W planie Karola Nawrockiego Władysław Kosiniak-Kamysz uchodził za tego, który mógłby pomóc zrealizować jego strategiczny cel, czyli wywrócić rząd Donalda Tuska. Od czasu kampanii prezydenckiej Nawrocki nie kryje, że to jest jego marzenie.
Kosiniak-Kamysz zderzył się ze ścianą. Lider ludowców myślał, że ma uprzywilejowane relacje z prezydentem. Być może ze względu na to, że do tej pory wydawało się, że sprawy obronności są wyłączone z partyjno-politycznej młócki, a dopóki trwa wojna za naszą wschodnią granicą, zasada ta tym bardziej powinna być w mocy.
Lider PSL nie chce z Kaczyńskim
Poza tym obaj z Nawrockim wyznają — przynajmniej deklaratywnie — konserwatywne wartości i mają dobre relacje z naszym amerykańskim sojusznikiem. W planie Nawrockiego Kosiniak-Kamysz uchodził za tego, który mógłby pomóc zrealizować jego strategiczny cel, czyli wywrócić rząd Donalda Tuska. Od czasu kampanii prezydenckiej Nawrocki nie kryje, że to jest jego marzenie. Ponoć nawet Amerykanie z administracji Trumpa sondowali, czy Kosiniak byłby zainteresowany zmianą sojuszy, czyli zdradą Tuska i wejście w koalicję z PiS oraz częścią skrajnej prawicy. Okazało się jednak, że lider ludowców nie widzi się przy boku Kaczyńskiego. Wtedy prezydent zmienił front. Kosiniak-Kamysz przestał być ministrem, który ma w rządzie najlepsze relacje z głową państwa.
Pierwszy szok przyszedł przy okazji weta do ustawy o europejskich pożyczkach z programu SAFE. Okazało się, że bez racjonalnego powodu Nawrocki, jakby nie było zwierzchnik sił zbrojnych, jest w stanie pozbawić armię, policję oraz straż graniczną miliardów na dozbrojenie. W zamian proponuje gruszki na wierzbie, czyli „polski SAFE zero proc.”, którego finansowanie jest, mówiąc dyplomatycznie, wysoce niepewne. Liderowi ludowców nie mieściło się w głowie, że prezydent jest w stanie dla doraźnych celów politycznych, żeby przypodobać się prezesowi PiS, stanąć na drodze do wzmocnienia polskiej armii oraz rodzimego przemysłu zbrojeniowego. Z punktu widzenia interesów państwa wydawało się to niepojęte. Ale Nawrocki był nieprzejednany.
Tuż po wecie wobec europejskiego SAFE prezydent wezwał do siebie kluczowych dowódców polskiego wojska, nie zapraszając na spotkanie szefa MON. To było wbrew zasadom, wszak prezydent co prawda jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, ale w czasie pokoju sprawuje nadzór nad armią przy pomocy cywilnego zwierzchnika, czyli ministra obrony.
Karol Nawrocki rozgrywa armię
Prezydent nie wystąpił do Kosiniaka o zgodę na spotkanie z generałami. Wezwanie dla czołowych dowódców polskiej armii wysłano jedynie do wiadomości szefa MON. To był drugi szok dla Kosiniaka-Kamysza, a zarazem sygnał, że miękkiej gry z pałacem prezydenckim nie będzie. Spełnia się czarna przepowiednia politologa prof. Antoniego Dudka, że Nawrocki będzie pierwszym prezydentem od czasów Lecha Wałęsy i słynnego obiadu drawskiego, czyli próby namówienia generałów do buntu wobec ówczesnego szefa MON, który będzie próbował wciągnąć armię w polityczne rozgrywki. To będzie w najbliższych miesiącach poważny problem w relacjach rządu z prezydentem. Jednak Kosiniak-Kamysz nogi nie odstawia. Stąd PSL-owska przeróbka programu „Safe zero proc.” i projekt, który ma powiedzieć „sprawdzam”, zarówno prezydentowi, jak i szefowi NBP. Skoro — jak twierdzą Nawrocki z Glapińskim — są jakieś pieniądze w Narodowym Banku Polskim, które można wykorzystać na zbrojenia, to niech je „Glapa” uruchomi na zasadach zgodnych z konstytucją.
Wśród ludowców panuje przekonanie, że w starciu z prezydentem PSL niekoniecznie musi tracić, a może nawet zyskać. Tym bardziej że otoczenie Nawrockiego próbuje łagodzić konflikt z Kosiniakiem-Kamyszem. Prezydent przyjął ślubowanie od dwójki sędziów Trybunału Konstytucyjnego, wśród których są nominaci Polski 2050 i PSL. To miał być gest pojednawczy wobec Kosiniaka-Kamysza, a zarazem próba rozegrania koalicji. Ale lider ludowców nie zamierza dać się rozegrać.
Żadnych długofalowych konszachtów z Nawrockim nie będzie. Zresztą Kosiniak-Kamysz, wbrew spekulacjom mediów, które co jakiś czas wieszczą koalicję PiS-PSL, co najmniej od 2015 r. wie, że — jak powtarzają ludowcy — „kto PiS dotyka, ten znika”. Wtedy był najtrudniejszy czas dla PSL, bo PiS wszelkimi metodami próbowało ich wykończyć. Bardziej prawdopodobny od sojuszu z PiS jest więc plan budowy nowej Trzeciej Drogi w oparciu o samorządowców, którzy przez dwukadencyjność w samorządach mogą być skazani na wejście do krajowej polityki.
Renata Grochal jest publicystką Programu III Polskiego Radia, współtwórczynią podcastu politycznego „Strefa Wpływów” oraz współprowadzącą program „Trójkąt Polityczny” w TVP Info