Chciał być szefem MSZ i prezydentem. Teraz szkoli się na szefa MON. Krzysztof Bosak stał się najpopularniejszym politykiem opozycji.
— Krzyśka bardzo bolało, że rok temu nie startował na prezydenta. On naprawdę uważał, że może wygrać. Że to jest dla niego najlepszy moment, który może się już nie powtórzyć — mówi polityk z kręgu Konfederacji. Ale nie wystartował. Był zbyt rozważny. Za mało romantyczny.
Bliski kontakt
Kalkulacja była taka. W początkach kampanii Karol Nawrocki był nieporadny w pierwszych przemówieniach, słupki notowań miał niskie, część polityków PiS sabotowała jego kandydaturę i podsycała w mediach nastrój, że kandydat PiS może nie wejść do drugiej tury. Bosak — relacjonują ludzie z jego otoczenia — bardzo chciał wykorzystać słabość Nawrockiego. Problem w tym, że kandydatem Konfederacji był już Sławomir Mentzen, który powiedział, że będzie startował bez względu na wszystko, i to zrobił.
— Krzysiek robił dobrą minę do złej gry. Nawet mu to wychodziło. Chciał kandydować, ale nie chciał, żeby przez to się rozleciała partia. Odłożył własną ambicję na bok — mówi mój rozmówca. W wymarzonym scenariuszu Bosak wchodził do drugiej tury z Rafałem Trzaskowskim i wtedy wszyscy na prawicy jednoczą się przeciwko prezydentowi Warszawy, dając zwycięstwo najgładszemu z narodowców. Ostatecznie wystartował jednak Mentzen i zdobył 14,8 proc.
Dziś Krzysztof Bosak wpada czasami do pałacu prezydenckiego. Spotkania osobiste z Nawrockim nie są częste, ale telefonicznie bądź SMS-owo już tak. — Trzymają bliski kontakt — opowiada jeden z polityków z jego kręgu.
Szczypta dziegciu
— Ale Karol stara się trzymać równowagę w kontaktach z Bosakiem i Mentzenem, żeby któryś nie czuł się wyróżniany, bo mogliby się pożreć — mówi rozmówca z obozu prezydenta.
Inny dodaje: — Krzyśkowi trochę imponuje to, że ma bliski kontakt z prezydentem. Lubi blichtr.
Publicznie Krzysztof Bosak ocenia prezydenta pozytywnie, ale powściągliwie. Wypominał nawet Nawrockiemu kilka błędnych decyzji.
Pierwszą miał być dla lidera narodowców podpis pod ustawą o zakazie hodowli zwierząt na futra. Podpisu oczekiwała jednak nawet sama branża futerkowa, bo udało jej się wprowadzić przepisy, wedle których fermy będą się mogły przebranżowić na hodowle kurczaków.
Drugą jest akceptacja dla ustawy o równowadze płci we władzach spółek giełdowych. Nawrocki ją podpisał, ale następczo skierował do Trybunału Konstytucyjnego, więc przepisy mogą zostać w przyszłości wyrzucone do kosza.
Ustawę o aglomeracji Trójmiasta prezydent podpisał, bo służy ona jego rodzinnemu miastu. Jednak według Bosaka wzmocni Koalicję Obywatelską na Pomorzu. Dla Konfederacji błędem jest też zgoda Nawrockiego na ustawę wzmacniającą uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy, bo partia Bosaka i Mentzena chce reprezentować mały biznes, a prawa pracowników są na dalszym miejscu.
Zdarzały się też pomniejsze decyzje Nawrockiego, które Bosak krytykował — jak spotkanie prezydenta z Viktorem Orbánem przed wyborami na Węgrzech — ale to marginalne historie.
Tak jak Nawrocki jest bardzo krytyczny wobec Ukrainy. Ale mówi nie tylko o banderowcach i o tym, że Kijowowi nie można dawać rakiet do Patriotów. Wspomina też często o emeryturach z ZUS, które w przyszłości będą wypłacane Ukraińcom, którzy w Polsce płacili składki.
Kompleks
Obydwaj są twardymi prawicowcami w podobnym wieku (44-letni Bosak jest o rok starszy). Ale coś ich różni. — Bosak ma wrodzoną inteligencję, ale jest lekkoduchem. Nawrocki jest przy Krzyśku dość tępy, za to zawzięty, zdyscyplinowany, przyzwyczajony do ciężkiej pracy i dzięki temu doszedł na szczyt — opisuje człowiek z ich kręgu.
Brak wyższego wykształcenia to wielki kompleks Bosaka. Jest już za stary na chodzenie na regularne studia, ale na tyle młody, by nie porzucać myśli o dyplomie. Poszedł jednak na łatwiznę i to się za nim ciągnie. — Świętoszek — mówi polityk prawicy, który go zna. — Poucza, stawia się w roli autorytetu, a sam kombinował, jak tu skończyć jakieś studia, byle najłatwiej.
Patrząc na jego edukacyjną epopeję, widać, że zainteresowania ma rozległe. Próbował sił na architekturze na Politechnice Wrocławskiej, ekonomii w SGH, filozofii na prywatnej uczelni, aż wylądował na kolejnej: w Collegium Humanum — fabryce dyplomów dla licznych polityków różnych partii. Gdy po artykule „Newsweeka” wybuchła afera, bo Renata Kim ujawniła, że nauka na tej uczelni to w dużej mierze fikcja, początkowo twierdził, że nie był studentem kontrowersyjnej placówki, potem jednak przyznał, że był. — A najgorsze jest to, że on nie miał nic specjalnie do roboty, ale i tak wolał iść do Humanum — słyszymy.
Zamiast dyplomu ma — jak mówią w jego otoczeniu — dar od Boga. Jest wygadany. A nawet rozgadany — potrafi długo deliberować nad sprawą, przeciągać decyzje, roztrząsać każdy detal. — Potrafi przemawiać i publicznie dyskutować. To boski dar, ale też dużo pracy. Czasami ma też ściągawki, które sobie przygotowuje przed programami — opowiadają konfederaci. To go odróżnia od Mentzena, który jest jak strzelający pistolet.
W otoczeniu Bosaka zwracają też uwagę na rozdęte ego swojego lidera i na to, że bardzo łatwo go czymś urazić.
Do MON by się szło
Bosak ma ambicje. Zmienne. Celował w MSZ, ale na początku wojny w Ukrainie zmienił swój cel z dyplomacji na MON. — Zwrot był nagły, ale Bosak się trzyma obranego kierunku. W wojennych czasach to najważniejszy resort — mówi polityk prawicy. — Bosak wizytował jednostkę specjalną GROM. Uczy się każdego rodzaju wojska — dodaje. Wpisał się na koniec do księgi pamiątkowej, ale szerzej chwalić się wizytą nie mógł.
W wywiadzie w Polsacie ubolewał niedawno: — Jeżeli ja odwiedzam na zamkniętych wizytacjach komisji obrony zakłady zbrojeniowe czy jednostki wojskowe, to nie jest coś, co możemy pokazać wyborcom. Często nawet nie możemy wykonać jednego zdjęcia, bo zakłady bądź jednostki wojskowe są objęte ochroną.
Ale do czasu objęcia wymarzonej teki lubi swój fotel wicemarszałka Sejmu. — Bo chce i lubi błyszczeć — słyszymy w jego otoczeniu.
To najwyższe stanowisko piastowane przez polityka Konfederacji, ale dla 44-letniego polityka najwyższy już czas, by nie tylko gardłować, ale rządzić. — Bosak uważa, że jeśli będzie okazja, aby w 2027 r. wejść do rządu, nie będzie się wzbraniał i pójdzie na ministra — mówi jeden z jego partyjnych towarzyszy.
Bosak i Mentzen wypracowali model współpracy, który zakłada brak kontaktów i rozmów. Jadą na jednym wózku, są w jednej partii czapie (Konfederacji), ale każdy robi, co chce. Trochę się wadzą publicznie, ale nie tak, żeby się rozejść, bo alians im się opłaca. — Każdy sobie rzepkę skrobie i jakoś to idzie — mówi człowiek ze środowiska Konfederacji. — Mentzen bawi się polityką. Bosak chce iść do rządu — ocenia. To rodzi ryzyko rozpadu, gdy po wyborach Konfederacja będzie przed wyborem: rząd z liberałami, czyli obozem Donalda Tuska, czy z konserwatystami, czyli z obozem Jarosława Kaczyńskiego. Konfederacja może pęknąć, bo Bosak z Tuskiem rządzić nie zamierza, a Mentzen taki odległy od Koalicji Obywatelskiej nie jest.
12 lat poza Sejmem
Wizja rządów koalicyjnych z PiS wymagałaby przezwyciężenie traumy sprzed prawie 20 lat. Bosak był wtedy najmłodszym posłem (wchodząc do Sejmu, miał 23 lata), a jego Liga Polskich Rodzin — kojarzona głównie z Romanem Giertychem — została rozszarpana przez PiS.
W 2007 r. nie dostał się do Sejmu. Błąkał się na marginesie polityki, wystąpił za to w „Tańcu z gwiazdami”, był niszowym redaktorem, zakładał fundacje albo pracował w cudzych. — Przez parę lat był na garnuszku rodziców — opowiadają znajomi. Mieszkał z kolegami w wynajmowanym mieszkaniu. Mógł wrócić do Sejmu, bo kusili go i PiS, i Paweł Kukiz, by startował z ich list, ale wolał tworzyć Ruch Narodowy. Odyseja skończyła się w 2019 r. — z list Konfederacji dostał się do Sejmu.
Już się nie daje z niego wypchnąć i celuje wysoko.
— Jednak nie chce być premierem, a na pewno w żaden sposób nie zdradza takich ambicji. On woli mieć władzę nad swoim odcinkiem, a nie szarpać się na fotelu szefa rządu. On wie, że to niewdzięczna robota, bo trzeba starać się panować nad masą rzeczy — mówi człowiek z Konfederacji.
Zwłaszcza że — to dość powszechna opinia w jego otoczeniu — nie potrafi zarządzać ani nie ma ręki do ludzi. — Jego prawa ręka Witold Tumanowicz został właśnie gwiazdą w tabloidach — żartują na prawicy. — Poseł został sfotografowany podczas interwencji straży miejskiej, gdyż był pod wpływem alkoholu. Na zdjęciach wyglądał, jakby podchodził już do niekontrolowanego lądowania na ziemi, ale starał się utrzymać równowagę.
Lepszy zaciąg miał do pałacu Nawrockiego, gdzie łącznikiem Bosaka w Kancelarii Prezydenta jest Piotr Głowacki, szerzej nieznany, ale wśród narodowców rozpoznawalny, doradca etatowy prezydenta. — Ta nominacja to ukłon Nawrockiego wobec Krzyśka, przekaże Bosakowi, co trzeba — mówi mój rozmówca. Wokół prezydenta jest też związany z Bosakiem Łukasz Czernicki, który zasiada w Radzie Gospodarczej. Z narodowców (choć on jest już w zasadzie byłym narodowcem) najwyższą formalnie pozycję ma Adam Andruszkiewicz, wiceszef Kancelarii Prezydenta, ale on jest z Bosakiem i Ruchem Narodowym śmiertelnie skłócony. Najbliżej mu do Mateusza Morawieckiego, PiS z niego szydzi.
Ustatkowany
Z Kariną Bosak, prawniczką, byłą analityczką Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, gdzie zajmowała się wolnością religijną, mają czworo dzieci. Czasami wpadają z nimi do Sejmu, bo żona też jest posłanką Konfederacji.
— Z założeniem rodziny się ociągał, ale dziś już ma ją wielodzietną — mówi z zazdrością człowiek z jego otoczenia.
Nie dorobili się mieszkania ani domu. W oświadczeniu majątkowym on wykazał, że ma 304 tys. zł w gotówce i niewielkie oszczędności w trzech kryptowalutach. Oraz działkę wartą 800 tys. w sam raz, by postawić na niej dom, plus dwa samochody — to współwłasność z żoną. Żadnych kredytów. Żona ma kolejny samochód i kolejną działkę (o wartości 340 tys. zł) oraz ponad 200 tys. zł oszczędności.
Nie dość, że się ustatkował, to jeszcze umościł się w czubie polityków z najwyższym zaufaniem. W lipcu miał 39,9 proc. zwolenników, aż o 10 pkt proc. więcej w stosunku do poprzedniego miesiąca — to badanie IBRiS dla Onetu. Brak zaufania wobec Bosaka deklaruje 46,4 proc. respondentów. We wcześniejszym sondażu CBOS Bosak też był w czubie, choć stracił symboliczny punkt procentowy. Na całej opozycji to w obu badaniach najpopularniejszy polityk. Aż o 6-8 pkt wyprzedza Mateusza Morawieckiego i Adriana Zandberga.
Nie chce z Kaczyńskim
Jarosław Kaczyński widziałby Bosaka na listach razem z kandydatami PiS i pod wielkim patronatem Karola Nawrockiego. Lider narodowców się przed tym broni. Nie chce być znów przystawką. Nie mówi jednak „nie” paktowi prawicy do Senatu.
Dla narodowców PiS to „Konfederacja z Temu” — a więc podróbka, towar słabej jakości. Ich poglądy nie są tak gładkie. Pod hasłem „Nie dla UE” już maszerowali, ale później pożegnali się z najbardziej antyunijnym Grzegorzem Braunem, bo na razie nie ma poparcia społecznego dla wyjścia Polski z UE i frontalny atak na Unię spowodowałby osunięcie Konfederacji w sondażach. Ale pokolenie dzisiejszych 40-latków wróci do tego za pięć albo i 15 lat, gdy tylko poczuje grunt dla polexitu.

