Czy w polsko-ukraińskiej awanturze o nazwanie przez Wołodymyra Zełenskiego mianem „Bohaterów UPA” elitarnej jednostki ukraińskiej armii chodziło wyłącznie o to, by się przypodobać nacjonalistom po jednej i po drugiej stronie? Na to wygląda.
Polski prezydent wymachiwał szabelką, groził, że odbierze Order Orła Białego prezydentowi Ukrainy za brak zrozumienia dla „polskiej wrażliwości historycznej”, po czym zapadł się pod ziemię.
Po poniedziałkowym posiedzeniu kapituły Orderu, na którym opinie w sprawie odznaczenia dla Zełenskiego były podzielone, rzecznik Karola Nawrockiego w lakonicznym wpisie na platformie „X” oświadczył, że głowa państwa podejmie decyzję „w odpowiednim czasie”. W języku dyplomacji oznacza to, że na razie temat został zdjęty z politycznej agendy.
Czy w naszym interesie jest wojna o symbole?
Nie wiem, co lepsze, czy fakt, że Karol Nawrocki wycofał się z buńczucznych gróźb, czy fakt, że w ogóle je formułował. Od strony politycznej nie wygląda to dobrze. Były szef MSZ w rządzie PiS Jacek Czaputowicz u Agaty Kondzińskiej w „Sygnałach Dnia” wprost nazwał prezydenta Karolem „Galaretą” Nawrockim. Wygląda wszak, jakby stchórzył przed Ukrainą, a przynajmniej tak to zostanie pewnie odebrane przez wyborców Konfederacji, która domagała się odebrania Zełenskiemu orderu.
Co uzyskał Nawrocki? Miarą dobrej polityki, gdy jest się na urzędzie, jest bowiem skuteczność, a nie potrząsanie szabelką, a kiedy przyjdzie co do czego, branie nóg za pas. Nawrocki nie przemyślał gróźb odebrania najwyższego polskiego odznaczenia ukraińskiemu prezydentowi, co nie najlepiej świadczy o jego wyczuciu polityki zagranicznej. A może przeczytał listę kawalerów Orderu Orła Białego i uświadomił sobie, że otwiera puszkę Pandory? Bo jeśli odbierze odznaczenie Zełenskiemu, co z Wiktorem Juszczenką, który pośmiertnie nadał tytuł bohaterów Ukrainy Stepanowi Banderze, przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Romanowi Szuchewyczowi, głównemu dowódcy UPA, bezpośrednio odpowiedzialnemu za wymordowanie Polaków. Juszczence także trzeba by order odebrać.
A co z putinolubnym byłym kanclerzem Niemiec Gerhardem Schroederem, który zarabiał miliony w spółkach zależnych od rosyjskiego Gazprom, nie wspominając już o przywódcy włoskich faszystów Benito Mussolinim. Oni także są kawalerami najwyższego polskiego odznaczenia. A jak już tak będziemy wszystkim te ordery odbierać, kto w ogóle zgodzi się je jeszcze kiedyś przyjąć? Warto by następnym razem, gdy prezydentowi przyjdzie do głowy sięgnąć po broń atomową w relacjach z ze swoim zagranicznym odpowiednikiem, najpierw przemyślał wszystkie za i przeciw.
Bo czy w naszym interesie jest wojna z Ukrainą o symbole na kilkanaście dni przed konferencją w sprawie odbudowy Ukrainy, która ma się odbyć pod koniec czerwca w Gdańsku? Zełenski, obok polskiego premiera, ma być jej współgospodarzem. Czy Nawrocki chce, by zamiast Zełenskiego do Polski przyjechał pięknie zapakowany Order? A Ukrainę, żeby odbudowywały niemieckie firmy, a nie polskie? To w sumie byłoby nawet w polskim stylu, że zamiast zarobić miliony na odbudowie Ukrainy, będziemy dumnie i z godnością dzierżyć w ręku order, odesłany przez ukraińskiego prezydenta. Bywalcy stadionów, tudzież leśnych ustawek nazwaliby to czystym frajerstwem, a reszta polityką pustych gestów.
Nawrocki miał okazję się wykazać
Zresztą Nawrocki miał okazję, by się wykazać w kwestii rzezi wołyńskiej. Zanim został prezydentem Polski, był prezesem Instytutu Pamięci Narodowej. Mógł walczyć o przyspieszenie ekshumacji polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa i godne ich upamiętnienie. Gdyby mu się to udało, byłby polskim bohaterem. Ale wtedy nawet nie chciał spotkać się ze swoim odpowiednikiem, by załatwić sprawę. Ekshumacje zostały zawieszone 2017 r. i dopiero pod koniec 2024 r. je wznowiono, po zabiegach byłej minister kultury Hanny Wróblewskiej i posła Pawła Kowala.
Wiem, wiem, łatwiej krzyczeć i pobrzękiwać szabelką niż prowadzić dyplomatyczne rozmowy w zaciszu gabinetów. To się słabo sprzedaje w mediach. Jedyne co nam pozostanie po tej awanturze o Order dla Zełenskiego, to antyukraińskie nastroje, które są już w Polsce mocno rozbudzone. Niektórzy posłowie chcą nawet sprawdzać, ilu Ukraińców jest zatrudnionych w polskich urzędach. Z tym faszystowskim smrodem zostaniemy co najmniej do wyborów w 2027 r.
Renata Grochal jest publicystką Programu III Polskiego Radia, współtwórczynią podcastu politycznego „Strefa Wpływów” oraz współprowadzącą program „Trójkąt Polityczny” w TVP Info

