierać osobę po drugiej stronie, ale nie można stawiać jej żadnych żądań. Policjanci przechodzą szkolenia z zakresu prewencji samobójstw. Reakcja policjantów, którzy pierwsi przyjadą na miejsce i to czy będą się zastanawiać kto mieszka pod danym adresem, rozpytywać czy dana osoba nie jest w żaden sposób związana z jakimiś mediami, czy partią polityczną, może być kluczowa w uratowaniu życia osobie, która chce je sobie odebrać.
Jeśli czujesz, że potrzebujesz pomocy, odczuwasz lęk i smutek, masz myśli samobójcze — nie czekaj, zadzwoń pod jeden z numerów pomocowych dostępnych bezpłatnie i czynnych całą dobę, siedem dni w tygodniu:
- 800 70 22 22 – Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym
- 800 12 12 12 – Wsparcie psychologiczne w sytuacji kryzysowej – infolinia dla dzieci, młodzieży i opiekunów
- 116 111 – Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży
- 112 – W razie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia

