Żyjemy w świecie, który skutecznie eliminuje nudę. Smartfony i aplikacje nieustannie walczą o naszą uwagę, dostarczając rozrywki i bodźców. Paradoksalnie to właśnie umiejętność wytrwania w chwili, gdy robi się nudno, może dziś należeć do najcenniejszych kompetencji.
Oto nastolatek siadający do nauki. Przed nim zadanie monotonne, obowiązkowe. Młody człowiek wyjmuje książki i notatki. Te ostatnie coraz częściej sporządzone na tablecie, ułożone w tematycznych folderach, które zastępują tradycyjne zeszyty. Mija kilka minut. Nowe powiadomienie z TikToka. Ulubiona influencerka udostępniła właśnie rolkę, w której pokazuje zawartość swojej kosmetyczki. Stąd przeskok do relacji o makijażowych trendach na nadchodzące lato. Czas mija, nauka się oddala. Walka o skupienie kończy się porażką. Czy to lenistwo? Raczej obraz mózgu, który próbuje funkcjonować w środowisku nieustannej stymulacji i poradzić sobie z zadaniem, które — przecież — dla większości nastolatków jest tożsame z nudą.
Najnowszy Newsweek Psychologia już w sprzedaży!
Foto: Materiały prasowe
Mózg nienawidzi nudy
Potwierdza to nauka. Zbadano: na etapie dojrzewania w mózgu trwa generalna przebudowa. Nastoletni mózg staje się szczególnie podatny na poszukiwanie mocnych doświadczeń i natychmiastową gratyfikację. Część tego efektu można wyjaśnić działaniem mechanizmu układu nagrody. Zlokalizowany w strukturach układu limbicznego i śródmózgowia ma za zadanie motywować nas do zachowań, które sprzyjają przetrwaniu. Działa na prostej zasadzie: szukaj przyjemności, unikaj bólu i dyskomfortu. Kiedy wykonujemy powtarzalną czynność lub próbujemy zrozumieć skomplikowany materiał, mózg nie dostaje natychmiastowej „nagrody” w postaci wyrzutu dopaminy. Zamiast tego pojawiają się nuda, frustracja i poczucie niewygody. Dla układu nagrody to sygnał alarmowy: „Zmień to! Zrób coś, co da szybką satysfakcję!”. Właśnie dlatego tak łatwo porzucamy zadania i sięgamy po ekrany, które stanowią źródło błyskawicznej gratyfikacji. Tam czeka nas fascynujący świat nowinek, kolorów, dźwięków i nieskończonej liczby bodźców, które przykuwają uwagę szybko i na krótko. Efekt? Przyjemnie, angażująco i bez ryzyka nudy. Niestety to pułapka.
Kłopot polega bowiem na tym, że dorosłość i satysfakcjonujące życie w dużej mierze składają się z rzeczy powtarzalnych i monotonnych, do których na pewnym etapie możemy mieć stosunek ambiwalentny. Pomyślmy w ten sposób o najważniejszych obszarach życia:
— Budowanie relacji. Prawdziwa więź wymaga troski, zainteresowania i czasu, także wtedy, gdy jesteśmy zmęczeni i nie mamy na to ochoty.
— Zdrowie. Regularne treningi często zaczynają się od wewnętrznej walki, by wstać z kanapy. Efekty przychodzą dopiero po tygodniach systematyczności.
— Edukacja i rozwój. Nauczenie się nowej umiejętności, ukończenie studiów czy kursu to proces. Zaczyna się od entuzjazmu, ale niemal zawsze pojawia się etap znużenia i kryzysu, który trzeba przetrwać.
— Oszczędzanie pieniędzy. Rezygnacja z natychmiastowej przyjemności na rzecz długoterminowego celu finansowego to klasyczny przykład odraczania gratyfikacji.
Wspólnym mianownikiem tych wszystkich działań jest fakt, że najbardziej wartościowe rzeczy w życiu są procesem. Po fazie początkowej ekscytacji związanej z rozpoczynaniem nowego zadania niemal zawsze czeka na nas dyskomfort. Właściwie nuda jest wpisana w doświadczanie życia. Jeśli nauczymy się uciekać przy pierwszym jej sygnale, nigdy nie dotrzemy tam, gdzie czeka prawdziwa satysfakcja i nagroda — życie w zgodzie z najważniejszymi wartościami. To raczej projekt długoterminowy niż jednorazowy cel. Dziś, kiedy mechanizmy neurobiologiczne nieustannie zderzają się z presją współczesnego świata, wytrwałość oraz odporność na monotonię i nudę nabierają zupełnie nowego wymiaru.
Jak zdefiniować wytrwałość?
Większość rodziców aktualnych nastolatków to przedstawiciele pokolenia X lub milenialsi. Dorastali w świecie, gdzie ceniło się stabilizację, specjalizację i konsekwencję. Realia ich dorastania to ograniczona liczba bodźców, mniejszy dostęp do technologii i miejsce na spontaniczną nudę. Gdy nie było co robić, nuda stanowiła bodziec dla kreatywności, zaciekawienia się zupełnie nowym tematem czy zjawiskiem lub — całkiem zwyczajnie — wyjścia na podwórko. Tempo życia było znacząco mniejsze, a definicja wytrwałości mieściła się w zdaniu, które większość dzisiejszych nastolatków rozpoznaje z domowych dyskusji: „Jak już coś zacząłeś, doprowadź to do końca”. Mniej opcji i pokus oznacza mniej dylematów. Jednak w pokoleniu rodziców taka wytrwałość równała się także z „zaciskaniem zębów” i „parciem do przodu za wszelką cenę”. To prowadziło do ignorowania ważnych sygnałów i tłumienia dyskomfortu napotkanego po drodze. Tak rozumiana wytrwałość miała raczej znamiona przemocy wobec siebie i nieuchronnie prowadziła do wypalenia i braku satysfakcji z życia.
Obecni nastolatkowie są przedstawicielami pokolenia Z i wczesnego pokolenia Alfa. Dzisiejszy rynek pracy, zdominowany przez kryzysy i ciągłe zmiany, wymaga adaptacyjności, elastyczności i gotowości do tolerancji niepewności, a także opcjonalnego przebranżowienia. Stare przekonanie „trzymaj się jednego” ściera się z nowym: „rozpoznaj, kiedy warto zmienić kierunek, i szukaj tego, co ma dla ciebie sens”. Realia życia młodego pokolenia oznaczają nieograniczony dostęp do treści, smartfon i AI na wyciągnięcie ręki, rozrywkę na żądanie w popularnych kanałach streamingowych oraz wreszcie algorytmy walczące o uwagę. Może zatem współcześnie młodzi ludzie wcale nie są „mniej wytrwali”, po prostu mają do pokonania nieporównywalnie więcej pokus odciągających ich uwagę?
Dziś wytrwałość i odporność na nudę zyskują nowe definicje. Nie chodzi o siłę i „zaciskanie zębów”, lecz o umiejętność tolerowania dyskomfortu. Czyli świadome zauważenie: „OK, czuję nudę. Jest mi niewygodnie. Czuję frustrację”. Zamiast natychmiast uciekać, zatrzymuję się, przyglądam temu uczuciu i podejmuję świadomą decyzję, co chcę z nim zrobić. W tym ujęciu nuda i dyskomfort nie są problemem, lecz ważnym sygnałem. To przeciwieństwo tłumienia emocji, które polega na walce z niewygodnymi odczuciami i „uciekaniu od czucia”, na przykład poprzez sięganie po smartfon, by szybko poprawić sobie samopoczucie. Możemy sygnał ten odczytać i zadać sobie pytanie: „Dlaczego w ogóle to robię? Co jest dla mnie ważne w tym zadaniu?”. Powrót do własnych wartości i motywacji pomaga działać mimo niewygody, zamiast czekać, aż ona minie. Na tym polega psychologiczna elastyczność — kluczowa w terapii akceptacji i zaangażowania (ACT). Trening umiejętności ACT może skutecznie wzmacniać odporność na nudę.
Jak wspierać tolerancję dyskomfortu?
W świecie natychmiastowych gratyfikacji przewagę będą miały osoby, które potrafią unieść nudę, frustrację i dyskomfort. Nie rodzimy się z tym. To umiejętność, którą można trenować. Ucząc młodych ludzi tolerowania niewygody, dajemy im kluczowy zasób, pozwalający budować świadome i wartościowe życie. Niezależnie, jak wiele pokus podrzuci im świat. Rola rodzica w kształtowaniu tej kompetencji jest ogromna.
Pierwszy krok to pozwolenie na nudę. Nie każda wolna chwila musi być wypełniona zajęciami, ekranami czy kolejną atrakcją. Wyobraźmy sobie 14-latka, którego dzień to maraton: szkoła, obiad, zajęcia dodatkowe, lekcje, sen. Brak tu przestrzeni na spotkanie z samym sobą, na odkrycie, co jest dla niego ważne, na naukę samodzielnego zagospodarowania czasu. Powstaje przekonanie, że tylko działanie czyni z nas osobę produktywną. Tymczasem momenty nudy są inkubatorem kreatywności. Rezerwujmy czas na „nicnierobienie”, tak jak na kolejne zadania.
Tu ważna uwaga — obserwujmy, jak reagujemy na przeszkody i utknięcia nastolatka. Jeśli syn lub córka doświadczają trudności w nauce jakiegoś zagadnienia, naszą rolą nie jest natychmiastowe rozwiązanie tego problemu. Dla rozwoju tolerancji dyskomfortu znaczące będzie powiedzenie: „Widzę, że jest ci trudno. Spróbujmy wspólnie się zastanowić, co możesz zrobić dalej”. W ten sposób dajemy autonomię, uczymy akceptacji emocji, uważności na aktualne doświadczenie, szkolimy z rozwiązywania problemu. Te mikroumiejętności są ważne w budowaniu odporności na dyskomfort. Nastolatek przyswaja: dyskomfort jest normalny i naturalny. To ważna lekcja o tym, że brak motywacji, zmęczenie, niechęć czy znudzenie są naturalnymi elementami procesu uczenia się.
Jako rodzice kierujmy też uwagę na wysiłek, a nie na sam efekt. Zamiast pytać: „Jaką ocenę dostałeś?”, zapytajmy: „Jak ci poszło przygotowanie do tego sprawdzianu? Widziałem, że włożyłeś w to dużo pracy”. Chwalenie za proces uczy, że wysiłek ma wartość, nawet jeśli efekt nie zawsze jest spektakularny. Tak naturalnie pokazujemy, że wytrwałość rozumiana jako dążenie do tego, co ważne, sprawia, że rozumiemy swoje motywacje. Wybieramy bardziej świadomie i rozumiemy istotę działania. Pomimo trudności występujących na różnych etapach.
Cenną umiejętnością rodzicielską jest też opanowanie sztuki rozmowy o tym, co niewygodne. Kiedy dziecko mówi: „nudzi mi się” albo „to jest za trudne”, „nie chcę już tego robić”, zainteresujmy się tym, jak ono to przeżywa. Tak rozwijamy samoświadomość i rozumienie siebie. Możemy skomentować: „Rozumiem, że czujesz dyskomfort. Co to za uczucie? Co ono ci mówi? Pomyślmy, co możesz z tym zrobić, żeby być bliżej tego, co dla ciebie ważne”. Rozmawiajmy, zaciekawiajmy się, nie rozwiązujmy problemu natychmiast.
I sami bądźmy przykładem wytrwałości. Pokażmy, że my też robimy rzeczy, na które nie mamy ochoty i które jednocześnie prowadzą do osiągania celów zgodnych z naszymi wartościami. Mówmy o swoich trudnościach i o tym, jak sobie z nimi radzimy. Kiedy dzieci widzą dorosłych potrafiących robić rzeczy ważne mimo zmęczenia, czekać na efekty swojej pracy, przyznawać, że coś jest trudne, ale mimo to nie rezygnować — dostają niezwykle cenną lekcję. Pokazujmy swoją postawą, że dyskomfort jest częścią życia, a jego tolerancja — umiejętnością, którą potrafimy rozwijać, aby radzić sobie lepiej.
Nie wiemy, jaki będzie świat naszych dzieci za 20 lat. Możemy jednak przypuszczać, że nadal będą potrzebowały wytrwałości, cierpliwości i umiejętności działania — mimo braku natychmiastowej nagrody. Większość wartościowych rzeczy w życiu — nauka, relacje czy rozwijanie pasji — wymaga bowiem robienia czegoś, na co nie zawsze mamy ochotę. A zatem jednym z najważniejszych zadań rodziców, nauczycieli czy trenerów nie jest chronienie dzieci przed każdą niewygodą, ale pomaganie im odkrywać, że dyskomfort jest naturalną częścią życia i że można sobie z nim poradzić, nie rezygnując z tego, co ważne. To właśnie może okazać się jedną z najcenniejszych kompetencji przyszłości.
Aleksandra Salwa — psycholożka. Certyfikowana psychoterapeutka poznawczo-behawioralna. Pracuje z dziećmi, nastolatkami i rodzicami. Prowadzi psychoedukację w sieci. Znana jest w niej jako „Pani Ola”. Autorka książki „Emocjonalny chaos. Jak uważnie i z troską ogarnąć nastoletnie życie”, a także „Zasobnika”, czyli newslettera dla początkujących terapeutów. Tworzy kreatywne materiały do pracy z dziećmi, młodzieżą i rodzinami

