O freelancingu napisano już chyba wszystko: że daje wolność, pozwala pracować z plaży i jest przyszłością rynku pracy. Problem w tym, że między instagramowym obrazkiem cyfrowego nomady a rzeczywistością niezależnych specjalistów jest sporo miejsca na znacznie ciekawsze pytania. Kto dziś naprawdę zyskuje na zmianach rynku pracy? Kogo z rynku wypycha sztuczna inteligencja, a komu daje przewagę? I czy państwo, próbując uporządkować rynek pracy, nie zaczyna przypadkiem regulować świata, który już dawno przestał mieścić się w sztywnych ramach etatu?
O tym, co tak naprawdę dzieje się na polskim rynku freelancingu rozmawiam z Przemysławem Głośnym, pomysłodawcą, założycielem i CEO Useme.
Beata Anna Święcicka, „Wprost”: Czy freelancing przestał być już niszą? To pełnoprawny segment polskiego rynku pracy czy sposób na dorobienie do etatu?
Przemysław Głośny, Useme: Tak, freelancing przestał być stanem przejściowym na etapie znalezienia lepszej pracy, to świadomy wybór coraz lepszych specjalistów. Dużo mówi się o tym, że AI odbierze nam pracę, tymczasem dla wielu osób to szansa.
Freelancer uzbrojony w AI może śmiało konkurować z małymi agencjami, a to oznacza wyższe zarobki w roli niezależnego specjalisty. I coraz więcej ekspertów dostrzega tę szansę i świadomie rezygnuje z etatu.
Co kluczowe, zmieniło się też podejście biznesu. Dla nowoczesnych firm współpraca z freelancerami przestała być ratowaniem się w kryzysie, a stała się świadomą strategią budowania hybrydowych zespołów. Organizacje nie szukają już „ludzi na stanowiska”, ale konkretnych kompetencji do realizacji zadań, zyskując elastyczność i dostęp do topowych talentów bez barier geograficznych.
Wywołał Pan temat sztucznej inteligencji i wskazał, że dała nowe możliwości freelancerom. Jednak pojawiają się opinie, że AI mocno uderzyła m.in. w osoby zajmujące się korektą tekstów, prostą grafiką czy tworzeniem podstawowych treści. Czy faktycznie część zawodów znika, czy raczej zmienia swój charakter? Jak naprawdę sztuczna inteligencja zmieniła rynek freelancerów?
Po pierwsze, jak już wykazałem, AI może być szansą, a nie zagrożeniem. Nie eliminuje freelancerów, tylko rutynę. Dzięki temu niezależny specjalista staje się dla firmy kimś więcej niż podwykonawcą: staje się zewnętrznym partnerem technologicznym, który przychodzi do organizacji z gotowym, zautomatyzowanym warsztatem pracy i dostarcza wartość wielokrotnie szybciej.
Na pewno jednak proste prace będą zastąpione przez coraz lepsze modele AI. Już teraz obserwujemy w Useme, że praktycznie zniknęły zlecenia na proste tłumaczenia, które jeszcze 3 lata temu stanowiły blisko 20 proc. umów w serwisie.
Ale zawody nie znikają, tylko zmieniają swój charakter. Przy okazji rosną również stawki, bo przedmiotem zleceń nie są już proste tłumaczenia, ale np. napisanie tekstu w innym języku. I ten wzrost stawek również obserwujemy.
Coraz popularniejsze stają się workation i cyfrowy nomadyzm. Praca z dowolnego miejsca na świecie przestaje być przywilejem nielicznych. Czy to trwała zmiana na rynku pracy? I czy Polska ma szansę przyciągać takich specjalistów, czy raczej będzie ich eksportować?
Mam wrażenie, że przez ostatnie lata raczej się na tej drodze cofnęliśmy, niż się posuwamy. Workation i cyfrowy nomadyzm zyskały na popularności w trakcie i chwilę po COVID-zie, dziś modniejszy trend to powrót do biur. Dlatego to nie jest zmiana trwała, podlega modzie. Z kolei to kolejny plus w kierunku wyboru freelancingu – nikt nie może nam dyktować, skąd mamy pracować.
Co do przyciągania czy eksportowania – mogę tylko zakładać, że to będzie symetryczne. Polska staje się coraz lepszym krajem do życia i będziemy przyciągać specjalistów, np. z Ameryki. I równocześnie Polacy są coraz bogatsi i coraz więcej osób będzie stać na pracę z innej części świata, tym bardziej, że coraz częściej oznacza to niższe koszty życia niż w Polsce.
Polski pracownik kosztuje coraz więcej. Czy firmy rzeczywiście zaczynają ograniczać etaty na rzecz współpracy projektowej z freelancerami?
To niekoniecznie wybór wynikający z rosnących kosztów zatrudnienia. Dobrzy specjaliści nie są przecież tani, niezależnie w jakiej formie są zatrudnieni. To konieczność wynikająca z braku wysokiej klasy specjalistów, wyzwań, jakie stawia przed nami demografia (a Polaków będzie przecież coraz mniej) i trendów, które były prognozowane już dawno.
Rynek dąży do współdzielenia specjalistów, bo nie ma żadnej potrzeby, by zatrudniać na etat grafika, by stworzył kilka projektów. To kwestia zdrowego rozsądku i zmieniającej się rzeczywistości, a nie kosztów etatu.
Dużo emocji budzi rozszerzenie kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy i zapowiedzi częstszych kontroli. W tle pozostaje także wdrożenie Dyrektywy Platformowej. Czy te zmiany mogą ostudzić zainteresowanie współpracą z freelancerami i samozatrudnionymi?
To dwie różne kwestie i one się nie łączą. Popularność współpracy z freelancerami będzie rosła, bo w tej kwestii jesteśmy w Polsce daleko z tyłu za Europą Zachodnią, a jesteśmy już jej częścią (w Polsce wolne zawody do ok. 5 proc. zatrudnionych, w Europie 15 proc.). Z kolei możemy temu procesowi pomóc lub mu przeszkadzać – jako Polska nie mamy żadnego interesu, by podążać drogą Francji czy Niemiec i usztywniać rynek pracy.
Mamy wysokiej klasy specjalistów i świetny etos pracy – jeśli zachowamy elastyczne formy zatrudnienia tam, gdzie są one możliwe, będziemy mieli szansę wygrać w konkurencji z tymi krajami.
Jeśli za bardzo usztywnimy rynek pracy – na własne życzenie ograniczymy swoją konkurencyjność.
Polscy specjaliści mogą być naszą siłą eksportową – nie z uwagi na cenę, ale jakość. Jeśli jednak ta jakość będzie kosztować wszystkich dużo więcej, ona się nie przebije. Dlatego trzymam kciuki za rozsądne rozwiązania np. z ustawą platformową, choć rozumiem potrzebę powstrzymania wypaczeń.
Nie rozumiem z kolei parcia na stosowanie etatów w każdej formie zatrudnienia, to perspektywa rządu, który szuka środków do budżetu, a nie ludzi. Młodzi ludzie nie wierzą w emeryturę z ZUS i wg badań coraz częściej oszczędzają na nią sami, wykorzystując coraz lepsze metody (IKE, IKZE, wkrótce OKI). Nie ma sensu tego powstrzymywać, etat dla każdego sprawdzał się może w PRL, dziś jesteśmy kilka dekad dalej.
Gdzie dziś przebiega granica między legalnym freelancingiem a fikcyjnym samozatrudnieniem? I czy przedsiębiorcy rzeczywiście wiedzą, gdzie ta granica się znajduje?
Większość freelancerów pracuje dla co najmniej 2-3 klientów miesięcznie, a nie jednego. Także co do zasady zajmują się freelancingiem, a nie fikcją. Z kolei nawet w przypadku pracy dla jednego klienta już teraz mamy naprawdę dobre przepisy w tym zakresie. Opierają się na zasadzie weryfikacji trzech przesłanek – jedności miejsca (biuro, zakład), czasu (stałe godziny pracy) i nadzoru (bezpośredniego przełożonego i konieczności raportowania czy ustalania sposobu pracy). Spełnienie jakiejkolwiek z tych przesłanek to kwalifikacja do pracy na etacie. Zamiast wprowadzać dodatkowe obostrzenia, lepiej weryfikujmy już istniejące.
Problem w tym, że w gąszczu zmieniających się interpretacji wielu przedsiębiorców działa po omacku. Boją się zarzutu rekwalifikacji umowy.
Biznes jednak szybko adaptuje się do zmieniających się przepisów; to taka gra w kotka i myszkę. Dziś rynkowym standardem staje się korzystanie z gotowych ram i bezpiecznych procedur, które w sposób przejrzysty dokumentują niezależność wykonawcy, dając obu stronom czystą i odporną na kontrole relację B2B.
Rząd przekonuje, że wprowadzane zmiany mają uporządkować rodzimy rynek pracy. Krytycy odpowiadają, że to przede wszystkim realizacja unijnych wymogów. Jakich zmian w przepisach naprawdę potrzebują dziś freelancerzy i firmy z nimi współpracujące?
Freelancerzy potrzebują zachowania elastyczności i możliwości wyboru. To mit, że sam etat przed czymś zabezpiecza – z każdej pracy można zwolnić ludzi, a rosnące koszty zatrudnienia mogą doprowadzić do upadku pracodawcy.
Ochronna rola etatu to tylko opowieść na potrzeby sięgania po coraz wyższe składki ZUS.
Nic nie stoi na przeszkodzie, by te same przywileje (wymagany okres wypowiedzenia, konieczność płacenia składki zdrowotnej) przenieść na inne formy zatrudnienia.
Co jest bardziej „śmieciowe” – elastyczne formy zatrudnienia, czy składki ZUS na etacie, które nie przyniosą żadnej sensownej emerytury, za to kosztują ponad 40 proc. przychodów?
Wracając – freelancerom pomoże wolność wyboru i wspieranie również innych form zatrudnienia, np. pomoc państwa w okresie macierzyństwa czy ustawowe wymogi okresów wypowiedzenia. Freelancerom i ich klientom nie pomoże wypychanie wszystkich na etat i podwyższanie kosztów pracy.
Świat ucieka nam w stronę tzw. „przenośnych benefitów” – rozwiązań, w których przywileje socjalne, opieka zdrowotna czy bezpieczne okresy rozliczeń są przypisane do człowieka, a nie do jednego pracodawcy. Dlatego swoją drogą odpaliliśmy Useme Plus. Zamiast zmuszać wszystkich do XIX-wiecznego modelu etatu, powinniśmy tworzyć elastyczne ramówki zabezpieczeń, które pozwolą specjalistom zachować wolność, a firmom dawać pewność i ciągłość operacyjną.
I tu wchodzi Useme Plus, aż chciałoby się dodać, całe na biało, ale bez reklamy. Skąd pomysł na tę, w mojej ocenie, nowatorską usługę i jaką lukę na rynku ma wypełnić?
Freelancing to samotny zawód, indywidualni specjaliści nie mają dostępu do programów dostępnych w większych organizacjach, jak karty sportowe. Osoby fizyczne w ogóle nie mają do nich dostępu.
Chcieliśmy stworzyć opcję, która pozostawia elastyczność, ale dodaje przywileje znane z pracy w korporacji. I wypełniliśmy lukę – kolejnym krokiem po korzystaniu z umów cywilnoprawnych czy usług Useme nie musi być własna działalność. Można pozostać przy niskich kosztach freelancingu i zyskać dodatkowe przywileje, dotychczas dostępne w ramach własnej firmy czy pracy w korporacji.
Jak Pańskim zdaniem będzie wyglądał polski rynek pracy za pięć lat? Czy czeka nas dalszy wzrost znaczenia pracy projektowej i freelancerów, czy etat wciąż pozostanie dominującym modelem zatrudnienia?
Etat pozostanie dominującym modelem zatrudnienia, bo ma swoje uzasadnienie w stałych miejscach pracy, a duże i średnie zakłady utrzymają dominującą rolę w gospodarce. Równocześnie rola niezależnych specjalistów znacznie się wzmocni, nie wiem, czy w perspektywie 5 lat, ale kilkunastu na pewno dojdziemy do 15 proc. wolnych zawodów w grupie wszystkich zatrudnionych.
Obyśmy tylko nadmiernymi obostrzeniami sami nie zabili tego trendu – freelancing może być naszą bronią eksportową, bo czasy tańszych pracowników z Polski już dawno się skończyły.
Przyszłość rynku pracy to nie wojna między etatem a freelancingiem, ale model hybrydowy. Wygranymi przedsiębiorstwami będą te, które opanują sztukę sprawnego łączenia stałego trzonu organizacji z modułowym wsparciem zewnętrznych ekspertów. A wygraną gospodarką – ta, która dostarczy dla takiego modelu bezpieczną, prostą i elastyczną infrastrukturę.
Dziękuję za rozmowę.














