Przez tydzień od pierwszego tekstu o zarobkach radnego-lekarza warszawska Koalicja Obywatelska milczała jak zaklęta. Nie pomagały telefony, SMS-y i prośby o kontakt. Nikt nie znał sprawy i nie wiedział co z nią począć. To oczywiście nie jest przypadek.
O radnym Dawidzie Kacprzyku dopiero teraz usłyszała cała Polska i zapewne zrobiłby bardzo wiele, żeby tak się nie stało. Ale w polityce jest od bardzo dawna i jest typowym przykładem tego jak młodzi partyjni działacze myślą o polityce. Mandat radnego zdobył osiem lat temu, mając zaledwie 20 lat. Dostał 664 głosy, ale to w Ursusie wystarczyło. Rok później postanowił, że o polityce wie już wystarczająco dużo i jego miejsce jest w Sejmie. W wyborach 2019 r. dostał na liście KO 19. miejsce w Warszawie. To nie jest miejsce biorące, ale i tak był wyżej niż na przykład Krzysztof Luft, były rzecznik rządu. Szedł do wyborów z zaskakującym przekonaniem, że ma bardzo wiele do zaoferowania.
Gierki w młodzieżówkach
— Sam zdecydowałem o swoim starcie — mówił w jednym z wywiadów, zupełnie pomijając fakt, że listy partyjne same się nie układają i nikt sam takiej decyzji nie podejmuje.
— Uważam, że dzięki moim doświadczeniom w takich kwestiach, jak edukacja, służba zdrowia czy samorząd, które nabyłem jako niedawny uczeń, student medycyny czy radny samorządowy, będę mógł dołożyć mój wkład w naprawę Polski, dążenie do lepszego jutra — tłumaczył niespełna 21-letni kandydat na posła.
To, że się nie dostał, nie jest zaskakujące. Ale postanowił jednocześnie ze studiowaniem medycyny — w 2019 r. startował jako student — nauczyć się, ile się da o rozgrywkach partyjnych. Partyjna młodzieżówka to idealne miejsce do takich gierek, bo przeważnie występują w niej wszystkie patologie dużych partii.
Młodzieżówka Platformy Obywatelskiej (teraz Koalicji Obywatelskiej) ma bardzo długą historię. Młodzi Demokraci byli przybudówką Unii Wolności, ale w 2001 r. postanowili postawić na młodszych polityków. Konkretnie to Sławomir Nowak, szef młodzieżówki, postanowił. Zabrał swoich kolegów i przepisał ich do właśnie powstającej Platformy Obywatelskiej. Oczywiście nie formalnie, bo teoretycznie stowarzyszenie Młodzi Demokraci (MD) pozostawało niezależne od dużej polityki. Jednak większość zarządu należała jednocześnie do młodzieżówki i do PO. Z SMD wywodzili się Kinga Gajewska, Aleksandra Gajewska, Konrad Frysztak, Michał Szczerba, Cezary Tomczyk, Paweł Olszewski i bardzo wielu polityków obecnie w wieku 35–40+. W czasach pierwszego rządu Platformy Obywatelskiej stowarzyszenie zaczęło przeżywać poważny kryzys, a jego członkowie zaczęli kojarzyć się ze wszystkimi możliwymi patologiami władzy. Prosto z młodzieżówki trafiali na ministerialne korytarze, by za swoimi starszymi kolegami nosić teczki. Trafiali też do spółek i spółeczek Skarbu Państwa. Niektórzy z nich skończyli z zarzutami.
Partia chciała mieć oko na młodzież
Kiedy PO trafiła do opozycji, stowarzyszenie działało trochę siłą rozpędu, ale bez specjalnego pomysłu na to, jak wspierać partię. Na tym polu pojawiły się konflikty między ogólnopolskimi władzami MD a strukturą warszawską PO. Warszawa to bardzo specyficzne miasto, bo tutaj poparcie dla PO/KO jest zawsze największe i najwięcej — także młodych ludzi — chce angażować się w życie polityczne. Kacprzyk skorzystał na tym konflikcie, bo gdy część działaczy warszawskiej młodzieżówki odeszła w proteście, on wskoczył na ich miejsce. Sprawa oczywiście była bardzo personalna. Część warszawskich działaczy zarzucała ówczesnej szefowej całego Stowarzyszenia, że jest „od Schetyny”, a wtedy już partię przejął Borys Budka. Tutaj oczywiście w te młodzieżowe rozgrywki włączyli się „dorośli”. W warszawskiej polityce nic nie dzieje się bez wiedzy i zgody Marcina Kierwińskiego, który od ponad dekady pełni funkcję warszawskiego barona. Nasi rozmówcy z dawnej młodzieżówki partyjnej mówią, że mniej więcej pięć lat temu zaczęła się kończyć historia Młodych Demokratów jako niezależnego od partii stowarzyszenia.
Partia — wzorem PiS — chciała mieć oko na to, co robi „młodzież”. W Prawie i Sprawiedliwości to prezes Kaczyński osobiście wybiera szefa Forum Młodych PiS i nie pozostawia przyszłym politykom nawet złudzenia, że mogą być niezależni. Problemy zaczęły się, kiedy część działaczy postanowiła związać się z PO znacznie silniej. A starsi chcieli przepchnąć do władz nowej młodzieżówki swoich. Tak powstała Nowa Generacja z Dawidem Kacprzykiem na czele.
— On przychodził na spotkania zarządu MD z prawnikami z bardzo poważnej warszawskiej kancelarii, żeby interpretować statut. W końcu doprowadził skutecznie do rozłamu. To on stał za całą tą akcją, chociaż nie on został wtedy szefem, to on doprowadził m.in. do upadku Młodych Demokratów. To jest najwierniejszy człowiek Kierwińskiego, jego rękami Kierwiński się z nami uporał — rozkładają ręce byli działacze partyjnej młodzieżówki.
Sikorski wyciął Kacprzyka?
Szefem Nowej Generacji radny Kacprzyk był aż do marca tego roku. Trzy lata temu próbował też znowu znaleźć się na liście do Sejmu. Jak mówią nasi rozmówcy, stąd jego bardzo silne zaangażowanie w kampanię wyborczą i stąd taka duża potrzeba, żeby stać na czele młodzieżówki. Ale na liście się nie znalazł. Podobno dlatego, że wyciął go ktoś z wysoko postawionych polityków PO.
— Nie wiem, kto za tym stał, ale mówiło się o Radosławie Sikorskim — mówi nam jeden z rozmówców — on był dość zaangażowany w rozmowy między dawnymi Młodymi Demokratami a Marcinem Kierwińskim i chyba poznał Kacprzyka od takiej najgorszej strony.
Wielu polityków, którzy poznali przewodniczącego Nowej Generacji, mówi: „arogancki, bezczelny, nadambitny, wygadany, nastawiony na sukces”. Zwracają też uwagę na znajomość Kacprzyka z Kamilem Kociołek — jak twierdzą nasi rozmówcy – panowie byli naprawdę dobrymi znajomymi. Kociołek również należy do Nowej Generacji.
Kociołek to krakowski 34-letni prawnik. Jak ujawniły media, z krakowskim magistratem po przejęciu władzy przez Aleksandra Miszalskiego podpisał trzy umowy na ponad 270 tys. zł. Uzasadnienie — był dyspozycyjny i mógł brać udział w spotkaniach prezydenta miasta z mieszkańcami późnymi popołudniami. W krakowskim ratuszu pracowało 36 radców prawnych. Ale Interia dotarła do umowy, która zakładała osobisty udział prawnika w spotkaniach, tyle tylko, że Kociołek się na nich nie pojawił. Sprawa jest w prokuraturze.
Po sprawie Kacprzyka premier Donald Tusk zapowiedział ustawę, która ma dać państwowej agencji wgląd w czas i miejsca pracy lekarzy. To jest jeden problem systemowy do rozwiązania.
Drugim problemem jest to, że młodzi politycy na początku swojej drogi do Sejmu dochodzą do wniosku, że system jest po to, żeby go oszukać, a zasady — żeby je łamać. Podczas każdej kampanii wyborczej słyszymy, że starzy powinni odejść i ustąpić miejsca młodym, bo oni lepiej rozumieją rzeczywistość. Niektórzy z nich rozumieją ją rzeczywiście doskonale, tyle tylko, że sprowadzają to zrozumienie do przekonania, że jeśli możesz załatwić sobie robotę za półtora miliona, to byłbyś kompletnym frajerem, gdybyś tego nie zrobił. To, że to nieuczciwe, nieprzyzwoite, zwyczajnie niemądre, jest zupełnie drugorzędne, bo tacy młodzi politycy jak radny Kacprzyk są od początku swojej kariery przekonani, że układy i znajomości w świecie polityki są absolutnie wszystkim, a wielkie słowa wyglądają dobrze tylko na plakatach wyborczych.

