– W Waszyngtonie wciąż pokutuje błędna interpretacja wewnętrznej dynamiki Iranu i jego odporności narodowej. Przekonanie, że eliminacja najwyższego przywództwa kraju pozwoli powtórzyć „scenariusz wenezuelski”, świadczy o niezrozumieniu strukturalnych, historycznych i społecznych różnic, które wyróżniają Iran — powiedział „Newsweekowi” Mostafa Nadżafi, teherański analityk ds. bezpieczeństwa
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Prezydent Donald Trump zaoferował amnestię członkom Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), którzy zdecydują się złożyć broń. Wezwał także obywateli Iranu do przejęcia inicjatywy w obaleniu własnego rządu.
Pomimo ogromnych niepowodzeń, Iran nie odnotował jak dotąd żadnych poważnych dezercji. Nie ma też masowych protestów na skalę tych, które wstrząsnęły krajem w styczniu, a których brutalne stłumienie stało się katalizatorem konfrontacyjnego kursu Trumpa wobec Islamskiej Republiki.
Po śmierci Najwyższego Przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego szybko powołano tymczasową Radę Przywódczą pod przewodnictwem nowo mianowanego ajatollaha Alirezy Arafiego, wspieranego przez prezydenta Masuda Pezeszkiana oraz prezesa Sądu Najwyższego Gholama Hossiena Mohseni Ejehego. Pokazuje to trwałą zdolność władz do utrzymania kontroli nawet w obliczu najpoważniejszego kryzysu od powstania Islamskiej Republiki w 1979 r.
Nawet pojawiające się już doniesienia o możliwej śmierci Arafiego prawdopodobnie nie wystarczą, by uruchomić lawinę wydarzeń, która mogłyby doprowadzić do upadku głęboko zakorzenionego reżimu.
Od pewnego czasu przywództwo reżimu jest kolegialne. W skład najwyższych władz wchodzą prezydent, przewodniczący parlamentu, szef sądownictwa, jeden z dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Ahmad Vahidi oraz przedstawiciel regularnej armii.
— Ta grupa przywódcza, wyróżniająca się pragmatyzmem i doświadczeniem instytucjonalnym, jest w pełni zdolna do konsolidacji władzy — powiedział Ali Alfoneh, starszy analityk Arab Gulf States Institute, w rozmowie z „Newsweekiem”.
— Po odejściu ajatollaha Chameneiego przywództwo kolegialne może wybrać jedną z dwóch ścieżek interakcji w Donaldem Trumpem — dodał Alfoneh. — W grę wchodzą negocjacje porozumienia na wzór tego, które zawarł rząd Wenezueli [po porwaniu Nicolása Maduro na początku stycznia nowe władze Wenezueli ułożyły się z administracją Trumpa — przyp. red.], lub wejść w długotrwałą konfrontację, która mogłaby coraz bardziej destabilizować regionalną infrastrukturę energetyczną i doprowadzić do wzrostu cen paliw w Stanach Zjednoczonych.
Ajatollah Ali Chamenei w lutym 2026 r.
Foto: PAP/ EPA
„Scenariusz idealny”. Jak może rozwijać się sytuacja w Iranie
Islamska Republika ma za sobą historię wykazywania odporności w obliczu zagrożeń egzystencjalnych. Zaledwie rok po rewolucji islamskiej, która wyniosła do władzy ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego, sąsiedni Irak pod wodzą prezydenta Saddama Husajna najechał Iran i rozpoczął krwawą wojnę. Trwała ona osiem lat, do 1988 r.
Obie strony straciły w niej setki tysięcy ludzi, a Stany Zjednoczone prowadziły ataki na irańskie cele na morzu. Jednak skala przewagi militarnej USA i Izraela w obecnym konflikcie stanowi jeszcze poważniejsze zagrożenie — niszczenie irańskich zdolności wojskowych oraz eliminacja przywódców są prowadzone na szeroką skalę.
Skuteczność samych operacji powietrznych w próbach obalenia Islamskiej Republiki jest jednak ograniczona.
Podczas drugiej wojny w Zatoce Perskiej Stany Zjednoczone wysłały do Iraku setki tysięcy żołnierzy. Przeprowadziły inwazję, która zakończyła się obaleniem Saddama Husajna w 2003 r., a następnie długotrwałą rebelią sunnickich i szyickich bojówek.
Obecnie Stany Zjednoczone skoncentrowały na Bliskim Wschodzie największe siły wojskowe od 2003 r. Obejmują one dziesiątki tysięcy żołnierzy i dwa zespoły uderzeniowe lotniskowców. Brak jednak dowodów, by działania Trumpa miały na celu przeprowadzenie inwazji lądowej, choć sytuacja nosi już wiele znamion Trzeciej Wojny w Zatoce.
Farzan Sabet, główny analityk Sanctions and Sustainable Peace Hub przy Geneva Graduate Institute, ocenia, że chociaż zmiana reżimu pozostaje najbardziej radykalną opcją Trumpa, może on równocześnie dążyć do bardziej ograniczonych celów.
— W najbardziej umiarkowanym scenariuszu Trump zadowoliłby się osłabieniem irańskich zdolności wojskowych na tyle, by móc ogłosić zwycięstwo i przejść dalej, o ile Irańczycy nie przeprowadzą poważnych kontrataków, które zmusiłyby go do odwetu — powiedział Sabet w rozmowie z „Newsweekiem”.
Słupy dymu nad Teheranem po atakach Izraela i USA na Iran 1 marca 2026 r.
Foto: Abaca / PAP
W „pośrednim wariancie”, jak tłumaczy Sabet, administracja Trumpa mogłaby próbować dokonać „modyfikacji reżimu”, na wzór tego, co działo się z Wenezuelą. Zamiast konsekwentnie dążyć do obalenia administracji prezydenta Nicolása Maduro, Biały Dom nawiązał współpracę z jego zastępczynią i następczynią, tymczasową prezydent Delcy Rodríguez — model ten Trump może próbować zastosować w Iranie.
— Nadzieja [administracji] może polegać tu na tym, że po usunięciu przywództwa Republiki Islamskiej być może nowa formacja liderów okaże się bardziej skłonna do ustępstw — tłumaczy Sabet.
— Oczywiście cena porozumienia wzrosła w porównaniu do tej podyktowanej tydzień temu w Genewie — dodał, odnosząc się do irańsko-amerykańskich rozmów nuklearnych, które odbyły się zaledwie dwa dni przed sobotnią operacją — ale istnieje wola, by rozważyć poważne ustępstwa, w tym dotyczące rakiet balistycznych czy sojuszu Osi Oporu.
Trump powiedział w niedzielę „The New York Times”, że ma „trzech bardzo dobrych kandydatów” na przywódcę Iranu oraz stwierdził, że „to, co zrobiliśmy w Wenezueli, to idealny scenariusz”.
Jednak reakcja rządu Iranu na — jak określa to Sabet — „dość druzgocące otwarcie” wojny, która pochłonęła nie tylko Chameneiego, ale także znaczną część kadry dowódczej wciąż odczuwającej skutki 12-dniowej wojny rozpoczętej przez Izrael w czerwcu ubiegłego roku, została obliczona na udaremnienie prób podzielenia i pokonania kraju.
— Islamska Republika zdołała szybko odtworzyć swoją strukturę polityczną, zapełniając próżnię po odejściu lidera, oraz utrzymać reakcję obronną, jeśli nie samą strukturę dowództwa, na tyle sprawnie, że nie dopuściła do chaosu — tłumaczy Sabet. — Wiemy, dlaczego się to udało: spodziewali się takiego scenariusza, choć nie przygotowali się wystarczająco, by mu zapobiec.
Strategia Iranu. Tak zamierza przetrwać ataki USA
Irańska strategia obronna opiera się na tzw. doktrynie mozaiki, wypracowanej na bazie doświadczeń z 12-dniowej wojny oraz amerykańskiej inwazji na Irak. Zakłada ona przekazanie szerokiej autonomii operacyjnej lokalnym jednostkom, tak by te mogły kontynuować działania nawet po utracie centralnego dowództwa.
Oprócz irańskich ataków na Izrael i amerykańskie bazy w regionie, państwa członkowskie Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) — Bahrajn, Kuwejt, Katar, Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie — doświadczają uderzeń wymierzonych w infrastrukturę cywilną i energetyczną. Analityk Farzan Sabet ocenia, że Teheran liczy w ten sposób na wywarcie nacisku przez państwa GCC na administrację Trumpa i USA, by te dążyły do szybkiej deeskalacji i zawarcia rozejmu.
Sabet zauważa też u Irańczyków postawę „wykorzystaj lub stracisz” względem ostatnich zapasów pocisków rakietowych, które USA i Izrael starają się jak najszybciej zredukować.
Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej rzecznik izraelskiej armii (IDF), podpułkownik Nadav Shoshani, ocenił, że USA i Izrael „zniszczyły dziesiątki, jeśli nie setki” irańskich pocisków rakietowych.
Doniesienia o atakach irackich milicji na amerykańskie pozycje w regionie oraz interwencji Hezbollahu przeciwko Izraelowi podnoszą stawkę, gdy Oś Oporu pod egidą Teheranu, wyczerpana dwuipółletnim konfliktem, próbuje poszerzyć skalę wojny.
Jemeński ruch Ansar Allah, znany także jako Huti, może dodatkowo skomplikować kalkulacje Waszyngtonu i graczy regionalnych, biorąc pod uwagę wcześniejsze ataki na światowy handel morski podczas poprzednich rund konfrontacji.
W miarę jak koalicja amerykańsko-izraelska i Oś Oporu próbują się wzajemnie przetrzymać w tym najpoważniejszym od dekad starciu, wciąż nie wyłoniła się jednolita opozycja wobec Islamskiej Republiki. Kluczowe postacie, takie jak Reza Pahlawi — syn ostatniego szacha obalonego w 1979 r. — oraz Narodowa Rada Oporu Iranu pod kierownictwem Maryam Radżawi z ruchu Mojahedin-e Chalgh, mają swoje główne siedziby za granicą i obecnie wzajemnie się dyskredytują.
Najlepiej zorganizowane grupy rebelianckie w samym Iranie wywodzą się z ruchów kurdyjskich, jednak są one krytykowane zarówno przez wewnętrzną, jak i zewnętrzną opozycję oraz przez władze ze względu na obawy związane z możliwymi dążeniami separatystycznymi.
W Iranie działa także wiele innych zbrojnych grup, w tym ugrupowania etniczne wśród Arabów, Azerów i Beludżów, a także odłam Państwa Islamskiego (ISIS) w Chorasan, który od lat próbuje wykorzystać osłabienie władzy centralnej.
W obliczu trwającego konfliktu i rozdrobnienia opozycji w kraju i za granicą, nie doszło do masowego powstania ludowego, do którego wzywali Trump, Pahlawi i izraelski premier Benjamin Netanjahu.
— Wydaje się mało prawdopodobne, by same naloty na siły bezpieczeństwa doprowadziły do masowego ruchu społecznego, skoro społeczeństwo irańskie jest słabo zorganizowane i pozbawione struktur przywódczych — powiedział Arash Azizi, historyk i wykładowca Uniwersytetu Yale, w rozmowie z „Newsweekiem”.
— Choć nie jest to całkowicie wykluczone. Jeśli naloty będą trwać dłużej, zginie więcej przywódców reżimu, ludzie zaczną protestować w różnych regionach kraju, a pozostali liderzy uznają, że nie mają wyboru i oddadzą władzę uznanej sile opozycyjnej w kraju lub na emigracji, taki scenariusz mógłby się ziścić. Ale to bardzo odległa perspektywa — mówił Arash Azizi.
Izrael i USA nie rozumieją Iranu? „Pokutuje błędna interpe
Mostafa Nadżafi, teherański analityk ds. bezpieczeństwa, twierdzi, że Trump popełnił błąd w ocenie podatności Islamskiej Republiki.
Zamiast załamania się pod silną presją — argumentuje — na poziomie operacyjnym wszystkie gałęzie władzy, od wykonawczej i ustawodawczej po sądownictwo i instytucje bezpieczeństwa narodowego, „zachowują pełną zdolność do zarządzania krajem i utrzymania stabilności”.
Siły zbrojne Iranu — zarówno Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, jak i regularna armia — działają w ramach ustalonego i zdyscyplinowanego łańcucha dowodzenia, którego głównym zadaniem jest „obrona bezpieczeństwa narodowego oraz zapobieganie każdej próbie wykorzystania okresu przejściowego przez aktorów zewnętrznych” — podkreślił.
— Niestety, w Waszyngtonie wciąż pokutuje błędna interpretacja wewnętrznej dynamiki Iranu i jego odporności narodowej — powiedział Najafi „Newsweekowi”. — Przekonanie, że eliminacja najwyższego przywództwa kraju pozwoli powtórzyć „scenariusz wenezuelski”, świadczy o niezrozumieniu strukturalnych, historycznych i społecznych różnic, które wyróżniają Iran — mówił.
Jego zdaniem założenie, że zmiana reżimu w Iranie może zostać osiągnięta przez bombardowania to raczej polityczna fantazja niż poważna analiza strategiczna. — Architektura polityczna i społeczna Iranu nie jest podatna na rozpad pod wpływem zewnętrznej presji militarnej; co więcej, taka presja zwykle skutkuje zacieśnieniem wewnętrznej jedności — mówił Nadżafi.
Podkreślił, że to właśnie obserwujemy obecnie w znacznej części irańskiego społeczeństwa.
— Islamska Republika posiada szeroką i mocno zaangażowaną bazę poparcia, gotową ponieść wysokie koszty w obronie systemu politycznego — mówi. — Co więcej, obserwacje terenowe sugerują, iż nawet te grupy społeczne, które wcześniej wyrażały niezadowolenie z rządu, obecnie rewidują swoje stanowisko w obliczu zagranicznej agresji. Historia pokazuje, że zewnętrzne zagrożenie tymczasowo niweluje podziały wewnętrzne.
— Podsumowując, rzeczywistość panująca w Iranie znacznie odbiega od założeń niektórych decydentów w Waszyngtonie czy Tel Awiwie. Iranu nie da się analizować przez pryzmat uproszczonych analogii czy szablonowych modeli zmiany reżimu. Jego głębia instytucjonalna, złożoność społeczna i historyczne doświadczenie sprawiają, że błędne kalkulacje z zewnątrz są nie tylko prawdopodobne, ale i mogą być bardzo kosztowne.




