Rosyjscy generałowie zapewniali Władimira Putina, że tym razem do końca jesieni zdobędą Donbas. Tymczasem to Ukraińcy na większości aktywnych odcinków frontu przejęli inicjatywę taktyczną i odzyskują więcej terenu niż Rosjanie zdobywają.
„Financial Times” poinformował, że rosyjscy generałowie mieli przekonywać Kreml, iż pełne zajęcie Donbasu jest możliwe do jesieni 2026 r. Według tych informacji Moskwa chce wykorzystać letnio-jesienną ofensywę, aby zdobyć resztę obwodu donieckiego i poprawić swoją pozycję negocjacyjną przed ewentualnymi rozmowami o zawieszeniu broni.
Trzeba też pamiętać, że podobne terminy zdobycia całego Donbasu Rosja wyznaczała już wcześniej i były one wielokrotnie przesuwane. Zwłaszcza, że tempo natarcia putinowców jest najniższe w historii i wciąż spada. W dodatku armia ma coraz mniej chętnych do zaciągu i ciężko będzie Rosjanom zbudować rezerwy ludzkie, aby przeprowadzić zmasowaną ofensywę. Raczej będzie to po prostu nasilenie ataków prowadzonych w dotychczasowy sposób.
Co może oznaczać, że całkowite zajęcie Donbasu przy obecnym tempie natarcia może zająć Rosjanom ok. 30 lat. To katastrofa, bo jeszcze na początku 2024 r. tempo natarcia pozwalało w teorii zająć Donbas w 3-4 lata, tak w zeszłym roku było to już 6-7 lat. Obecnie średnia dzienna posuwania się rosyjskiej armii wynosi ok. 40 metrów.
Od dłuższego czasu o problemach rosyjskiej armii otwarcie mówi Igor Girkin, który był ministrem obrony i dowódcą armii samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej. Jego krytyczne komentarze dotyczące sytuacji na froncie skończyły się wyrokiem w kolonii karnej pod zarzutem „dyskredytowania armii”. Niewykluczone, że podobny los spotka kolejnych prorosyjskich komentatorów, ponieważ coraz częściej publicznie przyznają oni, że Rosja nie radzi sobie na Ukrainie.
W kwietniu Ukraińcy odzyskali ok. 120 kilometrów kwadratowych terytorium. Wszystko wskazuje na to, że maj może przynieść Moskwie jeszcze gorsze wyniki. Między 1 a 10 maja Ukraińcy odbili od 50 do 80 km kw. więcej niż Rosjanie zdołali zdobyć. Dokładne dane wciąż są trudne do potwierdzenia ze względu na mgłę wojny i niejasną sytuację części pozycji znajdujących się w szarej strefie. Od początku maja Rosjanie mieli utracić trzy miejscowości na południu, zdobywając jednocześnie tylko jedną w Donbasie.
Od lutego Ukraina odzyskała inicjatywę taktyczną na południowym odcinku frontu. W Donbasie Rosjanie nadal osiągają ograniczone postępy, ale okupują je ogromnymi stratami, co coraz częściej określane jest mianem pyrrusowego zwycięstwa. Na początku maja dowódca ukraińskich Sił Systemów Bezzałogowych Robert „Madziar” Browdi poinformował, że już piąty miesiąc z rzędu rosyjska armia ponosi większe straty osobowe, niż jest w stanie uzupełnić poprzez kontrakty i nieformalną mobilizację. Według ukraińskich danych od grudnia do końca kwietnia Rosja miała pozyskać ok. 148 tys. żołnierzy, tracąc w tym samym czasie blisko 157 tys. ludzi.
To istotna zmiana, ponieważ jeszcze rok wcześniej Kreml utrzymywał dodatni bilans uzupełnień. Obecnie sytuacja wygląda znacznie gorzej. Rosja nadal dysponuje dużym zapleczem ludzkim, jednak utrzymanie obecnej skali ofensywy staje się coraz bardziej kosztowne. Dodatkowo liczba ochotników gotowych podpisywać kontrakty wyraźnie spadła w porównaniu z ubiegłym rokiem. Armii coraz trudniej rekompensować ponoszone straty, co bezpośrednio przekłada się na sytuację na froncie. I niewiele wskazuje na to, by Moskwa mogła szybko rozwiązać ten problem.
Aby skutecznie przełamać przygotowane linie obronne, potrzeba zwykle przewagi około czterech do jednego. Tymczasem Rosjanie dysponują dziś na najważniejszych kierunkach stosunkiem sił bliższym 2,5 do 1. Efektem są bardzo powolne postępy, często liczone jedynie w dziesiątkach metrów dziennie, okupione stratami przekraczającymi tysiąc żołnierzy na dobę. Coraz mniej Rosjan chce dobrowolnie podpisywać kontrakty wojskowe, dlatego coraz częściej pojawiają się głosy nawołujące do ogłoszenia oficjalnej mobilizacji. Kreml unika jednak takiego kroku, obawiając się dalszego pogorszenia nastrojów społecznych, które już teraz pozostają dalekie od radosnych.
Walki w Donbasie
W Donbasie sytuacja się w zasadzie nie zmieniła. W centralnej części Donbasu głównym celem Rosjan pozostawał kierunek Dobropila. Wojska rosyjskie nacierały na północ i północny wschód od Pokrowska, próbując wykorzystać wcześniejsze lokalne sukcesy i poszerzyć klin wbity pomiędzy ukraińskie pozycje. Mimo ponad 30 kontaktów bojowych dziennie nie pojawiły się jednak wiarygodne informacje o większych zmianach w przebiegu linii frontu. Ukraińcy utrzymali większość pozycji obronnych, a lokalnie odzyskiwali inicjatywę, prowadząc kontruderzenia.
Najbardziej widocznym przykładem był kontratak przeprowadzony przez siły ukraińskie w rejonie Biłyckiego. Według dostępnych informacji Ukraińcy odzyskali kontrolę nad zachodnią częścią miejscowości, wypierając rosyjskie oddziały z części zabudowy. Nie była to operacja o dużej skali, ale miała spore znaczenie taktyczne, ponieważ ograniczała możliwość dalszego rozwijania rosyjskiego natarcia na północ od Pokrowska i zmuszała Rosjan do angażowania odwodów do stabilizacji odcinka.
Ciężkie walki trwały również w rejonie Kostiantyniwki, która pozostaje jednym z najważniejszych punktów ukraińskiej obrony w zachodniej części Donbasu. Rosjanie prowadzili ataki z kierunku Berestoka i Iliniwki, próbując wedrzeć się do południowych i południowo-wschodnich dzielnic miasta. Intensywność ostrzału artyleryjskiego oraz użycia dronów była bardzo wysoka, jednak rosyjskie oddziały nie zdołały osiągnąć trwałych postępów w samej Kostiantyniwce. Ukraińska obrona opierała się na dobrze przygotowanych pozycjach w zabudowie miejskiej oraz skutecznym wykorzystaniu bezzałogowców do niszczenia rosyjskich grup szturmowych jeszcze przed wejściem do miasta.
Na kierunku słowiańskim Rosjanie osiągnęli niewielkie sukcesy terenowe. Natarcie rozwijało się przede wszystkim wzdłuż trasy Bachmut — Słowiańsk, gdzie rosyjskie wojska próbowały stopniowo przesuwać linię frontu na zachód. Walki toczyły się także w rejonie Rai — Oleksandriwka. Postępy były jednak ograniczone do pojedynczych pozycji i nie doprowadziły do przełamania ukraińskiej obrony. Rosyjskie dowództwo najwyraźniej dążyło tam do stopniowego wyczerpywania sił ukraińskich i poprawy położenia przed ewentualną większą operacją w kierunku aglomeracji słowiańsko-kramatorskiej.
Obie strony coraz częściej unikają dużych zmechanizowanych natarć, koncentrując się na działaniach małych grup piechoty wspieranych przez bezzałogowce rozpoznawcze i uderzeniowe. Powodowało to bardzo powolne tempo zmian na froncie. Nawet tam, gdzie Rosjanom udawało się zdobywać pojedyncze pozycje, okupione było to znacznymi stratami. Co ciekawe częściej oddziały zmechanizowane wykorzystywali Ukraińcy. Rosjanie starają się oszczędzać sprzęt.
Walki na Zaporożu
Podobnie dzieje się na Zaporożu, gdzie to Ukraińcy atakują, wykorzystując manewry. Tego Rosjanie nie potrafią, więc uderzają frontalnie, licząc na przełamanie siłą. Najcięższe walki toczyły się na kierunku hulajpolskim, gdzie piechota rozwijała natarcie po wcześniejszym opanowaniu wsi Hirke. Przez kilka dni walki o Hirke i pobliskie Citkowe miały wyjątkowo zacięty charakter. Obie miejscowości wielokrotnie przechodziły z rąk do rąk, ponieważ ukraiński 225 pułk szturmowy prowadził serię kontrataków na rosyjskie pozycje. Ostatecznie Rosjanom udało się utrzymać Hirke, co umożliwiło przesunięcie działań zaczepnych dalej na północ, w kierunku Werchniej Tersy.
Znacznie lepiej sytuacja wyglądała dla Ukrainy na odcinku stepnohirskim. Ukraińskie wojska przeprowadziły tam skuteczne kontrnatarcie, które zmusiło Rosjan do wycofania się z części pozycji zajmowanych wcześniej na wschód i zachód od Stepnohirska. Najważniejszym sukcesem było odzyskanie północnej części miasta, co ustabilizowało sytuację na tym odcinku i ograniczyło Rosjanom możliwość manewru.
Stepnohirska nie można uznać za całkowicie zabezpieczonego, ponieważ walki nadal trwały na jego obrzeżach, jednak rosyjskie oddziały utraciły tam inicjatywę taktyczną. Ukraińskie kontrataki pokazały również, że Rosjanie mają trudności z utrzymywaniem wysuniętych pozycji po osiągnięciu lokalnych sukcesów. Problemem pozostaje przede wszystkim niedobór piechoty zdolnej do obsadzania zdobytego terenu przy jednoczesnym odpieraniu ukraińskich kontruderzeń.
Na pograniczu obwodów donieckiego i dniepropietrowskiego sytuacja pozostawała bardziej stabilna. Walki koncentrowały się głównie na odcinku Nowoseliwka — Oleksandrohrad, gdzie Ukraińcy prowadzili ograniczone kontrataki przeciw rosyjskim pozycjom wysuniętym w kierunku administracyjnej granicy obwodu dniepropietrowskiego. Nie odnotowano tam większych zmian w przebiegu frontu, ale sama ukraińska aktywność wskazywała, że Kijów stara się uniemożliwić Rosjanom stworzenie dogodnych warunków do przyszłej ofensywy.
Wojna w powietrzu
Ukraina konsekwentnie rozszerza kampanię uderzeń dalekiego zasięgu przeciwko rosyjskiemu przemysłowi paliwowemu oraz zbrojeniowemu, podczas gdy Rosja ograniczała skalę własnych nalotów. Jest to kolejny tydzień, w którym skala ukraińskich uderzeń jest większa od rosyjskich ataków. Rosjanie coraz częściej urządzają przerwy, aby zgromadzić większą ilość środków napadu powietrznego.
Największe znaczenie miały ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie. Już 5 maja ponownie zaatakowana została rafineria Kiriszinefteorgsintez w pobliżu Kirisz w obwodzie leningradzkim. Zakład należący do Surgutnieftiegazu, dysponujący zdolnością przerobu około 20 mln ton ropy rocznie, należał do najważniejszych obiektów tego typu w północno-zachodniej części Federacji Rosyjskiej. Po wcześniejszych atakach z marca oraz kolejnych uderzeniach produkcja została zawieszona na czas nieokreślony.
Szczególnie istotne było również uderzenie z 7 maja na rafinerię Łukoil-Permnieftieorgsintez w Kraju Permskim, oddaloną o ok. 1500 km od Ukrainy. Jeszcze większą konsternację wywołał skuteczny atak rakietowy na zakłady VNIIR-Progress w pobliżu Czeboksar w Republice Czuwaskiej. Ukraińcy wykorzystali pociski manewrujące Flamingo oraz dron An-196 Lutyj.
Opublikowane nagrania pokazywały co najmniej sześć trafień pocisków manewrujących w teren zakładu produkującego elektronikę wojskową, systemy walki radioelektronicznej i komponenty dla rosyjskiej marynarki wojennej. Mimo zastosowania siatek przeciwdronowych zabezpieczenia nie powstrzymały uderzenia. Zdjęcia satelitarne potwierdziły pożary i uszkodzenia części budynków produkcyjnych. To jest duży cios, ponieważ zakłady są głównym dostawcą komponentów do systemów radarowych.
W ostatnim tygodniu Rosja nadal atakowała ukraińską infrastrukturę energetyczną, szczególnie w obwodach połtawskim, charkowskim, dniepropietrowskim, zaporoskim i kijowskim, jednak skala uderzeń była mniejszą niż zimą i wczesną wiosną. Jest to związane z problemami rosyjskiego przemysłu rakietowego oraz koniecznością oszczędzania pocisków manewrujących. Zwłaszcza, że spora część komponentów byla dostarczana z Iranu.
Jednocześnie coraz częściej rosyjskie naloty były wymierzone w cele cywilne. Przykładem tego były ataki na cywilne stacje benzynowe na zachodnich obrzeżach Charkowa. W dwóch nalotach Rosjanie zniszczyli jedenaście takich obiektów, powodując przede wszystkim straty wśród ludności cywilnej. Kreml, nie radząc sobie z atakowaniem dobrze chronionych obiektów, może zacząć przenosić częściej ataki na cele cywilne. Jak jednak pokazały ostatnie lata, odnosili przeciwny skutek od oczekiwanego.

