— Nie pamiętam takiego tematu, który by z tak dużego entuzjazmu przekształcił się w czarną magmę złych emocji — mówi w „Rachunku sumienia” Michał Fedorowicz z Res Futury o stosunku Polaków do Ukraińców. Ale jest też coś, czego w Polsce jeszcze nie zauważamy: po drugiej stronie granicy rośnie negatywny stosunek do Polaków. I to bardzo. Zdaniem Fedorowicza nawet rosyjscy technopropagandyści nie spodziewali się takiego efektu.

Z badań Res Futury wynika, że prawie 50 proc. Polaków zamieszczających w internecie komentarze sieje nienawiść do Ukraińców. — To nie są dane socjologiczne pokazujące obraz społeczeństwa, czy szybkie sondaże. Te dane są pewnego rodzaju termometrem. Jeżeli popatrzymy, jaka jest dziś temperatura w stosunku do Ukraińców, to jest już to gorączka. Nigdy nie było tak źle — mówi Michał Fedorowicz, analityk internetu, współzałożyciel Res Futury.

Od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie organizacja analityczna i badawcza Res Futura przygotowuje raporty dotyczące emocji Polaków wobec Ukraińców.

Przeglądając dziś media społecznościowe, w polskim internecie możemy spotkać się z dwoma obrazami. — Z jednej strony „won do domu”, „zrobić z nimi to samo, co oni z nami w czasie Wołynia”. Z drugiej: „są niewdzięczni”, „my im wszystko oddaliśmy”, „panoszą się w kraju”, „zajmują kolejkę do lekarza” — cytuje Fedorowicz.

— Osoba, która siedzi na Kremlu, tylko się uśmiecha. Może powiedzieć prostą rzecz: „mamy to, dowieźliśmy. Mamy coś, czego nie udało nam się zrobić od 2022 r. Mamy w końcu klimat społeczny, dzięki któremu ludzie idący w przyszłym roku do wyborów, będą kierować się tymi emocjami przy wyborze swojej partii politycznej”.

Czy to znaczy, że wszystkie partie będą musiały schować do kieszeni temat pomocy dla Ukrainy? — [Z punktu widzenia Kremla] najlepiej, jeśli zadeklarują, że w ogóle nie będą jej pomagać. Dla Kremla oznacza to zwycięstwo, bo wysiłek wojenny Ukrainy trwa dzięki pomocy Zachodu — mówi analityk.

A Kreml zakłada, że jeśli pomocy dla Ukrainy będzie mniej, to Rosji uda się zająć więcej nowych terenów. — Jestem w stanie się założyć, że rosyjscy technopropagandyści nie spodziewali się takiego efektu. Pamiętam 2022 r. i szok propagandy rosyjskiej wywołany solidarnością krajów Zachodu z Ukrainą. Nie nadążali wtedy za rzeczywistością. To był dla nich ogromny szok. A potem przyszła mozolna zmiana, która kosztowała ich dużo wysiłku.

W marcu 2022 r. wszystkie kanały rosyjskiej propagandy w Polsce zostały odkryte i zbankrutowały. — Cały misterny plan przemycania propagandy do Polski spłonął. Musieli wszystko odbudowywać od początku. Robili to przez kolejne dwa lata mozolnie, ale systematycznie — opowiada Fedorowicz.

Rosja działa, zdaniem analityka, w konkretny sposób. — „Nie pokazujmy wojny i o niej nie rozmawiajmy. Rozmawiajmy tylko o tych złych Ukraińcach, którzy siedzą i żerują na Polakach”. Dzień po dniu, awantura po awanturze, mała rzecz po małej rzeczy zaczynali osiągać swój cel strategiczny. „Ukraińcy zajmują kolejki do lekarzy” — to było sztandarowe hasło. Wojna dopiero się rozpoczynała, a konferencje pod tym hasłem były już organizowane przez polityków Konfederacji na czele z Grzegorzem Braunem — tłumaczy Fedorowicz.

„Kobiety z Ukrainy mają lepsze paznokcie”, „Ukraińscy piłkarze zajmują miejsca Polaków na boisku”, „Ukraiński dostawca przywiózł zimną pizzę” — sianiem takiej propagandy, mówi analityk, zajmują się całe fabryki trolli, jak ta w Petersburgu. — Jeżeli piętra odpowiadają tam za poszczególne kontynenty, to konkretne kraje mają osobne pokoje. Polska jest dobrze zmapowana, Rosjanie potrafią grać na naszych emocjach i resentymentach, znają lepiej naszą historię niż my sami. I po tych kilku latach znów potrafią wpinać w sieć nowe formy budowania niechęci.

W 2022 r. udało się im odnieść pierwszy sukces — chodziło o tematy związane z rolnictwem i ukraińskim zbożem. W 2023 r. winą za inflację obarczyli Ukraińców. A w 2025 r. rozgrywali nastroje antyukraińskie w kampanii prezydenckiej. — Na TikToku i Facebooku pisali, że wygrana Trzaskowskiego będzie oznaczała dalszą pomoc dla Ukrainy, czyli drożyznę dla Polski — mówi Fedorowicz.

To, co dzieje się dziś w Polsce, to lata ciężkiej pracy rosyjskich propagandystów. — Logiczne jest, że jeśli Ukraina nie przetrwa, czołgi rosyjskie będą stały na naszej granicy i będą zagrażać Polsce. A mimo to udało się nastawić Polskę przeciwko krajowi, który został napadnięty — zauważa analityk.

Rigamonti mówi, że relacjom polsko-ukraińskim nie pomogła decyzja Wołodymyra Zełenskiego o przyznaniu ukraińskiej jednostce wojskowej nazwy Bohaterów UPA. — To na pewno. Tak samo, jak decyzja Nawrockiego o odebraniu prezydentowi Ukrainy polskiego orderu. Ale po tym stało się coś, czego nie widzieliśmy: wybuch ogromnej radości i poparcia dla prezydenta Nawrockiego. To był punkt bez powrotu, to już się nie odstanie, relacje polityczne trzeba budować od nowa i wiedzą to obie strony — tłumaczy Fedorowicz.

Jest jeszcze coś, czego w Polsce nie zauważamy: po drugiej stronie granicy rośnie negatywny stosunek do Polaków. — I to bardzo. Jeśli u nas zajęło to lata ciężkiej pracy rosyjskiej propagandzie, to tam widzimy, że wszystko zaczęło się od momentu, gdy Nawrocki odebrał Zełenskiemu order. Dzieją się tam ciekawe rzeczy: o ile u nas internet krytykuje społeczeństwo Ukraińców jako ludzi i dopiero później Zełenskiego, to tam jest na odwrót. Tam jest najpierw krytyka polskich elit politycznych, które nie rozumieją sytuacji, a dopiero później Polaków. Nas, jako społeczeństwo, krytykuje się dużo mniej. To nie jest jeszcze taka eskalacja, jakiej chciałby Kreml. Ale to się buduje, bo dwie strony eskalują.

W lipcowym raporcie Res Futura ocenia, że niechęć Polaków do Ukraińców osiąga „maksymalne piętro”. — Zaczynamy rozmawiać o przemocy, a ta przemoc już się dzieje. Wynika ona z bardzo prostej rzeczy: jeśli ja w mediach społecznościowych czytam, że są tacy i owacy, to na ulicy rośnie agresja słowna, a ta łatwo przeistacza się w przemoc fizyczną.

— A ilu jest obrońców? Czytam w waszym raporcie, że 5 proc. użytkowników broni Ukraińców — pyta Rigamonti.

— To bardzo dużo, bo w czerwcu było to 0,6 proc., a w maju jeszcze mniej — mówi Fedorowicz. — W 2024 r. nastąpił kompletnie niezauważony przełom: popieranie Ukrainy przestało być modne. Stało się to dlatego, że zobaczyliśmy w telewizji prezydenta Zełenskiego z prezydentem Trumpem. A także prezydenta Federacji Rosyjskiej z prezydentem Trumpem. To wpłynęło na polskich użytkowników, którzy zobaczyli siłę. I uznali, że opłaca się wspierać tych silnych. A skoro USA są gwarantem polskiego bezpieczeństwa i nie lubią Ukrainy, to dlaczego my mamy ją lubić?

Ten obrazek doprowadził do kolejnej zmiany — wielu konserwatywnych wyborców uznało, że nastroje antyukraińskie nie są niczym złym. — Wtedy narodził się Grzegorz Brauna i Korona. W 2024 r. stwierdziliśmy, że nie lubimy słabszych.

Kolejne analizy Res Futury dodają do tego obrazka więcej niuansów — ci, którzy do tamtej pory bronili Ukraińców w sieci, znaleźli się pod ostrzałem. — Wytworzyła się taka narracja, takie wrażenie w mediach społecznościowych, że jeżeli ja bronię Ukraińców, to będę hejtowany — opowiada Fedorowicz i dodaje, że decyzja Zełenskiego w sprawie UPA dolała oliwy do ognia.

Skąd zatem ten wzrost użytkowników broniących Ukraińców? — Algorytm jest na tyle sprytny, że wie, że nie można jednej narracji cały czas grzać. Bo w pewnym momencie ona się przegrzeje i ludzie, którzy mają inne poglądy, nie będą korzystali z mediów społecznościowych, będą się wyciszać. Musiał więc dokonać autokorekty — tłumaczy analityk.

Fedorowicz mówi, że polskie państwo już raz — w 2022 r. — poradziło sobie z usuwaniem prorosyjskich grup w mediach społecznościowych. I to samo powinno dziś zrobić z grupami, w których szerzy się nienawiść względem Ukraińców. — Mogły mieć wtedy nawet 100 tys. członków, ale po prostu wyparowywały. I dziś wydaje się, że polskie państwo powinno zrobić to samo — uważa Fedorowicz. — I tu nawet nie chodzi o Ukraińców. Chodzi o to, że dziś mamy Ukraińców, a potem w momencie kryzysowym zamieni się ich na Polaków. I my wtedy będziemy dostawać takie same bęcki. Jeżeli państwo nie jest w stanie zadbać o to, by takie grupy w mediach społecznościowych budowane od lat za bardzo duże pieniądze zniknęły, to niech nie oczekuje, że w momencie kryzysowym społeczeństwo zachowa się jak trzeba.

Fedorowicz mówi, że przykład tego mieliśmy w Polsce, gdy w naszą przestrzeń powietrzną wleciały rosyjskie drony. — Trzy czwarte internetu pisało, że to prowokacja. I nie dość, że źle oceniało działania państwa, to jeszcze mówiło, że są to w większości drony ukraińskie i że my jesteśmy wciągani do wojny.

Kościół. Dla jednych skompromitowana instytucja cynicznie wykorzystująca religię jako narzędzie do zarabiania pieniędzy. Dla drugich opoka oraz źródło wszelkiego dobra i miłości. „Rachunek sumienia” to nie jest podcast tylko o Kościele. To podcast o ludziach, na których kariery, a czasem i na całe życie, wpływ miała (lub nadal ma) instytucja, jaką jest Kościół katolicki. Jeśli nie macie w sobie uczuć religijnych, koniecznie posłuchajcie. Jeśli je w sobie macie — posłuchajcie tym bardziej.

Historia Kobiet
Newsweek.pl – wiadomości z Polski i ze świata. Najnowsze wydarzenia i opinie a także artykuły z kategorii społeczeństwo, biznes, kultura, historia, psychologia, trendy.
Katarzyna Wężyk
Komisja Śledcza
Jakub Korus
, Grzegorz Rzeczkowski
Udział

Leave A Reply

Exit mobile version