On ma za zadanie po prostu rozprawić się z Bogdanem Święczkowskim — mówił w „Stanie Wyjątkowym” o kandydaturze Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego Kamil Dziubka. Autorzy słuchowiska podkreślali, że w otoczeniu premiera Berek jest kimś zupełnie wyjątkowym. — Chyba o nikim Tusk nie mówi w taki sposób — stwierdził Dziubka.

Zdaniem prowadzących słowa Tuska o Berku były nadzwyczaj ciekawe. — Tam wybrzmiały dwie rzeczy. Pierwsza: to jest genialny prawnik, moja prawa ręka. Ale też druga rzecz: Berek to nie potrafi się chwalić tym, co robi. I my też nie potrafimy chwalić Berka za to, co robił. Wybrzmiewała z tego frustracja samego Macieja Berka, że on jest w cieniu — mówił Jacek Gądek z „Newsweeka”.

— Maciej Berek jest bardzo ciekawą postacią. To chyba jedna z niewielu osób, za którą być może Donald Tusk dałby sobie uciąć rękę. A proszę mi wierzyć, Tusk jest bardzo nieufnym facetem. Polityka go tego nauczyła. Ale Berkowi ufa — analizował Kamil Dziubka z Onetu.

Gądek zwrócił uwagę na sposób, w jaki Tusk mówił o Berku: — Premier Donald Tusk czasami mówi o ludziach, których niespecjalnie zna, albo też niespecjalnie ceni, że to jego wielcy przyjaciele, doskonali ludzie i świetni fachowcy. Tylko że mówiąc to o Macieju Berku, akurat mówił szczerze.

Według Dziubki Tusk chyba o nikim nie mówi tak ciepło, jak o Berku. — To jest najlepsze i najciekawsze. Kiedyś, jak wyjeżdżał do Brukseli i został zapytany, czy Paweł Graś z nim wyjedzie, to powiedział: „a co on by tu beze mnie robił?”. I nie wiadomo, czy to była pochwała, czy właściwie taka szpileczka lekka — mówił Dziubka.

— Raczej na to drugie zakrawało troszeczkę — stwierdził Gądek.

— Graś jest bardzo blisko Tuska. Ale Berek jest kimś absolutnie wyjątkowym. (…) To prawda, nie wziął go do Brukseli. Ale też Igor Ostachowicz (ówczesny wiceminister w KPRM) do Brukseli [z Tuskiem] nie wyjechał. To jest zupełnie inny temat. Natomiast kiedy Tusk został premierem, było jasne, że Berek będzie jego prawą ręką. Tusk wie, że nie ma nikogo o podobnych umiejętnościach jak Berek. Jest świetnym prawnikiem, praktykiem prawa, legislatorem. Nie ma wielu takich specjalistów — mówił Dziubak.

I dodawał: — Ale też mówiło się o tym, że Berek chciałby teraz troszkę więcej znaczyć niż za czasów tzw. pierwszego Tuska, kiedy był szefem Rządowego Centrum Legislacji (w latach 2007-2015; prezes RCL to jeden z najważniejszych urzędników w administracji rządowej — przyp. red.). Po 2023 r. zaczął się wypowiadać już bardziej jako polityk — mówił Dziubka.

Tusk, by podnieść pozycję Berka, stworzył dla niego nową funkcję: ministra nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. Prowadzący zwrócili uwagę, że brzmi to nieco absurdalnie.

— Sama nazwa urzędu: minister ds. wdrażania polityki rządu. Wdrażaniem polityki rządu zajmuje się premier, a nie powołuje ministra, który jest jego prawą ręką, lewą ręką i jeszcze mózgiem prawniczym — ironizował Gądek. I dodawał: — Zresztą on był czasami nazywany a to nadpremierem, a to wice Tuskiem…

— Nadpremierem to on na pewno nie był. Natomiast złośliwi mówili o nim „poganiacz końskich łbów”. To był gość, który musiał poganiać ministrów, którzy z czymś nie nadążali, zawalali harmonogram itd. Faktem jest, że Berek był najważniejszym prawnikiem tego rządu, właściwie przekuwał na język prawniczy pomysły Tuska. Ale oprócz tego uczestniczył w planowaniu wszystkich operacji związanych z wymiarem sprawiedliwości. Oczywiście był Adam Bodnar, jest Waldemar Żurek… — mówił Dziubka.

— Ale oni de facto dali twarz, a nie kreowali tej głównej linii — wtrącił Gądek.

— Też kreowali, ale jeżeli Berek by się na coś nie zgodził, to tego by nie było. Berek był tutaj kluczową postacią. Wiemy, że on był jednym z głównych kreatorów zmian dotyczących np. Trybunału Konstytucyjnego — stwierdził Dziubka.

— To on stał za treścią uchwały Sejmu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Za całą tą linią wobec Trybunału — precyzował Gądek.

— Opiniował też kandydatury na sędziów Trybunału Konstytucyjnego. I ludzie — którzy go znają — mówią, że Maciej Berek jest zafiksowany na tym, żeby być sędzią Trybunału. On uważa, że sędzia Trybunału to jest korona zawodów prawniczych. I z tego punktu widzenia jego kandydatura do TK nie jest dziwna. Inna sprawa jak ten Trybunał teraz wygląda — mówił Dziubka.

— Gdy premier Donald Tusk ogłosił, że Maciej Berek odchodzi, to nie powiedział, gdzie pójdzie. Bo to by trochę źle wyglądało, gdyby na posiedzeniu rządu premier powiedział: o, tu mój minister pójdzie do Trybunału Konstytucyjnego na niezależnego sędziego Trybunału. Tylko samo powiedzenie, że gdzieś odchodzi, a niedopowiedzenie gdzie – też źle wyglądało. Aczkolwiek to już później, dwa dni później Tusk powiedział, że Maciej Berek to jest generalnie apolityczny, bezpartyjny, doskonale przygotowany prawnik do tego, żeby zasiadać w Trybunale Konstytucyjnym i bierze absolutną odpowiedzialność za taki ruch — mówił Gądek.

Co dokładnie powiedział premier? — My dzisiaj nie mamy normalnego wyboru do normalnego Trybunału Konstytucyjnego. My mamy dzisiaj masakrę, bo te instytucje zostały zmasakrowane przez PiS i ten masakryczny, ten absolutnie nieakceptowalny stan jest chroniony przez pana prezydenta Nawrockiego i był chroniony przez pana prezydenta Dudę. No i jak widzę, przepraszam, bandyckie metody czasami z tamtej strony, to ja nie będę udawał, że jestem taka ciotuleńka, która nie jest w stanie oddać. Znaczy: tak nie może być, to zło nie może triumfować. A to, co działo się i dzieje się do dzisiaj w instytucjach opanowanych przez PiS, to jest czyste zło. To jest czyste plucie w twarz Polakom, tym, którzy uważają, że konstytucja coś znaczy — stwierdził Tusk.

— No i właśnie. Ten zarzut wydaje się absolutnie oczywisty, że przecież ten rząd obiecywał, ta koalicja obiecywała, że do Trybunału nie będą trafiać żadni byli politycy. Nie będą się przesiadać ludzie z Sejmu do Trybunału ani z rządu do Trybunału. Był nawet przecież projekt ustawy uchwalony. Zapis był bardzo wyraźny: cztery lata karencji. Czyli ktoś był posłem, ktoś był ministrem — musi cztery lata zaczekać, żeby móc trafić do Trybunału Konstytucyjnego. I teraz premier wychodzi i mówi: „W sumie to jest nieistotne. Ja biorę odpowiedzialność za to, że tutaj zmieniliśmy linię”. Czy to się klei? — pytał Gądek.

— Nie, to się absolutnie nie klei — odpowiedział Dziubka.

— Premier Donald Tusk ci odpowie, że jednak się klei — stwierdził Gądek.

I cytował Donalda Tuska. — Biorę na siebie odpowiedzialność za to, że niektórzy mogą czuć się (…) rozczarowani. Bo przecież byłych ministrów miało nie być. Rozumiem tę zasadę, sam jestem do niej przekonany. Ale to, co najważniejsze dzisiaj, to jest praca ludzi maksymalnie kompetentnych, odważnych. A jedna cecha tutaj jest kluczowa: minister Berek jest mistrzem, jeśli chodzi o koordynację działań różnych osób i egzekwowanie tego, do czego się zobowiązujemy. Więc wyraziłem taką warunkową zgodę na rezygnację z rządu i na kandydowanie [do TK]. Apeluję do wszystkich, którym dobro kraju leży na sercu. Wiem, proszę bardzo, miejcie do mnie pretensje, ale pomóżcie nam uzdrowić sytuację w Trybunale. I to jest kwestia najbliższych tygodni. Musimy to zrobić. I ja się nie cofnę. Wszystkie razy zbiorę. […] Nie ulegnę ani szantażom, ani łamaniu prawa czy konstytucji. Czy to jest prezydent, czy to jest pan Święczkowski. Sam fakt jego obecności w Trybunale to jest coś kompromitującego […]. Więc skoro z tamtej strony stosuje się metody, które są niezgodne z konstytucją, to ja muszę pokazać też determinację i że nie ustąpimy przed tego typu metodami — mówił premier i wielokrotnie podkreślał, że Berek jest zupełnie apolityczny.

— No, właśnie Berek nie jest „ciotuleńką”. Czyli nie będzie tutaj żadnej miękkiej gry. Demokracja walcząca w pełnej krasie — podsumowywał Gądek.

— Rozmawiałem w tym tygodniu z jednym z ministrów. I on powiedział tak: ludzie z jednej strony oczekują od nas skuteczności, żebyśmy wreszcie rozprawili się ze Święczkowskim — przypominam, Bogdan Święczkowski to były prokurator krajowy, prawa ręka Zbigniewa Ziobry, absolutnie zaufany człowiek byłego ministra sprawiedliwości, prezes Trybunału Konstytucyjnego. A z drugiej strony chcą, żebyśmy byli jak dziewice orleańskie. Inna sprawa, że Dziewica Orleańska, czyli Joanna d’Arc, to taka specjalnie łagodna nie była. Natomiast żarty na bok. Donald Tusk podjął decyzję, że ten dylemat on rozstrzyga i Maciej Berek trafia do TK. Rzeczywiście, można mówić o Berku, że to jest świetny prawnik, człowiek, który być może nie był wprost politykiem, takim partyjnym. Był bardzo ważnym urzędnikiem, ale jednak prawą ręką Donalda Tuska. Prawą ręką urzędującego premiera — mówił Dziubka.

— Sam powiedziałeś, że w 2023 r. Maciej Berek zaczął mówić bardziej jak polityk, a mniej jak prawnik — stwierdził Gądek.

— Tak. On miał taką ambicję, żeby odgrywać polityczną rolę — potwierdził Dziubka.

— Więc między bajki można włożyć te opinie, że Maciej Berek to apolityczny urzędnik i jedynie prawnik. On ma już politykę we krwi — mówił Gądek.

— On ma za zadanie rozprawić się z Bogdanem Święczkowskim. Słychać o tym, że w Trybunale w środku doszło do pęknięcia. I rzeczywiście, Święczkowski utracił pełną kontrolę nad Trybunałem. Mówi się o tym, że być może Maciej Berek idzie tam wręcz na prezesa Trybunału. Przypominam, że prezesa wskazuje prezydent spośród kandydatów oczywiście wyznaczonych przez Zgromadzenie Ogólne sędziów TK. Natomiast gdyby Święczkowski stracił większość w Zgromadzeniu Ogólnym, to by zagrażało nie tylko jego pozycji jako prezesa, ale można by mu uchylić immunitet. A przypominam, że prokuratura chce mu postawić zarzuty — mówił Dziubka.

„Stan Wyjątkowy” to program, w którym Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek dyskutują o najważniejszych politycznych wydarzeniach tygodnia. Czołowi dziennikarze Onetu i „Newsweeka” zapewniają słuchaczom i widzom nieszablonową, często żartobliwą, ale zawsze merytoryczną rozmowę, a ich ogromne doświadczenie dziennikarskie i znajomość kulis polskiej sceny politycznej gwarantują potężną dawkę informacji.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version