„Najpierw podnosisz ceny, a potem udajesz zbawcę, gdy spadają” — wyrzuca Donaldowi Trumpowi były republikański kongresman Adam Kinzinger. Według części amerykańskich komentatorów oraz polityków — zarówno demokratów, jak i republikanów — na horyzoncie pojawia się kolejna postać, która może stać się zaskakującym symbolem odradzającego się w kraju socjalizmu.
Prezydent Donald Trump i jego sojusznicy od kilku tygodni ostro występują przeciwko widmu „komunizmu” i „socjalizmu”, które — według nich — zagraża Stanom Zjednoczonym równie mocno, jak w każdym innym momencie historii. Trump ostrzegał przed „odrodzeniem się komunistycznego zagrożenia w naszym kraju” podczas przemówienia na Mount Rushmore 3 lipca. Dzień później na National Mall ocenił, że komunizm trzeba powstrzymać, „zanim się zacznie”, bo to „rak”, który należy „wyciąć natychmiast”.
Wielu komentatorów zauważa jednak, że prezydent sam realizuje politykę, która mogłaby być kojarzona z zagrożeniem, przed którym dziś przestrzega. Dla krytyków Trumpa ta sprzeczność staje się coraz trudniejsza do zignorowania. Oto człowiek przedstawiający socjalizm jako śmiertelne zagrożenie, wielokrotnie wdrażał działania, które pozwalają rządowi w Waszyngtonie wpływać na inwestycje i decyzje korporacyjne.
Według Instytutu Cato od powrotu Trumpa do Białego Domu w styczniu 2025 r. jego administracja uzyskała bezpośrednie udziały w blisko dwudziestu firmach, w tym produkujących mikroprocesory i surowce ziem rzadkich, a także tzw. „złoty udział” w koncernie U.S. Steel dający prezydentowi prawo weta przy kluczowych decyzjach spółki. Chwilę później rząd hucznie ogłosił próbę sztucznego obniżenia cen paliwa.
Donald Trump i sieć stacji benzynowych Freedom Fuel
7 lipca Biały Dom ogłosił na platformie X uruchomienie Freedom Fuel — sieci 25 stacji paliw w Pensylwanii i New Jersey sprzedających benzynę ze zniżką (po 3,47 dol. za galon) „dla naszego 47. prezydenta”.
„Prezydent Trump przewodzi walce o niższe ceny paliw tego lata. Dzięki niemu więcej pieniędzy zostaje w twojej kieszeni” — czytamy w poście, któremu towarzyszyło nagranie z klientami dziękującymi prezydentowi za możliwość tańszego tankowania. Kilka dni wcześniej Trump zamieścił na Truth Social zdjęcie wygenerowanej przez AI stacji Freedom Fuel Network i napisał, że „BARDZO bystry sprzedawca” będzie „obniżał ceny paliw na 25 stacjach FREEDOM FUEL w rejonie Filadelfii”.
A wszystko to niedługo po nakazaniu przez Trumpa Departamentowi Sprawiedliwości wszczęcia śledztwa wobec amerykańskich koncernów paliwowych pod kątem rzekomego zawyżania cen i zagrożeniu właścicielom stacji „poważnymi problemami”, jeśli natychmiast ich nie obniżą. Działania administracji promującej nowe stacje paliw własnej marki wywołały falę zarzutów. Krytycy twierdzą, że Trump odszedł od antysocjalistycznych poglądów i opowiada się teraz za regulowanymi przez państwo cenami.
„Najpierw podnosisz ceny, a potem udajesz zbawcę, gdy spadają” — napisał na X były republikański kongresman Adam Kinzinger. — „Poza tym przez ostatnie pół roku twoi zwolennicy przekonywali nas, że prezydenci nie mają wpływu na ceny paliwa?”.
Biały Dom zapewnił, że rząd nie bierze oficjalnie udziału w subsydiowaniu ani prowadzeniu stacji Freedom Fuel Network.
— Administracja nie jest zaangażowana w działalność spółki ani nie przekazała jej żadnych środków — zapewnia rzecznik Białego Domu w rozmowie z „Newsweekiem”. — Nie istnieje żadna inna instytucja czy osoba, która dopłacałaby do obniżki cen paliw.
Biały Dom dodaje, że założona niedawno spółka Freedom Fuel Network LLC po prostu „ogranicza swoją marżę, by ceny na stacjach były przystępniejsze dla kierowców z Filadelfii i New Jersey”. Administracja wezwała innych sprzedawców, by poszli tą samą drogą. Jednak ponieważ cena 3,47 dol. za galon była w dniu ogłoszenia przez Biały Dom o ok. 50 centów niższa od średniej w całej Pensylwanii, niektórzy zaczęli powątpiewać, czy da się sprzedawać paliwo bez dopłat i nie ponosić przy tym poważnych strat.
— Sprzedaż po takiej cenie jest nie do utrzymania — stwierdził Patrick De Haan z GasBuddy w rozmowie z portalem Quartz. — Zasadniczo, jeśli ktoś traci, to ktoś inny musi za to zapłacić.
Redakcja „Newsweeka” zwróciła się o komentarz do Freedom Fuel Network. Prawnik wskazany w złożonym 1 lipca zgłoszeniu znaku towarowego odmówił odpowiedzi.
Trump zwraca się w stronę socjalizmu?
Biały Dom zaprzeczył oficjalnemu zaangażowaniu w projekt Freedom Fuel, choć jego promocja zdaje się potwierdzać zarzuty części krytyków Trumpa, którzy twierdzą, że publiczne odcinanie się prezydenta od socjalizmu kłóci się z popieraniem niektórych z jego podstawowych zasad.
„Sklepy spożywcze dotowane przez państwo = Komunizm. Prowadzone przez rząd stacje paliw = Wolność. Jasne” — napisał na X demokratyczny kongresman Jim McGovern z Massachusetts.
Poza stacjami paliw kolejnym zarzutem ze strony antysocjalistycznych republikanów stało się dążenie do szerszych udziałów rządu w prywatnych firmach, takich jak Intel. — Jeśli socjalizm polega na tym, że państwo posiada środki produkcji, to czy przejęcie przez rząd udziałów w Intelu nie jest krokiem w stronę socjalizmu? — pytał senator z Kentucky Rand Paul tuż przed tym, jak rząd zabezpieczył 10-proc. pakiet tej spółki.
Jak zauważył magazyn „Reason”, działania Trumpa zmierzające do przejęcia rządowych udziałów w firmach takich jak Intel „wyglądają na żywcem zaczerpnięte — celowo czy nie — z podręcznika najbardziej znanego demokratycznego socjalisty w Ameryce senatora Berniego Sandersa”.
Co więcej, wiosną tego roku Trump i Sanders znaleźli wspólny język, gdy próbowali zapobiec wykupywaniu domów jednorodzinnych przez wielkie korporacje, o co senator postulował od lat.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

