Roland Garros to szczególny punkt w kalendarzu dla światowego tenisa. Po pierwsze, mowa o jednym z czterech najważniejszych turniejów sezonu, należącym do tzw. Wielkiego Szlema. Po drugie, na paryskiej mączce często rozgrywane są mecze, które przeszły, przechodzą i zapewne przejdą – do grona najbardziej pasjonujących – czy to w rywalizacji pań, czy też panów.
A po trzecie? Paryski turniej ma wokół siebie wyjątkową aurę, którą na Starym Kontynencie, a może nawet całym świecie, jest w stanie wytworzyć jeszcze tylko Londyn, gdzie odbywa się zdecydowanie najsłynniejszy Wimbledon.
I właśnie te wszystkie składowe dopełniają wyjątkowe postaci. Gael Monfils, pochodzący z Paryża, z pewnością taką właśnie jest. A skoro jesteśmy przy określeniu „właśnie”, to mający 39 lat, uśmiechnięty w swoim niepodrabianym stylu Francuz, kończy karierę.
Roland Garros 2026: Wyjątkowe pożegnanie Czarodzieja – cały Gale Monfils
Spoglądając na dorobek francuskiego tenisisty, z pewnością można czuć swego rodzaju niedosyt. Monfils w swojej karierze najwyżej był na 6. miejscu w rankingu ATP. Miało to miejsce pod koniec 2016 roku. Monfils w kontekście tych najważniejszych turniejów, czyli słynnego Wielkiego Szlema, najdalej dotarł dwukrotnie do półfinałów – podczas ukochanego Roland Garros (2008) oraz US Open (2016). Do tego można jeszcze dorzucić dwa ćwierćfinały w Australian Open (2016, 2022) oraz IV rundę Wimbledonu (2018).
Trzeba dodatkowo dopisać smutny fakt… kruchego zdrowia Francuza. Kto wie, co by było, gdyby nie szereg kontuzji, które mocno nadszarpnęły karierą tenisisty. Nie ulega wątpliwości, że zabrały paryżaninowi przynajmniej kilka lat grania…
Monfils to jednak „Czarodziej”, jak nazwała swojego męża w przejmującym liście, opublikowanym w „The Players’ Tribune” Elina Switolina. Dodajmy, liście skierowanym do córki, opowiadającym o magii ojca – za którą pokochał go tenisowy świat.
Dokładnie ta sama Switolina, która tak świetnie prezentuje się od startu 2026 roku, mając na swoim koncie m.in. niedawne zwycięstwo w turnieju WTA 1000 w Rzymie. Ukrainka i Francuz stworzyli duet, który zaraża uśmiechem na korcie, co było zresztą widać podczas czwartkowego (tj. 21 maja) wydarzenia dla Monfilsa w Paryżu. Słynna mączka ugościła największych, na czele z Novakiem Djokoviciem czy Jannikiem Sinnerem.
Kibice mogli zobaczyć pojedynki mikstów, pokazowy turniej, który był też symbolicznym pożegnaniem Monfilsa z Paryżem. Czyli najważniejszym miejscem dla tenisisty nie tylko pod względem sportowym. Jasne, Monfils zagra jeszcze raz, ostatni, w turnieju głównym na kortach Rolanda Garrosa. Ale jak to bywało w karierze, w przypadku Francuza nie wynik sportowy jest tym, co najistotniejsze w jego występach.
Najważniejsze było bowiem, a jak pokazał czwartek, nadal jest – show dla kibiców. Widowisko „Gael i Przyjaciele” nacechowane było zresztą mnóstwem emocji, również wzruszeń, łez nie wstydziła się choćby wspomniana Switolina, po części sportowej (mikst stworzyła z mężem) spoglądająca na ukochanego, żegnającego się z paryską mączką.
A Monfils, jak to Francuz zawsze miał w zwyczaju – zrobił to po swojemu. Z charakterystycznym uśmiechem i błyskiem w oku, raz jeszcze zdobywając serca kibiców, którzy z pewnością szczelnie wypełnią trybuny, podczas jego ostatniego meczu w turnieju głównym. Chcąc łaknąć raz jeszcze tego, co pokaże w każdej kolejnej akcji, niekoronowany Król Paryża. Choć może powinniśmy napisać – Król Paryskich Serc.














